sobota, 2 lutego 2013

Sucz z ciebie - rozdział 5.

W rogu siedział Nathan. Założyłam ręce na piersi i spojrzałam wymownie na Boba;
- No co ?? Nie patrz na mnie jak na zdrajcę. Uparł się, że musi z tobą pogadać. – Bob usprawiedliwiał się, a Nathan cicho się zaśmiał

Podeszłam do niego bliżej
- Hej – zaczął
- Hej – odpowiedziałam oschle
- Proszę, usiądź. Przyszedłem z pokojowymi zamiarami. –

Patrzyłam ciągle na niego, zastanawiając się co on tu robi i czy mam w ogóle ochotę z nim rozmawiać.
- Proszę – powtórzył

Okej. Załatwmy to szybko i bezboleśnie. Zajęłam miejsce naprzeciwko niego.
- Przyniosłem tobie do podpisania dokumenty … - obserwowałam go – Odnośnie porannego wypadku. Z Bobem rano ustaliliśmy wszystko, ale potrzebny jest twój podpis. W końcu to ty byłaś drugą stroną w tej stłuczce. – mówił – Z twojego samochodu jak przypuszczałaś już nie będzie pożytku, ale podpiszesz dokument i dostaniesz odszkodowanie … - zawiesił ton – Nic nie powiesz ? –

- Skoro to była „moja” wina to jakim cudem mogę liczyć teraz na odszkodowanie ? – świdrowałam go wzrokiem z przymrużonymi oczami
- To nie była twoja wina. – uśmiechnął się i wrócił wzrokiem do kartek
- To po co się spierałeś ? – nie ustępowałam
- Rany boskie ! – chłopakowi dosłownie opadły ręce – Przychodzę do ciebie, żebyś podpisała papiery, bo możesz dostać kasę, a ty dalej na upartego przy swoim. Dziewczyno, jak ty mnie intrygujesz ! –
- A ty mnie irytujesz ! – odpowiedziałam szybko – Tak ciężko ci się przyznać do błędu ? – popatrzyłam na niego – I przeprosić ewentualnie ? –
- Dobra ! Przepraszam, okej ?! – podniósł ton
- Zero wymuszenia i sto procent skruchy … - Nathan spojrzał na mnie spod byka – Już nic nie mówię . – podniosłam ręce do góry i przewróciłam oczami

Podał mi dokumenty. Po zapoznaniu się z nimi uzupełniłam swoje dane i podpisałam. Miałam dostać połowę ceny za auto, a, że wiadomo w jakim mój garbusek był stanie jeszcze sprzed wypadku, to można się domyślać, że nie była to zawrotna suma. Ale zawsze coś.
- A co z twoim samochodem ? – spytałam po oddaniu mu kartek
- Kuruje się w warsztacie. – uśmiechnął się – Nie za dużo dostaniesz tego odszkodowania … - zauważył
- Dobre i to, bo od jutra chyba będę stała po zasiłek dla bezrobotnych. – oparłam głowę o rękę i zaczęłam bawić się drugą dłonią serwetkami
- Aż tak ? –
- Mhm … - mruknęłam, patrząc na serwetki
- W sumie to przepraszam za te zachowanie w redakcji. – zmieszał się – Chciałem ci zrobić na złość . – spojrzał na mnie niepewnie
- Udało ci się doskonale. – burknęłam
- A co teraz zamierzasz zrobić ? Jakieś plany ? –
Udałam zamyśloną – Mmm … ZERO ! – wypaliłam po chwili
- A może mógłbym to jakoś odkręcić ? Poszedłbym do twojego szefa, pogadał … -
- Obawiam się, że nie poleci na twoje czułe słówka i niewinny wzrok. –
- Wątpisz, że umiem bajerować ? – podniósł brew
- Facetów nie wiem, ale na dziewczynach też ci jakoś nie idzie najlepiej. – zauważyłam
- To się mylisz, bo wszystkie dziewczyny mnie uwielbiają. – odpowiedział pewnie
- Serio ? – założyłam ręce i uniosłam brew
- Ty jakaś dziwna jesteś. – wzruszył ramionami
- Co ? Sam jesteś dziwny ! – obruszyłam się – Zamiast siedzieć tu i ze mną gadać powinieneś wertować samouczek kierowcy. –
- Znowu zaczynasz ? – uniósł się
- Nic nie zaczynam tylko stwierdzam fakty . –
- Czy z tobą da się w ogóle normalnie porozmawiać ?! –
- Jeśli mój rozmówca nie jest zbyt pewnym siebie, wrednym i aroganckim chłopakiem to tak. Zazwyczaj tak. –

Atmosfera napinała się …
- Wiesz co ? Wkurzasz mnie ! – Nathan wytknął mi palcem
- Ty mnie też ! –
- Jeżeli to ja jestem pewny siebie, wredny i arogancki, to ty jesteś … - szukał słowa
- No jaka ?! –
- Wredna złośnica –
No chłopcze powaliłeś mnie swoim zasobem epitetów -,-
- Wow – skwitowałam lekceważąco, rozglądając się po cukierni
- Taka sucz z ciebie. – dodał po chwili rozbawiony
- Co ty powiedziałeś ?! – wybałuszyłam na niego oczy
- To co słyszałaś. – z pełnym uśmiechem i satysfakcją przyglądał mi się, patrzyłam mu prosto w oczy.

W tej chwili podeszła dj chw______________________________________________________________________________________________________________________o nas Lucy;
- Może coś wam podać? –
- Nie. Nathan właśnie wychodzi. – powiedziałam sucho, nie odrywając od niego wzroku
- Właściwie to poproszę dwie herbatki. – skierował się słodko do Lucy, a za chwilę znów do mnie i jakby nigdy nic spytał – Słodzisz ? –
- Chyba cię pogięło ? – co ty odwalasz o_O ?
- Wystarczyłoby odpowiedzieć „nie” lub „tak” –
- Przestań mnie pouczać . –
- Ktoś ci musi wbić grzeczne odpowiedzi . –
- Na pewno nie ty – powiedziałam przez zęby
- To podać wam tą herbatę ? – spytała zmieszana Lucy, która była świadkiem pyskówki
- Nie, dziękuję. Muszę już iść, bo jestem umówiony. – wstał – Niestety, bo chętnie zjadłbym z Victorią ciastko… Ale to następnym razem. – puścił do mnie oko

Zrobiłam minę typu „serio?” z podniesionymi brwiami
- Także do zobaczenia – zrobił krok w przód po czym zawrócił się jeszcze i nachylił do mnie – Ślicznie się denerwujesz. – wyszczerzył się i wyszedł

Spojrzałam z zaciśniętą szczęką na Lucy, która stała obok.
- Nienawidzę go . – podsumowałam, wstałam i skierowałam się na górę. Po paru krokach usłyszałam głośny śmiech Boba i Lucy. Nie chciało mi się już wnikać w ich opinie. W pokoju z powrotem otworzyłam laptopa. Nie zdążyłam jeszcze przesunąć kursora, gdy Marcin dzwonił do mnie.

- Aleś ty niecierpliwy –
- Mów co się dzieje – popędzał mnie
- Sama nie wiem od czego zacząć – podrapałam się po czole
- Najlepiej od początku. – zatem opowiedziałam mu dokładnie o wszystkich dzisiejszych „przygodach” . . .

- No, a niedawno przyszedł jeszcze ten Nathan i dlatego musiałam z tobą przerwać rozmowę . –
- Ostro. Co chciał ? –
- Musiałam dokumenty podpisać, żeby dostać kasę za wypadek. A tak poza tym to przyszedł chyba tylko po to, żeby mnie powkurzać . –
- Jak to ? – Marcin się zaśmiał
- Normalnie. Na początku było w miarę choć spiny były, potem było spoko, a potem znowu się kłóciliśmy. –
- To było trzeba gościa zjechać . – „złota rada”
- Zjeżdżałam . –
- I ? –
- I on zjeżdżał mnie. – przygryzłam wargę
Przyjaciel parsknął śmiechem – Trudny przeciwnik mówisz ? –
- No … wyszczekany jak ja . –
- To ci się trafił . – chłopak śmiał się
- Bawi cię to ? Ja naprawdę się z nim użeram … -
- Sorry bejbe. Już się uspokajam … -
Uśmiechnęłam się delikatnie – A co u ciebie ? –
- W porównaniu do ciebie to nuda. –
- Śmieszne … -
- Żartuję. No co u mnie – wzruszył ramionami – uczelnia, dom, uczelnia, dom. Czasami jakaś impreza i tyle. Już nam planują sesje to będzie rycie, ale potem totalny luz. –
- O, to może w czasie tego „totalnego luzu” w końcu odwiedzisz swoją najlepsiejszą przyjaciółkę ? – filmowo zatrzepotałam rzęsami
- Że mam przylecieć do Anglii ?? – chłopak postawił oczy jak 5 zł
- No, a gdzie ? Na Malediwy ? –
- Nie no … - Marcin się zmieszał - … ale myślałem, że skoro po dzisiejszym i tak nie masz tam co robić, to że może … -
- Może co ? –
- No, że wrócisz do Polski. – nastała cisza - … nie wzięłaś tego pod uwagę, prawda? – spojrzał na mnie pytająco. Pokiwałam przecząco głową. – A może warto by było ? –
- Mimo wszystko … chciałabym tu zostać . Podoba mi się tu . – chłopak opadł na oparcie krzesła – Maaaaaarcciiiin noooo … Postaraj się mnie zrozumieć. – prosiłam
- Próbuję, ale jeszcze mi nie wychodzi … Muszę kończyć Wiktoria … - „siadł” mu humor
- Ale pomyślisz o moim zaproszeniu ? – upewniłam się
- Tak –
- Na pewno ? –
- Tak – odpowiadał monotonnie
- I przylecisz do mnie ? –
- Ta.. CO? –
Zaśmiałam się – To pakuj już swoje manatki . –
- Dobra, dobra, zobaczymy co to będzie. Muszę iść. – powtórzył
- Ok, trzymaj się. –
- Uważaj na siebie Wiki. Pa –
- Pa – Koniec obrazu.

Rozejrzałam się po pokoju. Nieźle go zaniedbałam przez te wszystkie szalone poranki. No nie. Tak nie może być. Zeszłam na dół do cukierni ;
- Lucy masz może jakiś worek na śmieci ? – ustałam przy niej za ladą
- Mam. Leżą na zapleczu. – wskazała ręką – A po co ci ? –
- Muszę porządek zrobić w pokoju, bo trochę brudno. A poza tym, gdy sprzątam to nie myślę o problemach tylko skupiam się na bałaganie. – wyjaśniłam i skierowałam się na zaplecze.

Po lokalu rozszedł się dźwięk krótkiego dzwoneczka – ktoś wszedł.
- Dzień dobry pani Lucy, jest może Vicky ? – rozpoznałam głos Lisy
- Jestem – wyłoniłam się z zaplecza i podeszłam do nich – Co tam ? –
- Vicky tak mi przykro … - dziewczyna przytuliła mnie
- Ale czego ? Samochodu czy pracy ? – a taki żartowniś ze mnie, a co o_O
- Jakiego samochodu ? – odsunęła mnie od siebie, żeby mieć mnie na odległość wyprostowanych rąk
- Nieważne – machnęłam ręką – Czego się napijesz ? –
- Kawy … - blondynka była trochę zdezorientowana
- Idź usiądź, zaraz przyniosę. – zaparzyłam napoju, ukroiłam ciasta i zaniosłam do stolika
- Zapomniałam cukru ! – poleciałam jeszcze do lady i wróciłam z cukiernicą
- Usiądziesz wreszcie ?? –
- No już już – usiadłam
- Słyszałam o wszystkim. Naprawdę nie wiem jak on mógł … -
- Lisa, jeśli przyszłaś to rozmawiać o Johnie to trafiłaś do najgorszej możliwej osoby. Nie chcę już dzisiaj o nim myśleć, ok ? – popiłam kawy
- Jasne, przepraszam . A jak się czujesz ? – spytała z troską
Odstawiłam filiżankę – Bywało lepiej –
- Naprawdę mi przykro . –
- Daj spokój – sztuczny uśmiech
- No, a co teraz ? – Lisa napiła się kawy, nie spuszczając ze mnie wzroku
- Nie wiem… Będę szukała czegoś. Przecież nie będę siedziała i czekała z założonymi rękoma. –
- Wiesz co ? Ja uruchomię swoje kontakty! Popytam, pogadam … Może coś się znajdzie dla ciebie . – ożywiła się dziewczyna
- Dzięki wielkie – uśmiechnęłam się już serdecznie
- Tak ! To jest genialny pomysł ! – Lisa była z siebie dumna – Nie przejmuj się ! Na pewno coś się znajdzie ! –
- Będę wdzięczna . –
- Przyniosę twoje rzeczy z biura jutro, co ? Czy chcesz sama po nie przyjść ? –
- Nie, nie. Jakby to nie był dla ciebie problem to bym się tobą wysłużyła. – puściłam oko
- Nie ma sprawy – napiłyśmy się kawy – A o co chodziło z tym samochodem? –
- Emmm… - założyłam kosmyk włosów za ucho – Dzisiaj rano miałam stłuczkę z jednym chłopakiem. Skasował mi auto i jak się kilkanaście minut potem okazało, sprawcą wypadku był nie kto inny jak jeden członek z The Wanted, z którym byłam umówiona na wywiad … - opowiadałam
- Ale cyrk – kumpela postawiła oczy
- I oczywiście w czasie wywiadu ciągle dawał znaczące dla mnie komentarze i się wkurzyłam, i powiedziałam mu w końcu co o nim myślę. Pech chciał, że John to usłyszał … Potem był dywanik, potem ten cały Nathan jeszcze wyszedł za mną z redakcji niby – zrobiłam w powietrzu cudzysłów – skruszony, no i niedawno był tu . –
- I co ?? – pisnęła blondynka
Po jej reakcji spojrzałam na nią jakby z księżyca spadła
- I nic – odpowiedziałam zdezorientowana jej postawą – Przyszedł, żeby mi przynieść dokumenty do podpisu za wypadek i poszedł. –
- Tylko tyle ? – wyczuwam nutkę zawodu
- A nie ! – Lisa spojrzała z jakąś nadzieją w oczach – Jeszcze się kłóciliśmy i jeździliśmy po sobie. – dodałam z kiwaniem głową
- No wiesz – dziewczyna się obruszyła
- Co ? – zbrechałam się
- Nic – odpowiedziała, spuszczając wzrok i krojąc ciasto
- Ha ! Wiem o co ci chodzi ! – wytknęłam palcem, lustrując ją wzrokiem – Ty i ta twoja miłość – przewróciłam oczami – Wszędzie ją widzisz . –
- Wcale nie … - powiedziała nieśmiało, krojąc nowy kawałek
Uśmiechnęłam się usatysfakcjonowana – Trafiona zatopiona – łyknęłam kawy
- A zobaczysz, że kiedyś tak się zakocham szczęśliwie, że aż będziesz zdziwiona ! – patrzyła na mnie wymachując łyżeczką
- A czy ja mówię, że nie ? – wskazałam na siebie – Zakochuj się sobie kiedy chcesz i ile chcesz. – śmiałam się – Życzę ci tego z całego serducha . –
- No ja myślę. – Lisa roześmiała się – Ty też kogoś znajdziesz. –
- Nie – przerwałam – To on mnie znajdzie. – poprawiłam, pakując sobie porcję ciasta do ust

Lisa przewróciła oczami – Mniejsza z tym. O czym to ja mówiłam ? … A. Ktoś ciebie znajdzie –
udawała przez chwilę mnie – i będzie taka miłość, że ja proszę ciebie o ja cież pierdziele. –
Patrzyłam na nią jak na chorą psychicznie – Ogarnij się . – skomentowałam tylko
- No co ? – Lisa rozłożyła ręce
- Nic – udawałam poważną po czym za chwilę zaczęłyśmy rechotać na cały lokal.
- Dobra kochana, dzięki za poczęstunek, ale muszę lecieć. Dzieci płaczą, mąż nienakarmiony, mleko na gazie –
- A krowy niewydojone. Tak, znam ten ból. – skończyłam. Znowu się śmiałyśmy.
- Trzymaj się kochana. – Lucy wstała od stolika
- Ty też –
- Widzimy się jutro. I nie dołuj się. Trzeba być dobrej myśli. – zaznaczyła
- Wiem wiem … Jeszcze raz dzięki . –
- Pa –
- Pa –

Poszłam za ladę. Usiadłam i przyglądałam się Bobowi i Lucy, którzy wycierali naczynia. Spojrzeli na siebie znacząco ;
- Vicky, bo tak sobie pomyśleliśmy z Lucy – zaczął Bob
- Że póki niczego nie znajdziesz to możesz nam tu pomagać. W cukierni, bo w piekarni mamy więcej ludzi niż potrzeba – mówiła Lucy
- Oczywiście jeśli zechcesz, bo wiemy, że praca w cukierni nie jest twoją ambicją. – dokończył Bob

Patrzyłam to na nią to na niego . Zeskoczyłam z krzesła i podbiegłam przytulić ich.
- Kocham was. Nawet nie wiecie jak bardzo mi pomagacie. – wzruszyłam się
- Vicky daj spokój. –
- To nic takiego. –
- Dla mnie to znaczy bardzo wiele . – odsunęłam się od nich
- Cieszymy się, że możemy ci pomóc. –
- Jak ja wam się wszystkim odwdzięczę to nie mam pojęcia. – wzięłam się za głowę
- Nie ma o czym mówić. – powiedział Bob
- Każdy z nas potrzebuje kiedyś pomocy i ważne jest mieć w tym czasie kogoś na kogo może liczyć . – dodała Lucy

Patrzyłam na nich z czułością i wdzięcznością.
- Jestem mega szczęściarą, że trafiłam na was . –
- A my się cieszymy, że jesteś z nami. – usłyszałam w zamian

Ooooommmm so cute <3
- Marcin będzie niezadowolony. – przypomniałam sobie
- Czemu ? – spytał Bob
- Chciał, żebym wracała do Polski skoro tu mi nie idzie . –
- Idzie idzie. Tylko powolutku . – uśmiechnęła się Lucy
- Teraz też tak zaczynam myśleć. –udzielił mi się jej optymizm


Może rzeczywiście musiałam sporo stracić, by zyskać coś nowego ? Może właśnie w moim życiu zaczął się nowy etap ? Może trzeba to odkreślić grubą krechą i ruszyć od nowa ? A może wręcz przeciwnie – może to miało być początkiem końca ?
Z tysiącami pytań w głowie poszłam na górę spać.

Myśl pozytywnie ! Albo przynajmniej myśl …


Haha jest rozdział, jest impreza jak to Anonimowy napisał ostatnio ;D a no jest ^^ i był wczoraj tyle, że nieprzepisany bo zajęłam się w ostatni weekend ferii sprawami, które powinnam ogarnąć wcześniej, ale jakoś nie było ani okazji ani weny, żeby do nich zajrzeć ;> ... żeby dłużej nie stygł- dodaje dzisiaj ;). Od pon sql- blog będzie prowadzony nadal (oczywiście). Da mi to więcej samozaparcia, żeby szybciej się uczyć i mieć z głowy, i pisać tu notki.
Buziak w czółko ! :*

8 komentarzy:

  1. Haha widzę,że Ci się spodobało moje ostatnie stwierdzenie:D
    Ale się rechotałam do monitora,tak że ho ho!:D
    "Właściwie to poproszę dwie herbatki"
    "Słodzisz?"-moje ulubione cytaty z tego rozdziału haha:D
    Jak oni się fajnie kłócą,no nie mogę no!:D
    Cały czas mi się morda cieszy na samo wspomnienie tego rozdziału:D
    Zajebiste są te kłótnie Nathana i Vicky^^
    Czekam oczywiście na kolejny;]

    OdpowiedzUsuń
  2. super ;p
    ahh to pyskowanie ;d
    czekam na wiecej ;]
    całuski ;*******

    OdpowiedzUsuń
  3. 'wredna złośnica' jaki pocisk hahaha :D ooooo jak ja lubię to opowiadanie :D czekam na kolejny! :D i przy okazji zapraszam do siebie http://sokissmeandtellmeimtheone.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. podsyć troszkę atmosferkę

    OdpowiedzUsuń
  5. Yeah! Nadrobiłam całość! :D
    Opowiadanie fajowskie ^^
    Dawaj next'a
    (Nath i Viki mają być razem :P )

    OdpowiedzUsuń
  6. "-Dwie herbatki. Slodzisz?" Rozwalilas mnie :D
    O już coś się między nimi zaczyna dziać, kto się czubi ten się lubi :D
    Tak mnie naszla refleksja - akcja dzieje się w jakiejś bliżej nie określonej przyszłości, skoro Nathan ma prawo jazdy :P
    Szybko next ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. nominowałam Cię :d http://sokissmeandtellmeimtheone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. To opowiadanie jest REWELACYJNE!!! Sama też piszę opowiadania ale nigdy nie napisałam takiego świetnego...czekam na next! liz

    OdpowiedzUsuń