środa, 19 czerwca 2013

Żyć nie umierać - rozdział 55.

Rozejrzałam się po salonie.
- Gdzie jest Siva ? – spytałam w końcu
- Tak bardzo chciało mu się jeszcze czegoś niezdrowego do jedzenia, że wysłaliśmy go do sklepu. – wyszczerzył się do mnie Tom
- Aaaa czyli mam rozumieć, że tylko on był głodny, ale to wy wysłaliście go po zakupy ?
Parker zrobił niewinną minę i odpowiedział tylko ; - Tak
Pokręciłam głową, poddając się. – Wy wiecznie nienażarci jesteście.
- Oj przestań, Vicky.
Usiadłam na swoje miejsce obok Toma.
- A w ogóle jak ty sobie radzisz ? Jak się czujesz w końcu normalnie jedząc ? – spytał Max
- Ogólnie w porządku na razie. – uśmiechnęłam się – Włosy już mi tak mocno nie wypadają, nie kręci się w głowie codziennie gdy się budzę, nie męczę się, wchodząc na górę. – wyliczałam – Naprawdę mam nadzieję, że wyjdę z tego świństwa.
- Oczywiście, że wyjdziesz słońce. – szturchnął mnie Tom – Ale wagi i tak ci jeszcze nie oddam.
- Wiem. Może przeżyję jakoś do następnej kontroli lekarskiej.
- A kiedy masz ?
- Po sylwestrze muszę pobrać krew i potem stawić się z wynikami u lekarza.
- Myślę, że jak tak dalej pójdzie to powinno być dobrze. – wtrącił Max – Już przynajmniej kolorki masz normalne na twarzy, nie jesteś blada jak wcześniej.

Uśmiechnęłam się tylko. Po chwili do domu wpadł Siva. Obładowany Siva. Z każdej strony siebie miał reklamówki.
- Rany, ty na supermarket napadłeś ? – patrzyłam na niego zdziwiona
- Nieee – roześmiał się – Ale chłopaki mówili, że mają ochotę na jakieś niezdrowe przekąski, więc wolałem kupić więcej, żeby nie łazić co chwila.
Spojrzałam z uniesioną brwią i satysfakcjonującą miną na Toma i Maxa.
– Oj no ! – obruszył się pierwszy
- Siva też miał ochotę się utuczyć nie tylko my ! – powiedział spanikowany George
- Ja miałem ochotę się utuczyć ?! – wystawił głowę z kuchni Siva – Przecież ja już wysiadłem po popcornie, a wam ciągle było mało !

Tom z Maxem machnęli na kolegę zgodnie ręką, przekręcając głowę w drugą stronę.
- Wy to udani jesteście. – roześmiałam się

Po chwili Siva wrócił do salonu z jakimiś chipsami, żelkami, czekoladami, krakersami i innymi rzeczami, które tylko były możliwe do kupienia i, których nie dało się podpiąć pod rzeczy zdrowe.
- Zaraz ! Jeszcze coś mam ! – rzucił i zmierzył z powrotem do kuchni. Po minucie wrócił do nas tacą.



- O Boże – jęknęłam na ten widok z Tomem nieświadomie, choć każde z nas z innego powodu. On rzucił się na deser jako pierwszy zaś ja miałam opory, by go dotknąć.
- Vicky, śmiało. – uśmiechnął się Siva, częstując mnie
- Ale ja nie dam rady zjeść całego. – ściągnęłam brwi – Skubnę tylko trochę.
- Może dasz radę.
- Nathan kazał nam o ciebie dbać. – przypomniał Max
- Racja. O mnie. Nie o moją wagę. – poprawiłam
- Nie filozofuj tylko bierz. – Łysy podał mi cudo, a ja z oporem je wzięłam. Spróbowałam. Było przepyszne. Niebiańskie wręcz, ale nie doszłam nawet do połowy, a już miałam dość.
- Dziękuję. Nie dam rady więcej. Któryś z was chce ? - Spojrzeli na mnie podejrzliwie znad swoich kubków, a ja przewróciłam oczami. – Spokojnie, niczego nie odstawiam. Po prostu nie zmieści mi się. – uśmiech – Zresztą Nathan zawsze po mnie dojada, więc to normalne. – Tom chrząknął dość nienaturalnie – Smacznego. – podałam mu w drugą dłoń swoją porcję
- Z tobą słońce to tylko interesy ubijać. – Parker zarechotał
- Ile to do szczęście potrzeba. – skomentowałam, wzdychając, a Siva z Maxem roześmiali się
- To był odwet za to co powiedziałem kiedy popędziłaś do telefonu ? – Tom spojrzał na mnie spod byka, a ja wyszczerzyłam się
- Naturalnie.


Po paru minutach chłopaki opróżnili już swoje kubeczki i zaczęli zajadać się pozostałymi rzeczami, gdy Max spytał; - Victoria zagrasz z nami w pokera ?
- Nie umiem.
- To cię nauczymy. – wzruszył ramieniem Siva
- W sumie możecie, bo i tak nie mam niczego do roboty.
- Ale w rozbieranego. – pomachał brwiami Max
- Rozbierany poker ?! – postawiłam oczy – A to nie … - wycofywałam się
- Wymiękasz słońce ?
- Nie, ale chętnie popatrzę sobie. Yyy … to znaczy pokibicuję. – puściłam oko
- Nie ma tak ! – roześmiał się Siva – Albo wchodzisz w to z nami
- Albo i tak wchodzisz, bo nie masz niczego do roboty. – dokończył jak gdyby nigdy nic Tom
Wzniosłam głowę do góry; - Nath, wracaj szybko. – chłopaki roześmiali się – Ale i tak opieprz to Sykes ode mnie zgarnie przyzwoity za te Stany. – wróciłam do nich wzrokiem, a oni ponownie zarechotali, dodając;
- Już mu współczujemy.
- To co, gramy w tego pokera ? – zacierał ręce Tom – Jest idealnie; dwóch na dwóch.
- Gramy ! – zarządzili Siva z Maxem
- Ale ja nie umiem ! – pisnęłam
- Nauczymy cię.
- I nie chcę w rozbieranego !
- Ale Vicky … - chłopaki wyszczerzyli się zgodnie i machali szatańsko brwiami, nie spuszczając ze mnie wzroku
- Wypchajcie się ! – oparłam się ostentacyjnie o sofę i założyłam ręce na klatce piersiowej, wskazując na swój bunt
Zaraz Tom oburzył się; - A z Nathanem to byś sobie zagrała, co ?!
- Właśnie ! – podchwyciła reszta – A z nami nie chcesz ! … Co my gorsi jacyś ?!
Ręce mi opadły. – Chłopaki weźcie się ogarnijcie ! – śmiałam się już na dobre
- Czujemy się dotknięci !
- Z Nathanem to co innego by było. – wystawiłam do nich język
- O proszę ! – Max roześmiał się
- Czyli jesteśmy gorsi … - spuścił głowę Parker
- Słońce nie chmurz się. – dałam mu kuksańca w bok
- Do bani. – skomentował Siva
- To co – uśmiechnęłam się szeroko – nie popatrzę dziś sobie ?

Pokręcili głową na „nie” z podkówką z ust. Obraz rozpaczy, ale za to jaki fajny ;). Roześmiałam się z ich min.
- W takim razie może bilard ? – spytał Siva po chwili
- Jestem za. – powiedział Max
- Ja też. – przyznałam, a po chwili dodałam, wiedząc, że w tym byłam mistrzem – Ale przegrani na rozbieranego ! –
- Nie ! – chłopaki oburzyli się, a ja miałam z nich ubaw

I tak wyszło, że siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy po prostu telewizor. Norma. Po jakiejś godzinie Tom z Maxem wstali i udali się na korytarz.
- Gdzie idziecie ? – spytałam, nie odrywając wzroku od filmu
- Na taras zapalić. – wrócili ubrani w kurtki do salonu – Idziesz z nami ?
Spojrzałam na Sivę, a on na mnie. – Vicky, ja nie powiem Nathanowi jeśli o to chodzi.
- Błagam cię, myślisz, że się go boję ? – prychnęłam
- W sumie, patrząc na twoją reakcję to niekoniecznie.
- Słońce idziesz ? – zawołali do mnie, otwierając drzwi balkonowe
- Nie chcę, dzięki. Przez was w nałóg tylko wpadnę.
- Aj gadasz.
- Chodź.
- Nie, dziękuję. Smacznego. – powiedziałam i wróciłam do oglądania filmu
- Mądra dziewczyna. – usłyszałam od Sivy. Spojrzałam na niego i obydwoje w jednym momencie uśmiechnęliśmy się.

Siedziałam z chłopakami do późnego wieczora. W ich towarzystwie nie można było się nudzić ani smucić. Normalnie, byłam pewna, że nawet taki krótki wyjazd Nathana spowodowałby chociaż małą chandrę. (Żartowałam z tym określeniem „mała”.) Ale w towarzystwie chłopaków nie było mowy o żadnym dole. Co chwila tylko wybuchaliśmy śmiechem i doszło co do czego, że na końcowych napisach filmu żadne z nas nie wiedziało o co chodziło i na czym tak naprawdę polegała akcja. Ok. g.1 w nocy wstałam, bo czułam, że zaraz zasnę. Życzyłam każdemu „dobranoc” i zmyłam się do siebie na górę. Na szczęście byłam tak zmęczona, że nawet nie miałam siły ani ochoty pogrążać siebie i myśleć, że nie było obok mnie Nathana. Za to byłam chłopakom wdzięczna ;).
Obudził mnie budzik. Poniedziałek. Dzień dobry. Wstajemy, wstajemy i zmykamy do pracy ! Z trudem podniosłam swoje poślady, ale zgrabiłam się do szafy, wyciągnęłam ciuchy i poszłam do łazienki.


Zeszłam na dół, ziewając i rozpuszczając włosy z niesfornej kitki. Byłam niewyspana. Po co było trzeba siedzieć z chłopakami do późna ? Oni sobie teraz smacznie spali, a ja musiałam śmigać do pracy. W salonie leżała sterta paczek jedzenia z wczoraj. Pokój wyglądał gorzej niż po popijawie.
Zaszłam do kuchni, zaparzyłam sobie kawy, a w międzyczasie zjadłam kanapkę. Przelałam część kawy do termosu, nałożyłam płaszcz i zamykając za sobą drzwi wejściowe na klucz wyszłam z domu.

W „EandJ” pracowało się świetnie. Rzuciłam się w wir pracy, zapominając o Bożym świecie i dopinając dekorację lokalu na ostatni guzik. O g.15 w pełni dumna i usatysfakcjonowana skończyłam dniówkę.
Szpagatami wracałam do domu, bowiem nie mogłam doczekać się kiedy zobaczę Nathana. Mieliśmy przecież zjeść razem obiad. Przez Skype`a, ale dobra ;D. Chłopak starał się jak tylko mógł pomóc wyjść mi z sideł anoreksji i na każdym kroku dodawał mi otuchy. Przecież nie raz dziwiłam się jak bardzo był cierpliwy i tak naprawdę nigdy nie mogłam ogarnąć skąd on miał tyle tej cierpliwości. Wiedział doskonale, że łatwiej było mi jeść z nim i gdy był na miejscu to każdy posiłek jedliśmy razem, a gdy wyjechał … Gdy wyjechał to mimo wszystko starał się trzymać tego ciągłość. Szłam przez całą drogę uśmiechnięta i cieszyłam się, że miałam takiego wspaniałego faceta.

- Już jestem ! – krzyknęłam, wchodząc do domu
- Cześć Śliczna. – wychylił się do mnie z kuchni uśmiechnięty Max
Odwiesiłam płaszcz na haczyk w korytarzu, podeszłam do chłopaka i dałam mu buziaka w policzek. – Co robisz ? – zajrzałam na patelnię
- Nie podchodź, bo się pobrudzisz. – odsunął mnie od kuchenki ręką – A szkoda by było. – zlustrował mnie wzrokiem – Jajka smażę. Może to nie równa się do dań, które ty sporządzasz, ale stwierdziłem, że pewnie po pracy będziesz zmęczona i nie zechce ci się robić porządnego, ciepłego obiadu.
- Ooooomm kochany jesteś. – dałam mu drugiego buziaka w policzek
Max uśmiechnął się słodko. – I kupiłem twój ulubiony sok marchewkowy. – nastawił drugi policzek
- Hah, dzięki. – dostał kolejnego całusa
- I w ogóle możesz podziękować za to, że jestem. – nastawił policzek
- Nie za dobrze ze mną masz ? – założyłam ręce, śmiejąc się
- Zawsze mogę mieć jeszcze lepiej. – wystawiony wskazał palcem na policzek
- Ochh … - westchnęłam i poczęstowałam go ostatnim buziakiem i poszłam na górę po laptopa
- Wracaj obiad jeść ! – usłyszałam za sobą
- Zaraz ! – odkrzyknęłam. Zaszłam do pokoju, wzięłam sprzęt i wróciłam do kuchni. Odpaliłam komputer i zaczęłam nakładać sobie na talerz jedzenie.
- Już jesteś tak uzależniona od komputera, że nawet nie zjesz spokojnie, pracoholiczko ?
- Max ! – przybrałam pretensjonalny ton – Po pierwsze nie jestem pracoholiczką ! Jak coś to kocham swoją pracę i tyle. A po drugie; mamy z Nathanem razem zjeść obiad przed kamerką, więc wybacz, ale nie strzeliłeś celnie. – wytknęłam mu widelcem po czym usiadłam z talerzem przed laptopem i zalogowałam się na Skypie. George tylko pokiwał głową, ale nie przejęłam się tym, bo już Sykes do mnie dzwonił. - Heeeeeej – uśmiechnęłam się szeroko na jego widok
- Cześć – odpowiedział tym samym gestem. Miał na sobie zwykły t-shirt, okularki na nosie, wcale nieułożone włoski, a mimo to wyglądał dla mnie po prostu idealnie – Jak po pracy ? Zmęczona ?
- Nie bardzo. Właściwie wcale.- poprawiłam się, a Nathan słodko uśmiechnął się - Siedziałam dziś tylko u siebie, nie musiałam nigdzie biegać, także jest ok. W ogóle muszę chłopaków pochwalić. – powiedziałam, patrząc znacząco na Maxa, który odwrócił się do mnie wyszczerzony – Wiesz jak oni o mnie dbają ? Wszystko mam podstawione pod nos, niczym się nie muszę martwić … Normalnie żyć nie umierać.
- Nono tylko, żeby oni mi tam się nie rozpędzili i nie zapominali, że już jesteś zajęta. – podniósł się Sykes – I to przez mnie. – oświadczył dumnie na końcu, a po chwili obydwoje roześmialiśmy się – Cieszę się, że dbają o ciebie i nie muszę się martwić czy wszystko w porządku.
- Dbają, dbają. – do kamerki nachylił się Max – Siema młody.
- O, hej Max.
- Jak w Gloucester ?
- A dobrze wszystko.
- W ogóle jak występ Jessici ? – spytałam
- A elegancko, rozwaliła wszystkich tylko niepotrzebnie się denerwowała. Młoda ma talent po bracie. – Sykes sam sobie przybił „żółwika”
- Pozdrów ją tam ode mnie. – poprosił George
- Nie ma sprawy.
Chrząknęłam. – Dobra, zostawiam was już samych. – przeczytał mi w myślach Łysolek – Nie chcę mieć na sumieniu rozpadu Nathorii. – wystawił do mnie język za co dałam mu kuksańca w bok;
- Spadaj.
Nathan roześmiał się z nas, a ja upewniając się, że Max wyszedł i nie wróci, wzięłam do ręki widelec.
- Co masz dobrego na obiad ?
- Max usmażył jajka i jakąś sałatkę zrobił.
- No co moje uszy słyszą … ? … George został zagoniony do kuchni ??
- Sam się zagonił.
- Cuda … - chłopak pokiwał głową i sam zabrał się do jedzenia
- A co ty jesz ?
- A mama zrobiła moje ulubione kotlety do tego puree ziemniaczane, surówka z warzyw – wyliczał, patrząc na talerz – sok z owoców i zaraz dostanę szarlotkę. – wrócił do mnie wzrokiem z pełnym uśmiechem
- O proszę. Ładnie. Mama dba o swojego synka.
- To jak !
Jedliśmy, rozmawiając cały czas, nawet z pełną buzią :>.
- O której jutro wracasz ? – spytałam, odstawiając na bok czysty talerz
- Jeszcze nie wiem. Ale nie denerwuj się, wrócę na pewno.
- W to nie wątpię …
- Vicky czy mi się zdaje czy ty coś przede mną ukrywasz ?
Zmieszałam się. – Ja ?? – oprócz tego, że chcę ci nieźle dokopać za to, że nie powiedziałeś mi nic o wyjeździe do Stanów to niczego nie ukrywam – Wydaje ci się.
- Vicky …
- Nath … - sztuczny uśmiech – Wszystko.w.porządku. – oddzielałam każde słowo
Chłopak jeszcze chwilę podejrzliwie na mnie patrzył, ale widocznie wyglądałam dość przekonująco, bo odpuścił. – Nie mogę doczekać się kiedy przyjadę z powrotem.
- Spokojnie Nathan. Naciesz się obecnością w domu, bo potem będziesz tęsknił za nimi wszystkimi.
- Za tobą tęsknię i to mi wystarczy.
Ooooo rozpłynęłam się, słysząc to od niego. Uśmiechnęłam się tylko. – Ja za tobą też. – popatrzyliśmy na swoje obrazy na całym ekranie, a po chwili Nathan spytał;
- Kiedy idziesz na te zakupy z Nareeshą ?
- Właściwie to jakoś zaraz pewnie będzie.
- Victoria ! – do kuchni wszedł Max i zaczął coś tak szybko nawijać, że nie zdołałam niczego zrozumieć. Gdy po kilkunastu sekundach skończył kazanie odezwałam się;
- Dobrze Max, ale nie mów tak szybko, bo nic nie rozumiem ! Uspokój się, opanuj swój akcent. I teraz powtórz to wszystko jeszcze raz wolniej.
George przymknął oczy jakby licząc do dziesięciu na uspokojenie.
- Serio ? - jęknął po chwili
- Zrozumiałam tylko na końcu "okey?" - usłyszałam z laptopa jak Nathan roześmiał się – A ty się nie ciesz.
- To było słodkie. – Sykes powiedział, marszcząc brwi przez śmiech. Pokręciłam do niego tylko głową i z powrotem zwróciłam się do Maxa;
- Więc ? O co chodziło ?
- Mówiłem – Max oparł się przede mną o blat stołu, by spojrzeć mi z bliska w oczy – że zaraz przyjdzie Kevin, nasz ochroniarz i, że wolę cię uprzedzić i powiedzieć, żebyś zamykała się w łazience o ile do niej pójdziesz niż, żebyś zeszła na zawał kiedy obcy, nieznajomy dla ciebie facet wtarabani ci się do łazienki, OKEY ? – zaakcentował ostatnie słowo i mówił bardzo wolno każdy wyraz, tak że dopiero po minucie usłyszałam całą wiadomość

Gdy już do mnie dotarło zmrużyłam tylko oczy i wystawiłam do niego język, bo uśmiechnął się łobuzersko. Ze śmiechem dołączył do niego Sykes.
- Śmieszne. – skomentowałam – A ty trzymaj ze mną, a nie z tym Anglikiem, bo cię rozłączę zaraz ! – wytknęłam do swojego chłopaka, ale za chwilę dołączyłam ze śmiechem do Maxa i Nathana.
W tej chwili do drzwi ktoś zapukał.
- Pójdę otworzę. – zaoferował się George
- To pewnie Nareesha.
- Albo Kevin.
- Mniejsza. – machnęłam ręką i wróciłam do kamerki – Musze kończyć Nath.
- Jasne. Udanych zakupów. Kup jakąś sexi sukienkę. – puścił do mnie oko
- Żeby znowu ślinka ci leciała ?
- Dokładnie tak. – roześmiał się
- Ja mam w niej iść na bankiet, a nie z tobą do łóżka ! – parsknęłam – Muszę kończyć. Do jutra. – cmoknęłam
- Do jutra Baby. – pomachał i rozłączyliśmy się, a w korytarzu już słyszałam nie tylko głos Maxa.




 
Jołson Lasencje ;) ! Właśnie wróciłam z udanych zakupów i piszę do Was z napojem w kubku. Mam tak wysuszone i bolące gardło, że charczę, a nie mówię i muszę „nawadniać” swoje gardziołko ;/.
Za ładne, sprawne komentowanie wstawiam nowy rozdzialik ;P.
Dziwicie się i pytacie o to jak mi się udaje pisać za każdym razem takie długie rozdziały. Sama nie wiem ;] ! Po prostu, gdy dorwę się do pisania to samo leci ;) …
W ogóle na nowo odkryłam sama dla siebie dwie piosenki The Wanted ( oczywiście nie są one nowe ) – „A good day for love to die” daje mi niezłego kopniaka za to „Rocket” … Ommm, słysząc pierwsze tony tej piosenki i Nathanowskie kwestie po prostu odpływam … Och, dawno nie miałam takiego uczucia jakie wywołuje na mnie ta piosenka ^^.

Ciasteczkowy Potworze – nie musisz chcieć pisać jak ja. Masz talent, swój styl, głowę pełną swoich pomysłów i marzeń, i wykorzystuj to ile się da. I nie ma czego mi zazdrościć :* !
Do następnego Ziomeczki :* !

PS mówię „hej” wszystkim Nowym ;)

20 komentarzy:

  1. hey;p świetny rozdział;p Życze weny w napisaniu kolejnego;p

    OdpowiedzUsuń
  2. heejka super rozdzial naprawde kocham czytac twoje opowiadanie .!! zycZe weny i dawaj nexta ! ;)))pozdr. Werka

    OdpowiedzUsuń
  3. boooski rdz *.*
    Nathan jest taki słodki ^^
    przepraszam że nie skomentowałam poprzedniego rdz ale przeczytałam go przed chwilą xD
    dobra , pisz next bo czekam :D
    kocham <333333

    OdpowiedzUsuń
  4. Hihi jaki romantyczny "obiad" :P

    Pozdrawiam i czekam na kolejne rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ommmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm. <3
    Rozpływam się. *.*
    Rozdzialik słodziuuuusi. :D
    Ojj Sykes będzie wpierdziel. :D
    Ah i ten rozbierany poker. ^^
    I jedno tylko nasuwa się na myśl. xd
    I jeszcze te zdziwienie Natha, kiedy usłyszał, że Max sam robił jedzenie. Epickie. xdd
    O.! I jeszcze te jego szybkie mówienie, a potem jak powtarzał to zaczęłam sie rechotać. xd
    Sexy, sexy. Nathan znowu napalony. ^^
    Ojojoj to lecz gardziołkoo. ;*
    Taak, przy "Rocket" tez wymiękam. <3
    Pisz kolejny niesamowity i dawaj go tu. ;D
    Czekaaaaam. <3
    Wpadaj do mnie, nowa notka. :D
    http://all-my-life-in-pictures.blogspot.com/
    Na IFY, może wieczorem wciśnę. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Oooo jak słodko :)
    Nie ma to jak wspólny obiad...
    Hahaha:D I rozbierany poker na nie wiem czy Nathan by był zadowolony
    Świetny rozdzialik :]
    Całuski i do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest rozdział- jest zajebiście ;)
    Już się nie mogę doczekać przyjazdu Nathana...mmm...będzie się działo.
    Ty i twój talent-jesteście boscy :D
    Do następnego słońce :P
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  8. Obiadki przez skype najlepsze :D
    Like na fb XD
    Dlaczego gdy ja się tak serio wciągam to koniec? ;(
    Dawaj nerxt'a!!! xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Aww, ten obiad przez Skype był taki słodki. <3
    I w ogóle taki mam zaciesz, że dodałaś rozdział. ^^
    Genialne, po prostu genialne cudeńko nam dodałaś. ;D
    Ach, jak ty nas uwielbiasz torturować. :)
    Akurat w takim momencie kończyć? :C
    Weny Kochana i czekam na kolejny rozdział, oby pojawił się niebawem! ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Hejoł ! Boże jak cudnie :) Mrrrrr rozbierany poker, do którego nie doszło w końcu :< Haha Vicky. NATHAN bój się ! Po powrocie hihihihihih :3 Zua Vickkkk
    Mmmm obiadek przez Skype ? Super, ja też często tak robię :D
    Pisz pisz pisz SZYBCIUTKO nexta
    Wenyyy ♥
    PS. Załamię się po prostuuuu :< Czekałam na koncert chłopaków jak najbliżej się da (Berlin, bo na Polskę wgl nie liczyłam) i kiedy będzie ? W s-a-m-o zakończenie roku szkolnego. LEPSZEJ daty się załatwić nie dało nie ? Haha Walić zakończenie, jadę na koncert :)

    girlletmeloveyou.blogspot.com
    ifythewanted.blogspot.com
    wefoundsexy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Oooou ten deser wygląda tak ślicznie... Sama bym coś zjadła.xd
    Podoba mi się ten rozdział i nie mogę się doczekać tej wielkiej awantury XP
    Pisz szybko, zdrowiej i weny :*

    OdpowiedzUsuń
  12. No i co ja mam Ci Kochanie powiedzieć?Jak zwykle genialny rozdzialik ;)
    Ahh to nie zdrowe jedzenie ^^ i te przecudowne foty takich "rarytasów" na twoim zacnym blogu! uwielbiam ;)
    Uuu rozbierany poker!Szkoda ,że do niego jednak nie doszło bo czuje ,że nie było by końca brechtaniu ;)
    Nathorriowy( oj chyba źle to napisałam xd) obiadek! ;)
    Omnomnom <3

    Do nexcika Słońce ;**

    OdpowiedzUsuń
  13. HAHAA
    Rozbierany poker, obiadki na skypie :)
    Niezłe :D
    Niech już ten Nathan wraca!!!!!!!!!!!
    Uważaj na swoje gardziołko :)
    Pisz szybko następny rozdział i weny Kochana :**

    OdpowiedzUsuń
  14. Awww jak słodko <3
    Wgl, jak Max wpadł powiedzieć o Kevinie to myślałam, że padne xd

    No kurde zawsze rozdziały są takie super, że już brakuje mi komplementów :(

    OdpowiedzUsuń
  15. rozbierany poker ?
    myślałam że rozwiniesz tę kwestię, było by wiele śmiechu ;D
    rozdział tak jak każdy . . . . po prostu świetny, czyta się jakby to był bestseler . no bez kitu ;P
    masz magie w paluszkach i wieeeelki talent,
    gdyby tak twój blog przetłumaczyć na angielski i dać chłopakom do przeczytania i oni by go przeczytali to by było . . . bosko ;D
    to jest genialny pomysł ;)
    trzymaj się i pisz szybciutko ;*

    http://alltimethewanted.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. HAHAHAHHAHAHAHAH TO MNIE ROZWALIŁO <3
    "Ciasteczkowy Potworze – nie musisz chcieć pisać jak ja. Masz talent, swój styl, głowę pełną swoich pomysłów i marzeń, i wykorzystuj to ile się da. I nie ma czego mi zazdrościć :* !"
    JAK TY POTRAFISZ KŁAMAĆ :**
    A ROZDZIAL BOMBA, ZRESZTĄ JAK KAŻDY :3
    JA JUŻ CHCE NASTĘPNY ^^
    PISZ SZYBKO KOLEJNY :d

    OdpowiedzUsuń
  17. Ej ej ej...
    Bo mi Nathan przytyje po tych dodatkowych porcjach ukochanej, a tak chyba być nie może. :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Hohoh rozbierany poker z TW? Okazja jakich mało:D Ja bym nie zagrała, ale mogłabym robić za cheerleaderkę^^ Hm bez Nathana, to tak jakoś łyso by było grać ;p Hah i to oburzenie napaleńców, z naciskiem na Toma i Maxa, dlaczego Vicky z Nathanem zagrałaby, a z nimi nie:D Czytając szczerzyłam się tak samo, jak na widok nutelli^^
    Nathoria i ten wspólny obiadek na Skype. Czyż to nie jest full romantico?<3
    Czekam na kolejnusi ;*

    OdpowiedzUsuń
  19. No faktycznie żyć nie umirać ^^ Wszystko podstawione pod nos, 4 świetnych facetów Cię uwielbia i dba o Ciebie... Jej ;DD Też bym tak chciała! :D No i do tego dochodzi seksowny Twój boy, którego nawet jak nie ma przy Tobie, daje Ci odczuć, że tez o Ciebie dba i do tego nie widzi świata poza Tobą! ^^ Owww <3

    Haha w ogóle, jak mi się śmiać chcialo z tym pokerem, jak ją namawiali Zboczuchy jedne!! Mają za bardzo kosmate myśli xD I jeszcze to wypominanie, że są gorsi od Nath'a! ;P

    Ale w bilard to już grać, Cwaniaczki nie chciały, bo by sobie na Viki nie popatrzyli, co? :P Ehhh, faceci ! :P

    W ogóle jestem dumna z Viktorii, bo je normalnie w końcu i udaje jej się nabrać trochę wagi, żeby wydobrzeć :)) I zjadła cały obiad ^^ Z Nathan'em przed sobą ^^ How sweet <3 Jeszcze on taki nieogarniety i w okularkach! ;D

    Hahahahahaa z tym Maksem, dobre było, OKEY? xDDD myślałam, ze zleje ! :DD
    No to niech Viktoria się pilnuje w łazience xD
    i teraz mam dylemat, czy przyszli oni, czy Nareesha :p
    więc musisz rozwiac moje atpliwosci i dodać next rozdzialik ;DD

    Ściskam Cię, trójkącie bermudzki Ty xD <333

    OdpowiedzUsuń