sobota, 20 kwietnia 2013

Ja się jeszcze z tobą ożenię ! - rozdział 29.

Obudziły mnie jakieś stuki. Otworzyłam jedno oko i zdając sobie sprawę, że ktoś puka do mojego pokoju krzyknęłam tylko;

- Bob, daj mi spać ! –
Pukanie, a raczej walenie w drzwi nie ustało.
- Bob no ! … Idź sobie ! –

Przekręciłam się na drugą stronę i nałożyłam poduszkę na głowę, żeby stłumić odgłos. Nic z tego. Myślałam, że zaraz mi drzwi z futryną wylecą. Skacowana i wkurzona ostentacyjnie odkryłam kołdrę. Nabuzowana wstałam i podchodziłam do drzwi, krzycząc;
- No zaraz no ! Nie będę tobie Bob płaciła za nowe drzwi ! –

Nacisnęłam klamkę. Ku mojemu największemu zdziwieniu za drzwiami stał Nathan. Wryło mnie i to totalnie. Nie wiedziałam co powiedzieć i gapiłam się na niego, nie ogarniając.
- Wiem. – odezwał się – Teraz myślisz o mnie w najgorszy z możliwych sposobów. –
Patrzyłam na niego nadal.
- Ale chcę, żebyś wiedziała –
- Nie mów mi, że to nie tak jak myślę. – przerwałam mu – Nie jestem już kretynką. Z pewnością byłam, wierząc tobie. –
- Daj mi coś wyjaśnić. –
- Nie ! Tu nie ma czego wyjaśniać ! – podniosłam głos, denerwując się – To jest bardzo proste ! Ja byłam dla ciebie tylko jedną z wielu. Ty dla mnie tym jedynym. Ty sobie powtarzałeś „jak nie ta to inna”, ja mówiłam „ten, albo żaden”. Ja byłam dla ciebie niczym. Ty byłeś dla mnie wszystkim. I właśnie tym się różnimy, a to boli, wiesz … ? – patrzyliśmy sobie w oczy

Nastała chwila ciszy, a Nathan spuścił wzrok.
- Może na początku rzeczywiście tak to wszystko wyglądało, że chciałem się zabawić. – odezwał się – Ale potem … - zawiesił ton i wrócił do mnie spojrzeniem – Poznałem cię i wszystko się zmieniło. Zaangażowałem się i wycofałem z tego debilnego zakładu. Naprawdę moje intencje były szczere. –

Zaśmiałam się ironicznie.
- Tak ? A od kiedy niby ? … Nie wierzę tobie, rozumiesz ?! Nigdy ci tego nie wybaczę. – spojrzałam na niego z jadem w oczach – Wykorzystałeś mnie i oszukiwałeś w najpodlejszy sposób. –

Nastąpił moment ciszy. Po chwili odezwał się Nathan;
- Kocham cię Victoria. –
- Nie zrozumiałam tego żartu. – syknęłam – Nie trać cennego czasu i po prostu wyjdź. – powiedziałam oschle – Nie chcę cię widzieć ! –
- Nie obchodzi mnie to. – odpowiedział stanowczo po czym szybkim ruchem ujął moją twarz, wepchnął mnie do środka pokoju, przycisnął do obok stojącej szafy i pocałował

Byłam w takim szoku, że nie wpadłam nawet na to, żeby się bronić czy protestować. Po paru sekundach oderwał swoje usta od moich. Nie odsunął jednak twarzy tylko patrzył mi w oczy.
- Nie odejdę. – powiedział – I nie rusza mnie to, że pałęta się koło ciebie jakiś Chris. – cofnął się i uwolnił mnie z objęć
- Daruj sobie, dobrze ? – prychnęłam – Wyjdź stąd. –

Na jego twarzy pojawił się bardzo szeroki uśmiech, kompletnie jakby nie słyszał mojego ostatniego polecenia.

- I wiesz co? Ja się jeszcze z tobą ożenię. –
Postawiłam oczy jak 5 zł. Jakby mnie kto szczypnął niespodziewanie. Te jego słowa dochodziły do mnie z opóźnieniem. Patrzył na mnie pewny siebie. Ocknęłam się w końcu.

- Nie chcę cię więcej widzieć. – warknęłam przez zęby, zawróciłam go do wyjścia i zamknęłam za nim drzwi, i oparłam się o nie plecami, wznosząc głowę do góry i biorąc głęboki wdech
No ok, to było chamskie z mojej strony, ale nie miałam siły, żeby dłużej na niego patrzeć. Denerwował mnie, a poza tym ta cała sytuacja … To bolało. Nie potrafiłam na niego spokojnie patrzeć, słuchać, a przede wszystkim nie uwierzyłam w żadne jego słowo.

Zaczął pukać do drzwi. Z trudem ignorowałam to. Wpatrywałam się tylko w ten sufit, powtarzając sobie, że nic nie słyszę.
- Victoria … - mruczał z drugiej strony
Jesteś twarda. Poradzisz sobie, nie odzywaj się dziewczyno !
- Vicky … -
Oddychaj !
- Vicky, otwórz i porozmawiajmy … - zaczął drapać drzwi
- Odwal się ode mnie ! – krzyknęłam ze złością
- Nie, nie odwalę się ! – odkrzyknął – Nie odpuszczę ! I choćby nie wiem co się działo, ja będę czekać na ciebie, wiesz czemu ?! – mówił ze złością – Bo nie rezygnuje się z ludzi, których się kocha ! –

Kopnęłam w drzwi i rzuciłam się na łóżko, nawalając się kołdrą i poduszką, żeby niczego więcej nie słyszeć.
Tak bardzo chciałam teraz być sama. Poukładać to sobie jakoś, wytłumaczyć, zrozumieć … i zapomnieć. Czułam rosnącą nienawiść do niego. Nie mogłam darować sobie samej, że nie zauważyłam niczego podejrzanego, że tak po prostu dałam się omamić. Boże jaka byłam głupia, że dałam ponieść się emocjom. Dlaczego się poddałam ?! Teraz musiałam płacić za swoją słabość. I głupotę. Nie potrafiłam tego inaczej wytłumaczyć.

W głowie z każdą minutą, sekundą miałam coraz większy mętlik, żal do samej siebie, ale przede wszystkim nie mogłam zrozumieć jak Nathan mógł okazać się na tyle podły i zabawić się cudzym kosztem. Moim kosztem. Musiałam coś zrobić, jakoś rozładować swoją powiększającą się z każdą myślą nienawiść do niego.
Wygramoliłam się spod kołdry, podeszłam do szafy i wybrałam dres. Związałam włosy w niedbałą kitkę i wyszłam z pokoju.


Sykes na szczęście już nie stał pod moimi drzwiami. Zbiegłam ze schodów i wpadłam do kuchni po buteleczkę z wodą.
- Dzień dobry Vicky ! – wszedł Bob
- Cześć – mruknęłam i już kierowałam się do wyjścia
- Jak impreza ? –
Wzięłam głęboki wdech.
- Idę pobiegać. – oświadczyłam i na nic więcej nie czekając wyszłam ze „Sweet Dreams”

Nałożyłam słuchawki na uszy, na full włączyłam muzykę i wystartowałam. Biegałam i starałam się nie myśleć. Po prostu. Starałam się – dobre określenie, ponieważ wcale mi to nie wychodziło. Miałam w sobie tyle negatywnych emocji, które mnie napędzały, że przebiegłam cały park wzdłuż i wszerz. Biegałam bez wytchnienia 40 minut co było dziwne, bo zawsze wysiadałam po max.15 minutach. Usiadłam w końcu na ławce, żeby odpocząć i napić się wody. Już miałam wstawać, by biec dalej, gdy zadzwonił do mnie telefon. To była Lisa.
- Tak ? – odebrałam
- Cześć Victoria – odezwała się smutnym tonem
- No cześć –
- … nawet nie wiem o co spytać … - zmieszała się – Może wpadniesz do mnie dzisiaj co ? –
- Wiesz Lisa to nie jest dobry pomysł … -
- Dlaczego ? –
- Nie mam ochoty na spotkania, przepraszam. –
- Ale Victoria, przyjdź ! Napijemy się wina … -
- Lisa, naprawdę nie mam –
- Jeśli nie przyjdziesz – przerwała mi stanowczo – to wiesz, że i tak ja do ciebie przyjdę. Wyjdzie na to samo. –
- Ale jesteś upierdliwa … - burknęłam
- Dziękuję. Masz być u mnie o 17. –
- Mhm – mruknęłam niepocieszona
- Też się cieszę. – odpowiedziała radośnie – Do zobaczenia –
- Cześć – rozłączyłam się

Naprawdę nie miałam ochoty widzieć się w tym dniu z kimkolwiek. Chciałam być sama. Tylko ja. Pobiegałam jeszcze drugie 40 minut, a następnie wróciłam do cukierni. Trzasnęłam za sobą drzwiami.
- Victoria, co ci jest ? – spytał Bob, gdy przechodziłam obok niego
- Nic – burknęłam i poszłam na schody
- Masz śniadanie na stole. –
- Nie jestem głodna ! –
- Victoria ! –

Zlekceważyłam jego upominający krzyk i wróciłam na górę. Zdjęłam bluzę i położyłam się na łóżko. Usłyszałam pukanie do drzwi. Nic nie odpowiedziałam za to przewróciłam się na bok i byłam tyłem do drzwi zaś przodem do okna.
- Victoria … - wszedł Bob
Z mojej strony głuche milczenie.
- Co jest ? – nie ustępował
- Nie chcę rozmawiać. – powiedziałam sucho
- Ale ja chcę ci pomóc. – usiadł na fotelu obok z tacą i śniadaniem w ręku
- Ale ja nie proszę o pomoc. – wpatrywałam się w okno
- Czyli nie pogadasz ze mną, tak ? –

Wzięłam głęboki wdech po czym usiadłam po turecku naprzeciwko rozmówcy. To, że ja byłam wewnętrznie rozwalona to nie znaczyło, że miałam być w stosunku do niego nieprzyjemna. Tym bardziej, że zaczął się martwić i chciał mi pomóc w jakiś sposób. Chociażby poprzez rozmowę.
- Bob … Byłam zbyt głupia i bezgranicznie naiwna. –
- O czym ty mówisz Victoria ? – spoważniał i to bardzo
- Na co ja właściwie liczyłam ? – zapatrzyłam się z powrotem na okno – Że rzeczywiście znalazłam kogoś komu na mnie zależy ? … –
- Victoria od początku … -
- Wczoraj Tom mi powiedział, że Nathan był ze mną dla zakładu. – spojrzałam na Boba, który postawił oczy
- Naprawdę ? – spytał po chwili

Pokiwałam głową potwierdzająco.
- To dlatego krzyczałaś na niego dziś rano … Ale słyszałem, że on powtarzał też krzycząc, że mu zależy na tobie. –

Uśmiechnęłam się ironicznie.
- Jasne – skwitowałam – Tylko, że ja mu już nigdy nie uwierzę i nie chcę go znać. –
- Szczerze ? Nie dziwię ci się. Ale może z drugiej strony –
- Nie ma żadnej drugiej strony. – powiedziałam stanowczo – Nie można z kimś rozmawiać jeśli się komuś nie ufa i jeśli ktoś cię skrzywdził. –
- Przykro mi, Vicky. Naprawdę myślałem, że wy … - spojrzał na mnie smutno
- Ja też … - westchnęłam
- I co teraz ? –
- Mam nauczkę na przyszłość. Silne kobiety nie kochają. Miłość to oznaka słabości. –
- Zawiało mi feminizmem. – uśmiechnął się blado

Wzruszyłam ramionami. – Być może. –
Zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i zamknęłam oczy.

- Nathan dzwoni ? – spytał mój rozmówca, a ja spojrzałam tylko na niego znacząco i odrzuciłam połączenie
- Dzięki Bob za wszystko, ale naprawdę chciałabym zostać sama. Po południu i tak muszę pójść do Lisy, bo uparła się, że nie mogę zostać sama. –
- To ładnie z jej strony –

Przewróciłam tylko oczami.
- Jasne. Jak coś, wiesz gdzie jestem. – wstał – I zjedz śniadanie. – wskazał na tacę
- Mhm –

Po chwili zostałam sama w pokoju. Po pierwsze nie miałam ochoty na jedzenia, bo skręcało mnie w żołądku przez to wszystko, a poza tym nie chciałam przytyć. I takim sposobem jedzenie wylądowało w śmietniku. Kolejny raz w sumie. Drugi dzwonek telefonu. To samo – Sykes. Znów odrzuciłam. No błagam ! Nie będę z nim rozmawiała ! Wyłączyłam telefon. Niech się dzieje co chce – idę spać. Przynajmniej nie będę znowu się zadręczała.
Obudziłam się po g.16. Bez problemów wstałam, odświeżyłam się, przebrałam i zeszłam na dół.
- Gdzie lecisz ? – spytała Lucy, stojąc za ladą i wycierając mokre sztućce
- Do Lisy. Będę za jakieś 2,3 godziny. Nie biorę telefonu jak coś. – rzeczywiście zostawiłam swoją komórkę wyłączoną na górze

Pojechałam do kumpeli taxówką. Weszłam do jej domu po czym przywitałyśmy się i usiadłyśmy w dużym pokoju. Dziewczyna wystawiła dwa kieliszki i nalała wina. Usłyszałam, że zaburczało mi w brzuchu dlatego też skuliłam nogi i zmieniłam pozycję na wygodniejszą.
- Jak dalej bawiłaś się z Jayem ? – spytałam
- Dobrze – spojrzała na mnie ostrożnie i podała mi kieliszek
- Lisa, spokojnie. Mów prawdę. To, że … - szukałam odpowiedniego słowa - … ja wróciłam wcześniej to nie znaczy, że masz teraz oszukiwać i udawać, że wcale się dobrze nie bawiłaś czy coś … -
- Ale tak mi głupio cieszyć się i być szczęśliwą, gdy ty cierpisz. – usiadła koło mnie

Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Jesteś kochana, ale ja naprawdę chcę się cieszyć twoim szczęściem. Mów śmiało. –
- Więc … - ciężar spadł jej z serca – Z Jayem jest tak jak chciałam, żeby było. Pomalutku i do przodu. – promieniała
- Cieszę się. –
- Nie jesteś ciekawa jak zareagował Nathan ? Co robił, gdy zszedł na dół z pokoju ? –
- Nie – wzięłam łyka wina – Choć w sumie … - błysk w oku

Lisa poprawiła się na kanapie.
- Zszedł do nas i wyglądał jakby został porażony prądem. W ogóle nie można było z nim się dogadać. Błądził wzrokiem, przeklinał samego siebie, walił otwartą dłonią w ściany. To była pierwsza faza. –
- A jaka była druga faza ? –
- Nie lepsza –
- To znaczy ? –
- W doła wpadł. Pił i pił. Na koniec był już tak upity, że chłopaki musieli go odstawić do domu. –
- Serio ? – uniosłam brew
- Nooooo … jego stan pozostawiał wiele do życzenia. –
- Był dziś u mnie. – oznajmiłam, a kumpela wytrzeszczyła oczy
- No coś ty ! –
- No. Był. Gadał, że na początku to był rzeczywiście zakład, ale że potem się zaangażował, bla bla bla … - ironizowałam – Puenta była najciekawsza. –
- Umieram z ciekawości. –
- Wyobraź sobie, że powiedział, że mnie kocha. A najlepsze ! – uniosłam palca – Uświadomił mnie, że jeszcze się ze mną ożeni. –
- Nie gadaj ! – Lisa uśmiechnęła się szeroko i szczęka jej opadła – Tyyyy patrz, bo mu naprawdę na tobie zależy. –
- Dobra, zmieńmy temat. – zakomenderowałam, a dziewczyna zrozumiała i przeszłyśmy do innych zagadnień

Po jakimś czasie wróciłam do domu. Usiadłam na Skype`a. Marcin był dostępny i zaczęliśmy rozmawiać. Widział, że coś było nie tak, ale nie chciałam już po raz trzeci tłumaczyć co się stało. Powiedziałam, że dowie się w swoim czasie. Nie naciskał, ale oświadczył, że na niego mogłam zawsze liczyć i, że Polska na mnie czekała, i że jak będzie mi źle to zawsze mogłam wrócić. Podziękowałam mu, a po jakimś czasie rozłączyliśmy się. Postanowiłam, że wezmę kąpiel.
Nalałam wody do wanny i weszłam do gorącej wody. Do głowy przyszły wspomnienia. Spotkanie Nathana. Pierwsze – wypadek, drugie – wywiad, kolejne kłótnie i przeprawy, rozcięcie mojej ręki i jego pomoc, imprezy, mój wyjazd do Polski i wreszcie ten moment kiedy zaczęło coś we mnie pękać i przyznałam się, że tęskniłam za nim i, że zaczęłam być przy nim szczęśliwa. I z nim. Ostatnie nasze każde spotkanie dodawało mi tyle życia i wreszcie uwierzyłam, że miłość istnieje. Myślałam, że tak będzie trwać. Że wszystkiemu stawimy czoła i będzie jeszcze piękniej. Tak bardzo tego chciałam … Ale niestety. To wszystko okazało się nieprawdą i zaufałam nieodpowiedniemu człowiekowi, do którego moje serce wyrywało się.

Te wszystkie myśli sprawiły, że poczułam, iż straciłam coś cennego. Że już po wszystkim. Tego więcej nie będzie. Ani jego uśmiechu, ani głosu, ani dotyku, ani gestów. Ani jego samego. Nie chciałam go znać. Skrzywdził mnie i to bardzo boleśnie. Dopiero prawie dobę po tym wydarzeniu uświadomiłam sobie to wszystko i zaczęłam w wannie płakać i szlochać …




Pobudka Śpiochy :) !! Ale Wam koparki opadły z poprzedniego rozdziału, co nie ? :D Hueh, jak ja lubię zaskakiwać - nieprzewidywalność to moje kolejne imię xd.
Czytając od Was komentarze również wywołują one u mnie chęć spotkania z Wami i też ubolewam, że możemy liczyć tylko na TAKI kontakt. Ale zawsze możecie napisać do mnie, a może od października będę mieszkać w mieście którejś z Was i umówimy się na kawencję ;] . Whatever - cieszę się, że sympatia działa w dwie strony :) .
Ahhhh Skarby - nawet nie wiecie jak się cieszę, że tego 27 stycznia "zaszalałam" i stworzyłam Wantedowe Story :) !

Zgniatam Was ilością wysyłanych od siebie uścisków :D !

19 komentarzy:

  1. Cham, wieśniak i prostak!
    Jak można coś takiego zrobić -.-
    Chociaż czasami i gorsze rzeczy przychodzą im do głowy -.-
    A żeby go zostawii takiego nawalonego w tym klubie, samego! Może więcej by zrozumiał!
    Ale i tak liczę na to, że jakoś wszystko się ułoży, prawda? :(
    O matko jak ja się przejęłam :o
    Pisz szybko następny malutka i dalej nas zaskakuj! :D

    ♥♥♥

    P.S Do jakiego miasta na studia? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahhh... Jaki miły początek pięknej soboty :)
    Nathan naprawdę kocha Vicky jupiiiii...
    Mam nadzieję,że niedługo znowu będą razem.

    To ty nie wiesz jaką radość sprawia mi czytanie Twoich rozdziałów.Zawsze, gdy mam gorszy dzień poprawiają mi humor :) Mam nadzieję, że Wantedowe Story zostanie z nami jak najdłużej ♥

    Pozdrawiam i czekam na nexta....:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Boziu.. zajebisty rozdzialik.. Weź pisz szybko kolejny! Hmm.. Lisa jest taką fajną przyjaciółką że przypomina... mnie :D nie no.. żaryuję.. pisz, pisz!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże co za kretyn ! Tak wykorzystać osobę która go kochała.. :/ Cham ! Ale rozdział fajny fajny < 3 Życzę weny i szybko pisz dalej : **

    OdpowiedzUsuń
  5. zatkało mnie o_O
    ale tym masz dziewczyno wyobraźnie ; P
    z niecierpliwością czekam na nexty ; ) <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy Nathan powiedział że się nie rezygnuje z ludzi których się kocha
    to aż mi łezka w oku stanęła, przyznaję się , wzruszyłam się
    Fajnie ,że wsadziłaś ten wątek o zakładzie, bo coś się dzieje

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow, ten rozdział to coś cudnego, coś nie do opisania po prostu. Łezka mi się w oku zakręciła kiedy Nath do niej mówił, że nie rezygnuje się z ludzi których się kocha. Cudnie po prostu, ale oni są dla siebie stworzeni, MUSZĄ być razem ! I koniec :* Pisz szybciutko nexta :)
    Wenyyy ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Zapraszam do mnie :) http://ifythewanted.blogspot.com/
      I jeszcze raz Wenyyy :*

      Usuń
  8. Nie możesz uprzedzać przed rozdziałem, że w trosce o nie zalanie sprzętu, należy odstawić wszystkie napoje?
    Błagam, niech oni będą razem!
    Tak wiem. Za bardzo się wczuwam XD
    Dawaj next'a!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nathan ... ty debilu -,-
    ale zjebałeś -,-
    nie no nie wytrzymiem !
    chamstwo się szerzy w społeczeństwie !
    dobra rdz suuuper słońce :D
    a tak właściwie to gdzie ty mieszkasz ? :p
    może gdzieś blisko mnie ? xd choć znając moje szczęście to pewnie ze 100 km ode mnie :(
    kocham i czekam na next <33333333333

    OdpowiedzUsuń
  10. Zabije na miejscu !!
    Co to w ogóle jest ja się pytam ?!!
    no kurwa.. <3
    Oni maja byc razem i chuj mnie to obchodzi :D
    Jak ty możesz tak niszczyć moje szczęście ? :c
    pisz szybko kolejny :***

    OdpowiedzUsuń
  11. Ty idioto. -,- Mogło być tak pięknie, a ty wszystko schrzaniłeś. -,- Ruszaj te swoje cztery litery i błagaj ją na kolanach o wybaczenie! Macie być razem kurde! ;d Życzę weny. ;* Czekam na następny rozdział!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Teraz to niech się w dupkę pocałuje za taką akcje, a nie!
    Chociaż i tak mi go szkoda :<
    Aż się biedny musiał upić, żeby odreagować swoją głupotę :P
    Mam nadzieję, że chociaż to odchorował odpowiednio!!
    Zasłużył sobie! Tym bardziej, że już się tak ładnie zaczęło robić ;/
    I tak mają być razem i koniec kropka! :D W końcu ON ją kocha!
    A dowal mi tu teraz tego Chrisa... To Cię znajdę i pożałujesz ^^

    I tak Cię uwielbiam, co byś nie zrobiła, więc kurde upiecze Ci się :P
    A taką niespodziankę mi rozdziałem zrobiłaś, że woooow :D niespodziewałam się :D
    Oby następny powstał tak szybko jak ten :D
    Ściskam Cię, Misiek i do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Nosz kuźwa, w mordeczkę jeża, kopana mać. -.-
    Nathan.! Spieprzyłeś.!
    Ale przyznam szczerze że mi sie go troszeczke szkoda zrobiło jak napisałaś że sie tak schlał.. ;<
    Och i jeszcze te wyznanie mmmm.... <3
    I nie wyskakuj mi tu z Chrisem bo cię znajdę. :D

    Przyznam ci się szczerze i bez bicia, że twój blog po prostu jaraam sie. xd
    Dzisiaj miałam lekkiego dołka tylko weszłam i od razu banan na gębie sie pojawił. ^^
    Ommmm.. no i oczywiście next ma się pojawić baardzo szybciutko. ;*

    PS Vicky i Nathan MUSZĄ być RAZEM, bo nie ręczę za siebie. :D
    PS2 Skąd jesteś.? ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnij noowy (15) rozdział. ^^
      http://ifoundyou-twstory.blogspot.com/

      Usuń
  14. "Silne kobiety nie kochają. Miłość to oznaka słabości."- normalnie wielbię Cię za to stwierdzenie <3
    Kij z tym, że powiało feminizmem :P Bob, nie znasz się :P
    Sykes, Sykes Ty opóźniony w rozwoju młocie. Pfffffff, teraz się będzie oświadczał:P Musztarda po obiedzie mój drogi ^^
    Za póóóźźźźnoooooo, za póóóóźźźźnoooo :D
    Nie, no a tak serio to ja marzyć, że oni się pogodzić, bo ja chcieć sexy time!:D A potem ja chcieć żeby z Sexy time'u się wytworzyły Victorionathany *.* Ach, jak ja kocham to opowiadanie ♥
    Czekam na nastęnusia :*
    P.S. Możesz zdradzić tajemnicza niewiasto skąd jesteś, ja się chętnie dowiedzieć gdzie takie geniusze z poczuciem humoru mieszkać;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Biedny Nathan...:(
    Teraz będzie tego wszystkiego żałował.
    A niech trochę pocierpi za swoja głupotę
    Cudny rozdział...♥
    Pozdrawiam Cię Kochana i z niecierpliwością czekam na następny..

    PS. Można się dowiedzieć skąd jesteś?

    OdpowiedzUsuń
  16. Sruty pierduty, wszyscy wiedzą, że się zejdą i bez ściemy Proszę ;)
    Ale muszę przyznać, że ma chłopak tupet tak wbijać i jakimiś tekstami o ślubie rzucać :P

    OdpowiedzUsuń