Włączyłam muzykę na całe głośniki i gibając się wybierałam bez pośpiechu ciuchy na dziś. Podjęłam strasznie ciężką decyzję ( ;> ) i poszłam wziąć prysznic.
Wyszłam z łazienki,
wysuszyłam włosy i zebrałam je w luźny kucyk.
Dziś przyszedł
dzień na generalny porządek w moim pokoiku. To postanowione ! Zeszłam na dół po
worek do śmieci, do miski nalałam wody, wzięłam jeszcze coś do ścierania kurzy
i jako perfekcyjna pani domu zwróciłam się w kierunku schodów.- Na dobre bierzesz się za te porządki ? – uśmiechnęła się Lucy
- Oczywiście. W życiu bałagan to w pokoju będzie przynajmniej wszystko poukładane. – zaśmiałam się
- Zawsze to dobry początek. –
Już miałam iść na górę, gdy Lucy jeszcze spytała; - Vicky, chcesz dziś po południu popracować ? –
- No jasne – rozpogodziłam się
- To zejdź o 14. –
- Ok –
Zaszłam do siebie.
Najpierw kurze, potem mycie podłogi, a następnie wzięłam się za szafki.
Pucowałam, myłam, wycierałam, przekładałam itp., itd. ;) Po dwóch godzinach
byłam padnięta, ale efekt był bardzo zadowalający. Podziwiając swoje dzieło
przyszedł do mnie Bob. Sam się zdziwił jak mój kącik teraz wygląda. Wziął do
połowy wypełniony worek na śmieci i zszedł na dół. Chwilkę odpoczęłam i poszłam
popracować. Ruch był niewielki, więc na luzie sobie radziłam. Pod koniec wpadła
Lisa ;
- O nic nie pytaj !
– grzmotnęła pudełkiem z moim rzeczami z redakcji na ladę - Co jest ? – podniosłam się momentalnie
- Na twoje miejsce doszła dziś jedna laska. Z pozoru bardzo miła, urocza, niewinna, taka biedna zagubiona w akcji. – Lisa mówiła jednym tchem – Nalej mi wody. – usiadła – A tak naprawdę to taka dwulicowa suka, że sobie nie wyobrażasz. –
- Lisa spokojnie. To były jej pierwsze godziny w pracy. Daj jej szansę. –
- Wiesz co? Nie mówiłabyś tak, gdybyś tam była. –
- Ale w sumie strasznie szybko już John kogoś znalazł – wzięłam butelkę z wodą, żeby nalać Lisie do szklanki
- No. Bo to jego o 25 lat młodsza dziewczyna – oświadczyła Lisa, a mi z rąk wyleciała butelka
Szybko ją podniosłam i patrzyłam rozdziawiona na kumpelę ; - Co ty gadasz ??? –
- Daj mi tej wody ! – przełożyła się przez ladę i wzięła z moich rąk szklankę
- Ale … - błądziłam wzrokiem – Ale skąd to wiesz ? Że to jego panna ? –
- Nie kryją się z tym za bardzo. –
Wzięłam głęboki
oddech po czym wypuściłam powietrze ; - To mnie zaskoczyłaś … -
- Dobrze, że nie
widziałaś w jakim ja byłam szoku . –- Cześć Lisa – przechodził Bob
- Dzień dobry –
- Wiesz co Bob, John nie przedłużyłby dziś ze mną umowy i tak . – powiedziałam
- Czemu ? –
- Bo już na moje miejsce posadził swojego seksownego, młodszego o 25 lat kociaka . –zamruczałam
- Jak ja się cieszę, że ty tam nie pracujesz. – Bob wzniósł głowę do góry i poszedł dalej
Lisa się zaśmiała –
Uwielbiam tego faceta … A wiesz co jest jeszcze najgorszej w tej sytuacji ? –
dodała za chwilę, patrzyłam na nią pytająco – To, że ona będzie tylko patrzyła
i zanosiła wszystko do swojego rumaka, a na nią nikt nie będzie mógł powiedzieć
złego słowa. –
- No fakt … -
zastanowiłam się – Ale poczekaj, może okaże się całkiem spoko. –- Szczerze wątpię – Lisa popiła wody – W ogóle uruchomiłam swoje kontakty ! Jak coś będzie, dadzą znać, ale masz szanse na dostanie przyzwoitej roboty. –
- Dzięki Lisa – uśmiech od ucha do ucha
- Jeszcze nie ma za co –
- Ale się starasz, więc chociażby za to. –
Porozmawiałyśmy
jeszcze chwilę, a potem Lisa już poszła. Skończyłam swoje godziny pracy i
wróciłam do siebie. Hmmm… może zadzwoniłabym do mamy ? Dawno z nią nie
rozmawiałam, znając ją to pewnie już myśli i się martwi, że coś u mnie nie tak.
W sumie po części ma rację, ale nie musi tego wiedzieć. Wybrałam jej numer.
Sygnał oczekiwania ;
- Cześć Wiki ! Już
sama miałam do ciebie dzwonić ! Co się nie odzywasz ? – a nie mówiłam ..?- Wszystko w porządku. Tak jakoś wyszło … -
- To opowiadaj co u ciebie . –
Kurde co ja mam tobie powiedzieć ? – Po staremu. Pracuję, mieszkam tam gdzie mieszkałam i jakoś leci. – nie chciałam denerwować mamy, poza tym muszę sobie jakoś poradzić, tak ?
- W pracy wszystko dobrze ? –
- Tak tak – odpowiedziałam szybko. Będę smażyć się w piekle. – A co u was ? –
- U nas nuda. Tak jak było tak i jest, tyle że od dwóch miesięcy pusto tak jakoś i cicho w domu – wiem do czego zmierzasz – Ile ty tam jeszcze chcesz posiedzieć ? – WIEDZIAŁAM !!!
- Nie wiem, mamuś. Aż uznam, że chcę wrócić. –
- A kiedy to będzie, za 2,5,10 lat ? – mamie łamał się głos – W ogóle żałuję, że pozwoliłam ci tam jechać … -
- A co mogłaś zrobić ? Sama chciałam jechać, jestem dorosła. Zamknęłabyś mnie na klucz w pokoju? –
- Chociażby … - wyczułam u mamy delikatny uśmiech
- Mamcik, nie martw się o mnie, bo wszystko jest dobrze. Zresztą przylecę do was za jakiś czas. Może nawet niedługo … - plan „B” ?
- Tylko daj znać wcześniej, to przygotuję twoje ulubione naleśniki i jakieś ciasto. –
- Mamo kocham cię … - w tym momencie poczułam jak moja rodzina jest daleko
- Ja ciebie też córcia – mama odpowiedziała z czułością
- Będę kończyć, bo zapłacę majątek za rachunek. –
- No dobrze – była niepocieszona
- Ucałuj tatę i Joannę jak was odwiedzi. –
- Jasne. Uważaj na siebie. –
- Uważam, pa. –
- Cześć –
Rozłączyłam się.
Zawsze, ale to zawsze po rozmowie z rodziną nachodziła mnie tęsknota do nich i
zastanawiałam się co bym robiła w tym momencie, gdybym była tam u nich. Nie to,
żebym żałowała tego wyjazdu- to była świadoma decyzja i chcę tu zostać.
Poszłam do łazienki
zmyć kurz z całego dnia ;) i położyłam się do łóżka . Jutro już miałam do pracy
na 8., więc, żeby się wyspać, spokojnie poszłam spać o g.22 ;) .Obudziłam się bez budzika o 7… Też byłam w szoku ;), ale po prostu znowu się wyspałam. Miałam aż godzinę na przygotowanie się do pracy, która była jakieś 4 metry pode mną. Ten sam schemat – muza włączona, prysznic, ciuchy, makijaż, włosy. A nie ! Zostawię dziś rozpuszczone.
Zeszłam na dół.
Przywitałam się ze wszystkimi. Bob i Lucy poinformowali mnie, że jadą do
hurtowni po mąki, bo w piekarni już się kończyły. Upewnili się czy sobie
poradzę sama w cukierni, a po moich zapewnieniach pojechali. Lucy jeszcze przed
wyjściem zapewniała mnie, że naprawdę ładnie wyglądam – wreszcie wypoczęta i
uśmiechnięta. A dziękuję bardzo ;D Zostałam w cukierni sama. Obok krzątali się
pracownicy z piekarni. Wszyscy byli uśmiechnięci, przychodzili mili klienci,
słońce promieniami oświetlało lokal, a ja siedziałam zadowolona, że żyję bez
stresu i paniki, że ktoś na mnie zaraz się wydrze – zero aluzji do Johna ;p
- Ten dzień będzie
piękny. – ledwo co to sobie powiedziałam uśmiechnięta od ucha do ucha, a w
lokalu rozległ się odgłos dzwoneczka. Spojrzałam na drzwi. No nie. Nie, nie,
nie i jeszcze raz NIE ! - Hej Victoria ! – do lady podszedł zadowolony jak zwykle Nathan
- O. Widzę, że z obstawą dziś jesteś po ostatniej wymianie zdań … Hej Tom ! – przywitałam się z brunetem, który szedł za Sykesem. Nathan posłał mi lodowaty wzrok.
- O, cześć Victoria – Parker uśmiechnął się – Pracujesz tu teraz ? – zdziwił się
- Tak wyszło, póki czegoś nie znajdę. –
- Jasne. Głupio wyszło z tą pracą w redakcji, prawda Nathan ? – Tom zajrzał perfidnie na swojego kolegę, który ustawił do niego teraz face2face
Victoria reaguj!
Nathan dostanie, ale nie dziś. Nie w lokalu Boba i Lucy !
- Co wy tu robicie
? – palnęłam byle tylko przestali mierzyć się wzrokiemW końcu odwrócili się do mnie.
- Przyszedłem zamówić tort – Nathan usiadł przy ladzie naprzeciwko mnie. Spojrzałam na niego , Toma, znowu na niego.
- Tort ? – powtórzyłam
- To jest chyba cukiernia, więc co w tym dziwnego, że chcę to zamówić tort ? –
Spokojnie. Nie odstraszaj klientów – Jaki chcesz ten tort ? – zaakcentowałam
- Z Bobem mam już wszystko ustalone. – wyszczerzył się
TO PO CO MI DUPĘ ZAWRASZ ?! – Boba nie ma – podałam mu do świadomości
- To poczekam w miłym towarzystwie. A w ogóle ! Ciasto miałaś ze mną zjeść ! –
- JA ?! –
- No tak ! –
- Chyba cos ci się pomieszało … -
- Ostatnio nie zdążyliśmy, to zjedzmy teraz . –
Ręce mi opadły – Tom, on jest ubezpieczony ? –
- Tak. Wal śmiało. – machnął ręką, wracając wzrokiem do wystawy ciast
- Czemu się znowu wściekasz ? – Nathan rozłożył ręce – To ja wychodzę z propozycją zjedzenia deseru –
- A pytałeś się czy ja chcę ?! – weszłam mu w słowo
- A nie chcesz niby ? –
- Nawet nie niby ! –
- Czy to jedna z tych sytuacji kiedy kobieta mówi co innego niż myśli ? –
- Wnioskuję, że żadna dziewczyna nie dała ci jeszcze kosza i dlatego tak gwiazdorzysz. –
- Racja w tym, że żadna nie oparła się mojemu urokowi – wyszczerzył się
- To witamy w brutalnym zderzeniu z rzeczywistością. Kiedyś musi być ten pierwszy raz. – uśmiechnęłam się życzliwie
- Victoria, ukroiłabyś mi tego ciasta z bezą ? – zamruczał Tom przybierając wzrok kota ze Shreka
- Jasne – zaśmiałam się
- Ja też poproszę – dodał Nathan
Tom usiadł koło swego kolegi. Ukroiłam im ciasta i podałam talerzyki.
- A ty nie zjesz z nami ? – spytał Tom
- To samo jej proponowałem. – Nathan pakował ciasto do ust
Spojrzałam na niego, a następnie na Parkera ; - Jestem w pracy. –
- A no tak …. –
- Mogę być wścibski i niedyskretny ? – popatrzył na mnie Nathan
- Znowu ? –
Tom cicho zarechotał.
- Udam, że tego nie słyszałem – powiedział Sykes – Będziesz tu pracowała już na stałe czy szukasz czegoś innego ? –
- Na razie pracuję tu, żeby mieć kasę, ale szukam jeszcze innych możliwości. –
- Ja bym mógł tu pracować cały czas. – Tom oblizał łyżeczkę – Vicky, mogę cię prosić jeszcze o to samo ? –
- Nie zemdli cię ? – zaśmiałam się, podając mu drugi kawałek
- Sam będziesz czyścił tapicerkę w wozie Maxa jak coś – uprzedził go lojalnie Nathan
- Dobra dobra i tak zostanie to między nami. – Tom w ogóle się nie przejął i zaczął szamać dokładkę ciasta bezowego – A co z tym twoim, to znaczy naszym – poprawił się – wywiadem ? Ujrzy on światło dzienne ? –
- Niestety nie … -
- Dlaczego ? Znaczy ja wiem, że ten znerwicowany człowiek cię wyrzucił, ale nawet nie wziął od ciebie tego materiału ? –
- Tak się zagadaliśmy, że w ogóle o tej kwestii zapomnieliśmy . – zironizowałam
Nathan podniósł brew – Jak to ? –
- No … - szukałam słowa – Mmmm … -
- Taaaaak ? – Sykes nie odpuszczał
- Ojeeeeejuu noooo – przewróciłam oczami – Pokrzyczeliśmy na siebie, a że zrobił mnie w balona to tam coś jeszcze mu powiedziałam … - mówiłam coraz ciszej, bawiąc się kosmykiem włosów
- Nie mogłaś się powstrzymać co ? –
Wdech – Nie, nie mogłam. –
- I dobrze – uśmiechnął się
Zamurowało mnie.
- Tom, zapisz w
telefonie datę; Sykes przyznał mi rację. –- Fakt. Historyczna data. –
- To mam rozumieć, że podczas waszej krótkiej znajomości ciągle się kłócicie ? –Tom zjadł ciasto i „wrócił do nas” J
- My się nie kłócimy. – powiedział Nathan
- Po prostu ja stwierdzam fakty, a mu to nie pasuje. – poprawiłam
- Albo ja coś proponuję, a ona ciągle jest zaborcza. – patrzył mi z tryumfem w oczach
- Ja jestem zaborcza ?? –
- A może nie ?! –
- Mówiąc „zaborcza” miałeś na myśli „dostanie kosza” chyba co ? –
Tom spojrzał na
kolegę z brechą – Dostałeś kosza ? - Nathan siedział cicho – No nie wierzę co
się dzieje. – Parker wybuchł śmiechem – Rzeczywiście muszę zapisać tę datę. –
wyciągał telefon z kieszeni
Nathan otworzył już
usta, żeby coś mi odpowiedzieć; no jak, on po mnie teraz nie pojeździ ? , ale
zadzwonił jego telefon. Posłał mi tylko lodowaty wzrok i odszedł na bok
odebrać.- Mogę cię o coś spytać ? –
- Jasne Tom, pytaj. –
- Bo już wcześniej to zauważyłem, podczas wywiadu … Nie jesteś angielką ? –
- Nie, nie jestem. – uśmiechnęłam się – Aż tak bardzo słychać ? –
- Troszkę masz ten inny akcent.. Ale jest ok. – dodał od razu
- Jestem z Polski. W Anglii siedzę dopiero od około 2 miesięcy. –
- Oł to nieźle. – Tom był wyraźnie zdziwiony
- Parker mamy wywiad. – wrócił do nas Nathan
- Kiedy ? –
- Za 2 godziny, w radio. –
- Którym ? – spytałam
- 2 stacja. A co, będziesz nas słuchać ? – Nathan oparł się na ladę, nachylając do mnie i lustrując wzrokiem
- Być może – nachyliłam się też do niego, by być z nim twarzą w twarz – Posłucham twoich wywodów, zamknę oczy, wsłucham się w twój głos … - mówiłam ciszej - … i zacznę piszczeć jak twoje wszystkie fanki. – patrzyłam mu w oczy z łobuzerskim uśmiechem
- Śmieszne – burknął i odsunął się
Wróciłam do pozycji
stojącej, śmiejąc się w duchu. Do cukierni weszli Bob i Lucy z torbami.
- Hej ! Szybko się
uwinęliście. –- Co to dla nas, Vicky ! – mężczyzna puścił do mnie oko. Podszedł do lady. – O, cześć Nathan. –
- Cześć Bob. Przyszedłem w sprawie tortu. –
- A no tak. Wybacz, zapomniałem. Mam nadzieję, że nie czekasz długo ? –
Patrzyłam zdziwiona to na Boba to na Sykesa.
- Nie, nie. Porozmawialiśmy sobie chwilę z Victorią. Zresztą bardzo miło jak zawsze. – przechylił głowę moją stronę
- Od kiedy wy jesteście na „ty” ?? – wypaliłam prosto z mostu
- Od wypadku – odpowiedział spokojnie Bob
- A co, masz z tym jakiś problem ? –
- Nathan zaraz ty będziesz go miał. – warknęłam nie patrząc na niego, czyszcząc nóż od ciasta. Dziwny zbieg okoliczności, nieprawdaż ?
- Ale wy się nie kłócicie … - odezwał się ubawiony Tom
- Bo nie ! – powiedziałam równocześnie z Nathanem, a Tom, Bob i Lucy wybuchnęli śmiechem.
- Po raz pierwszy powiedziałaś do mnie po imieniu. – za chwilę dodał Sykes
- No zobacz jaka ja szalona. – powiedziałam złośliwie, polerując cały czas nóż
- Coś w tym jest … Nawet ludzkim głosem to zabrzmiało. – zbrechał się
- Jeszcze słowo ! – uniosłam rękę do rozbawionego chłopaka
- Okej jestem ubezpieczony, ale bez przeginy. – podniósł ręce w obronnym geście, patrząc mi na dłoń.
Podążyłam za nim
wzrokiem. W ręku trzymałam nóż, ostrzem wymierzonym w jego stronę. Zrobiło mi
się trochę głupio, bo nieświadomie to wyszło. Ścięłam go tylko wzrokiem i
odłożyłam ostre narzędzie na miejsce.
- Przepraszam, że
wam przeszkodzę w rozmowie, ale chciałbym z tobą Nathan ustalić szczegóły
dotyczące tego tortu. – powiedział Bob- Idę obsłużyć klienta. – musiałam zmienić miejsce, być dalej od mojego „ulubionego członka The Wanted” by nie wybuchnąć.
Minęłam Toma i
Nathana. Podeszłam do gościa, spisywałam jego zamówienie, gdy po chwili minęli
mnie chłopaki z The Wanted ; - Cześć Vicky – pożegnał się z uśmiechem Tom
- Cześć –
odpowiedziałam tym samym- Na razie Victoria – minął mnie Nathan. Miał minę ….neutralną ? Zero uśmiechu – do tego byłam przyzwyczajona, ale nie do braku ironicznego lub lodowatego spojrzenia. A tu nic. Zawiodłam się :D .
- Na razie – byłam trochę zdziwiona, ale nie wnikałam w nic.
Chłopaki wyszli ze
„Sweet Dreams”. Wróciłam do Boba.
- Dobra, mów. –
przerwał po chwili milczenie – Nie hamuj się. Widzę, że chcesz coś powiedzieć.
–- Nie. Wydaje ci się. – udawałam, nie patrząc na niego
- Vicky … - zamruczał, szukając mojego wzroku – Znamy się nie od dziś … -
Nic ci nie powiem !
- Bob daj spokój. – poprosiłam. Morda na łańcuch; nic ci nie powiem !
- I tak wiem, że nie wytrzymasz. – przedrzeźniał się ze mną
Będę twarda …
- Zdziwiłam się, że mówicie do siebie z Nathanem po imieniu. – nie wytrzymałam ! Agggrrrrr….
- Wiedziałam, że to o niego chodzi. – uśmiechnął się, ale zaraz uśmiech zniknął jak skarciłam go wzrokiem- Jesteś do niego uprzedzona. – stwierdził
Otworzyłam usta, by coś odpowiedzieć, ale nie zdążyłam.
- To fajny chłopak, nie wiem czemu go nie lubisz. – wzruszył ramionami
Popatrzyłam na niego z miną typu „hello ??” .
- Powiedziałem coś nie tak ? –
- No. Jakbyś nie zauważył to my się nie znosimy nawzajem. –
- Zabawni jesteście … - westchnął
- Nie było tematu. – powiedziałam po chwili
- Jutro przyjedzie po odbiór tortu. – szepnął mi do ucha po czym z uśmieszkiem wszedł do piekarni
- I po co mi to wiedzieć ?! – krzyknęłam tylko za nim
Resztę dnia
spędziłam w pracy, a wieczorem poczytałam jeszcze książkę i poszłam spać. Rano
zbudził mnie dzwonek telefonu. Wyciągnęłam tylko po niego rękę ;
- Halo ? – spytałam
ledwo przytomna- Dzień dobry. Czy rozmawiam z panią Victorią Minc ? – odezwał się głos
- Tak to ja – odpowiedziałam leniwie
- Nazywam się Olivier Town i jestem ze studia nagraniowego „EandJ”. Chcielibyśmy zaprosić panią na rozmowę kwalifikacyjną. –
Zerwałam się – Kiedy ? –
- Chociażby dziś o 13 ? –
- Jasne, będę ! – nie mogłam opanować euforii
- W takim razie do zobaczenia ! –
- Do widzenia ! – rozłączyłam się – Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa !!!! – wisnęłam.
Lucy z Bobem wpadli
do pokoju z przerażonymi minami ; - Co się stało ?? –
- Mam dziś rozmowę
o pracę ! – wrzasnęłam mega szczęśliwa i pełna nadziei nawet nie przypuszczając
co dalej przyniesie mi dzień …
Jaki nudny.? Co ty bredzisz.?
OdpowiedzUsuńZajebiaszczy wyszedł. :D
Najlepsza była kłótnia z Nathanem. xd
Ja też zostałam zaatakowana przez wirusa nudy i nic nie chcenia. ;p
Hah Smaczengo. ;*
I czekam na nexta. :)
U mnie nowy http://ifoundyou-twstory.blogspot.com/ :D
fajny rdz ;D
OdpowiedzUsuńahhh te ich kłótnie ;p
dawaj next ;]
Jaki nudny ?!
OdpowiedzUsuńJak oni się nielubio
Ahhh ......
Czekam na nexta
Proszę jutro dodaj nexta (oczka zbitego pieska )
Zabije cię kiedyś -,-
Nigdy nie kończ w takich momentach !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!"!!"
Rozdział fajny :)
OdpowiedzUsuńGenialne dialogi ^^
Dawaj szybko next'a
A tak przy okazji zapraszam do mła :D
www.lasttoknowblog.blogspot.com
oh ah jak oni sobie dogryzają nawzajem haha :D
OdpowiedzUsuńszybko następny!
Nie będę gorsza i zapytam:Jaki nudny?
OdpowiedzUsuńCo Ty gadasz?O.o
Kobieto!Ja miałam banana na ryju od początku,do końca a jak zaczął się dialog między Nathanem a Vicky,to już był brecht konkretny:D
Zgodzę się z Ka_ren,te matury siadły Ci na mózg:p
Choć dziwne,że dopiero teraz je masz.Coś późno.
No to ten to tyle i na kolejny rozdział czekam a Ty pisz,pisz i weny;]