piątek, 8 marca 2013

Chłopaki tak mają - rozdział 15.

Loczek uśmiechnął się tajemniczo kącikiem ust.

- Jaaaayyy … - powiedziałam powoli, unosząc brew
Chłopak unikał mojego spojrzenia.

- Jaaaayyy … ! – podniosłam głos
- Ojjjeeeejj … No może jakąś jedną fotkę tobie strzeliłem … -
- POKAŻ MI TO ! –
- Ale Vicky … -
- Pokaż ! –

Przewrócił oczami jednak zaczął szukać w telefonie.
- Pokazywał wam ? – spojrzałam na resztę
- Coś tam się widziało … -
- Jay w tej chwili pokazuj mi to zdjęcie ! –

Chłopak podał telefon, który szybko chwyciłam. Moim oczom ukazało się zdjęcie ; podejrzewam, że jakoś z końca imprezy, bo kompletnie nie kojarzyłam tego jak na trzeźwo siedziałam spokojnie przy Nathanie i patrzyliśmy sobie w oczy. Można się śmiać, ale naprawdę tego nie pamiętałam ;p . Na szczęście to nie było takie foto typu jak Maxa :D. To było normalne, ładne zdjęcie. Z Nathanem. Aż za ładne.
Siedziałam tak wgapiona w ten telefon.

- Jesteśmy fotogeniczni, prawda ? – spytał Nathan, popijając kawę
- Tak – odpowiedziałam tylko i oddałam Jayowi telefon – Masz szczęście. Bałam się, że będę w jakiejś euforii, pląsach, z rozmazanym makijażem i poczochranymi włosami. –

Chłopaki roześmiali się.
- Naprawdę to był pierwszy i ostatni raz kiedy widzieliście mnie w takim stanie. – oznajmiłam
- Ja tego nie widziałem … - zaczął Tom
- Ja też – dodał Siva
- I dzięki Bogu ! – rzuciłam
- Wcale dobrze się bawiłaś. –
- No nie wątpię, Nathan. –
- Zobaczysz, na następną imprezę sama mnie jeszcze zaprosisz. –
- Czyżby ?? –
- No jasne ! –
- Twoja pewność siebie, a raczej brak jej granic momentami mnie przeraża … -
- Wy znowu ?! – skrzywił się Jay
- Weźcie się opanujcie. – mruknął Max

Skarceni z Nathanem spuściliśmy wzrok.

- Panowie, musimy wracać. – Tom wskazał na zegarek
W ciągu dzisiejszej wizyty był jakiś markotny i niewiele odzywał się.

- A no racja – poparł Siva
Wstaliśmy od stołu.

- Dzięki za róże i odwiedziny mimo braku tych nieszczęsnych imienin. – uśmiechnęłam się
- Nie ma sprawy – odwzajemnili gest

Pożegnałam się z nimi i na nic nie czekając wzięłam się za odniesienie filiżanek po kawie i talerzyków po cieście. Wszyscy chłopaki wyszli. Oprócz jednego;
- Ok Victoria, oszczędźmy już sobie tych wszelkich złośliwości. – podszedł Nathan
- Ale dlaczego ?? – udawałam z niepohamowaną ironią – Zdawało mi się, że lubisz mnie denerwować i masz z tego niezłą frajdę. – na tacę powędrowała ostatnia filiżanka, zawróciłam się i szłam w kierunku lady
- Złościsz się jeszcze za ten pocałunek ? – Nathan szedł za mną

Grzmotnęłam tacą o ladę i odwróciłam się do niego przodem;

- Nie Nathan ! Nie chodzi mu tu tylko konkretnie o … - zacięłam się – o pocałunek. Tylko o to w co ty się bawisz ?! I to moim kosztem ! –
- Vicky, ciszej … - upomniał mnie Bob, który stał nieopodal i patrzył na klientów
- Jak dużą miałeś satysfakcję z tego, że Chris to widział ?! Fajnie było ?! –
- Victoria … - drugie upomnienie Boba – Idźcie porozmawiać do ciebie. – poradził
- Na górę ! – wydałam polecenie Nathanowi

Chłopak poszedł bez żadnego słowa przodem.

- Tylko nie przesadzaj z nim. – uśmiechnął się Bob
- Ktoś go musi ukrócić. –

Zaszliśmy z Sykesem na górę. Nawet łaskawie pozwoliłam wejść mu do mojego pokoju.
- Dobra, wiem. To było szczeniackie. – przyznał się, stojąc na środku zanim zaczęłam dalszą część wykładu – Ale przestań już się na mnie wściekać! To bez sensu. Chcesz ciągle się kłócić ? –
- O niczym innym nie marzę wiesz ?! Kłótnie z Sykesem to moja ulubiona rozrywka ! – złośliwość mnie nie opuszczała
- Victoria ! – Nathan założył ręce na klatkę piersiową

W tym momencie drzwi do pokoiku uchyliły się. Zajrzał Chris;
- O, tu jesteś Vicky. – uśmiechnął się do mnie po czym ściął wzrokiem Nathana
- To coś pilnego ? – spytałam najłagodniej jak tylko w tej chwili umiałam
- Chciałem zapytać czy dzisiaj też spędzamy razem wieczór ? Jak wczoraj ? – podkreślił z szelmowskim uśmiechem, patrząc na bruneta
- Nie widzisz, że rozmawiamy i, że delikatnie mówiąc wchrzaniłeś się nam w dyskusję ? – Nathan był zły na Chrisa
- Koleś wyluzuj, tu nie ma żadnych grafików kiedy mogę do niej przychodzić. – odpowiedział blondyn
- Czy ty nie rozumiesz co się do ciebie mówi ?! – Sykesowi rosło ciśnienie – Przeszkadzasz nam ! –
- Masz jakiś problem ?! – Chris wszedł do pokoju na całość
- Owszem ! Taki jeden wrzód aż sam się prosi o rozwiązanie problemu ! –
- MOŻECIE SIĘ USPOKOIĆ ?! – wrzasnęłam, widząc jak jeden i drugi zbliżają się do siebie i są gotowi ugryźć się nawzajem – Wam kompletnie mózg rozwaliło ! Jak wy się zachowujecie do cholery ?! Jak smarkacze z piaskownicy ! – krzyczałam, byłam na obydwu wściekła – Chcecie urządzać sobie pyskówki ?! Proszę bardzo ! Ale wtedy wypad z tego pomieszczenia ! – otworzyłam uprzejmie przed nimi drzwi – A ! I jeszcze jedno ! – przypomniałam – Nie jestem jakąś lalką, którą możecie się bawić i przedstawiać się nią przed drugim ! To wasze niedoczekanie ! –

Nathan z Chrisem patrzyli na mnie zdziwieni.
- Jak ci przejdzie to jestem u siebie. – oznajmił Chris i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi

Zamknęłam na chwilę oczy i nosem wzięłam głęboki oddech. Powietrze wypuściłam powoli ustami.
- Przepraszam – usłyszałam od Nathana

Popatrzyłam na niego bez słowa.
- Za moje zachowanie. Masz rację. To głupie. Nie gniewaj się na mnie. Chcę żyć z tobą w zgodzie. –
- Ja też – przyznałam
- Jeśli tamtym pocałunkiem cię uraziłem to … - uśmiechnął się szeroko – to mogę to naprawić drugim. –
Rozbawił mnie – Nie Nathan, żadnego pocałunku nie będzie. –
- Ok ok. Nigdy więcej cię nie pocałuję. – podniósł ręce w obronnym geście – Chyba, że sama tego zechcesz. – dodał pewnie, wkładając ręce do kieszeni spodni

Twoje niedoczekanie -,- … - Mhm – mruknęłam na odczepnego
- Między nami ok? –
- Wyjaśniliśmy sobie, przeprosiłeś, więc chyba tak. –
- To cieszę się. – powiedział radośnie – Muszę iść. – przypomniał i ruszył do drzwi
- Nathan – zatrzymałam go jeszcze na chwilę – Ja też cię przepraszam. Teraz za ten krzyk, a wcześniej za to, że nazwałam cię idiotą … - wspominając to, aż się trochę zaśmiałam
- Spoko. Już o tym zapomniałem. – machnął ręką z uśmiechem – Trzymaj się. – chwycił za klamkę
- Ty też –

Brunet wyszedł z pokoju. Opadłam na stojący za mną fotel. Chwyciłam się za czoło. Czy do tych istot posiadających plemniki dojdzie tylko to co przedstawisz im krzycząc i gdy urządzisz im awanturę ? Jestem chyba zbyt tępa, żeby to pojąć … Poszłam do łazienki zmyć makijaż, umyć się i przebrać w piżamę. Nie miałam najmniejszej ochoty iść do Chrisa. Zresztą ja miałam iść do niego ?? Teraz ?! Godności to ja mam sporo, więc moja noga tam nie stanie. Przynajmniej na jakiś czas. Wróciłam do pokoju. Weszłam na Skype`a. Nikogo dostępnego … No nic nie zrobisz L … Odłożyłam laptopa, gdy do pokoju wszedł Bob;
- Chcesz może pogadać ? – zapytał
- Nie … -
- A może jednak ? – wyczuł w moim tonie wahanie
- A masz czas ? –
- Dla ciebie ? Zawsze ! – usiadł w fotelu – Jak tam skończyło się twoje kazanie ? –
- Tym, że wparował tu twój syn i jemu też się oberwało, ale słusznie ! – zaznaczyłam – I wyszedł na dodatek jeszcze na mnie obrażony. A z drugiej strony Nathan przeprosił i pogodziliśmy się. –
- No właśnie widziałem, że jakiś zadowolony wyszedł … A co tam z Chrisem wyszło ? –
- Bawili się z Nathanem w jakieś durnostwo. Już im powiedziałam, że jak smarkacze się zachowywali. –
- Ale co dokładnie robili ? –
- Jeden chciał doprowadzić do zazdrości i nerwicy drugiego. Chris mnie przytulił, gdy widział Nathana, a ten drugi z kolei mnie pocałował, gdy obserwował nas Chris. Niezły fun mieli. –
- Ehhh klasyczne zagranie … - uśmiechnął się Bob
- Co masz na myśli ? – zmrużyłam oczy
- Rywalizacja i męskie ambicje. –
- No fajnie, tylko szkoda, że moim kosztem. –
- Nie przejmuj się. Chłopaki tak mają. –
- Zjechałam ich z góry na dół i już jest ok. –
- Czyżby ? Od soboty chodzisz zamyślona. –
- Zauważyłeś ? – przygryzłam wargę
- Nie dało się nie zauważyć Vicky. Już cię znam. O co chodzi ? Bo zapewne ani o Nathana ani o Chrisa w tej chwili … -
- Bob, nawet nie wiem jak to określić … - mówiłam zrezygnowanym tonem – Powiedzmy, że pokłóciłam się z Marcinem i zawiodłam i jego, i Patrycję. – utkwiłam wzrok na kołdrze
- A co zrobiłaś ? –
- Jeszcze nic. To znaczy; nie będzie mnie na urodzinach u Patrycji, mimo, że obiecałam jej to parę razy nawet będąc już tu, w Londynie. Nie mogę polecieć, bo nie dostanę ani jednego wolnego dnia. Zbyt krótko pracuję w „EandJ”, żeby Olivier dał mi urlop. – wytłumaczyłam
- A chciałabyś być na tych urodzinach ? –
- No jasne –
- Dlatego wymyślisz coś. – Bob uśmiechnął się szeroko
- Chodzi mi coś po głowie, ale nie wiem … - przyznałam

Mężczyzna patrzył pytająco.
- Co ty na to jakbym poleciała do Polski w piątek od razu po pracy i wróciła w niedzielę w nocy ? Najwyżej w poniedziałek piłabym hektolitry kawy, a oczy postawiła na zapałki. – mina niewiniątka
- To jest bardzo dobry pomysł. –
Zastanowiłam się chwilę – Też tak mi się zdaje. – zaśmiałam się

Fuck jeah ! Mam pomysł ! Będą urodziny ! Będzie Polska ! I żeby nawet teraz świat się walił, góry pękały, a skały srały – ja i tak polecę do Polski !
- Bob kocham cię ! – rzuciłam mu się na szyję pełna szczęścia
Mężczyzna roześmiał się – Ja ciebie też Vicky. –
- Muszę tylko wybrać się na zakupy któregoś dnia i kupić jakąś fajną sukienkę. –
- No z tym to ty problemu mieć nie będziesz J. –
- Nie powiedziałabym J … Muszę jutro zgarnąć Lisę i umówić się z nią na zakupy. I wiesz co ? Nie uprzedzę ani rodziny ani Patrycji i Marcina, że przylatuję. Zrobię im mały surprise. –zaświeciły mi się oczy
- To nieźle się zdziwią … -
- I o to chodzi ! – byłam bardzo podekscytowana

Bob jeszcze chwilę posiedział, aż stwierdził, że „daje mi już spać” i wyszedł. Ten dzień, a szczególnie jego końcówka była bardzo zaskakująca, ale mimo tego udało mi się szybko zasnąć.
Zbudził mnie budzik. Z niechęcią otworzyłam oczy i wstałam. Wybrałam ciuchy na dziś i powędrowałam do łazienki. Włosy zaplotłam w kłosa.



Zeszłam na dół i już kierowałam się do drzwi wyjściowych kiedy podbiegł do mnie Chris;
- Możemy pogadać ? –
- Spieszę się do pracy. –
- O której kończysz ? –
- O 15. Sorry, muszę iść. –

Nie czekając na jego odpowiedź otworzyłam drzwi i wyszłam. Walnęło wiatrem po oczach -,- . Pogoda była beznadziejna. Jak zwykle ostatnimi czasami. W metrze nastawiałam się psychicznie na popołudniową rozmowę z Chrisem. Zamyślona weszłam do „EandJ”. Wzięłam od Rebecci z portierni kluczyk do swojego pokoju i zaczęłam pracować. Wypełniałam dokumenty gdy zadzwonił do mnie telefon. To była Lisa;
- Hej baby. Słucham cię. –
- No hej Vicky. Jak leci ? –
- W porządku, nie narzekam. A co u ciebie ? –
- Też ok. Właśnie dzwonię, żeby ci powiedzieć, że przez tydzień będę nieosiągalna, bo wyjeżdżam zaraz do rodziców na wieś. Także odcinam się od świata na 7 dni. –
- Coś się stało ? – zaniepokoiłam się
- Nie, nie. Po prostu chcę odpocząć fizycznie i psychicznie. -
- A, jasne. Rozumiem. –
- Odezwę się jak wrócę. To 3maj się i pamiętaj; jak wrócę, idziemy na big ciacho. –
- Obawiam się, że gdy wrócisz to akurat ja wyjadę. –
- Jak to ? –
- Zdecydowałam się polecieć na urodziny Patrycji. Co prawda niewiele pobędę z nimi, bo tylko sobotę i niedzielę, ale zawsze coś. –
- To w piątek za tydzień lecisz, tak ? –
- Aha – na samą myśl uśmiechnęłam się szeroko – Za 1,5 tygodnia. –
- To jak wrócisz to zdzwonimy się. –
- No pewnie –
- Muszę kończyć, bo spóźnię się na autobus. Pa Vicky. –
- Szczęśliwej podróży. Pa Lisa ! –

Odłożyłam telefon. Aha, czyli raczej nie pójdę z Lisą na zakupy -,- . Dobrze … Poradzę sobie sama J. Zresztą mam jeszcze tyle czasu, że zdążę znaleźć jakąś fajną kieckę.
Do g.15 zawzięcie pracowałam. Po tym czasie wracałam do domu. Weszłam do „Sweet Dreams”. Na schodach do pokoju złapał mnie Chris;

- Jesteś zmęczona ? –
- Nie … -
- To chodź na spacer. – wypalił z uśmiechem
- Na spacer … - powtórzyłam po nim zdziwiona – No dobra, tylko daj mi się przebrać w wygodniejsze ciuchy. –
- Ok, to za 5 minut na dole. –
- Ok –

Weszłam do pokoju, nie wiedząc o co mu chodzi. Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy z brzegu, przejrzałam się jeszcze w lustrze i zeszłam na dół.



Chris rozmawiał z Bobem. Śmiali się. Podeszłam do nich i oznajmiłam chłopakowi, że możemy iść. Wyszliśmy ze „Sweet Dreams” i kierowaliśmy się w stronę parku.

- Cieszę się, że zgodziłaś się na wyjście. – Chris zaczął rozmowę
- Czemu miałam się nie zgodzić ? –
- Bo jesteś na mnie zła. –

Nagroda Nobla za spostrzeżenie trafia do pana ! -,-

- Głupio wszyło. – chłopak kontynuował – Sorry, ale po prostu nie potrafię opanować się kiedy widzę tego Nathana. –
- Przestań usprawiedliwiać się … - mruknęłam
- Ale kiedy to prawda ! Gdyby nie on, nie doszłoby do wczorajszej sytuacji. –
- Chris przestań ! – powiedziałam stanowczo – To ty zacząłeś bawić się w to całe zamieszanie. Przypominam, że to ty pierwszy zrobiłeś mu na złość. –
- Dobra, nieważne –
- No widocznie ważne skoro starasz się całą winę zwalić na niego. –
- Bo ty go ciągle bronisz ! – usłyszałam
- Wcale go nie bronię ! – puściły mi nerwy – Skoro ty nie umiesz przyznać się do błędu i wymigujesz się innymi, to chyba w mojej kwestii jest uchwycenie prawdy, która dla ciebie jest niewygodna w dodatku. – zatrzymałam się – Jeżeli spacer ma tak dalej wyglądać to lepiej wracam do domu. –
- Victoria ok, koniec tematu. – Chris szybko zareagował i uratował nasze wyjście

Nie wracaliśmy więcej do tej sprawy. Spacerowaliśmy po parku i rozmawialiśmy o naszych ostatnich latach z życia. To pozwoliło nam jeszcze bliżej się poznać, a wszelka złość na niego wygasła. Kupiliśmy lody włoskie i usiedliśmy na ławce jedząc je i śmiejąc się ze wspominanych śmiesznych sytuacji. Gdy już zjedliśmy, zaczęliśmy zaczepiać się jak małe, beztroskie dzieci. Cofałam się od niego ze śmiechem po tym jak dałam mu prztyczka w nos. Chris szedł prosto na mnie. Chciałam postawić nogę do tyłu, ale już nie mogłam, bo wyczułam drzewo. Chłopak podszedł ;
- Wpadłaś jak mucha w pajęczynę. – uśmiechnął się

Wcisnęłam się w pień.
- Oj Victoria … - powiedział cicho, przysuwając się do mnie

Chciałam go minąć, ale ułamek sekundy wcześniej blondyn oparł dwie ręce na pniu na wysokości mojej głowy po obydwu stronach. Patrzył w oczy, w sposób jakby chciał wniknąć przez nie w głąb mojej głowy, duszy … Zahipnotyzował mnie. Przysunął twarz jeszcze bliżej.
- Jesteś dla mnie zagadką. – szepnął, gdy nasze nosy dzielił milimetr

Nie potrafiłam odpowiedzieć ani nawet mruknąć. Jak kamień !
- Oj Vicky, co ty potrafisz zrobić z człowiekiem … - mruknął, patrząc mi w oczy

Dalej spuścił wzrok na usta. Dłonią ujął mnie za szyję i powoli jego wargi zaczęły przysuwać się do moich.
O nie, nie, NIE ! Ocknęłam się w samą porę.

- Chris – wydobyłam z siebie głos, gdy nasze usta już prawie się stykały – Nie rób tego. – poprosiłam
- Dlaczego ? –
- Nie chcę, żebyś robił sobie nadzieję ... Ja nie chcę się wiązać. –

Chłopak odsunął się i zabrał dłoń z mojej szyi.

- Zrobiłem coś nie tak ? – ściągnął brwi
Pokręciłam przecząco głową.
- Więc o co chodzi ? –
- Nie jestem gotowa na to, żeby teraz z kimś być. Poza tym uważam, że znamy się zbyt krótko … - spuściłam wzrok
- Dobrze, skoro potrzebujesz czasu to ja poczekam. – oznajmił poważnie Chris

Spojrzałam na niego. Uśmiechał się delikatnie, niemalże niezauważalnie. Zaimponował mi tym zdaniem.

- Chris, ale ja nie mogę tobie niczego obiecać … -
- Wiem, ale sam fakt, że teraz tego ostatecznie nie przekreśliłaś będzie dodawał mi otuchy. –

Powiał zimny wiatr. Wzdrygnęłam się przez niego co nie uszło uwadze chłopaka.
- Wracamy do domu, bo mi zachorujesz. – postanowił i skierowaliśmy się z powrotem do cukierni





Cześć ziomeczki :* ! Jeeeejuu co ja wstawiłam ... Jestem bardzo niezadowolona z tego oto powyżej, ale nic innego nie potrafiłam wymyśleć - przepraszam :< . Wytrwajcie jeszcze jeden rozdział; potem akcja zacznie się rozkręcać (mam nadzieję), bo teraz to nudy takie, że aż samą mnie skręca ;-@ ...
Mam taki mętlik w głowie od kilku dni przez parę spraw, że nawet nie potrafię pisać i oddać "tego czegoś" w rozdziale. Mam nadzieję, że nie będziecie się zrażały. Ocenę zostawiam Wam.

^^

7 komentarzy:

  1. Nie pierdol super rozdział :D
    Czekam na next :*
    Weny ;*******************

    OdpowiedzUsuń
  2. Głupia jesteś, świetny jest! Tylko już miałam nadzieję, że się będą bić a tu lipa ;( Słabi z nich zawodnicy ;p Ale to może w następnym rozdziale? ;)
    I nie wiem, mam jakieś dziwne wrażenie, że Vicky wyląduje na tych zakupach z Nathanem? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boskie to jest a ty głupolu cicho :*
    Pisz szybko kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. oj przestań ;), rozdział jest bardzo ciekawy ,wcale nie jest nudny , akcja się rozkręca , jak dla mnie to ona może być z Chrisem, bo wyobrażam go sobie jako takie ciachooooooo że mniam
    Dobrze,że można tu pisać komentarze anonimowe bo konta sobie nie założę , dodaj dziś następny rozdział jeśli możesz

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie piepsz głupot!(od tego jestem ja)Świetny rozdział ,zresztą co byś nie napisała i tak zawsze będe pod wrażeniem.;)
    Kurde ,ale potrafisz trzymać w nie pewnośći dalej nie wiem czy Vicki będzie z Nathem ,czy z Crisem.( oczywiście mam nadzieje że z Nathem no i te zakupy? chyba wiem kto mógłby jej potowarzyszyć;)
    Ps.Uwielbiam twoje teksty "góry pękały, a skały srały" -rozwaliłaś mnie;)
    Z niecierpliwością czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  6. No! Taką sobotę to ja rozumiem, dodałaś rozdzialik, więc mam dobry humorek :D
    Ho, ho, będzie walka gladiatorów!
    Nathan vs Chris :D
    Omomom wyobraziłam sobie ich jako takich gladiatorów na arenie, ze spoconymi klatami, rządnym śmierci przeciwnika *.*
    Odpłynęłam daaaleeekooo, marzeń rzeeeekąąąą :D
    A tak serio będzie jakaś ustawka?;>
    Jak tak, to ja obstawiam mój zakład na Chrisa:3
    No chyba, że Sykesiątko coś przypakuje te swoje tyczki, to wtedy całą sobą(a jest mnie trochę:D) będę za nim, bo w tej chwili to szczerze wątpię żeby miał jakieś szanse z przypakowanym Chrisem^^
    Czekam na next'a;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham to opowiadanie. Mam nadzieję że Nathan i Victoria przestaną się sprzeczać i będzie coś głębszego między nimi. Pisz szybko kolejny rozdział. Czekam niecierpliwie. :*

    OdpowiedzUsuń