niedziela, 17 lutego 2013

Dom nabuzowany testosteronem - rozdział 9.

Wpadłam do pokoju, potrącając przy okazji stołek.
- Ałć ! – jęknęłam i otworzyłam szafę z impetem
Ustałam naprzeciwko niej. Zaczęłam po kolei wyrzucać z niej ciuchy na łóżko.
- To nie. To nie pasuje. Tego nie chcę. – stałam i narzekałam
W końcu doszłam do strasznego wniosku ;
- JA. NIE MAM. CO. NA SIEBIE. WŁOŻYĆ ! … LUUUUUUUUUUUCCCCYYYYYYY !!!!!!! – krzyknęłam po pomoc

Nie minęła nawet minuta, a kobieta przyszła. Zastała mnie siedzącą na podłodze wśród przeróżnych ciuchów.
- Co się stało ? –
Mój błagalny wzrok wszystko jej wyjaśnił.
- Rozumiem – podeszła do szafy – Jakieś typy w co możesz się ubrać ? – spytała, przeglądając wieszaki, na których zostały jeszcze resztki
- Myślałam o spodniach … - zaczęłam nieśmiało
- Spodniach ? – Lucy spojrzała z politowaniem
- Czarnych rurkach … ? –
- Czarnych rurkach ??? – założyła ręce i z powątpiewaniem patrzyła na mnie
- A co …, nie ? – zmarszczyłam brwi
- Oczywiście, że nie ! – Lucy opadły ręce – Zostałaś zaproszona na obiad. – przypomniała mi
Spojrzałam w prawo potem znów na kobietę – Wieeeeeeem … ? –
- Idziesz do chłopaków. Cały dom jest nabuzowany testosteronem. Dlatego nałożysz to. – z szelmowskim uśmiechem wyciągnęła z szafy sukienkę
- Eemmm … - podrapałam się po głowie – Nie chcę być zbyt oficjalna … - marudziłam
- Daj spokój. W tym będzie idealnie. –
- Ale sukienka … ? – skrzywiłam się

Musiało mnie coś natchnąć, żeby je dobrowolnie nakładać. Czułam się w nich nie do końca wygodnie i luźno. Nie to co w spodniach ! Lucy przewróciła oczami ;
- Tak, sukienka. I powiem ci więcej ; będziesz wyglądała fantastycznie. A co zrobisz z włosami ? –
- Może rozpuszczone ? Po koku będę miała ładne fale. –
- Wreszcie wiesz o co chodzi. – zaśmiała się
- To ja lecę wziąć jeszcze szybki prysznic i przebiorę się w … to. – wskazałam na sukienkę
- Dobra. Czekamy na dole. – uśmiechnęła się i wyszła z pokoju

Poszłam do łazienki – zimny prysznic pobudził. Wróciłam do pokoju, nałożyłam sukienkę. Wybór dodatków zajął mi sporo czasu, ale w końcu zdecydowałam się na klasyczne i skromne. Zrobiłam makijaż różniący się od codziennego tylko kreską na górnej powiece i delikatnym cieniem. Nałożyłam szpilki i rozpuściłam włosy – tak jak podejrzewałam – fale swobodnie opadały – część na plecy, a część na biust. Popryskałam się jeszcze perfumami i byłam gotowa.


Wzięłam kopertówkę i spojrzałam w lustro – no, nawet nieźle. Zgarnęłam telefon z półki. Zegarek wskazywał 17:30 . Genialnie się wyrobiłam. Zeszłam na dół. Przeszłam koło zaplecza.

- Wow. Masz randkę ? – usłyszałam za sobą
Odwróciłam się. Uśmiechnięty Chris stał oparty o framugę.
- Nie, to nie randka. Obiad ze znajomymi. –
- Jasne – pokiwał głową – Ale ładnie wyglądasz. –
Uśmiechnęłam się – Dziękuję –
- Victoria - Bob i Lucy wyszli z kuchni
- Ślicznie wyglądasz –
- Dzięki, Bob –
- A nie mówiłam, że będzie idealnie ? – dodała Lucy

Dobra ludzie, ogarnijcie się i skończcie J. Nie lubię komplementów, hello ! Nigdy nie wiem jak na nie reagować, a poza tym zawsze wydają mi się niesłuszne …
- Co w rękę się stało ? – zapytał Chris
- A, rozcięłam nożem. – machnęłam dłonią, oświadczając najnormalniejszym tonem
- Musiało boleć. – skrzywił się
- Oj bolało i to jak … –
- Victoria – upomniał w czasie Bob
- Bardzo – dokończyłam z niewinnym uśmiechem

Rozległ się dobrze znany w cukierni odgłos dzwonka.
- Nathan ? – zdziwiłam się – Miałeś być za pół godziny. –
- Ale jestem wcześniej. – no jakbym nie widziała o_O

Ściął mnie wzrokiem od góry do dołu. Udawałam, że tego nie widzę.
- Sorry, pogadamy innym razem. – zwróciłam się z uśmiechem do Chrisa
- Ok. Złapiemy się. – puścił oko

Wróciłam wzrokiem do Nathana- patrzył uważnie na Chrisa.
- A – przypomniało mi się – Wy się nie znacie … To Chris, a to Nathan. – przedstawiłam ich

Podali sobie ręce i rzucili coś w stylu „miło mi”.
- To jak, możemy jechać ? – spytał następnie Sykes
- Tak –
- Do widzenia – skierował się do Lucy i Boba – Cześć – zwrócił się do Chrisa

Wyszliśmy ze „Sweet Dreams” i wsiedliśmy do samochodu.
- Mógłbyś jeszcze zajechać pod jakiś sklep spożywczy ? – spytałam
- Jasne, a po co ? –
- Kupiłabym coś, nie wypada mi pierwszy raz do was jechać z pustymi rękami. –
- Daj spokój. – wrzucił wsteczny, by cofnąć z parkingu – Jedziemy od razu do nas jak tak. – zarządził
- Podjedziesz czy mam wysiąść i sama pójść ?! – chwyciłam za drzwiczki
Przewrócił oczami – Podwiozę … -

Uśmiechnęłam się tylko. Z nim trzeba twardo i prosto z mostu. Wygrałam – 1:0 dla mnie J .
Ruszyliśmy.
- Ładnie wyglądasz. – powiedział, patrząc na drogę
- Dziękuję … Szybko naprawili ci twój wózek. – zmieniłam od razu temat
- Już mnie tam znają, więc szybciutko naprawili. – uśmiechnął się
- O proszę. To nie tylko mi rozwaliłeś samochód. No pięknie jeździsz ! Dziwię się, że jeszcze prawko masz. –
- Sugerujesz coś znowu ? – wyprostował się
- Jakie „znowu” ? Od początku ci mówię, że nie umiesz jeździć i, że jesteś zagrożeniem dla otoczenia. –
- Ponownie mnie prowokujesz i się czepiasz. – spojrzał srogo
- JA ?? – zaśmiałam się – Sam powiedziałeś, że już cię tam znają, więc to o czymś świadczy ! –
- Ale –
- Co „ale” ?! –
- Przeinaczasz wszystko na swoją stronę. –
- Nieprawda ! –
- Prawda ! –
- Oczywiście, że nie ! –
- Oczywiście, że tak ! –
- Jasne –
- No tak –
- Dobra, daruj już sobie. – spojrzałam w boczną szybę
- Jesteśmy pod sklepem. – poinformował i zaparkował
- Świetnie –

Wyszłam z auta. Nathan wyszedł za mną. Weszliśmy do sklepu.
- Co chcesz kupić ? – spytał, gdy przemierzaliśmy półki
- Wina raczej nie pijecie. – wnioskowałam – Whisky może być ? – ustałam naprzeciwko butelek
- Vicky, naprawdę nie trzeba … -
- Myślę, że Jack Daniels będzie dobry. – zignorowałam jego marudzenia

Wzięłam alkohol i przy kasie zapłaciłam. Chłopak szedł za mną. Wyszliśmy ze sklepu i z powrotem zapakowaliśmy się do samochodu.
- Jeszcze jakieś życzenia ? – opuścił ręczny
Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- W sensie czy jeszcze gdzieś zajeżdżamy ? –
- Jeżeli chodzi o mnie to ja już mam wszystko. – pomachałam mu przed nosem butelką
- To jedziemy do celu. – ruszył

Po dwóch minutach ;
- Daleko jeszcze ? –
- Nie –
- To za ile będziemy ? –
- Za jakieś 2 minuty. –
- I wszyscy mieszkacie razem ? –
- Tak –
- Współczuję chłopakom. – wypsnęło mi się, aż przeklnęłam siebie w myślach za niewyparzony język, kulturka miała być.
- A wiesz, jakoś nie narzekają. – podniósł brew i wjechał na podjazd – Ty też byś nie narzekała, a pewnie gdzieś tam w głębi duszy nawet byś i chciała pomieszkać ze mną chociaż jeden dzień. – mówił pewnie
- O taaaaaak, na wskroś mnie rozszyfrowałeś. – udawałam, ironizując

Nathan ustawił samochód i wyłączył silnik. Była cisza. Nachylił się do mnie. Jego twarz była tuż naprzeciwko mojej. Spojrzał mi w głęboko w oczy. Zestresowałam się …

- Tylko mi nie mów, że nie wyobrażałaś mnie sobie nago. – zamruczał

Chciałam wybuchnąć mu w twarz śmiechem, ale wolałam pograć jak on. Nachyliłam się do niego jeszcze bardziej, tak, że nasz nosy prawie się stykały.
- W takim razie … - szepnęłam na tyle głośno, by usłyszał

Odpowiedni nastrój i te sprawy … ;p
- W takim razie co ? – powtórzył, patrząc mi na usta
- W takim razie wolisz nie wiedzieć jak mizerny obraz widziałam. – powiedziałam już zupełnie głośno, odsuwając się od niego i szczerze uśmiechając się z tryumfu.

Nathan chrząknął i wrócił do normalnej pozycji siedzącej. Za chwilę odwrócił się znów w moją stronę;
- Ty jesteś taka wredna z natury czy wykupiłaś gdzieś całoroczny karnet ? –

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo otworzył drzwi i wysiadł. Zamknęłam na chwilę oczy; raz, dwa, trzy, cztery, dziesięć !! Otworzyłam i również wysiadłam. Doszłam do Sykesa, który miał na twarzy ten swój pewny siebie uśmieszek. OOooooo ggrrrr !!! Skarciłam go tylko wzrokiem po czym otworzył przede mną drzwi do ich domu. A tam ;
- Max ! Zaraz cię dorwę i nadziubię, że wcześniej to nie było zepsute ! – krzyczał Tom, goniąc łysego
- Gadaj sobie co chcesz. I tak wiem swoje ! – odkrzyknął Max
- Chłopaki noooooo … oddajcie mi ten pilot ! – na końcu biegł Siva

Nathan chrząknął.

- Chłopaki, mamy gościa ! – oznajmił głośno

Trójka ganiających się momentalnie stanęła jak wryta. Naprzeciwko z kuchni wyszedł Jay;
- Hej Victoria ! – podszedł i przytulił mnie – Świetnie wyglądasz. –
- Cześć. Dziękuję – uśmiechnęłam się

Następnie podszedł do mnie Siva;
- Hej –
- No czeeeeeeeeeść śliczna – podbiegł Tom i przytulił mnie

Na końcu szedł Max, który bardzo mi się przyglądał. Przytulił;
- Hej Victoria. Rewelacyjnie wyglądasz. –
- Dziękuję – czułam jak się rumienię, pudrze spisz się i zatuszuj to ! – oj, mam w ogóle coś dla was. –podałam butelkę najbliżej stojącemu Jayowi
- Nie było trzeba … - chłopaki zaczęli
- Yhym, tak wiem. Już to słyszałam. –
- To chyba nie będziemy tu tak stać, co ? – odezwał się w końcu Nathan
- Oczywiście, że nie. – powiedział Siva
- Wchodźcie dalej. – zachęcił Tom
- Victoria rozejrzyj się sobie po mieszkaniu, a ja pójdę z chłopakami przygotować stół. – powiedział Nathan i zniknął

Skierowałam się za Jayem do kuchni. Nie lubiłam zaglądać po kątach cudzym ludziom lub zwiedzać ich lokum. Nie wiem, po prostu to nie leżało w moim stylu.
- Mmmm cudowne zapachy. – powąchałam
- Mam nadzieję, że tak samo cudownie będzie smakować. – Loczek krzątał się po kuchni
- A co przyrządzasz ? –
- Nie podchodź, bo się pobrudzisz – spojrzał na mnie – a szkoda by było. – posłał szeroki uśmiech – Przyrządzam baaaaaaaaaaaaardzo skomplikowane danie, ale to bardzo i nie wiem czy mi wyjdzie. –
- … Mianowicie ? –
- Pizzę ! –
- Woooow. Jestem pod wrażeniem. –
- Dziękuję – zalotnie zatrzepotał rzęsami i wybuchnęliśmy śmiechem
- Mogę jakoś pomóc ? – spytałam, gdy się uspokoiliśmy
- Nie, kontroluję już tylko czas, a stół już pewnie nakryty, więc możesz iść spokojnie usiąść J. –

Wyszłam zatem z kuchni do jadalni ( te 2 pomieszczenia dzielił tylko „mini barek” ). Tu krzątała się cała czwórka.
- Victoria zajmij sobie miejsce. – usłyszałam tylko

Spoko. Usiadłam. Obok mnie było tylko jedno wolne krzesło. Naprzeciwko dwa i po obu końcach stołu po jednym.

- Vicky, czego się napijesz ? – zaczął Max – Piwa, wina, whisky … a może wódki ? – pomachał brwiami
- Wino poproszę. – uśmiechnęłam się – Co to jest ? – wskazałam na butelkę, która stała obok ich barku
- Joe Black – odparł dumnie Tom
- Ile to ma procent ? –
- Z 25-30 … -
- Tylko tyle ? – wypsnęło mi się -,-
- Tylko ?! – momentalnie Max, Nathan i Siva zawrócili się do mnie przodem
- Widać, że nie piliście polskiej wódki. – machnęłam ręką, śmiejąc się
- A co, mocniej kopie ? – Tom podchwycił temat
- Oooo i to jak ! – śmiałam się na całego – 40% co najmniej. –
- Panowie ! – Parker wystąpił przed kolegów – Już chyba wiecie, gdzie gramy następny koncert ? –

- Zaraz … - Siva coś zaczął rozkminiać
- Stop … – Max również

Świdrowali mnie wzrokiem aż Jay przyszedł z kuchni.
- To Ty jesteś z Polski ???! -
- Tak, Nathan –
- Phi ! Ja już dawno o tym wiem. – skwitował niewzruszony Tom i nalał mi do kieliszka wina
- A ty skąd masz takie informacje ??! –
- Po prostu z nią ładnie rozmawiam BabyNath, a nie ciągle się kłócę i pyskuję. – odpowiedział rzetelnie Tom, nalewając teraz whisky do specjalnej szklanki

Całej pozostałej trójce odjęło mowę, a Nathan patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami …



Hej ;D ! Naprawdę nie dawałam sobie szans na napisanie tego rozdziału w weekend, ale wczoraj wieczorem jakoś tak sobie usiadłam i samo poszło :). Myślę, że nie jest najgorszy, a jak Wy uważacie ? Podzieliłam go na 2 części, bo ta jedna wyszłaby już stanowczo za długa ;)^^
Ale Was rozpieściłam tymi kłótniami i zjazdami między Victorią a Nathanem, no nie wierzę ;] ! Myślałam, że macie już tego dość, ale patrzę po komentarzach, że jednak niekoniecznie i domagacie się jeszcze :D . Dziękuję za cenne uwagi i bardzo miłe słowa dot.nie tylko konkretnie poprzedniego rozdziału ^^ naprawdę cieszę się, że mam dla kogo pisać i, że dołączają do nas nowe osoby i, że wynagradzacie mi to (choć dla mnie pisanie to już sama w sobie przyjemność) pod postacią komentarzy. Powtarzam się, ale chcę żebyście wiedziały, że ciężko byłoby się zabrać do pracy bez dopingującej publiczności. Naprawdę każdy Wasz komentarz daje mi satysfakcję i przeogromny uśmiech jakbym wygrała Oscara. :) Dzięki ! :*
PS dziękuję również za regularne odwiedziny czytelników z innych państw, a nawet tym spoza Europy. :)

7 komentarzy:

  1. te pojazdy ... xd
    rdz fajny ;p
    czekam na next ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. fajny rozdział ;) , niech już Wiktoria przeliże się z Nathan'em. Tak na marginesie planujesz być pisarką czy dziennikarką?

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże jakie emocje <3
    Kocham to :)
    Najlepsze " Panowie to juz wiemy gdzie gramy następny koncert" :D
    Oj mogli by przyjechać ja tam bym mogła ich poczęstować xD
    Niech już będą razem :P
    Podjazdy super :]
    Pisz szybko kolejny :3

    OdpowiedzUsuń
  4. No to teraz opinia eksperta (tak, tutaj potrzebny jest facepalm...)
    Jak zwykle świetne :)
    "Ty jesteś taka wredna z natury czy wykupiłaś gdzieś całoroczny karnet?" - po prostu padłam. Skąd bierzesz takie zajebiste teksty? xD
    Dawaj next'a.
    P. S. Mają się upić i ma być dzięki temu bardzo wesoło :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Reakcja chłopaków na "Oooo i to jak ! – śmiałam się na całego – 40% co najmniej." <33
    Pogodzili się. ^^
    Rozdział zajebisty. ;*
    Myślałam że padnę jak czytałam. :D
    Czekam na nexta. xd

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha!A jednak ta sielanka między Nathanem a Victorią,nie potrwała długo:D
    I bardzo dobrze, bo kto się czubi ten się lubi:P
    Kłótnia w aucie i w sklepie:I love it!^^
    Polać chłopakom polską wódkę,ooo taaak;D
    Na pewno by mieli kaca jak stąd do wieczności haha:D
    Czekam na next'a;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bym się nie obraziła, jakby był dłuższy.
    Ach te ich kukturalne rozmowy na poziomie... :D
    I generalnie to wyczuwam trójkącik Chris - Vicky - Nathan. Lubię to! :)
    O o o, i napiszę do Cb jutro teraz wracam do matmy ;)

    OdpowiedzUsuń