piątek, 15 marca 2013

Przemoc rodzi przemoc ... To się zabawimy - rozdział 17.

Dźwięk budzika. No tak – trzeba wstawać. Pierwsza myśl jaka mi się nasunęła po otwarciu oczu; dziś piątek, piąteczek, piątunio ! Łiii – popołudniu już weekend. Z takim optymistycznym akcentem wstałam z łóżka i podeszłam do okna, by odsłonić żaluzje. Słońce nieśmiało przebijało się przez chmury. Będę mu kibicowała, aby w ciągu dnia pięknie i odważnie świeciło :). Wyjęłam z szafy ciuchy i poszłam do łazienki ogarnąć się. Włosy zaplotłam w zwykły warkocz z boku, a na powieki nałożyłam cienie w kolorze jasnego brązu. Rzęsy pociągnęłam mascarą, a na podkład doszedł jeszcze róż na kości policzkowe. Zadowolona z delikatnego efektu wyszłam z łazienki i wzięłam z pokoju torbę.


Zeszłam na dół i w przelocie chwyciłam bułeczki, żeby w drodze je zjeść ( jak zwykle ;) ), gdy nagle zgarnęła mnie Lucy z Bobem;

- Vicky, nie zastaniesz nas dziś popołudniu, bo jedziemy po dostawy mąki do piekarni i trzeba załatwić sprawy urzędowe co do cukierni. „Sweet Dreams” będzie zamknięte, masz klucze ? –
- Tak … mam. – zastanowiłam się – Ale przecież Chris będzie. –
- Chris też jedzie. Pomoże nam. –
- A. No to ok – kierowałam się do wyjścia
- Nathan tu był. – powiedział za mną Bob

Momentalnie odwróciłam się do niego.
- Jak to ? Tak wcześnie ?! Nie zbudziłeś mnie ?! –
- O proszę ! Od kiedy ty taka chętna, żeby się z nim widywać ?? –
- Bob uspokój się. –
- Nie chciał cię budzić, wiec zostawił reklamówkę. Mówił, że z twoimi zakupami, ale czy rzeczywiście tam są twoje zakupy to nie wiem, bo w końcu co twoje zakupy miałyby robić u niego –
- Dobra, gdzie leżą ? – przerwałam mu dedukcje
- Więc to naprawdę twoje zakupy ? – uniósł brwi ze zdziwienia
- Ojeeeeeeejuuu – przewróciłam oczami
- Vicky jakieś zmiany ? – nachylił się do mnie z pełnym uśmiechem przez ladę

Uniosłam brew, bardzo dobrze wiedziałam o co mu chodzi.
- Żadnych – burknęłam – Dobra, potem wezmę po pracy tą reklamówkę. – machnęłam ręką – Cześć – zawróciłam się na pięcie
- Zostawił ci wiadomość w kuchni. – oznajmił Bob radosnym tonem

Jak z procy wystrzeliłam pod wskazane miejsce, olewając śmiech Boba. Wpadłam do pomieszczenia i rozejrzałam się za jakąś kartką, ale niczego takiego nie było. Na kredensie stała jakaś jedna opuszczona filiżanka. Nic nie rozumiejąc oparłam się o blat stołu, wytężając wzrok za jakąś kartką. Nigdzie takowej nie było. O co chodzi? … Zawróciłam głowę w stronę filiżanki i ujrzałam to :



Owwww jakie urocze *_*. Uśmiechnęłam się i wzięłam filiżankę do ręki. Kawa była jeszcze ciepła. Wzięłam ostrożnie łyka. Była tak pyszna jak ładnie wyglądała J. Rozkoszowałam się jej smakiem z uśmiechem, gdy do kuchni wszedł Chris;
- Cześć – rzucił
- Hej – popiłam kawy
- Słuchaj Vicky – chłopak oparł się o framugę – Czy mi się zdaje czy mnie unikasz ostatnio ? –
- Słucham ?? –
- Ostatnio w ogóle cię nie widziałem. –
- Tak wyszło. – wzruszyłam ramionami i niczym się nie przejmując delektowałam się swoją kawą dalej
- Na pewno ? – chłopak nie odpuszczał
- Tak ! Niby z jakiej racji miałabym cię unikać ? –
- Może się przestraszyłaś … -

Przewróciłam oczami. Co za niedorzeczne rzeczy on gada.
- Chris, nie rozkminiaj niczego proszę cię … -
- Po prostu chcę wiedzieć jeśli coś jest nie tak.-
- Ale kiedy wszystko jest w porządku. – zapewniłam – Po prostu tak wyszło, że wracałam późno i od razu szłam do siebie. Jeszcze jakieś pytania ? – odstawiłam filiżankę po prawie całej wypitej kawie, którą pochłonęłam w mgnieniu oka – Bo jak nie to wybacz, ale chciałabym już iść do pracy. –
- Jasne – mruknął

Wyminęłam go i nie zważając na Boba, który stał przy ladzie i nadal patrzył na mnie z uśmiechem wyszłam ze „Sweet Dreams”. Ta kawa baaaaaardzo przypadła mi do gustu J. Idąc ciągle uśmiechałam się. Postanowiłam zadzwonić do sprawcy i mu podziękować. Wybrałam w telefonie jego numer. Sygnał oczekiwania;
- Witam Victorię – usłyszałam po chwili jego głos
- Witam Nathana – roześmiałam się – Dziękuję za przywiezienie sukienki i reszty rzeczy. –
- Nie ma sprawy –
- I za kawę – dodałam
- Smakowała ? – miałam wrażenie, że uśmiechnął się
- Bardzo. Jak ty ją zrobiłeś ? –
- Wiesz … ma się swoje sposoby i wrodzony talent. –

Aha. Dowiedziałam się -,- .
- W każdym bądź razie dzięki. –
- W sumie zrobiłem dwa dobre uczynki; przywiozłem zakupy i zaparzyłem kawę, więc w twojej gestii leży teraz, żeby mi się za nie odwdzięczyć. –
- Bezinteresowność to twoje drugie imię. –
Roześmiał się mi do ucha. – To jak, dogadamy się ? –
- Okeeeeey – udawałam niezadowoloną, choć tak naprawdę myślałam inaczej – Możesz wpaść do mnie o 16. Będzie obiad, dam ci zjeść i będziesz szczęśliwy. –
- Haha mi tam pasuje … Tylko nie będzie ci przeszkadzać, że z Chrisem –
- Chrisa nie będzie. – weszłam mu w słowo – Zresztą Lucy i Boba też, bo muszą załatwić ważne sprawy, więc zapukaj to ci otworzę, bo dziś „Sweet Dreams” nieczynne. – wyjaśniłam mu
- Oooołł to powiedzmy, że jestem takim VIPem tego lokalu. –
- No powiedzmy. – switowałam

Chłopak powtórnie roześmiał się.

- 16 pasuje ? – spytałam
- Jak najbardziej … A co ugotujesz ? – ożywił się
- A czy ja powiedziałam, że będę gotować ? –
- Eee … -
- Zamówię pizzę, wystawię ketchup z lodówki i tyle. – jak ja uwielbiam wkręcać ludzi :D
- To colę chociaż kupię … - powiedział smętnie
- Nie trzeba. Mam zapasy. –
- Ok, będę o 16. –
- No no, na razie – powstrzymywałam śmiech

Rozłączyłam się i dałam w brechta xD. Oczywiście, że miałam zamiar sama coś ugotować, ale wkręt udał się wzorowo J.
Dojechałam metrem do pracy i weszłam do „EandJ”. W drodze do pokoju zgarnął mnie Olivier;

- Dzień dobry pani Victorio –
- Dzień dobry –
- Widzę dobry humor sprzyja. –
- Oj tak – uśmiechnęłam się szeroko
- Nie będę pytał o powody, bo to nie moja sprawa. Za to dorzucę jeszcze jeden; po tygodniu pracy chcę panią pochwalić. Jestem bardzo zadowolony z tego jak dokładnie wykonuje pani swoje obowiązki. Oby tak dalej. –
- Dziękuję bardzo … - odpowiedziałam zaskoczona
- A jak się pani tu pracuje ? Atmosfera pasuje ? –
- Jest idealnie. – uśmiechnęłam się

Olivier nie pozostał temu dłużny i odwzajemnił gest.
- W takim razie cieszę się ogromnie. – oświadczył – Nie będę zabierał pani więcej czasu. Miłego dnia życzę. –
- Dziękuję i wzajemnie –

Po krótkiej rozmowie każde z nas udało się do swojego pokoju. Rany – mój szef mnie pochwalił ! No jeszcze tego nie grali ;D ! Jeszcze bardziej zmotywowana usiadłam do pracy. Te parę godzin zleciało jak z bicza strzelił i już o 15 wyszłam z „EandJ”. Zaczął się weekend ! Cudownie ! A za tydzień lecę do Polski ! Genialnie ! A za godzinę przychodzi Sykes ! Ok xD ! Przyspieszyłam kroku, by zdążyć na wcześniejszy kurs do domu. W ostatniej chwili udało mi się.
Otworzyłam „Sweet Dreams”, weszłam do środka po czym zakluczyłam drzwi z powrotem. Pędem pobiegłam na górę przebrać się w coś mniej oficjalnego, luźnego, dobrego do krzątania się po kuchni, a zarazem odpowiedniego do wizyty znajomego. Przebrałam się i zbiegłam do kuchni, włączając muzykę.


Otworzyłam lodówkę – NIE ! Tylko światło, a na drzwiach olej, mleko, jajka, sok, twaróg i jakaś sałatka. Szkoda, że nie widzieliście mojej zdziwionej miny, że tylko tyle rzeczy jest w lodówce. Spojrzałam na zegarek – 15.20. Nie zdążę pójść do sklepu, kupić co nieco i jeszcze ugotować. Zajrzałam do kredensu – mam mąkę. Kurde … jest mleko, mąka, olej, jajka, twaróg … Master chefie – co robić ? NALEŚNIKI !

Założyłam fartuch i wystawiałam potrzebne rzeczy na stół. Sykes pewnie nie jest przyzwyczajony do jedzenia tylko „zwykłych” naleśników, ale trudno. Ja je lubię i nimi nie pogardzę J.
Przygotowałam ciasto i zaczęłam smażyć placki. Potem zawinęłam w nie wcześniej zrobiony twaróg i zaczęłam smażyć. Gdy przewracałam naleśniki na drugą stronę usłyszałam stukanie do drzwi. Wyjrzałam z kuchni. Za szklanymi drzwiami ujrzałam Sykesa. Miał na sobie ciemne dżinsy ( oczywiście z opuszczonym kroczem ;)), a białą koszulkę zakrywała brązowa, skórzana kurtka. Dziś nie miał full capa na głowie- grzywka była uniesiona do góry.

Przyglądałam mu się bezkarnie, podchodząc do drzwi. Gdy byłam bliżej zauważył mnie i posłał uśmiech. Odkluczyłam drzwi i wychyliłam się;
- Proszę o okazanie karty VIPowskiej. –
- Zaraz, chwila … - udawał, że szuka po kieszeniach – Zapomniałem. – zrobił podkówkę z ust
Westchnęłam ciężko – Chyba nie będzie mnie pan zmuszał do nieprzestrzegania regulaminu co do wejściówek do tej oto stylowej cukiernio piekarni. –
- Od razu „nieprzestrzeganie” … Po co takie mocne słowa … Po prostu omińmy trochę te zasady. –
- No nie wiem … -

Nieźle bawiliśmy się udając. W końcu nie wytrzymałam i otworzyłam drzwi na całą szerokość.

- Właź pan. – zaśmiałam się
- Wiedziałem, że z panią uda mi się dogadać ! – wszedł do środka, a ja zakluczyłam za nim drzwi – Co tak ładnie pachnie ? –
- Kurde naleśniki się zjarają ! – krzyknęłam i pobiegłam do kuchni, zdejmując z patelni obiad
- A miała być pizza. – przypomniał brunet, wchodząc po chwili za mną do kuchni
- Nie pasuje ci ? – zdejmowałam ostatnią porcję na talerz
- Nie no skąd … -
- Sory, że podaję tylko naleśniki, ale nie miałam czasu na zakupy … - spoważniałam, stawiając je na stół
- Jestem jak najbardziej za. Dawno nie jadłem naleśników. – uśmiechnął się, patrząc na obiad

Kamień z serca …

- To siadaj. – zachęciłam go
Zajęliśmy miejsce naprzeciwko siebie i każde nałożyło sobie na talerz porcję.

- Jak w pracy ? – spytał Nathan
- W porządku. Nawet Olivier mnie dzisiaj pochwalił. – wyprostowałam się dumnie
- Ooooo no to super. Widać jeszcze nie trafiłeś na pracę z drugim mną. –
- No jeszcze nie – uśmiechnęłam się – Ale spokojnie, już bym sobie teraz poradziła i z kimś takim. – dodałam pewnie
- Taaaak ? – chłopak nie był przekonany
- Tak. Już się uodporniłam na ciebie. – do ust powędrował kawałek naleśnika
- Możemy zaraz się przekonać … -
- Ani mi się waż ! – wytknęłam mu widelcem, ale po chwili zabrałam go sprzed oczu chłopaka
- A jak tam mój ulubiony kolega ? –
- To znaczy ? – kroiłam naleśnika
- No Chris – wyszczerzył się
Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem – I niby interesuje cię co u niego ? – powątpiewałam
- Tak – odpowiedział śmiało ubawiony
- To może kolejne pytanie … -
- Oj po prostu ciekaw jestem. Może znowu niebawem zaproponuje mi ustaweczkę … -
- Nathan ! –
- No co ? – spytał, śmiejąc się i wziął do ust naleśnika
- Opamiętaj się ! Poza tym nie wiem czy wiesz, że przemoc rodzi przemoc. –
- To się zabawimy. – wyszczerzył się i pomachał brwiami

Ręce mi opadły.
- A tylko wy zróbcie jakąś rozróbę, albo „ustaweczkę”, to przysięgam, że się z wami policzę. – kolejny kęs naleśnika
- Wiesz … ty to taki motyl, który żądli jak pszczoła. –
Zakrztusiłam się.
- Przepraszam – doszłam do siebie – Ostrzegaj przed takimi tekstami to nie będę wtedy nic przełykała. –

Chłopak roześmiał się, a ja napiłam się soku.
- Rodzina przygotowana psychicznie, że za tydzień przylatujesz ? –
- Nie. Nikt nic nie wie. –
- Dlaczego ? –
- Tak będzie fajniej. –
- No ja na przykład wolałbym wiedzieć i bym czekał z niecierpliwością i odliczał. –
- A ja właśnie zrobię inaczej. Chcę, żeby mieli niespodziankę. –
- I tak zrobisz jak zechcesz. – popił soku
- A kiedy ty ostatnio byłeś w domu,mądralo ? –
- Jakoś 2 tygodnie temu udało mi się być w Gloucester. –
- Jesteś z Gloucester ? –
- Tak – odrzekł dumnie

I tak od słowa do słowa, jedząc, dowiadywaliśmy się trochę o sobie. Wiedziałam już, że ma rodzeństwo, że w dzieciństwie brał udział w programie muzycznym i jeszcze usłyszałam sporo ciekawostek z jego życia. Odpowiadałam też na jego pytania. Dowiedział się o różnych perypetiach z czasów szkolnych i tych pomaturalnych.
Rozmawiało się nam naprawdę dobrze – bez żadnych kłótni, spin, wyzwisk, pocisków jak było wcześniej. Już dawno nasze talerze były puste, gdy Nathan właśnie zauważył;

- Zwróciłaś uwagę, że nie awanturujemy się ? –
Przytaknęłam głową z uśmiechem.
- Nie do pomyślenia byłoby jeszcze kilka dni temu. –
- Ale tak jest też dobrze. – rzuciłam – Może zjesz jeszcze ? – spytałam po chwili
- Coś ty … jestem już najedzony. – pomasował się po brzuchu – Naleśniki były boskie ! Po prostu rewelacja ! –
- Oj przestań, bo się jeszcze zarumienię … - udawałam z uśmiechem po czym wstałam i wzięłam jego i swój talerz

Odeszłam od stołu i zawróciłam się, by włożyć brudne naczynia do zlewu. Uczyniwszy to, odwróciłam się z powrotem, a ku mojemu zdziwieniu za mną stał Nathan. Patrzył na mnie i uśmiechał się. Chciałam coś powiedzieć, ale on zrobił krok i już był naprzeciwko mnie. Dość blisko. Oparł ręce po obu moich stronach na blacie kredensu na wysokości mych bioder. Oparł się na przedramiona i w ten sposób znalazł się jeszcze bliżej mnie.
- Victoria … - wypowiedział moje imię, tak niskim, seksownym głosem, patrząc mi w oczy, że momentalnie przeszły mnie ciarki

Wzdłuż i wszerz ;D. Na jego twarzy malował się delikatny, łobuzerski uśmiech, a w oczach miał iskierki. Przysunął swoją twarz do mojej. Nasze nosy stykały się. Był nieco wyższy ode mnie. Nachylił się następnie do mojej szyi i przejechał po niej nosem, co wywołało kolejną porcję dreszczyku.
- Ślicznie pachniesz. – mruknął mi do ucha
Z powrotem przysunął twarz do mojej.
- Zaczynasz coraz bardziej mi się podobać … Wiem, że ja tobie też … - mówił niskim głosem, gdy nasze nosy stykały się znowu
- Nath … - wyrwało mi się
- I może mi powiesz, że nie masz ochoty mnie teraz pocałować ? – mruknął

Miałam i to jak cholera ! Ale przełknęłam głośno ślinę, po czym delikatnie przecząco poruszałam głową. Zaczarował mnie, ale jeszcze nie do takiego stopnia, żebym mu ulegała.
- Ani trochę ? – szepnął, po czym ledwie wyczuwalnie musnął moje wargi swoimi, co wprawiło mnie w jeszcze większy … zachwyt ? Podniecenie ?
- Victoria już jesteśmy ! Mam dla ciebie twój sernik ! – do kuchni wszedł Bob

Z impetem szybko odsunęliśmy się od siebie z Nathanem.
- O, cześć – uśmiechnął się właściciel cukierni, który dzięki Bogu nie zdążył chyba niczego zauważyć
- Dzień dobry – odpowiedział mu najnormalniej w świecie Sykes
- Hej – odezwałam się krótko
- Jak coś to sernik jest na ladzie i częstujcie się. – oznajmił mężczyzna i wyszedł z kuchni

Spojrzałam na Nathana, a on na mnie. Przybliżył się ponownie. O nie Victoria – masz się trzymać i nie omamić !
- To na czym skończyliśmy ? – spytał chłopak z uśmiechem, dotykając swoim nosem mojego
- Na serniku ! – wypaliłam
- Co ?! – Nath zgłupiał
- No idziemy na sernik … czy jabłecznik – zawahałam się – wszystko jedno ! Uwielbiam słodycze ! – gadałam od rzeczy, ale to pozwoliło mi na zgubienie momentalne Sykesa i odwrócenie jego uwagi, dlatego też zgrabnym ruchem schyliłam się i przeszłam pod jego ręką. Byłam wolna i bez sideł :D.
- Idziesz na ciacho ? – spytałam z uśmiechem

Chłopak podniósł brew i uśmiechnął się cwaniacko.
- Oczywiście, że idę. –

Przy ladzie jedliśmy sernik milcząc, ale co jakiś czas patrzyliśmy na siebie i znacząco uśmiechaliśmy się. Tak mało brakowało … A Bob by nas przyłapał w niecnym momencie ;p. Poza tym naprawdę nie wiem jak ja bym się zachowała, gdyby mężczyzna nie wparował do kuchni …
- Smacznego – do lady podszedł Chris
- Dziękujemy – odpowiedział Sykes
- Nie mówiłem do ciebie. –
- Ale ja owszem. –
- Masz jakiś problem ze słuchem ? –
- Chris … ! - warknęłam  
- Nie, ale ty zaraz możesz mieć z zębami i oczami. –
- Nathan … ! – drugie warknięcie
- Czyżby ? –
- Tak – Sykes wstał
- Panom już dziękujemy. – ustałam między nimi – Nathan … - spojrzałam wymownie na chłopaka, jego wzrok padł na mnie w końcu i przestał mierzyć blondyna
- Co ? –

Patrzyłam na niego z podniesioną brwią.
- Tak, już idę. – przeczytał mi w myślach

Ostatni raz ściął Chrisa i skierował się do drzwi. Pokazałam Chrisowi, żeby popukał się w czoło i poszłam za brunetem. Wyszłam z nim na podwórko.
- Przecież rozmawialiśmy o tym. – przypomniałam mu
- Wiem. – rzucił tylko – Sory – westchnął – Dzięki za przepyszny obiad i miłe popołudnie. – uśmiechnął się w końcu – Do zobaczenia –
- Cześć – odpowiedziałam tym samym

Popatrzyłam jeszcze jak wsiada do samochodu i odjeżdża. Weszłam z powrotem do „Sweet Dreams”.
- Dzieciak – rzuciłam do Chrisa, gdy go mijałam, nawet na niego nie patrząc

Skierowałam się do siebie na górę. Wzięłam dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugą kąpiel i przygotowałam się do spania. W łóżku chciałam jeszcze poczytać książkę, ale nie mogłam się skupić na tekście. Mój mózg cały czas, od nowa przypominał mi sytuację z kuchni, gdy byłam z Nathanem sam na sam. Tak w kółko – niczym film. Ten typ działa na mnie niepokojąco dziwnie – miałam momentami ochotę przyłożyć mu patelnią, był bardzo pewny siebie, ale z drugiej strony … Zaczęło mnie to w pewien sposób pociągać. Znowu doświadczyłam ciarek, które miałam, gdy mnie pocałował kilka dni temu. To było takie … inne … nawet fascynujące …
Gasząc lampkę dostałam jeszcze sms-a. Wzięłam telefon do ręki;

„ I tak cię złapię. Śpij dobrze. N. ”

Świat chyba oszalał …



No cześć Lovelasy ;D ! Ale Wy niecierpliwe jesteście ;> ! Spokojnie, będzie pocałunek i ja nawet wiem kiedy, ale Wam nie powiem ;p. Jeszcze wytrzymajcie ;) mogę tylko powiedzieć, że oj będzie się działo ... ;]
btw moja skromna osoba zwaliła perfekcyjnie na całej linii wtorkowy sprawdzianik buu... i to na dodatek z przedmiotu maturalnego - podwójne buuuu :( ... Jestem już niesamowicie zmęczona psychicznie tą nauką i ciągłym stresem. Ale znam już wszystkie terminy swoich matur, ustnych też i genialna nowina jest taka, że kończę wszystko 17.05 ! Jupi :) ! Pomijając fakt, że od 13.05 będę miała tygodniowy maraton :>. Ale poradzę sobie ... Muszę :) !

Trzymajcie się chociaż Wy :* !
 

10 komentarzy:

  1. Brak awantur!?
    Ja się tak nie bawię :P
    Wojna o dziewczynę, no i ten obiadek :)
    Dawaj next'a

    OdpowiedzUsuń
  2. aaaaaaaaa jak super jest :d w końcu, w końcu, w końcu! Teraz to ja miałam ciary jak to czytałam! :d i szybko następny! :d

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh my God!Ja pierdziele ,ale się tam zadziało ^^
    Tak ,Tak i jeszcze raz tak!Wreszcie Vicki ulega;)
    musze przyznać ,że czekałam na taki moment całe opowiadanie.
    O kurde!Mama mi teraz przyniosła sernik xD Wtf!?
    No to życzę powodzenia z tymi maturami ,ja będe w kwietniu pisać końcowo gimnazjalny (czy jak to dziadostwo się zwie)więc znam ten ból wkuwania ;(
    Weny i do następnego!;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy to jest normalne, że się szczerzyłam do monitora?:D
    Myślę, że nie lol.
    Tak, tak, tak *.* Będzie kissss!
    A potem ustawka! :D
    Za to na samym końcu po zwycięstwie seks, z Sykes'em! :D
    Już się nie mogę doczekać Twoego:"oj, będzie się działo"^^
    Czekam na następny;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Boskie <3
    Po prostu brakuje mi słów żeby to opisać :D
    Twoje teksty mnie rozwalają :*
    Jam chce sexytime z Nathanem :3
    Pisz szybko kolejny :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny :)
    czekam na nexta!!
    weny!! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. JA CHCE ICH KISS !!!
    czy ja wymagam tak dużo ?!
    no chyba nie xD
    rdz super :D
    czekam na więcej ^^
    kocham <3333333333

    OdpowiedzUsuń
  8. fajny rozdział jak zawsze ,ale mam pytanie: Wiktoria ma 19 lat i jakim cudem bez studiów znalazła pracę dziennikarki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. patrzę dociekliwy jesteś Anonimie ;)
      a więc: pierwsza praca jako dziennikarka nie była pracą na `prawdziwym` etacie tylko na tzw. okres próbny (pisałam o tym w rozdziałach), a to może wiązać sie z tym, że ogłoszenie o danej posadzie było np.: w gazecie lub równie dobrze w necie czy radio ... whatever. Do takiej pracy Wiktoria mogła się zgłosić poprzez okazanie wyników z matury czy egzaminu angielskiego na jakimś tam poziomie - nie wchodźmy już w papiery :)
      Pisząc pierwsze rozdziały podejrzewałam, że mogą być takie pytania, więc zaznaczałam, że to nie była pełnoetatowa i całkowicie opłacalna praca :)

      Usuń
  9. Proszę Cię, proszę, niech to będzie w następnym rozdziale :D prooooszę <3

    Już ulega, już ulega :D dobrze Sykes, dobrze, oby tak dalej ;)

    A tego Chrisa wyślij gdzieś... nie wiem, na misję pokojową do Afryki czy coś :P

    I łączę się z Tobą w maturalnym bólu i stresie :*

    OdpowiedzUsuń