sobota, 9 lutego 2013

Runda druga - rozdział 7.

- Ale jak to ? – spytali zdezorientowani Bob i Lucy
- Normalnie. Zadzwonili do mnie ze studia nagraniowego „EandJ” i zaprosili mnie na 13. – mówiłam szybko z bananem na twarzy
- To świetnie ! – ucieszyli się
- Rewelka ! – poprawiłam ich – Wybaczycie mi, że dziś nie będę w „Sweet Dreams” ? – zapytałam po chwili
- No nie wiem … - Bob udawał poważnego
- Jasne, leć na to spotkanie. – rzuciła Lucy z uśmiechem
- Dzięki ! –

Małżeństwo wyszło z pokoju, a ja wystrzeliłam jak z torpedy do łazienki. Wzięłam prysznic, a następnie ubrałam się, spięłam luźny warkocz na boku i zrobiłam delikatny makijaż. Pierwsze wrażenie na rozmowie kwalifikacyjnej jest najważniejsze.

 

Zadowolona ze swojego looku zeszłam na dół i zjadłam śniadanie, choć z nerwów ściskało mi żołądek. Dosiedli się do mnie Lucy i Bob.
- Vicky, tylko pamiętaj, że to nie koniec świata jak się nie uda … -
- Jak coś, to masz zapewnioną pracę u nas … -
- Ok, ok, dzięki za wsparcie, ale uda mi się. Zobaczycie. –uśmiechnęłam się
- Denerwujesz się ? –
- Baaaaardzo. Już bym chciała mieć to za sobą . –
- A w ogóle skąd z tego studia mieli twój numer ? – spytał Bob
- Lisa im pewnie dała … Właśnie ! Jak dostanę robotę to będę musiała do niej zadzwonić i z podziękowaniami zaprosić na obiad. – przypomniałam sobie
- No to koniecznie skoro ci pomaga. – dodała Lucy
Spojrzałam na zegarek : 11.50 . – No młodzieży, wybywam ja. Trzymajcie kciuki w skupieniu. Idę podbijać świat. – wstałam
- Jasna sprawa. Poradzisz sobie. –
- Tylko spokojnie. – mówili jeden przez drugiego
- Ok, ok. Na razie. –
- Pa –

Wyszłam ze „Sweet Dreams” i poszłam na metro. Nie wiedziałam jeszcze dokładnie , gdzie znajduje się owe „EandJ”, więc wolałam pojechać głównymi ulicami i najwyżej potem się martwić o dokładniejszą drogę. Jakieś 25 minut później wysiadłam na jednej z głównych przecznic. Rozejrzałam się i podążyłam za tabliczką, która miała mnie doprowadzić prosto do mojego celu. Rzeczywiście tak było – budynek studia nagraniowego był przede mną. Był on kilkupiętrowy z wieloma oknami i wielkim czerwonym napisem „EandJ”. Uśmiechnęłam się sama do siebie po czym weszłam do środka. Zegarek wskazywał 12:30. To nic. Wolę być wcześniej niż być spóźnioną albo na styk. Szłam powoli głównym korytarzem oglądając antyramy jakichś ludzi ze sławnymi osobami. Zdjęcia te wisiały po obydwu stronach ścian, jedne przy drugich. Poszłam bardziej w głąb. No proszę. Kogo moje oczy widzą – zdjęcie jakiegoś faceta z chłopakami z The Wanted. Uuuuuuu grubo … Moje rozmyślania przerwał głos z tyłu ;
- Pomóc w czymś pani ? –
Odwróciłam się. Przede mną stała brunetka, mniej więcej mojego wieku i uśmiechała się życzliwie.
- Właściwie to tak … Jestem umówiona tu na rozmowę o pracę. –
- A z kim ? –
- Z panem Olivierem Townem. –
- Pani Victoria Minc ? –
Zatkało mnie. – Tak … - odpowiedziałam niepewnie
- Zapraszam, pokój 106. – wskazała w dal ręką
- Ale … ja przyszłam trochę za wcześnie. – zmieszałam się
- Nic nie szkodzi. Pan Olivier jest wolny i czeka na panią. – oświadczyła brunetka

Podążyłam za nią. Kurde, to jest jakieś dziwne … Lisa, aż taką reklamę mi załatwiłaś ? ;) Tylko błagam – niech Town nie będzie sadystą !
- Proszę bardzo, to pierwsze drzwi po lewej. – wskazała dziewczyna po paru metrach
- Ale na pewno nie będzie problemu, że jestem wcześniej ? – upewniałam się
- Na pewno. Życzę powodzenia. – brunetka odeszła
- Dzięki … - odpowiedziałam sama do siebie

To Vicky nie tchórzymy tylko wdech i wydech, pukamy i rozwalamy system. Zatem- głęboki wdech, wydech i rozległo się : puk puk.

- Proszę – usłyszałam od środka męski głos
Otworzyłam drzwi. Naprzeciwko w fotelu siedział mężczyzna po 30-stce. Szatyn, w stylowych okularach z czarnymi oprawkami. Jeden z tych zdjęć z korytarza.

- Nazywam się Victoria Minc i przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną. – poinformowałam go
- A to pani ! – wstał z uśmiechem, podszedł do mnie i podał rękę, po czym wskazał na krzesło – Zapraszam, proszę siadać. – sam obszedł biurko i usiadł naprzeciwko
- Mam tutaj teczkę z moim CV i wcześniejszymi doświadczeniami. – podałam mu
- Tak, oczywiście – wziął – Widzę, że jest pani zestresowana … Spokojnie, ja nie gryzę. – uśmiechnął się ciepło pokazując swoje białe zęby. A kto cię tam wie czy nie gryziesz … o_O  - Może pani coś opowiedzieć o sobie ? W międzyczasie będę przeglądał pani dokumenty. –

- Dobrze … - wdech – mam 19 lat, przez około 2 ostatnie miesiące pracowałam w redakcji „On the top” na okres próbny … -
- Czym się pani tam zajmowała ? – spytał, przeglądając kartki
- Pracowałam jako dziennikarka muzyczna ;przeprowadzałam wywiady z gwiazdami i pisałam artykuły o najnowszych wieściach ze świata muzyki. –
- Muzyczna ? – popatrzył na mnie z uwagą
- Tak … - dezorient
- Jest pani odpowiednią osobą w odpowiednim czasie i miejscu. – odłożył teczkę – Pani Victorio … mogę tak się do pani zwracać ? –
- Proszę … - wzruszyłam ramieniem i tak powoli nie ogarniając co się dzieje
- Pewna osoba poleciła mi panią na stanowisko technika muzycznego; zajmowałaby się pani całą procedurą nagrywania poszczególnych rzeczy. – Olivier mówił, a ja miałam oczy jak 5 zł ze zdziwienia o jakiej on pracy do mnie gadał – Pani Victorio. Słyszy mnie pani ? –
- Tak tak – uśmiechnęłam się
- Byłaby pani zainteresowana taką pracą ? –
- Ale wie pan, że ja nie mam w tym żadnego doświadczenia … - brutalne zderzenie z rzeczywistością
- Osoba, która panią poleciła powiedziała, że jest pani zdolna i szybko się uczy, a poza tym nasze studio stawia na młodych ludzi. Praca 5 dni w tygodniu, po 7 godzin dziennie. A co do stawki … - napisał coś na karteczce po czym przysunął do mnie.

Widniała tam czterocyfrowa sumka. Nie wierzę ! To musi być sen !

- To jak, chciałaby pani z nami zostać i zacząć tu pracę ? – uśmiechnął się
- Tak ! – wybuchnęłam z radością
- Jest pani pewna ? –
- Niczego bardziej nie byłam pewna od dawna. – banan na twarzy J
- Świetnie ! W takim razie zapraszam jutro na 8., dopełnimy wszelkich formalności i dostanie pani identyfikator i inne rzeczy. –

Wstaliśmy obydwoje.
- Dziękuję bardzo – ścisnęłam jego dłoń
- Naprawdę cieszę się, że pani przyszła. Pani reklamodawca zaświadczył mi za panią. Myślę, ze będzie nam się miło pracowało. –
- Też tak myślę i mam nadzieję, że podołam i nie zawiodę. Aż boję się pomyśleć co ta osoba powiedziała o mnie. – Liiiiissaaa nie słodziłaś zbyt mocno o mnie, prawda ? ;>
- A to już zostawię dla siebie.- uśmiechnął się – Ale ja osobiście byłbym zadowolony z takiej opinii. –
- Skoro pan tak mówi … Dobrze, to nie zabieram panu więcej czasu. Jeszcze raz dziękuję i do widzenia. –
- Do zobaczenia –

Zamknęłam za sobą drzwi. Zamknęłam oczy. Aaaa !! Nie mogłam w to uwierzyć ! DOSTAŁAM PRACĘ !!! Prawdziwą pracę ! Pełna euforii i rozsadzającego szczęścia pobiegłam na metro. W metrze piszczałam i krzyczałam w duchu ze szczęścia. To jest to ! W końcu coś mi się udało ! Wyszłam z metra i szpagatami zasuwałam do „Sweet Dreams”. Weszłam do cukierni. Lol ile ludzi o_O. Poszłam na zaplecze zostawić torebkę i wróciłam do pomocy za ladę.
- O, już jesteś. –
- Jak poszło ? –
- Dostałaś to ? –

Bob i Lucy zadawali pytanie jedno za drugim. Postanowiłam ich powkręcać ;p. W końcu rude = złośliwe jak to kiedyś pan N.S. stwierdził -,- … Przybrałam smutną minę …

- Wiecie … - westchnęłam – Nie wiem po co tam szłam … -
- Jak to ? –
- Nie dostałaś ? – obydwoje zbladli
- Nie wiem po co tam poszłam … bo ta praca czekała na mnie ! – krzyknęłam z radochą
- Victoria no ! –
- Chcesz żebyśmy zawału dostali ?! –

Śmiałam się tylko.
- Jak było ? –
- Opowiem wam potem. Teraz chcę pomóc przy klientach. –

Ustałam z Lucy za ladą, bo Bob zaraz poszedł. Musiał zająć się jakimiś fakturami. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że mi się udało. Byłam przeszczęśliwa !

Sporo ludzi przychodziło po ciasta na wynos lub po to, by zjeść deser na miejscu. Te południe było również dobre dla Lucy i Boba – mieli niezły utarg. Do „Sweet Dreams” za jakąś godzinkę weszło całe The Wanted. Podeszli do mnie, bo akurat to ja byłam przy ladzie wolna.
- Hej Victoria – odezwał się pierwszy uśmiechnięty Nathan
- Cześć – odpowiedziałam neutralnie
- Siemasz Vicky ! – puścił oko Tom, a reszta chłopaków rzuciła „hej”
- Hej – uśmiechnęłam się
- Przyszedłem po tort . – oświadczył Nathan
- Bob u siebie. Zaraz go zawołam. –
- A ty nie możesz mi go dać ? –
- A to mi składałeś zamówienie ? – spytałam równie głupim tonem co on
- Znowu nie w sosie jesteś widzę. – podniósł brew
- Tylko do jednej osoby w ciągu dnia mogę być miła. Niestety, to nie jest twój dzień. – powiedziałam z udawaną żałością
- Mówiłaś coś ? Bo nie wiem czy mam udawać, że nie słyszałem. –

Zmierzyliśmy się wzrokiem.
- A wy tak często kulturalni dla siebie jesteście ? – spytał ubawiony Max
- Oni tak zawsze. Wczoraj też nieźle było. – poinformował go Tom
- Idę po Boba. – rzuciłam ścierką o ladę i poszłam na zaplecze – Bob, Sykes na tort czeka. – poinformowałam
- Powiedz mu, żeby poczekał 5 minut jak może, bo mam ważny telefon. – trzymał słuchawkę i wrócił do rozmowy

Przewróciłam oczami i wróciłam do lady.

- Bob przyjdzie za 5 minut. –
- No trudno. Poczekam … - odezwał się niepocieszony Nathan
- Też ubolewam … - podniosłam brew
- Victoria, możemy cię poprosić o 2 kawałki tego ciasta czekoladowego ? – spytał Jay wskazując na swój cel
- Jasne – uśmiechnęłam się

Ukroiłam 2 kawałki i podałam dla Loczka i Sivy

- Słuchałaś wywiadu wczoraj ? – spytał Tom
Kierrrrrwaaa zapomniałam :[ - Nie –
- Ojeeeeej.. a tak się podjarałem, że będziesz mnie słuchać. – powiedział złośliwie Nathan

Olałam go. – Byłam w pracy i przypomniałam sobie dopiero wieczorem, że miałam słuchać. – uśmiechnęłam się do Toma
- Refleks szachisty – skomentował Nathan

Miarka się przebrała. Koniec milczenia Sykes !
 
- Sykes czy ty myślisz, że jesteś fajny ??! No to chyba ci się zdaje ! – wypaliłam

Tom zarechotał pełnym gardłem, Jay z brechy oparł się o ramię Sivy, który ledwo z Maxem powstrzymywali rycie ze śmiechu.

Poszłam do zlewu myć noże.

- Hmmm to było nieco sztampowe; wysil się. – podniósł brew Nathan, udając niewzruszonego
- Twoja złośliwość nie obliguje mnie do kontynuacji konwersacji z tobą. – oświadczyłam

Nathana zatkało. Nie wiedział co odpowiedzieć . A ja w duszy przybiłam sobie high-five :D
- Kolejne starcie – podsumował Siva
- Runda druga – śmiał się perliście Tom
Sykes spojrzał na nich. – Moja złośliwość ? – nie odpuścił – A może raczej to twoje –
- ZAMKNIJ SIĘ JUŻ ! – warknęłam, mając go dosyć

Pod wpływem impulsu, nie patrząc nawet, wzięłam szybko nóż do mycia. Tyle, że wzięłam go za nie tą stronę co należy. Nie wzięłam go za rękojeść tylko centralnie za ostrze. Poczułam ostre cięcie wewnątrz dłoni.
- Cholera jasna ! – odrzuciłam od razu nóż, który spadł na podłogę

Wzięłam drugą ręką za zranioną dłoń. Bolało jak diabli.
- Co się stało ?! – krzyknęli chłopaki
- Co jest ? – doskoczył do mnie Nathan
- Nic ! – syknęłam przez zęby do niego
- Słuchaj, olej tą swoją damską dumę chociaż na chwilę, opanuj swój charakterek i pokaż tą dłoń. – popatrzył mi w oczy

Nadal byłam na niego zła, ale poczułam, że coś ciepłego spływa mi po dłoni.

- Rany – Nathan odkrył wnętrze mojej zranionej dłoni.
Krew płynęła ciurkiem. Dłoń była rozcięta cała wzdłuż.

- Jedziemy do szpitala . – zarządził
- Nie trzeba. Nigdzie nie jadę. – nie chciałam mu ustąpić
- Victoria ! Trzeba to zaszyć, a przede wszystkim musi to obejrzeć lekarz. – mówił poważnie
- Poradzę sobie. – powiedziałam oschle
- Jedziemy do szpitala. – oznajmił tak twardo i stanowczo, że po raz pierwszy nie miałam ochoty mu się przeciwstawiać, tym bardziej, że mała kałuża krwi już była na podłodze, a nic nie zapowiadało jej końca … Zaczęło mi być niedobrze od widoku krwi … Lucy z Bobem doszli ;

- Co się stało, Vicky ?? –
- Rozcięła dłoń. Jedziemy do szpitala. – mówił Nathan – Max, jadę twoim. – w przelocie wziął od kolegi kluczyki

Wyszliśmy ze „Sweet Dreams” i wepchał mnie do auta. Ruszył z piskiem opon. Jechaliśmy w milczeniu. Po jakichś dwóch minutach ;
- Zamierzasz się do mnie teraz nie odzywać ? – przerwał ciszę, nie spuszczając wzroku z drogi
- Może to i byłoby dobre rozwiązanie, skoro każde nasze zdanie jest z podtekstem i zawsze kończy się kłótnią. – powiedziałam, patrząc przez boczne okno

Nastała krótka cisza.
- Dlaczego działamy na siebie jak płachta na byka ? … Nie możemy nigdy normalnie porozmawiać jak inni dorośli ludzie ? –
- To wina naszych charakterów. Tacy jesteśmy. – odpowiedziałam
- Nad charakterem zawsze można popracować. – uśmiechnął się i popatrzył na mnie
- Możesz jechać szybciej ? Zakrwawię zaraz całą tapicerkę i do końca ciuchy. – już nie chciałam się przyznawać, że zaczyna mi się robić słabo. Wiele krwi już poleciało, a na dodatek jeszcze ten jej żelazny zapach …
- Jadę. Tylko jeszcze wytrzymaj 3 minuty. – znów spojrzał na mnie ściągając brwi – Robisz się niebezpiecznie coraz bardziej blada … -
- Po prostu jedź .. – zdołałam tylko powiedzieć

Nathan pędził przez skrzyżowania jak szalony. Nie przestrzegał żadnych przepisów drogowych. Normalnie, już bym mu to wytknęła i przypomniała o samouczku kierowcy, ale teraz to w mojej sprawie się spieszył i to przez mnie mógł dostać 8403 mandaty.
Dojechaliśmy na szczęście pod szpital. Chłopak wysiadł, obiegł samochód, otworzył mi drzwi, pomógł wysiąść i objął delikatnie w pasie kiedy nogi się pode mną ugięły. Weszliśmy do środka. Skierowaliśmy się na izbę przyjęć, gdzie na szczęście nie było ludzi i nie musieliśmy czekać. Weszliśmy do środka pokoju. Siedział tam mężczyzna po 50-stce czytający gazetę. Gdy mnie zobaczył, od razu ją odrzucił, kazał mi usiąść, poszedł wysterylizować ręce i po obejrzeniu rany stwierdził, że trzeb ją obmyć z krwi, odkazić i zacząć szyć. Było mi już tak słabo, że wszystko było mi obojętne i na wszystko się zgadzałam. Nie czułam nawet zszywania. No, pod koniec w sumie już czułam … i zazdrościłam sobie, że wcześniej nie czułam tej igły ;p , ale ból był do przeżycia. Po jakichś 20-stu minutach doszłam już mniej więcej do siebie, a lekarz skończył szyć. Założył mi opatrunek i zabandażował dłoń.

- Za 3 dni proszę przyjść na zdjęcie szwów. Wypisuję dla pani receptę; trzeba kupić specjalną maść do smarowania rany. Maści dopiero będzie pani używać po zdjęciu szwów. – mówił doktor – Jakby coś bolało to proszę przyjechać wcześniej. – podał mi receptę – Życzę powrotu do formy i do zobaczenia. –
- Dziękuję, do widzenia – wzięłam receptę zdrową ręką i wyszłam z gabinetu
- Dziękujemy – rzucił za mną jeszcze mój driver ;p
- Nathan, możemy tu chwilę posiedzieć ? – poprosiłam – Muszę jeszcze pooddychać. – uśmiechnęłam się blado
- Jasne – posłał mi uśmiech

Usiedliśmy na krzesełkach. Musiałam się uspokoić jeszcze trochę, bo było mi ciut niedobrze … Oddychałam głośno. Nathan spojrzał na mnie wesoło.
- Nie śmiej się . – upomniałam go z uśmiechem
- Wcale się nie śmieję. – udawał poważnego – Dzielna byłaś. – zauważył

Zaśmiałam się, a po chwili on dołączył ze śmiechem do mnie.
- W ogóle dziękuję, że przywiozłeś mnie tutaj. – powiedziałam po chwili
- Nie ma za co. Nie mogłem pozwolić, żeby moja ulubiona – zastanowił się chwilę – cukierniczka – podniósł brew – wykrwawiła się. –
- CUKIERNICZKA ?! –

Znowu wybuchnęliśmy śmiechem. Zadzwonił do mnie telefon. Nathan pomógł wyciągnąć mi go z kieszeni ze spodni co nie było takie proste i nie obyło się bez kolejnej porcji śmiechu. Wreszcie udało nam się go wspólnymi siłami wyciągnąć. To była Lisa ;

- Vicky, gdzie jesteś ? – spytała
- W szpitalu, ale spoko luz, wszystko w porządku. – uprzedziłam jej panikę – Miałam sama do ciebie zadzwonić ! – przypomniałam sobie – Dzięki za reklamę, dostałam tą pracę w „EandJ”. – powiedziałam radośnie
- W jakim „EandJ” ? – spytała zdezorientowana
- No w studiu nagraniowym … -
- Vicky, ale ja nic o tym nie wiem … -
- Jaaaaaasneeee, nie wkręcaj mnie. –
- Ale naprawdę .. – kumpela miała poważny ton
- Lisa, ale jak nie ty to niby kto ?? – zapytałam
- Nie wiem, ale na serio to nie ja. –
- Ale nikt inny nie wiedział … - przerwałam, bo mój wzrok spotkał się z osobą Nathana, który miał spuszczoną głowę i nagle bardzo uważnie i namiętnie oglądał swoje adidasy. Zrzędła mi mina. – Lisa muszę kończyć. Zdzwonimy się. – mówiłam nie odrywając od chłopaka wzroku - … no. Pa. – rozłączyłam się. Nie mówcie mi, że to to o czym myślę… – Masz mi coś do powiedzenia ??!!! –



  
Hey, hi, hello ! :D Ufff dobiłam do końca. Kurde coś chyba za długie piszę te rozdziały. Muszę się opamiętać ... Nie zanudzacie się czytając takie długie ? Chyba jestem zadowolona z tej części :) A Wam podoba się ?
A co do matur- to były moje już kolejne próbne. Szkoła teraz robi je co 2 miesiące, żeby nas dobrze przygotować do tych już prawdziwych majowych. Zmykam czytać vademecum, bo nie pamiętam kiedy ostatni raz do niego zajrzałam ;p . A potem muszę ciasto zrobić dla sis.
Całuję ! :*

11 komentarzy:

  1. wiedziałam że tak będzie ;p
    bystra bestia ze mnie xd
    rdz fajny ;]
    dawaj next ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. długie rozdziały są najlepsze

    OdpowiedzUsuń
  3. WOW...
    Zatkało mnie :)
    Rozdział genialny!
    I przerywać w takim momencie!?
    Dawaj next'a :D

    OdpowiedzUsuń
  4. O. Ja. Cię. Pierdziulę. O.O
    Najlepszy rozdział.! <3
    Długie.? Takie właśnie mają być.! :D
    Cekam na nexta. ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, wiedziałam, że to Nathan jej załatwił. xD
    Tylko głupia, nie drzyj się na niego, słyszysz? Bo przyjdę i skopię Ci tyłek! ;)
    A tak poza tym zazdroszczę Ci, że chce Ci się uczyć :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaa to teraz rozumiem dlaczego pisałaś próbną maturę:P
    Dobrze,że u mnie w szkole nie wpadli na takie co dwumiesięczne przygotowywanie,bo bym chyba szału dostała^^
    Co do długości rozdziału,powiem:lubię to!;)
    Nic nie zmieniaj:P
    Co jest długie,jest piękne;D
    Rozdział dość krwawy i jak sobie wyobraziłam tą rękę Vicky,aż mnie ręka zabolała na samą myśl o jej rozcięciu i szwach,brrr.
    Ciekawa jestem czy Sykes'owi dostanie się opierdol,czy nie haha:D
    Czekam na next'a;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie no,wczoraj się napociłam nad komentarzem,wchodzę dzisiaj a tu go nie ma O.o
    UFO,go pożarło?:O
    Albo wsponiane UFO,albo mój iloraz inteligencji jest tak "wysoki",że zapomniałam dać opublikuj.Stawiam na to drugie,bo jest najbardziej prawdopodobne:D
    No nic jak się nie myśli to trzeba teraz pisać od nowa.
    A więc jak to szło?
    Hmmm...
    Aaaa to już teraz wiem dlaczego pisałaś maturę próbną!
    Uff dobrze,że moja szkoła nie wpadła na takie co dwumiesięczne przygotowywanie do matury,bo bym chyba szału dostała:D
    A jeśli chodzi o długość rozdziału,nic nie zmieniaj:P
    Co jest długie,jest piękne!:P
    O matko!Jak sobie Vicky dłoń rozcięła,aż mnie na samą myśl moja własna zabolała brrr.
    Ciekawa jestem czy Sykes'owi dostanie się opierdol,czy nie haha:D
    Czekam na next'a;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj Anonimka , co ja się z Tobą mam ;)...
      znalazłam Twój pierwszy komentarz w spamie xd nie pytaj, nie wiem dlaczego - chyba rzeczywiście nie wcisnęłaś "opublikuj"
      więc zaaktualizowałam go jako "nie spam" xd

      :)

      Usuń
    2. Tak to jest z tymi Anonimami.Nie naciśnie Ci taki opublikuj i Ty człowieku szukaj komentarza takiej zakały w spamie.
      Och,biedna Ty:(
      Przepraszam,nie chciałam:C

      Usuń
    3. daj spokój ! dla mnie to żaden problem :) Tym bardziej, że komentarz byl bardzo mily ;D

      Usuń
  8. hm hm hmmmm wyczuwam ocieplenie relacji między Nathanem a Victorią :d dobrze! pisz kolejny bo nie mogę już się doczekać :D a przy okazji, to dodałam nowy rozdział u siebie ;)
    http://sokissmeandtellmeimtheone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń