wtorek, 17 grudnia 2013

Dlatego już wiesz - rozdział 102.

Jedliśmy wspólny posiłek wszyscy razem. Bardzo miło było mi poznać braci pani Sykes i jej chrześnicę z mężem i małą córeczką. Atmosfera była tak ciepła, że czułam się jakbym była w domu, a nie u obcych ludzi.

- Victorio przepyszne są te wspaniałości. – chwalił Simon; jeden z braci
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się szeroko
- Zazdrośćcie mi. – wyprostował się Nathan – Jak ładnie rozmawiamy z Vicky to gotuje nam same niebiańskie rzeczy.
- „Jak ładnie rozmawiacie”. – podkreśliłam ze śmiechem
- Na ile tu zostajecie ?
- Do jutra Angela, a co ? – chłopak puścił oko
- Nic. Tak pytam. Chciałam wiedzieć ile czasu mama się wami nacieszy.
- No niestety już niedługo … - pani Sykes zrobiła smutną minę
- Oj mamo, przyjedziemy jeszcze nie raz przecież.
- Za każdym razem mówisz mi to samo …
- Staram się przecież przyjeżdżać tu najczęściej jak się da.
- Dobrze, już dobrze. Nie psujmy tej miłej atmosfery. – kobieta uśmiechnęła się i napiła się wina
- Przepraszam na chwilę. – z krzesłem odsunęła się Jessica i wyszła
- To co tam jeszcze u was ? – spytał Kevin swoją siostrę i wszyscy znów zaczęli opowiadać, nie zwracając uwagę, że nastolatka odeszła

Odsunęłam krzesło po cichu, a Nathan zawrócił głowę w moją stronę i szepnął niemalże do ucha;
- Gdzie idziesz ?
- Zaraz wracam. – i wyszłam z pokoju. Weszłam na korytarz. Zastanawiałam się, gdzie poszła dziewczyna i kiedy już miałam postawić stopę na schodek, usłyszałam ciche westchnięcie w kuchni. Zawróciłam się i weszłam do owego pomieszczenia. Dobrze słyszałam. Siostra Nathana stała przy kredensie i widać było, że bardzo nad czymś główkowała.

- Jess – odezwałam się cicho na co podniosła raptownie głowę, zdziwiona moją obecnością – wszystko w porządku ?
- Tak.
- Na pewno ? – podeszłam bliżej
- Tak. O co ci chodzi ?
- Właśnie to samo pytanie chciałam tobie zadać. – zajęłam miejsce koło niej – Może i znam cię bardzo krótko, ale widzę jak zachowuje się człowiek kiedy coś go dręczy.
- I co, jestem na twoim radarze ?
Zaśmiałam się. – Coś w tym stylu. Mogę ci pomóc ? Bo chyba coś jest nie tak, hm ?
- Nie. Nie możesz pomóc. – powiedziała ostro
- Dobra. – przewróciłam oczami – To nie było pytanie. Powtórka; chcę ci pomóc.
- Nie masz w czym. – założyła ręce na piersiach
- Serio ? – przechyliłam na bok głowę – Powiedz o co chodzi, może coś razem wymyślimy.
- Nie lubię się spowiadać.
- Mhm. W takim razie jest mi przykro, że mnie odtrącasz. – przyjęłam niesprawiedliwą taktykę „grania na uczuciach”, ale przynajmniej poskutkowało, bo dziewczyna rozluźniła się i zrobiła potulną minę
- Oj przepraszam Cię Vicky … Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało … Naprawdę chcę, żebyśmy miały świetny kontakt … Zawsze marzyłam o siostrze …
Uśmiechnęłam się. – W takim razie rozmawiaj jak z siostrą.
Wzięła głęboki oddech. – Chodzi o to, że … Ale obiecaj, że nie będziesz się śmiać ! – wytknęła mi palcem
- Obiecuję.
- Ok – jeszcze chwilę nie spuszczała ze mnie wzroku, ale w końcu powiedziała ciszej – Bo u mnie w klasie i w ogóle w całej szkole panuje taki trend …
- Jaki trend ?
- Ale nie będziesz się śmiała ? – upewnienie
- Nie będę. Mów !
- Bo dziewczyny teraz się odchudzają i ja chyba też muszę.

Moja reakcja ? Niemalże całe tło przed oczami zrobiło się czarne. CZY WAM ODPIEPRZYŁO ?!- miałam ochotę się wydrzeć.

- Vicky, czemu zbladłaś ? Dobrze się czujesz  ? – chwyciła mnie za ramię
- Co ? A ! Tak ! Wszystko w porządku. – zapewniłam – Kto wymyślił ten debilizm ?
- Nie wiem. Tak po prostu się to przyjęło … No i przyszłam tu, bo chciałam odejść od stołu, żeby opanować apetyt.
- Jessica posłuchaj mnie. – wzięłam ją za ramiona – Popatrz na siebie. Jesteś zgrabną, śliczną dziewczyną. Z czego ty masz się odchudzać mi powiedz !
- Wystają mi boczki …
- Jess, to, że one mają … sieczkę w głowie, to nie znaczy, że ty masz mieć.
Ściągnęła brwi. – Wiesz co ?! Wiedziałam, że tak będzie dlatego nie chciałam ci nic mówić ! – obruszyła się – Zresztą ty jesteś szczuplutka ! Co ty możesz wiedzieć o odchudzaniu ?! – niemalże warknęła do mnie i szybkim krokiem ominęła mnie i wyszła z kuchni
- Więcej niż myślisz … - powiedziałam cicho, patrząc tępo w kredens

- Co tam ? – złapał mnie od tyłu w talii uradowany Nathan
Odwróciłam się i spojrzałam w jego szmaragdowe patrzałki. – Pójdziemy na spacer potem jak goście pojadą ?
- Uuuuuu, ale oni zazwyczaj siedzą do późnego wieczora. – skrzywił się – Ale możemy iść teraz. – wyszczerzył się, całując mnie w nos
- No jak teraz ? Rodzina przyjechała, a ty ich zostawisz ? Opcji nie ma !
- Przestań. Jak wyjdziemy na chwilę to nawet nikt nie zauważy naszej nieobecności, a zresztą nie muszę ciągle siedzieć przy stole, prawda ?
- Sama nie wiem …
- Chodź. – pociągnął mnie na korytarz za rękę i po chwili, ubrani w kurtki i w butach zimowych, staliśmy na zewnątrz – Tylko ostrożnie, bo znowu mi pofruniesz. – przytrzymał mnie
- Ha ha ha. – skwitowałam, przypominając sobie teatralny upadek
- To gdzie idziemy ?
- Ty mnie pytasz ? Ja tutaj jestem pierwszy raz !
- To idziemy przed siebie. –przytulił mnie i objęci w pół wyszliśmy na ulicę, gdzie drogę oświetlały już tylko latarnie
- Ale tu jest pięknie … Jest tak cicho, spokojnie … Mam wrażenie jakby tu czas się zatrzymał.
- Prawda ? Uwielbiam odwiedzać te strony. W porównaniu ze zwariowanym życiem w Londynie, tu jest bosko !
- Oj jest …
- Ej ! Czy mi się zdaje czy ktoś tu się rozmarzył ? – spojrzał na mnie z beztroskim uśmiechem
- Może ciutkę. Wiesz, mogłabym tu zamieszkać. Jest doprawdy cudnie.
- Ok ok, wezmę to pod uwagę przy wspólnym osiedlaniu się.
- No ja myślę !
- Fajnie by się nam tutaj żyło. Wspólny dom. Całe dnie i noce razem. – pomachał szelmowsko brwiami – Poza tym dzieci miałyby blisko do jednej babci.
Zatrzymałam się momentalnie, wryło mnie i spojrzałam na niego jakby z księżyca spadł. – Powtórz.
- Ale co ?
- Ostatnie zdanie.
Zamyślił się chwilę. – Dzieci miałyby blisko do jednej babci … ?
Uniosłam brew, bo zdziwiony patrzył na mnie, nie rozumiejąc. - A teraz przeanalizuj.
Teraz on uniósł brew. – No tak. Zapomniałem, że jesteś alergiczką na słowo „dzieci”, ale gdy tak trzymałaś małą Caroline to naprawdę cudownie wyglądałaś. Do twarzy ci z dzieckiem. – dał mi kuksańca, na co przewróciłam oczami;
- Daj spokój. –  ruszyłam przed siebie
- Oj, naprawdę pomyślałem
- Co pomyślałeś ? – zawróciłam się do niego – Że w sekundę nawróciłam się i powiem tobie; „Tak Nath, chcę mieć dziecko. Może zafundujemy je sobie tej nocy ?”
Roześmiał się. - Aż takiej wyobraźni wybujałej to ja jeszcze nie mam kochanie.
- ?!
- Po prostu pomyślałem, że może choć trochę coś w tobie drgnęło kiedy trzymałaś na rękach taką małą, bezbronną istotkę.
- Nath, rzuć ty tą karierę piosenkarza i idź na przedszkolankę, ja ci dobrze radzę.
- Ale powiedz, czy nie była słodka ?
- Nath
- Nie była ?!
- Ale Nath
- Nie była ??!!
- Ok, była ! – krzyknęłam, a on przybił sobie żółwiki i ruszył w drogę, wyprzedzając mnie z szerokim uśmiechem. Widząc to zaczęłam się bronić.
- Przyznałam się tylko dlatego, żebyś dał mi spokój.
- Mhm, jasne.
- No naprawdę ! – skamlałam za nim
Zmrużył oczy i zrobił dziubek. – Wiem Vicky, wiem.
- Dupek !
- Słucham ?!
- Dupek ! – powtórzyłam i teraz to ja z tryumfem na twarzy wyprzedziłam go. Zrobiłam parę kroków, gdy nagle poczułam uderzenie w plecy. Stanęłam. – Nathanie Sykes. Jeśli to była śnieżka, to uprzedzam cię lojalnie, że już nie żyjesz.
- Tak Victorio Minc. To. Była. Śnieżka.

Zawróciłam się do niego na pięcie. Stał rozbawiony z białymi od śniegu rękawiczkami. – Do atakuuuu ! – krzyknęłam i z rozbiegu rzuciłam się na niego, by wylądować na nim w zaspie. Usiadłam na nim okrakiem i szybko zaczęłam rzucać z boków śniegiem na niego, gdzie popadnie.
- Przestań wariatko ! – śmiał się, zasłaniając i próbując złapać mnie za ręce
- Następnym razem będziesz pamiętał, żeby nie podskakiwać do panny Minc ! – oberwał śniegiem prosto w czapkę
- Dobra już dość ! – rechotał – Starczy !
- Dość ? – odsunęłam się, a on zabrał ręce z twarzy
- Skończyłaś już ? – otworzył oczy

- Niekoniecznie. – roześmiałam się i dmuchnęłam mu śniegiem prosto z ręki w twarz
- Victoria ! – krzyknął, a ja roześmiałam się i wstałam - Co, fajnie było cieszyć się cudzym nieszczęściem ?
- Już nie rób tej miny godnej pożałowania. – machnęłam ręką – Fajnie było.
- Jakie to to bezczelne się zrobiło. – wstał i otrzepał się – Teraz musimy wracać do domu. Jesteśmy cali mokrzy.
- Już ?!
- Oj już nie rób tej miny godnej pożałowania. – rzucił
- Ej ! Nie wykorzystuj moich tekstów przeciwko mnie !
- Dlaczego nie ? – po pytaniu chwycił mnie od razu za ręce – Bo dostanę z gałki ? Wątpię. - zmrużyłam oczy z małym uśmiechem – Chodź do domu, bo zaraz zmarzniemy.
- Niech będzie … A jest tu gdzieś w pobliżu sklep spożywczy ? – przyszło mi coś do głowy
- No jest. Parę kroków stąd, a co chcesz ?
- To chodź zajdziemy do niego. Chcę kupić parę rzeczy. – puściłam oko
- Ale tak szybko to załatwimy i wracamy.
- W porządku …

I takim sposobem Nathan zaprowadził mnie do małego sklepu, który znajdował się za rogiem ulicy i był w małej chatce.

- Vicky, ty to wszystko zjesz ?! – postawił oczy jak pięć złoty, widząc jak do koszyka dokładałam do kolekcji czterech czekolad, kolejno żelki i ciastka
- A czemu nie ? – puściłam do niego oko
- Nie no, tak tylko mi się wypsnęło ... – podrapał się po głowie

Po chwili zapłaciliśmy i wracaliśmy z pełną reklamówką słodyczy do domu, a w głowie układałam już pewien plan …

- Ściągaj to wszystko. – powiedział, kiedy weszliśmy do domu
- Wszystko ? – uniosłam brew i zaczęłam filuternie i powoli rozpinać zamek z kurtki – Chciałbyś.
Widząc mój gest uśmiechnął się kącikiem ust. – Powinnaś już wiedzieć, że jak zechcę to wezmę.
- Pfffff !
- Ale mówię serio. Idź się przebierz, bo będziesz chora.
- No już idę, już. – odwieszałam kurtkę na haczyk – Ty też zmień ciuchy, bo wcale nie lepiej wyglądasz.

Wystawił tylko do mnie język, a ja poszłam z reklamówką na górę. Rzeczywiście- wszystkie warstwy ciuchów miałam mokrutkie. Zachciało się rzucać na śnieg -.- … Wyciągnęłam z torby zatem leginsy i dłuższy, zwykły t-shirt. Nie miałam już niczego innego na zmianę. W końcu na weekendowy wypad wzięłam tylko niewielką torbę … Wzięłam reklamówkę z łakociami i wyszłam na korytarz. Podeszłam do drzwi od pokoju Jessici i zapukałam. Otworzyłam je i wychyliłam się.

- Można ? – spytałam blondynki, która siedziała przy biurku
- Uczę się.
- Trudno. Przynajmniej przeze mnie dostaniesz pałę. – weszłam i zamknęłam za sobą drzwi po czym usiadłam na łóżku, a jej chyba ręce opadły – Przyszłam pogadać.
Westchnęła ciężko, patrząc w sufit. – O czym ?
- A tak po prostu. – wzruszyłam ramionami i wyjęłam z reklamówki czekoladę – Z czego się uczysz ? – rozwinęłam papierek
- Przecież nie obchodzi cię o to.
- No jak to nie ?? – oburzyłam się, wkładając kawałek czekolady do ust – Muszę wiedzieć za co dostaniesz pałę !
Spojrzała na mnie i rozchmurzyła się.
- Ok, sorry za to w kuchni. Poniosło mnie.
- Ale ja nie przyszłam tu po przeprosiny. – zauważyłam – Chcesz ? – wyciągnęłam do niej rękę z czekoladą
Patrzyła na nią i przełknęła ślinę. – Nie.

Widząc daną sytuację spoważniałam. – Jessica usiądź koło mnie, proszę. – poklepałam na miejsce na łóżku. Nastolatka przytaknęła głową i po chwili była przy mnie. – Na pewno nie posłuchasz się mnie jeśli powiem ci, że to bardzo głupi pomysł, i żebyś się nie odchudzała, mam rację ?
Wbiła wzrok w pościel. – Ale to przecież nic złego. Wszystkie dziewczyny to robią.
- Ale kompletnie bez sensu, a co najgorsze bez rozumu. Przypomnij sobie czy te dziewczyny, które to robią, rzeczywiście tego potrzebują ?
- Kat jest chudsza ode mnie, a z kolei Emily taka jak ja …
- Jessica, ale ty naprawdę rewelacyjnie wyglądasz ! Poza tym chodzisz do szkoły, masz wfy, żyjesz w szybkim tempie i kalorie są ci potrzebne, żeby normalnie funkcjonować.
- Wiem, ale tak ostatnio popatrzyłam, że może i fajniej bym wyglądała, gdybym
- Na pewno nie. – dokończyłam ostro – Naprawdę nie warto. Uwierz mi. Zresztą z czego ty się chcesz odchudzać ? – szczypnęłam ją – Z kości na ości ? – roześmiałyśmy się – Wchodzisz w swoje wszystkie ciuchy ?
- Bez problemu.
Westchnęłam ze śmiechem. – I o czym my tu rozmawiamy ?
- Ale naprawdę myślisz, że wyglądam ok ?
- Zdecydowanie !

Z jej oczu wyczytałam jakby kamień spadł jej z serca. Jakby poczuła jakąś niesamowitą ulgę. Uśmiechnęła się szeroko i sięgnęła po czekoladę.
Szczerze mówiąc ja też ochłonęłam, bo na szczęście nie było aż tak okropnie jak podejrzewałam i bałam się szczerze o Jessicę.
- Vicky ?
- Mm ?
- Mogę cię o coś spytać ?
- Śmiało.
- Co ty robisz, żeby być taką szczupłą ? Ćwiczysz coś czy masz jakąś dietę ?
- Jess, myślałam, że już do ciebie dotarło coś …
- Dotarło, ale tak pytam. – sięgnęła po czekoladę – Z ciekawości.
Przygryzłam wargę, wpatrując się w kocyk. Powiedzieć czy nie powiedzieć ? Ona była ze mną szczera …
- Byłam chora.
- Ojej. Na co ?
- Na anoreksję.
Jej oczy zrobiły się jak orbity i zdawało się jakby przestała oddychać. Zakryła usta dłonią. – Naprawdę ? – szepnęła
- Naprawdę. – odpowiedziałam cicho – Właśnie staram się z tego wychodzić i dlatego jeszcze tu i ówdzie trochę ciuchów ze mnie spada. Ale jeszcze kilka tygodni i będzie ok. To znaczy mam nadzieję. – posłałam delikatny uśmiech
- Nathan wie ?
- Oczywiście, że tak ! Przecież gdyby nie on, to nie wiem czy bym tu teraz z tobą siedziała i jadła czekoladę.
- O rany, Vicky … Przeraziłaś mnie w tej chwili …
- Zatem teraz nie dziwisz się dlaczego tak wtedy w kuchni zareagowałam na wieść o twoim pomyśle ?
- Nie. Teraz już wiem. Ale Vicky, już wszystko w porządku z tobą ? Nic ci nie jest ?
- Mniej więcej, ale staram się. Zresztą jak widzisz. – uniosłam w górę słodycz
- Ale to byłaś … no wiesz. Grubsza ?
- Nie. Byłam … normalna ? – roześmiałam się z określenia – Ale coś mi odbiło. Wiele nie było trzeba. Dlatego chciałam ciebie uświadomić i to bez żadnego podlizywania się, że świetnie wyglądasz i , żebyś niczego nie zmieniała.
Spuściła głowę. – Na początku byłam na ciebie zła, że się wtrącasz. Że w ogóle nie masz pojęcia o diecie, że mówisz utartymi tekstami. – uniosła twarz i spojrzała mi w oczy – Ale teraz rozumiem i dziękuję, że tu ze mną jesteś.
Uśmiechnęłam się. – Jesteś zbyt mądrą i ładną dziewczyną, żeby sobie spaprać życie.
Przytuliłyśmy się mocno do siebie po czym sięgnęłyśmy po kolejny kawałek czekolady.
- Za nasze zdrowie ! – i wsadziłyśmy go sobie do ust, śmiejąc się

Na szczęście nikt nam nie przeszkadzał  w pogaduchach. Spędziłyśmy wieczór razem i kolejna godzina upłynęła nam na oglądaniu filmu w komputerze Jessici i na jedzeniu zakupionych przeze mnie słodyczy. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Poczułam delikatny wstrząs. Otworzyłam oczy.

- Nath ? – spytałam cicho i niemrawo, mając twarz chłopaka przy swojej
- Nie. Królewicz śpiącej królewny. – roześmiał się cicho
- Gdzie mnie niesiesz ? – wtuliłam głowę mocniej w jego obojczyk
- Do pokoju. Chyba nie myślałaś, ze pozwolę ci spać ostatnią noc tutaj w pokoju z moją siostrą.
Ziewnęłam. – Wiedziałam czy nie wiedziałam, ale fajna jest twoja siostra. – mruczałam
- Bo ma fajnego brata. To się ma w genach maleńka. W ogóle szukałem cię po całym mieszkaniu, bo zrobiłem tobie ciepłą herbatę na rozgrzanie po zmarznięciu i do głowy mi nie przyszło nawet, że tak się skitracie u Jessici. – weszliśmy do jego pokoju, w którym jeszcze nigdy nie byłam, ale byłam tak śpiąca, że nawet nie ciekawił mnie w tamtym momencie jego wystrój. Brunet położył mnie delikatnie na łóżku, a następnie zajął miejsce koło mnie.
- Nath
- Hm ?
- Dziękuję, że mnie tu zabrałeś. – odezwałam się głośniej
- Nie ma sprawy. – pocałował mnie w czoło
- Czułam się jakbym była częścią waszej rodziny.
- Bo jesteś.
- Bez przesady … Nath ?
- Słucham.
- Chciałabym o coś spytać, ale nie miej mi tego za złe … - zaczęłam rysować wzorki palcem po jego t- shircie
- Nie będę miał.
- Co z twoim tatą ? – spytałam i spojrzałam mu w oczy
- Tak myślałem, że o to w końcu kiedyś zapytasz … - uśmiechnął się pod nosem, ale zaraz spoważniał – Mój ojciec zostawił nas kiedy Jessica miała 2 latka.
Ściągnęłam brwi. – Zostawił ?
- Tak.
- Tak po prostu ?
- Tak.
Pogładziłam dłonią jego policzek. - Brakuje ci go bardzo, prawda ?
- Za dzieciaka bardziej. Teraz już nie. Radzimy sobie z mamą, która odkąd pamiętam starała się, żeby niczego nam nie brakowało.
- Przykro mi kochanie …
Uśmiechnął się. – Dlatego już wiesz.
- Wiem. – pocałowałam go delikatnie w usta
- Dlatego już wiesz czemu nalegam, żebyś pogodziła się ze swoimi rodzicami. Rodzice są naszymi rodzicami i trzeba się starać, żeby ich nie stracić. Ma się ich tylko jednych. - patrzyłam mu w oczy i coraz bardziej rozumiałam jego przekaz – A teraz już śpij, bo jutro ostatni nasz dzień w Gloucester i ostatnie szaleństwa. – uśmiechnął się rozkosznie, dał buziaka w czoło i przykrył nas kołdrą …






Cześć Smyki ! Noł noł noł, San na nikogo się nie obraziła, Kami ! Po prostu będąc od czwartku w rodzinnym domu, musiałam się zresetować, wyciszyć i odpocząć, więc nawet nie sprawdzałam bloga. Dopiero wczoraj wieczorem, po powrocie do Warszawy, zobaczyłam, że już bardzo zaczęłyście się niecierpliwić z braku nowego rozdziału. Miałam ogromną ochotę napisać go wczoraj, ale musiałam się uczyć … I tak wróciłam z kolosa i w odwecie wzięłam się za pisanie, żeby odreagować. Kolokwium było mega ciężkie, ale jak to mówi mój przyjaciel; „Bez spiny, są drugie terminy” ;p.

A jutro po lektoracie wracam znowu do domu, tym razem już na święta ! Ubiegły weekend był tak cudownie spędzony … Moi rodzice są najwspanialsi ! Zresztą z pozostałą rodziną też się widziałam i dodatkowo mój przyszły chrześniak, bądź chrześnica, rośnie w brzuchu mojej siostry, która już małym uwypukleniem może się pochwalić :). Ponadto w moim mieście leży śnieg co było dla mnie niespodzianką !

Nowy rozdział postaram się stworzyć jutro w autobusie i dodać jeszcze w tym tygodniu, więc proszę się nie spinać ;).

I hello ! – wytrwałam w szóstce Weidera już 3,5 tygodnia i są małe efekty ćwiczeń na moim brzuchu z czego mam niezłą frajdę ;p.

Ooooooooooooooooooo jak już mi się chce do domu ;D !

Biorę się za pakowanie, a Wam życzę spokojnego wieczoru, Śnieżynki :* !

Z rozwalonym mózgiem po kolokwium – San.


16 komentarzy:

  1. Jezu dziewczyna skąd ty bierzesz wenę do pisania tak zajebistych rozdziałów. Zazdro, też tak chcę

    Czekam na NN weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba nie muszę się bardzo rozpisywać, że napisałaś kolejny świetny rozdział ♡
    + Życzę spokojnego powrotu do domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział świetny :)
    Już nie mogłam się doczekać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to się wyjaśniło co z Jess :)
    Dobrze że posłuchała Vicky i jednak się nie bd odchudzała.
    Hahaha ale Nathan oberwał śniegiem haha dobrze mu tak xD
    Niech wie że z Victorią się nie zadziera! :D
    Szkoda że wracają do Londynu...
    Ale skąd ty bierzesz tak zajebiste pomysły na rozdział!?
    Noo cudowne!!
    Weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooooo jak ja Kocham Twoje opowiadanie ! - wiem powtarzam się, ale po prostu nie mogę się naczytać twoich dzieł ;)

    Rozdział jest po prostu BOSKI !
    Bardzo fajnie się go czytało i ja chcę więcej ! :p
    Ooo Vicky z Jess jaki mają świetny kontakt ;)
    Dobrze, że jej powiedziała o anoreksji ;)
    Hahahahaha i ta akcja ze śniegiem i atakiem na chłopaka! - Genialne!

    Weź no serio napisz książkę ! :D jestem pewna, że każdy widząc Twoje imię i nazwisko na okładce by ją kupił i z przyjemnością nie raz przeczytał. A ja była bym na czele :p

    Życzę Ci Weeeeny Kochana ! ;*
    Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę, że już wracasz do domu ;)
    Ja jeszcze pare dni musze się pomęczyć w szkole :/
    Choć nie zazdroszczę Kolokwium :p

    Całuję i ściskam mocno KaMa <3

    PS. Dziękuję za komentarz, zdecydowanie poprawiłaś mi humor Słońce i mam ochotę pisać więcej, bo dałaś mi jakąś niesamowitą Radość ! i chyba trochę swojej weny ;p Dziękuję ! <3



    OdpowiedzUsuń
  6. Cudo, cudo,cudo *-* Bardzoo mi się podoba rozdział <3 Super, że Vicky pomogła Jess, że nie zrobi takiej głupoty :) Z rozdział na rozdział chce coraz więcej! Czekam z niecierpliwością na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Nosz cholerka już myślałam, że w Vicky chociaż ciutkę drgnie instynkt macierzyński. :D
    A ta nie.! Zatwardziała babka z niej. :D
    Wiedziałam.! Normalnie wiedziałam, że z Jess będzie coś nie tak. Ale dobry pomysł dałaś z tą anoreksją, bynajmniej Wiktoria wiedziała jak pomóc...
    choć, w sumie to ona to by znalazła na każdy problem rozwiązanie. ;D
    W ogóle, jak Vicky kupowała te słodycze to myślałam, ze tylko dla siebie, a to też i Jessici. Spryciula. :D
    W ogóle fajną mieli bitwę na śnieg. :D
    I ten zboczony Nathan. ^^
    "Królewicz śpiącej królewny" - ommm cute. <3
    To się wyjaśniło dlaczego Nath nalegał, żeby Wiktoria pogodziła się ze swoimi rodzicami. Może to ruszy sumienie Vicky i dziewczyna zadzwoni do nich i pogada. Oby. :)
    Rozdział ogólnie jak zawsze ocieka zajebistością. ;*
    Więc się chyba tu rozdrabniać nie muszę. :D

    I właśnie.! Wiesz ile ja czekałam na kolejny rozdział.? Co chwilę wchodziłam na bloga żeby sprawdzić czy kochana San nie dodała. Więc wiedz, że zwiększyłam ci liczbę wyświetleń. :D
    Także czekam na kolejny wspaniały. ;*
    No i mam nadzieję, że za jakiś czas, będę mogła pisać : wpadnij do mnie bo nowy. ;D
    Ściskam, całuję, pozdrawiam i życzę dużej dostawy weny na nowiutki rozdział, nowych śmiechowych tekstów Vicky i szaleństw. :D

    P.S. Wiesz, chyba się uzależniłam od twojego opo. ;* Jestem 'sanoholiczką' chyba. xD

    Czekam z niecierpliwością Bejbe. ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział cudowny! Dobrze, że Wiki odciągnęła Jess od pomysłu odchudzania się :) Awww, w ogóle to całe Twoje opowiadanko jest takie realistyczne, słodziutkie i w ogóle. <3 Mam nadzieję, że Wiki pogodzi się z rodzicami! :) Weny Skarbie, do następnego! ;*

    Ps. Przepraszam, że tak krótko skomentowałam Twoje cudeńko, ale muszę zmykać i wkuwać na chemię, trzymaj za mnie kciuki! ;* <3 xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny ♥
    Uhh moda na odchudzanie się xd
    Twoje opowiadanie całe jest takie shsbsjansb *.* czekam na nexta
    Weny życzę ;*
    Zapraszam do nas ;D
    story-about-max.blogspot.com

    word-of-mouth-opowiadanie-o-tw.blogspot.com ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Aaaaaaaaaale pouczający rozdzialik <3 i taki słodki i wszystkiego po trochu. to lubię!
    Ufff kamień z serca ! Jess nie będzie się odchudzac, a wszystko dzięki Wiki :) no i mam nadzieję, że Młoda już nie wróci do tego tematu, ba nawet niech jej to przez myśl nie przechodzi! Chociaż ten temat (i działania) jest bardzo, ale to bardzo uzależniający. Szczególna w tym wina mediów! Kobieta idealna wg nich to skóra i kości.
    no ale cóż, życie.
    ah i Sykes z dzieciątkami wyskoczył :3 a ja czuję, że Wiki może tak troszkę, minimalnie, ciut ciut zaczyna się przekonywać do dzieci <3
    I ten spaaaaacer :D nie ma to jak bitwa na śnieżki hahahahhahahahahahahha najlepsze!
    I sobie dziewczynki od razu babski wieczorek urządziły :p
    a Sykes szuka i szuka swojej wybranki gdzieś zagubionej w domu Xd
    rozdział ogólnie świetny <3
    uwielbiam
    Wypoczywaj tam Kochana !
    Nabieraj sił na pisanie kolejnych rozdziałów :*
    Wenyyy :* bo zapewne sie przyda

    taki trochę ten komentarz chaotyczny wyszedł, ale ja + pisanie komow = istny misz masz :3

    Nika_TW

    OdpowiedzUsuń
  11. http://codziennoscnasportowo.blogspot.com/ Zapraszam do mnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Powitać! :D
    Śmiechłam znowu czytając Twoje dzieło :D Nie nooo, Sykesa w śniegu, to ja chciałabym zobaczyć xd Huehue i ponoć zemsta smakuje najlepiej na zimno, a w tym wypadku nawet dosłownie :D
    Co za szczęście, że Vicky przemówiła Jess do rozsądku! :> No i popieram ją całą swoją masą, bo nie ma co się głodzić, w końcu te wszystkie smakołyki po coś są ^^
    A i rozumiem Nathana doskonale, rodziców, prawdziwych rodziców trzeba szanować, bo ma się ich jednych.
    Czekam na kolejnusi ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Bulimia, ciąża, czy grupowe odchudzanie, prawie to samo, byłam blisko :P
    I prawdopodobnie jestem jedyną osobą na świecie, ale nie cierpię, nienawidzę i nigdy nie polubię tarzania się w śniegu, niezależnie od tego z kim to się robi i gdzie. Bleee, człowiek jest cały mokry i jest mu zimno, fuu!

    A do Vicky - I TAK BĘDZIESZ MIAŁA DZIECKO! Nie mówię, że w następnym rozdziale, ale tak będzie, już ja się o to postaram :P

    I jedź sobie do domu, odpoczywaj i tak dalej, też zamierzam to zrobić, niestety z eTrapezem w tle -.-

    3,5 tygodnia z szóstką Weidera, ja nie mogę wytrwać tygodnia z jakimkolwiek ćwiczeniem o.O

    OdpowiedzUsuń
  14. Bosko!
    Wreszcie rozdział jeny jakie me szczęście wielkie *.*
    Nie spodziewałam się w sumie, że Jess będzie się chciała ochudzać.
    Vicky i Nath i to tarzanie się w śniegu i ta rozmowa o dzieciach haha
    Pozdrawiam i do następnego :3

    OdpowiedzUsuń
  15. KOCHANIE!
    Przepraszam, że wgl nie komentowałam , no ale szkoła...
    Mr, co ja widzę, bitwa na śniegu , przemoczone ciuszki i kłótnia? Podoba mi się,
    Oczy mnie nie mylą, nasza San korzysta z 6 Weidera, ja to w szkole mam i nadal z tym wytrzymać nie mogę.
    Co do rozdziału; JESS CZYŚ TY ZWARIOWAŁA? Chcesz też mieć anoreksje ? Ja już tego dopilnuję.
    Ty, ty ,ty . Na studiach mi się proszę uczyć, bo swoją siostrę magister do ciebię wyślę XD A tak wgl co nasza San studiuje? XD
    Czekam na nexta <3
    Ps Czekam na ciąże Vicky XD

    OdpowiedzUsuń
  16. jaki bardzo mądry rozdział, Nobla powinnaś za niego dostać
    fajnie, że masz coś do przekazaniu ludziom, a nie piszesz tylko o duperelach, w dzisiejszych czasach bardzo popularne jest to całe odchudzanie, czasami są taki dni, że podchodzę do grupki dziewczyn, a one o czym rozmawiają ? o ćwiczeniach, dietach itp
    z resztą osoba z mojego otoczenia również się odchudzała i takiej osobie strasznie trudno przemówić do rozumu, że to co robi jest niebezpieczne, więc wiem w czym rzecz

    ale że ponad 3 tygodnie ?! wow kobieto szacun za wytrwałość, ja się za siebie biorę po Nowym Roku, takie mam postanowienie noworoczne xD

    lecę czytać kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń