poniedziałek, 18 marca 2013

Tym razem przegięłaś - rozdział 18.

Dziś sobota. Leniwie przeciągnęłam się, otwierając oczy. Wystawiłam rękę z łóżka w celu omacania szafki obok i znalezienia telefonu. Udało się. Spojrzałam na zegarek w komórce: 8.20. DOPIERO ?! To jakim cudem ja jeszcze nie śpię -,- ?! Odłożyłam telefon i przewróciłam się na drugi bok, ale nie mogłam już zasnąć. Podniosłam się i rozejrzałam po pokoju. Stwierdzam, iż moje lokum znowu (?!) wygląda jakby przeszło w nim tornado. O nie ! Tak nie może być. Cel na dzisiaj – zrobienie porządku i ogarnięcie tego syfu. Poza tym zgłaszam się na ochotnika, żeby pójść zrobić zakupy spożywcze. Ubrałam się i zeszłam na dół do Lucy, która już pracowała.



Kobieta zdziwiła się, widząc mnie o tak wczesnej porze. Po krótkiej rozmowie dała mi listę zakupów i poszłam do supermarketu załatwić sprawę J. W czasie drogi w jedną i druga stronę słuchałam muzyki. Słuchawki aż dudniły, ale co ja poradzę, że kocham głośne bity J ? Trafiły mi się nawet dwie czy trzy piosenki The Wanted – wcale się nie wypieram, że mam ich na swojej playliście.
Mimo pochmurnej pogody miałam dobry humor. Może dlatego, że słuchając właśnie „Glad you came” myślałam o wczorajszej bliskości z jednym z członków zespołu ? Coraz bardziej lubiłam przypominać sobie ten moment.

Załadowana z dwóch stron torbami wchodziłam do „Sweet Dreams”, gdy przyłapałam samą siebie, że idę z bananem na twarzy J. Zaniosłam zakupy do kuchni, gdzie była Lucy. Postawiłam je na stole i opadłam na krzesło.
- Ciężko było nieść ? –
- Trochę … -
- Nie musiałaś iść. Mogłam wysłać Chrisa. –
- A tam – machnęłam ręką – Chciałam się dotlenić. –
- Rozumiem –
Wstałam z krzesła.
- A ty gdzie już lecisz ? –
- Na górę Lucy. Muszę zrobić znowu dokładny porządek w pokoju. Naprawdę nie mam pojęcia czemu w ciągu całego tygodnia nigdy nie odkładam rzeczy na swoje miejsce … Chyba, żeby w sobotę się nie nudzić i sprzątać te stosy. –
- No widzisz jak o siebie dbasz ? – zaśmiała się Lucy
- Aż za bardzo – oceniłam – To idę ja, bo póki się z tym zmierzę to północ mnie zastanie. –
- Nie odpoczniesz jeszcze po tym ciąganiu toreb ? –
- Odpocznę potem. – zawróciłam się
- A śniadanie ? – usłyszałam za sobą

Odwróciłam się i chwyciłam dwie kanapki, które Lucy przygotowała. Z uśmiechem i śniadaniem poszłam na górę. Ostatni kęs chleba i zabieramy się do roboty.
Ścierałam kurze, składałam ciuchy, które leżały, a raczej zostały rzucone po każdym założeniu na fotel, bo niby po co chować je do szafy ? Grrr …

Następnie szeregowałam bluzki – niektóre musiałam włożyć do worka, bo stwierdziłam, że już są zbyt poniszczone i z ciężkim sercem trzeba je wyrzucić. Wychodziłam z tym workiem z pokoju, gdy z łazienki wyszedł Chris. Był w samych bokserkach, a przez ramię przewieszony miał ręcznik. O Boże. W życiu nie widziałam tak ładnie wyrzeźbionego, męskiego brzucha ( na żywo oczywiście – gazety, tv się nie liczą ;p ). Blondyn zauważył, że przyglądam mu się chyba trochę zbyt długo, bo uśmiechnął się uroczo.
- Cześć – zaczął

Dopiero wtedy mrugnęłam i od razu spuściłam wzrok.
- Hej –
- Co tam ciągniesz za worek ? –
- Robię porządki i wyrzucam niepotrzebne rzeczy. – kierowałam się na schody
- Zostaw to, zaraz ci pomogę. –
- Poradzę sobie. –
- Zostaw powiedziałem. –
Spojrzałam na niego. – Do żółtego kontenera. – poinformowałam i powtórnie musiałam spuścić wzrok

Rozpraszał mnie swoim negliżem zbyt mocno ;D, więc wróciłam z powrotem do siebie. Upewniłam się czy na korytarzu już nie ma Chrisa i z zaplecza ( tzn. z dołu ) przytaszczyłam po schodach odkurzacz. Myślałam, że się z nim prędzej zabiję niż przyniosę do pokoju, ale udało się. Posiłowałam się jeszcze z łóżkiem i szafą; chciałam je odsunąć i za nimi porządnie odkurzyć.
- Może ci pomogę ? – usłyszałam za sobą głos Chrisa
- Nie, dzięki. – wzięłam się za odkurzacz i przejechałam nim za meblami

Musiałam jednak go wyłączyć, bo nie miałam przez chwilę najnormalniej w świecie sił.
- Może jednak na coś bym się przydał ? – chłopak nie ustępował i rozejrzał się po pokoju
Wzięłam głęboki oddech. – W sumie mógłbyś odnieść odkurzacz na dół … - przede mną stała wizja jak turlam się ze schodów z tym sprzętem

Wejść z nim to był wyczyn, a zejść to już w ogóle magia *_*.
Chris momentalnie podniósł odkurzacz i zniknął z nim. Opadłam na fotel. Teraz musiałam odpocząć. Spojrzałam na zegarek: już grubo po 13. W zasadzie zaraz 14. Gdzieś z torby usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Zgramoliłam się z fotela, wyciągnęłam komórkę. Dzwonił Nathan. Położyłam się na łóżko.

- Halo – odebrałam leniwie
- Dzień dobry ! Z tej strony sam właściciel najlepszego kina w mieście! Podobno zamawiała pani 2 bilety dla siebie i przystojnego, najukochańszego, najseksowniejszego członka zespołu The Wanted Nathana Sykesa. – udawał chłopak – Czy dobrze się dodzwoniłem ? –
- Pomyłka … - powiedziałam cicho, nie mając siły na żarty
- No nie gadaj, że ty jeszcze śpisz ! – wyrwał swoim głosem – 14 jest ! POBUDKA ! ! –
- Nie drzyj mi się do ucha. Już od sześciu godzin nie śpię. –
- To co ty taka bez życia ? –
- Bo byłam rano na zakupach, przywlokłam ciężkie torby do domu, a od czterech godzin walczę z bałaganem w pokoju i odkurzanie wraz z odsuwaniem mebli wykończyło mnie. – mówiłam monotonnie
- Musiałaś to wszystko robić naraz ? –
- W tygodniu nie mam na to czasu. – przypomniałam mu
- No nic, zbieraj się. Jedziemy do kina. – zarządził
- Myślę, że to nie jest dobry pomysł … Jestem mega zmęczona. –
- Oj tam, trochę z siebie wykrzesasz sił. Ubieraj się. –
- Nie … -
- Vicky ruchy, ruchy, ruchy. Wstawaj ! Ożywisz się trochę. – mówił radośnie do ucha

Do pokoju wszedł Bob, chciał chyba o coś zapytać, więc pokazałam mu, żeby poczekał chwilkę i zwróciłam się z powrotem do słuchawki;
- Nie słyszałeś ? Jestem zmęczona ! Ledwo żyję ! – zaczęłam się denerwować – Mogłeś wczoraj coś wspomnieć, że masz jakieś plany na dziś to bym porządki odłożyła na inny dzień. Ale nie ! Jak zwykle informujesz mnie w ostatnim momencie! –
- Bo na spontana najlepiej ! Już wsiadam w samochód i jadę po ciebie ! –

Miarka się przebrała i nerwy mi puściły;

- Nathan mógłbyś chociaż raz pomyśleć o innych i choć na sekundę przestać być cholernym egoistą ?! – krzyknęłam do słuchawki
Po drugiej stronie zapadła głucha cisza …

- … dobra Victoria, nie było tematu. Cześć – rozłączył się
Westchnąwszy zamknęłam oczy i opuściłam rękę z telefonem.
- Vicky, coś mi się zdaje, że tym razem przegięłaś … -

Otworzyłam oczy i spojrzałam na Boba, który był tego świadkiem. Spuściłam wzrok.
- No. Mi też tak się zdaje … - przygryzłam wargę – A tam. Przejdzie mu. – sztuczny uśmiech - … Co chciałeś ? –
- Zawołać cię na obiad … -
- Już idę. Zaraz przyjdę. – poprawiłam się
- No … bo ja bym oddzwonił i przeprosił. – zlustrował mnie wzrokiem i wyszedł z pokoju
- Ooooohhhh !!! – rzuciłam się na poduszkę ze złości

Wiedziałam, że Bob miał rację i wiedziałam, że niepotrzebnie naskoczyłam i obraziłam Nathana … Nie miałam pojęcia co we mnie wstąpiło … Zrobiłam głupotę i trzeba teraz przeprosić …
Wybrałam numer chłopaka. Sygnał oczekiwania. Pierwszy … , drugi … , trzeci … I nagle poczta głosowa. Oczy postawiłam jak 5 zł. No nie gadajcie, że mnie odrzucił ! Rozłączyłam się i spróbowałam jeszcze raz … To samo ! CO ZA BEZCZEL ! Rzuciłam ze złości telefon do torby i zeszłam na dół.

- I jak, pogodzeni ? – spytał Bob, podając mi talerz ze spaghetti
- Nie odbiera. Obraził się na mnie. Nie będę więcej do niego dzwoniła ! Bez łaski ! –
- Nie nakręcaj się tak. Spróbuj jeszcze potem. –

Nic już nie odpowiedziałam tylko zaczęłam jeść. No co za typ z tego Sykesa ! Człowiek chce przeprosić, a ten fochy stroi ! No błagam … !

Jedliśmy w czwórkę – ja, Bob, Lucy i Chris. Trójka rozmawiała i żartowała, ale mi nie było do śmiechu. Zjadłam bez słowa, kulturalnie podziękowałam i poszłam do siebie. Szykowałam jakiś film do obejrzenia, gdy ktoś zapukał do drzwi. Z niechęcią odłożyłam laptopa i wstałam z łóżka. Otworzyłam drzwi;
- Przyniosłem ci czekoladę. –
- Dzięki Chris, ale nie mam ochoty … -
- Chcesz pogadać ? –

Z Tobą ?! O Nathanie ?! No jeszcze co !!

- Nie, za to też dziękuję … -
- Victoria … - wziął mnie za rękę – Nie bądź smutna. –

Spojrzałam na niego bez emocji.
- Mogę zostać sama ? – zabrałam swoją dłoń z jego ręki
- Oczywiście – powiedział i nachylił się, by mnie pocałować
Odsunęłam się. – Miałeś nie naciskać … - przypomniałam mu i ostatni raz spojrzałam na niego po czym wróciłam do pokoju

Całe popołudnie i wieczór spędziłam u siebie. Raz- chciałam odpocząć, dwa – byłam wkurzona. Przed zaśnięciem spróbowałam jeszcze raz dodzwonić się do Nathana. To samo – nie odebrał.
- Dobra Sykes sam tego chcesz; jutro robię ci wjazd na chatę. – warknęłam do telefonu po czym odłożyłam go na szafkę obok, zgasiłam lampkę i ułożyłam się do snu.

Zbudziłam się po 11. Zregenerowana odsłoniłam żaluzje w oknie. Od samego rana myślałam o swoim wczorajszym naskoczeniu na Nathana. Wczoraj byłam zła, ale bardziej na niego, że się na mnie obraził, za to dziś byłam pewna, że przegięłam i cała wina spoczywa na mnie.
W piżamie zeszłam do kuchni i nalałam sobie mleka do kubka.

- Dzień dobry śpiochu –
- Cześć Bob – przywitałam się z mężczyzną, który wszedł do kuchni
- Jak się spało ? –
- W porządku – łyk mleka
- Dogadałaś się ze swoim kolegą ? –
- Nie odbiera. –
- Uuuu … - skrzywił się – To rzeczywiście przechlapałaś sobie … -
- Nie pierwszy i nie ostatni raz. – skomentowałam – Ale pójdę dziś do niego i przeproszę go; niech mu będzie. – udawałam, że mówię z łaską
- Ale obiad z nami zjesz, co ? –
- Tak. Nawiedzę go pod wieczór jeśli jeszcze nie odbierze. –
- Mądra dziewczynka – uśmiechnął się Bob, poczochrał mi włosy i wrócił za ladę

Napiłam się jeszcze mleka i poszłam na górę w końcu w coś się ubrać.


Spróbowałam jeszcze raz zadzwonić do Nathana. Zero reakcji. Dziękuję -,-.
Omg czyli będę musiała rzeczywiście do niego pójść. Ugh … To będzie iście historyczna chwila – Wiktoria przepraszająca Nathana. No comment please …

Chrisa na szczęście nie było, bo poszedł spotkać się z kumplami. Ufff chociaż tego mam dziś z głowy …
Zjadłam obiad z Lucy i Bobem po czym poszłam na górę i spróbowałam wykonać ostatni telefon do Sykesa. Teraz już miał w ogóle wyłączoną komórkę ! Osz ty dziadzie ! Niech ja cię tylko dorwę. Z impetem otworzyłam szafę i zaczęłam wyciągać ciuchy, które rzekomo mogłabym nałożyć na wizytę do The Wanted. Wczorajszy porządek szlag wziął, ale to na marginesie …

- Tak się wystroję, że kopara ci opadnie i zapomnisz, że jesteś na mnie obrażony. – mruczałam sama do siebie, przeglądając ubrania
W końcu dobrałam moim zdaniem najlepszy zestaw. Włazience lekko pofalowałam włosy prostownicą, a następnie zrobiłam delikatny makijaż. Wyszykowana zeszłam na dół.
 


- Nie no, jak on cię zobaczy to od razu o wszystkim zapomni. – palnął Bob, szczerząc się na mój widok
- I o to chodzi – podeszłam do niego – Tylko trochę się denerwuję … - przyznałam
- Czego ? –
Zastanowiłam się chwilę. – Że niepotrzebnie tam idę … -

Rzeczywiście miałam takie myśli, a w żołądku ściskało i to bardzo …
- Vicky, wyluzuj. Dobrze będzie. – dotknął mego ramienia
Wzięłam głęboki wdech. – To idę … - powiedziałam cicho
- Trzymam kciuki. – uśmiechnął się Bob
- Mam nadzieję, że nie zrobię z siebie idiotki … -

Odwróciłam się i wyszłam z cukierni. Zaszłam do sklepu i kupiłam wino – trzeba mieć coś, żeby się wkupić w łaski. Wzięłam taxówkę i podałam adres.
Denerwowałam się i to okropnie … W żołądku ściskało, nogi zaczęły drżeć, w gardle wystąpił jakiś bliżej nieokreślony gul, a na dodatek zaczęłam przeklinać siebie w myślach, że musiałam wyjechać z takim ostrym tekstem do Nathana … Kiedyś uschnie mi ten język przez te wszystkie odzywki …

Jechałam tak tą taxówką, a droga wydawała mi się wiecznością. Wreszcie kierowca poinformował, że jesteśmy na miejscu, a ja zapłaciłam i wysiadłam. Samochód odjechał. To dobrze, bo może bym się jeszcze rozmyśliła i chciała wracać, a tak – drogi powrotnej nie ma. Stałam przed drzwiami chłopaków z winem w ręku. Wchodzić czy nie ? Wiktoria – co ty wyprawiasz ? Wracaj do domu, po co tu stoisz ? No, śmiało – pukaj. Przecież chcesz tego. Zupełnie odmienne myśli konfrontowały się ze sobą. „Za godzinę będziesz po wszystkim” – to zdanie zawsze mnie motywuje do działania przed czymś, czego się stresuje. Zadzwoniłam do drzwi. Po pięciu sekundach otworzył mi Jay;
- O, cześć Vicky – był zaskoczony moim widokiem
- Hej –
- Wchodź. – nie pozwolił mi niczego więcej powiedzieć na zewnątrz
- Jest Nathan ? – spytałam lekko drżącym głosem, wchodząc coraz bardziej w głąb
- Masz szczęście bo jest. – uśmiechnął się Loczek
- Szczęście … - taaa – Jak to „mam szczęście” ? –
- Chłopaki poszli do klubu i chcieli go wziąć ze sobą, ale on łazi jakiś wkurzony po domu od wczoraj i nie miał ochoty na disco. –
- Wkurzony … ? – powtórzyłam i spojrzałam na Jaya oczami kota ze Shreka
- No. Nie wiemy co mu jest. Zresztą nigdy nam się nie zwierza, nie lubi tego. – wzruszył ramionami – Ale przejdzie mu. Poza tym ty na pewno poprawisz mu humor. –
- No na pewno … - mruknęłam ironicznie już cała zdenerwowana

Jest wkurzony ; nie rokuje mi to dobrze. Kurde :< .
- Siedzi u siebie w pokoju. – oświadczył Jay z uśmiechem – Chyba, że chcesz się najpierw napić ze mną kawy ? –
- Nie – odpowiedziałam szybko, patrząc na schody – To znaczy chętnie, ale najpierw chcę pogadać z nim. – wróciłam wzrokiem do rozmówcy
- Ok. Wiesz który to jego pokój ? –
- Tak, byłam tam jak ciebie nie było ostatnio. – skierowałam się na schody

Starałam się nie stukać obcasami, żeby nie robić podejrzeń; zawsze mogłam się jeszcze zawrócić. Zaszłam jednak na górę i stanęłam przed drzwiami, za którymi był wkurzony Sykes. Adrenalina, mega szybkie bicie serca, puls, ciśnienie 170 na 220 … Wiktoria weź się ogarnij do jasnej … ! Rusz tyłek i właź tam ! Uwaga – zapukałam. Usłyszałam suche „proszę”. No to wdech i jazda. Wchodzimy. Otworzyłam drzwi. Brunet siedział przy biurku i pisał coś w laptopie. Był w dżinsach i bluzie granatowej z kapturem. Na nosie miał okulary. Omg jak uroczo wyglądał *_* ( czy ja już wspominałam, że uwielbiam chłopaków w bluzach z kapturem ? i w garniturze? Nie ?! No to już wspominam J są w nich tacy… mmmrrrr ! ) Nie odrywał wzroku od komputera.
- Jay mówiłem tobie już tyle razy, że nie chcę piwa ! –
- A wina ? – spytałam cicho

Chłopak momentalnie spojrzał na mnie. Był mega zdziwiony.
- Victoria ? Co ty tu robisz ? –
- Nie przyszedł Mahomet do góry to góra przyszła do Mahometa … czy jakoś tak. – ściągnęłam brwi

Brunet delikatnie uśmiechnął się lecz po chwili jego twarz przybrała srogi wyraz. Nic nie mówił tylko patrzył na mnie, siedząc w fotelu, a ja nadal stałam w wejściu do pokoju. Widząc jego minę westchnęłam;
- Nathan no przepraszam no … Niepotrzebnie aż tak się uniosłam. –
- „Aż tak” ? – uniósł brew
Przewróciłam oczami. – Niepotrzebnie cię obraziłam. – poprawiłam się – Nie powinnam była … - dodałam cicho

Nathan wstał i powoli do mnie podchodził pewnym krokiem. Był zły … Oj był …
- Nie zaprzeczę, że się wkurzyłem na ciebie – zaczął mówić – bo się wkurzyłem. – podchodził do mnie bliżej – Ok, mogłaś nie mieć ochoty i ja mogłem nie naciskać – zatrzymał się, będąc naprzeciwko mnie – ale to nie był powód, żeby od razu na mnie naskakiwać tak brutalnie… -

Patrzyłam na niego uważnie, gdy dawał mi wykład. Nagle jakiś chochlik znowu się we mnie odezwał. Patrzyłam na jego usta, gdy do mnie mówił i ponownie miałam ochotę, i chciałam poczuć ciarki na całej skórze.
- … w ogóle co to miało być ? –ocknął mnie
- Oj zamknij się już ! – wypaliłam po czym szybkim ruchem wzięłam go za szyję i przyciągnęłam do siebie, i złożyłam na jego ustach pocałunek

To była chwila – Nathan nawet nie zdążył zareagować, a ja mogłam korzystać z ciarek i dreszczu, które przeszły po całym moim ciele. To była forma ekstazy … Jego usta były tak miękkie i ciepłe … Ciarki po jakichś czterech sekundach ustały, a ja tak jakby „otrzeźwiałam” i od razu odsunęłam się od chłopaka. Popatrzyłam na niego sama zdziwiona co zrobiłam … O ja … CO MI STRZELIŁO DO ŁBA ?! Debil. Po prostu debil -,- . Jednak Nathan był chyba nieco innego zdania;
- Wow możesz to powtórzyć ? – uśmiechnął się
- „Zamknij się już”. –
- Nie … - zaśmiał się – Nie to … To drugie, następne. –
- Sorry nie wiem co mnie napadło … - nie potrafiłam się wytłumaczyć
- Nie masz za co przepraszać. – wzruszył ramionami, mówiąc radośnie – Mi tam się podobało. – włożył ręce do kieszeni

Wzięłam się za czoło – było gorące. Nastała niezręczna cisza.
- Nie wiedziałam, że nosisz okulary. – zwróciłam uwagę
- Nie chciało mi się dzisiaj zakładać soczewek. – wziął za oprawki
- Zostaw, tak jest ładnie. – powiedziałam szybko – To znaczy … dobrze jest. – poprawiłam się z nieśmiałym uśmiechem, ogarnij się, co ci jest dziewczyno … ! – to może napijemy się wina ? – wysunęłam propozycję
- Jasne, tylko pójdę po kieliszki na dół. –
- Idę z tobą, poza tym obiecałam Jayowi, że wypiję z nim kawę, to dołączy się do nas i wypije wina. –
- No to chodźmy. – uśmiechnął się Nathan

- A nie mówiłem, że młody będzie miał lepszy humor jak do niego pójdziesz ? – wyszczerzył się Loczek, gdy zeszliśmy na dół

Spojrzeliśmy tylko z Sykesem na siebie znacząco i wymieniliśmy uśmiechy.
U chłopaków posiedziałam jakoś do 21, a potem taxówką wróciłam pod „Sweet Dreams”. Oczywiście z Nathanem, który uparł się, że „musi mnie bezpiecznie odstawić do domu”. Wysiadł ze mną i odprowadził pod drzwi.

- Zaprosiłabym cię na jakąś kawę albo herbatę, ale już chyba zbyt późno. – uśmiechnęłam się
- Chyba tak … Wiesz … cieszę się, że dziś do mnie przyszłaś i, że … - zamyślił się ze smilem – że wyjaśniliśmy tą sytuację … Oboje jesteśmy nieźle uparci i nie wiem jakby to wyglądało, gdybyś pierwsza nie wyciągnęła ręki. –
- Umiem przyznawać się do błędów. –
- W ogóle … ślicznie wyglądasz. –
- Dzięki … -

Nastała cisza.

- To ja … Wracam do siebie. – wskazałam ręką na cukiernię
- A ja do siebie. – chłopak wskazał na taxówkę

Uśmiechnęliśmy się i popatrzyliśmy sobie w oczy.
- Cześć – powiedziałam po chwili
- Cześć –

Jeszcze jedna wymiana spojrzeń i zawróciłam się, i weszłam do budynku, a Nathan do taxówki.
Jakieś przemyślenia z dzisiejszego popołudnia ? Tylko takie, że muszę opanować następnym razem chęć doświadczenia ciarek J.

 
 
Witam kotenieńka :) ! Oł jakieś dziwny wyszedł ... Trochę go przerobiłam, bo miał wyglądać zupełnie inaczej, ale tak ostatnio mnie molestowałyście o kissa, że uległam ;p ale i tak to jeszcze nie to co zaplanowałam ;)
Hahaha powalił mnie komentarz Anonimka, który napisał o kolejności następnych wydarzeń xD <3 prrr nie tak szybku napaleńcu ;D !
Od nexta przyspieszam akcję, bo mam iście wyrąbisty w kosmos pomysł co do pewnego rozdziału uuhuuuu już sama nie mogę się go doczekać, ale to za jakieś 7,8 rozdziałów pewnie ... ale się zdziwicie ;] !
A tymczasem komentujcie ten ^^
Kiss :) !
 

10 komentarzy:

  1. Był kiss, więc rozdział fajny :P
    Zaczyna się robić coraz ciekawiej :)
    Dawaj next'a ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli co, będzie ustawka? :D pliiis, no weź , będzie fajnie, wiesz, jakie fajne są bójki w blogach? Ja wiem, wyczesane w kosmos ^^
    I serio przemysl sobie co by Chrisa nie wysłać na jakąś misję do Afryki :P

    OdpowiedzUsuń
  3. łooooo !!!!!!!!
    BYŁ KISS !!!!!!!!!
    FUCK YEA !!!!!!! :D
    doczekałam się ale to i tak nie było to na co czekam xD
    rdz super i czekam na next ^^
    kocham <333333333333

    OdpowiedzUsuń
  4. Ejj no!Nie jestem napaleńcem! :D
    No dobra nie patrz tak, może troszkę, ale tylko troszkę hihi^^
    Bijaaaaacz! Był kiss! *.*
    Też chce takie ciary <3
    Chris to nie tylko człowiek, Chris to człowiek mol!
    Ale musi być Chris, żeby była ustawka huehue:D
    Czekam na następny;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeeest był kiss <3
    Kochana dziewczyna :3
    Ale bym chciała takie ciary xD
    Pisz szybko kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Taaaaaaaaaaaaaaak!Awwwwwwwwww!Yeah!Coś na co długo czekałam ;)czyli kiss ^^
    Rozdział jak zwykle zachwyca ,że tak powiem.
    Kurde tylko żeby im tam Cris nie namieszał bo w końcu zaczyna się tak zajebiście układać (no oprócz małego opiepepszu Vicki) ,ale jest git!
    Do następnego!;*
    podpisano : strange sykes

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje małe kochane :D wreszcie był kiss! :D a co lepsze, VICKI ZACZĘŁA! Niech szybko zleci te 7, 8 rozdziałów bo aż nie mogę się doczekać co będzie potem!
    Wycałowałabym Cię, gdybyś gdzieś tutaj była koło mnie! :d

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten rozdział jest niesamowity , najlepszy moim zdaniem , ten pocałunek ahhhhh odpływam...

    OdpowiedzUsuń
  9. O meeeeen... Aż brak mi słów! DZIEWCZYNO! ja siedziałam do tak późnej godziny i nie mogłam się oderwać od czytania!! Niesamowite! Tak to opisywałaś, że aż sama miałam ciary :D Ubóstwiam to opowiadanie!!!
    Pisz szybko nexta i w ogóle szybko pisz kolejne odcinki, bo już nie mogę się doczekać, co Ci się ukazało w główce :D
    Prrrrooooszę, nie każ mi długo czekać :< :D ;**

    Możesz wpaść do mnie na pierwszy odcinek (http://zacznij-zyc-dla-siebie.blogspot.com/), dopiero zaczynam, ale może Ci się spodoba, ściskam! :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem właśnie po nadrobieniu wszystkich rdz tego opo i ... Wow xd
    To jak piszesz jest po prostu niesamowite!
    Jak juz było napisane powyżej, po prostu nie można sie od tego oderwać!
    Już jestem twoją wielką fanką :D
    A wierz, że trudno jest juz znależć coś co by mnie wciągnęło ;p
    Ale to jest po prostu nieziemskie!
    Z zapartym tchem czekam na nastepny rdz ;D
    Wenyy ;****

    Zapraszam do mnie ;) http://thelastoftw.blogspot.com/
    Jestem bardzo ciekawa twojej opinii ;)

    OdpowiedzUsuń