poniedziałek, 21 grudnia 2015

To już nie jest The Wanted - rozdział 151.

Wszyscy zgodnie patrzyliśmy na nich jakby z byka spadli. Oczywiście wszystkim nam zrzędły miny. Po dobrych kilkunastu sekundach ciszy Siva skrzywił się i zapytał;
- Co?
- Ja tam mogę powtórzyć, nie ma problemu
- Zamknij się Max. – przerwał brutalnie Tom – Wy jesteście normalni?! Co wam odbiło?! – podszedł do obydwu i patrzył im prosto w oczy kiedy żaden z dwójki nie był w stanie odpowiedzieć – W ogóle spoko, że raczyliście nas kiedykolwiek o tym poinformować. W końcu zespół to zespół, nie? – i przedarł się między nimi, szturchając „z bara” i poszedł do domu
- Świetnie – Kelsey zerwała się i poszła za swoim chłopakiem, rzucając jeszcze – Gratuluję.
- Ej, powiedzcie, że żartowaliście?
- Nie Nareesha – westchnął Jay – to… - spojrzał za wychodzącą Kelsey – w tym wypadku PONURA prawda.
Mulatka wzięła się za czoło, a następnie złapała Sivę i ciągnąc go za sobą bez słowa również opuścili taras. Spojrzałam na Nathana, który nadal stał jak wryty z oczami wielkości piłek tenisowych.
- Dobra stary, dawaj. Twoja kolej na zjechanie nas. – kiwnął głową i tak już widocznie zdołowany Loczek
- Właściwie… - Nath chrząknął – To ja nie wiem co mam powiedzieć. Dajcie mi czas na przyjęcie tego i poukładanie w głowie, bo jestem w szoku. – przyznał
- Potrzebujesz czasu? Na co? – prychnął George – Na wymyślenie jacy to jesteśmy niewdzięczni albo zdradliwi?
- Max nie bądź niesprawiedliwy. – zwróciłam uwagę
Nathan wziął głęboki oddech i poszedł za dom z drugiej strony. Siedziałyśmy z Lisą, milcząc.
- To chyba popite mamy…
- Daj spokój Max. – westchnął Jay
- Dajcie mi. – zgłosiła się Lisa – To za dużo jak na kilka godzin po przylocie. – zaśmiała się
- Vicky też chcesz?
- Nie, dzięki. Pójdę do Nathana. – wstałam i podążyłam śladem za swoim chłopakiem. Obeszłam dom i znalazłam bruneta siedzącego na pagórku, wpatrującego się w krajobraz. Bił się z myślami. Z daleka to rozpoznałam.
- Mogę? – spytałam cicho, wyrywając go z przemyśleń
- Jasne. Siadaj.
Zajęłam miejsce obok niego i przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Wiedziałam, że musiało to wszystko do niego dojść na spokojnie, nie chciałam naciskać, bo to nie o to chodziło.
- Vicky… - zaczął wreszcie, ale nadal spojrzeniem tkwił w krajobrazie – Co tu się dzieje? Dlaczego tak namacalnie rozpadamy się?
- Nath, ale nikt tu nie mówi o rozpadaniu się… - powiedziałam cicho – Przecież nadal jesteście zespołem.
Popatrzył mi prosto w oczy z przekonaniem. – Naprawdę w to wierzysz?
Jego ton i spojrzenie było tak przekonujące, że musiałam spuścić wzrok.
- Po prostu… staram się to jakoś wytłumaczyć.
- Victoria, ale tego się nie da wytłumaczyć. Właśnie o to chodzi! Im już nie starcza The Wanted, oni szukają czegoś więcej, innych alternatyw. A przypomnij sobie jak to wyglądało jeszcze 2 miesiące temu. W Londynie. Albo kiedy nas poznałaś.
- Fakt… The Wanted dla każdego z was było wszystkim.
- A oni teraz tak po prostu oświadczają nam o innej robocie? Wcześniej wszyscy z nas uczestniczylibyśmy od samego zalążka narodzenia się tych pomysłów w głowach. O ile w ogóle na coś takiego by wpadli… Jak oni zamierzają w ogóle połączyć jedno z drugim? – Nathan naprawdę był przejęty i zmartwiony. Miał tyle pytań, na które niestety nie znałam odpowiedzi i sama nie wiedziałam jak pomóc, co powiedzieć, bo wiedziałam, że Sykes miał rację. Kilka miesięcy temu nie było mowy o innym zajęciu niż The Wanted. Każdy za każdego dałby się w ciemno pokroić. Z daleka wyczuwalna była nierozerwalna więź i solidarność. A teraz, po przylocie do Los Angeles? Wszystko się diametralnie zmieniło.
- To już nie jest The Wanted. To pojedyncze jednostki, składające się z Jaya, Maxa, Sivy, Toma i mnie. Mam ochotę to wszystko chrzanić. – powiedział na koniec, wstając. Wyciągnął do mnie rękę i uśmiechnął się smutnie – Chodź, nie wypada tak zostawiać gościa. – pomógł mi wstać i objęci wróciliśmy do Lisy, przy której siedzieli Max z Jayem i pili wspólnie piwo.
- Po naradzie?
- Przestań Max.
- No co Nath, pytam tylko.
- Nie bądź upierdliwy i najlepiej opanuj się dziś ze złośliwościami, okey?
- Jasne. Gdybym wiedział, że po ogłoszeniu naszych sukcesów zapanuje tu stypa to zastanowiłbym się cztery raz czy wam o tym mówić.
- To było trzeba zastanowić się dziesięć razy kiedy w ogóle ten „sukces” przyszedł ci do głowy.
- Nathan wybacz, ale to jest moje życie i mam prawo robić z nim co chcę.
- Szkoda tylko, że w tym swoim życiu zapomniałeś o przyjaciołach. – Nathan nie wytrzymał zdenerwowania i szybkim krokiem poszedł do domu
Zakryłam twarz dłonią.
- Vicky – chrząknęła Lisa – Może jednak kochana napijesz się?
Zaprzeczyłam ruchem głowy i zaczęłam dreptać przy nich w to i z powrotem.
- Dobra – Jay zabrał głos – zmieniając może temat… Co powiedzieli ci w fundacji?
- Że nie dadzą mi kasy.
- I?
Spojrzałam na niego niezrozumiale.
- Coś jeszcze w sensie?
- Tak. Dziękuję, życzymy powodzenia i do widzenia.
- Przynajmniej kulturka. – wzruszył ramionami George. Zmroziłam go tylko wzrokiem, bo wolałam przemilczeć chociaż raz. Pioruny i tak wisiały w powietrzu.
- Jutro jadę do kolejnych dwóch fundacji. Mam nadzieję, że tam się uda.
- Będziemy trzymać kciuki.
- W ogóle dostałam ostatnio na dniach dość duży przelew dla Stepha.
- Od kogo?
- Nie mam pojęcia Max. Anonim.
- Ostro… - skomentował Jay
- Masz jakieś podejrzenia od kogo? – podpytała Lisa
- Nie mam pojęcia.. Właśnie! Muszę pogadać z Nathanem, wybacz Lisa, ale muszę cię zostawić w doborowym towarzystwie.
- Spoko, mną się nie przejmuj. – machnęła ręką uśmiechnięta, a ja weszłam do domu. Na korytarzu wpadłam na swojego chłopaka.
- Właśnie po ciebie szedłem.
- O widzisz, a ja szłam do ciebie.
- Zabieram cię w miasto. Jedziemy na kolację.
- Ale przecież mamy sporo jedzenia w lodówce…
- Chodź, muszę na chwilę stąd wyjść.
- A… Lisa? – skrzywiłam się
- Jak widać dobrze się bawi w towarzystwie Jaya i Maxa, więc jak przez sekundę nas nie będzie to nawet nie zauważy.
- Okey…
Pojechaliśmy z Nathanem do restauracji nieopodal. Zamówiliśmy jedzenie.
- Rozmawiałeś ze Scooterem?
- A! Tak, rozmawiałem.
- Iiii? – uniosłam brew
- To nie od niego ten przelew. – pokiwał głową
- Jak to nie od niego?! – lekko się oburzyłam
- Vicky no normalnie… To nie on.
- To kto w takim razie do jasnej
- Nie wiem. – przerwał mi szybko bylebym nie dokończyła – Nie masz nikogo więcej na liście podejrzanych? … W takim razie ja też nie mam pojęcia od kogo to. A szkoda, bo nawet nie ma komu podziękować.
- Może ta osoba właśnie nie chciała podziękowań? Przecież zapewne tak było skoro się nie podpisała.
- Dziwne – skrzywił się – Ale bardzo szlachetne trzeba przyznać.
Mój wzrok nagle skierował się w lewą stronę za szybę i od razu zwróciłam twarz z powrotem ku brunetowi.
- Nath – jęknęłam, a on momentalnie powtórzył mój ruch po czym spojrzał wzrokiem dodającym otuchy
- Nie zwracaj na nich uwagi.
- Czuję się jak małpa w zoo.
- Nie przesadzaj. – uśmiechnął się – W takim razie ja co kilka dni jestem taką małpą. Powinnaś już się przyzwyczaić do paparazzich albo do ludzi, których spontaniczna reakcja na nasz widok to wyciąganie telefonu i robienie zdjęcia.
Uniosłam brew w zniesmaczeniu.
- Naprawdę? Oni będą tam stać, patrzeć i robić zdjęcia kiedy będziemy jeść? Na co dzień się wyświniam nawet pijąc wodę, a co to będzie jak się zestresuję i będę jadła normalny posiłek?
- No jak to co? Będziemy zbierać z podłogi. – odrzekł poważnie
- Sykes…
- Dodatkowo mogą nie tylko stać, patrzeć i robić zdjęcia, ale równie dobrze podejść i zagadać.
- Mów dalej…
Udało się jednak zjeść w spokoju. Wychodząc z restauracji zechcieliśmy jeszcze skoczyć do Stephana. W szpitalu znajoma pielęgniarka pozwoliła nam wejść do sali chłopca, ale tylko na krótką chwilkę. Spał, był blady i słaby. Jak zawsze ostatnio…
- Bardzo chcę pomóc małemu.
- Wiem kochanie. Dlatego jutro idę dwóch fundacji.
- Cały czas jeszcze myślę jak możemy mu pomóc, skąd wziąć pieniądze.
- Nathan robimy co w naszej mocy. – wzięłam go pod rękę – Uda nam się. Jeszcze trochę. On jest silny i my zdążymy.
- Dzisiaj ty jesteś bardzo optymistyczna widzę.
- Ktoś musi. – puściłam oko
Postaliśmy kilka minut i musieliśmy niestety wychodzić. Wróciliśmy do domu. Szukałam Lisy, ale dostałam od niej smsa, że jest na kolacji z Jayem i, żebym na nią nie czekała, bo zapewne wróci późno. Nathan poszedł do pokoju, bo chciał porozmawiać z Mamą na Skypie, a ja nalałam sobie soku i wyszłam za dom. Siedziałam na pagórku, z którego widać było krajobraz miasta. Obserwowałam zachód słońca, popijając sok pomarańczowy i myśląc o kolejnym nowym dniu. Zastanawiałam się jak przekonać fundację do swoich racji, jak poprosić ich o pomoc i dofinansowanie do leku dla Stephana. Zaczęłam wspominać chwile spędzone z chłopcem, gdy jeszcze czuł się lepiej. Te całe dnie kiedy bawiliśmy się, żartowaliśmy, czytaliśmy. Kiedy przytulał się do mnie cały swoim wątłym ciałkiem, a ja obejmowałam go z czułością i miłością. Tak. Z miłością. Dopiero w tamtym momencie zdałam sobie sprawę jak bardzo zależało mi na nim. Pokochałam go. Aż przyłapałam się, że nawet kącik ust uniósł się ku górze. Przypomniałam sobie te orzechowe duże oczy, które wpatrywały się we mnie. Tak dawno ich nie widziałam, pod śpiącymi powiekami. Obiecałam sobie, że gdy uda nam się i Stephan wyzdrowieje, nie pozwolę, żeby cokolwiek złego mu się stało. Chciałam być przy nim. Za bardzo mi na nim zależało, żebym miała go stracić. A co by było jakbym chciała, żeby został ze mną i Nathanem? Nieee, to chyba zbyt dalekie posunięcie…
- Też zawsze tu przychodzę, gdy chcę pomyśleć. – wyrwał mnie głos Maxa, który usiadł obok mnie. Spojrzałam na niego, ale nie miałam ochoty z nim rozmawiać. – Nie oceniaj mnie.
Ściągnęłam brwi i spojrzałam na niego, nie rozumiejąc.
- Wiem co teraz o mnie myślisz. To co reszta. Że jestem egoistą i gdzieś mam interes zespołu.
Dopiero do mnie dotarło co miał na myśli. – Wybacz Max, ale naprawdę mam inne zmartwienia niż twoja osoba.
- A – dostrzegłam jego zmieszanie i zauważyłam, że zrobiło mu się głupio – Sorry, myślałem, że myślisz o tej sprawie. Cały dom o tym huczy.
- Nie było mnie tu przez resztę czasu, więc nie wiem, ale jeżeli już o tym napomknąłeś to nie dziwię się im wcale.
Przytaknął ruchem głowy. – Rozumiem.
- Są w szoku. Zaskoczyliście ich. Nawet słowem się wcześniej nie zająkneliście o swoich planach tylko podaliście informację jak wszystko zostało załatwione.
- Jesteście wszyscy wkurzeni i nawet nikt z was nie zapytał ani mnie ani Jaya o cokolwiek tylko zakręciliście się na piętach i odeszliście obrażeni.
- To się nazywa żal Max, wiesz? – spojrzałam mu w oczy, a on mi. Zrobił to w jakiś tak intrygujący sposób, że momentalnie zawróciłam głowę i patrzyłam w dal. – Zastrzeliliście wszystkich tym. Nikt się tego nie spodziewał. Gdybyście chociaż wcześniej chcieli pogadać o tych planach, a nie…
- Okey Vicky, ale to jest nasze życie i chyba nie musimy nikomu tłumaczyć się z realizacji naszych marzeń.
- Pod warunkiem, że nie zranicie tym swoich najbliższych przyjaciół. A wybacz Max, ale w tym przypadku potraktowaliście chłopaków jak obce osoby. Poza tym odłączacie się, nie widzisz tego? Każdy z was zaczyna żyć własnym życiem.
- To źle? Może w końcu czas odciąć pępowinę?
Spojrzałam na niego ponownie. – Czyli mam rozumieć, że nie zależy ci na The Wanted?
- Oczywiście, że zależy i nie rozumiem tego twojego halo, że biorąc udział w castingu odpuszczam zespół.
- Pewnie, że odpuszczasz. Na początku nie będziesz miał już tak wiele czasu na zespół, aż w końcu odetniesz się całkowicie i odejdziesz.
- Bzdury wygadujesz. – prychnął – Chcę po prostu spróbować czegoś nowego. Jestem w totalnie nowym miejscu, na innym kontynencie, więc chcę zaszaleć.
- Rozumiem, że to jest twoje marzenie i chcesz spróbować, ale zastanów się czy wyjdzie to na dobre. A przede wszystkim spróbuj pogadać z resztą.
- Nie mów mi co mam robić. Doskonale sam wiem.
- Przepraszam! – zdenerwowałam się
- Dobra zostawmy to. Co twój ukochany robi?
- Rozmawia z Mamą na skypie.
- A ty odpuściłaś kontakt z teściową? - spojrzałam na niego z miną „bitch, please”, a on roześmiał się – Już miałem wstawać, ale przypomniałem sobie, że jutro masz te rozmowy w fundacjach. Daj znać po nich jak poszło okey? Będę bardzo trzymał kciuki i nie zamartwiaj się; Stephan wyzdrowieje. W końcu co jak co, ale walczysz o niego jak lwica, więc to nie pójdzie na marne. – uśmiechnął się ciepło
- Dzięki.
- Idę, nie będę już ci przeszkadzał. Dobranoc – wstał i odszedł, a ja lekko w szoku odpowiedziałam ledwo słyszalnie. Czyżby Max miał humorki kobiety w ciąży i czasem mnie lubił poobrażać albo czasem normalnie porozmawiać? Obstawiam jeszcze zespół napięcia przedmiesiączkowego!
Wróciłam do Nathana do pokoju. Akurat zamykał laptopa.
- Masz pozdrowienia od mamy.
- O, dziękuję. Było trzeba od razu ją odpozdrowić.
- Oczywiście uczyniłem to.
- Widzę, że i humor się też poprawił.
- Trochę. Wiesz, tak sobie pogadałem z mamą i jakoś podniosła mnie na duchu.
- Super, to skarb mieć taką mamę.
- Twoja też taka jest. – usłyszałam i aż przełknęłam ślinę – Vicky… - wstał i podszedł do mnie, ciężko wzdychając – Odezwij się do nich. Przecież widzę, że z dnia na dzień coraz bardziej ci ich brakuje. – założył mi kosmyk za ucho – Nie szkoda ci czasu na kłótnie? Rodziców ma się tylko jednych.
Trochę uderzyły mnie te słowa, ale starałam się nie dać po sobie tego poznać. – Teeeee, panie Sykes, a coś się pan taki prorodzinny zrobił, hm?
- Po prostu chciałbym, żebyś pogodziła się w końcu z rodzicami, ponieważ wiem, że to jest dla ciebie najlepsze.
- Cóż za wypowiedź.
- Victoria… - przewrócił oczami - Czy ty nawet w takiej chwili musisz ironizować?
- Sorry…?
- To jak, wyciągniesz do nich rękę na zgodę czy ja mam to zrobić za ciebie?
- Haha, jak chcesz za mnie wyciągnąć rękę na zgodę?
- Nie martw się maleńka, już ja mam swoje sposoby. – puścił oko i roześmiał się – A tak w ogóle! Mamy zaproszenie do Gloucester na weekend.
- Który szybko nie nastąpi.
- Niestety. – dodaliśmy obydwoje w jednym momencie
Resztę wieczoru spędziliśmy na przeglądaniu stron z fundacjami, poczytaliśmy sporo na temat, który nas interesował, a następnie oglądaliśmy film, w czasie którego zasnęliśmy.

Następny dzień;

Obudziło mnie pukanie do drzwi pokoju.
- Proszę!
- Siemanko! – otworzył Tom – Sorry, że od samego rana ładuję się wam do pokoju, ale kurier to przywiózł. – postawił na środku pokoju paczkę
- Moja paczka! – rozradowałam się
- Co zamawiałaś?
- Niczego nie zamawiałam. Sama ją wysłałam. – wzięłam się za rozpakowywanie, a Tom lustrował mnie wzrokiem
- Dobrze się czujesz? Wysyłasz sama do siebie paczki? Takie nowe hobby?
Podparłam rękę na biodrze. – Bardzo śmieszne Tom, wiesz? Dziękuję za przyniesienie jej, ale już możesz sobie iść i nie zapomnij zamknąć drzwi za sobą.
- A może trzeba Nathana obudzić? Z przyjemnością mogę to zrobić.
- Wyjdź. Łajzo. z tego. pokoju. – głos Sykesa
- Sam jesteś łajza! – odkrzyknął po czym wypchnęłam go i zamknęłam drzwi
- Co tu się dzieje od samego rana?
- Przyszła paczka, wysłałam ją jeszcze jak byłam w Londynie. Chciałam dać prezent Stephanowi.
- Co tam masz?
- Pyszności, które uwielbia i zdjęcia nasze wspólne. Żeby o nas nigdy nie zapomniał i mógł sobie o nas przypomnieć.
- Vicky – podniósł się – bo ja tak sobie właśnie też wczoraj o tym pomyślałem i doszedłem do wniosku, że nie chciałbym stracić kontaktu ze Stephanem i, że fajnie by było gdybyśmy postarali się o – nie zdążył dokończyć, bo rozległ się dzwonek jego telefonu. Wziął go do ręki i ściągnął brwi, patrząc na wyświetlacz. Zaniepokoiłam się.
- Kto to?
- Ze szpitala… - przyłożył komórkę do ucha – Tak?... To ja, o co chodzi…? ... – długo nic nie mówił i miałam wrażenie, że zbladł – Dobrze, jedziemy natychmiast! – rzucił telefon na pościel i zerwał się z łóżka – Ubieraj się, jedziemy do szpitala!
- Ale co się stało?!
- Stan Stephana drastycznie się pogorszył.
Byłam przerażona.
5 minut później jechaliśmy do szpitala, nie zważając na przepisy. Przypięłam swój telefon do ładowania w samochodzie, ponieważ rozładował się i wyłączył.
- Robimy tak; ja cię odwożę do szpitala, a sam jadę do tych fundacji prosić o pieniądze. Zgoda?
- Zgoda. Ale Nath co będzie jak nie dostaniemy

- Dostaniemy! Będziemy mieli te pieniądze i mały wyzdrowieje rozumiesz?! Victoria, nie poddawaj się teraz, nie możesz! Mały nas potrzebuje! – wziął mnie za rękę i patrząc na drogę pocałował mnie w dłoń bardzo mocno






Hejo :)! Ta daaaaaam! Wyrobiłam się z rozdziałem jeszcze przed Świętami tak jak obiecałam, widzicie? ;) Tak spięłam poślady i wena dzisiaj mnie nie opuszczała szczęśliwie, bo dosyć szybko powstał ten rozdział, pomijając fakt, że teraz boli mnie głowa od tego wytężenia umysłu ;p
Tak, wiem. „Musiałaś skończyć w tym momencie?” TAK :D Trzeba delektować się dostatecznymi porcjami ;)
Skończyłam właśnie pakowanie prezentów. Umordowałam się niesamowicie, bowiem niektóre upominki mają kosmiczny kształt i ciężko było je schować w papierze, a nie chciałam oddać frajdy i wsadzać je w torebki, o nie nie ;> Jeszcze dzisiaj po basenie musiałam jechać do centrum i dokupić prezenty, bo nie miałam wcześniej pomysłu dla kilku osób.



Jestem od czwartku w domku i jest przecudownie <3 Niby nic wielkiego, ale sam fakt, że jestem w domu, w miejscu, gdzie czuję się maksymalnie bezpiecznie, wystarczy mi do szczęścia, nie wspominając oczywiście o rodzinie, którą kocham najmocniej na świecie :)
Od jutra poczynania porządkowe w domu i robienie jedzonka. My favourite. Żartowałam </3.
Ostatnio Wasze komentarze były podzielone odnośnie tak to ujmę „powantedowego” Nathana (tak, uwielbiam tworzyć nowe słowa). Osobiście podoba mi się obecny Nathan i wizualnie (ale to nic się chyba od czasów zespołu nie zmieniło w sumie ;p) i jako artysta. Uważam, że doskonale odnajduje się On w tych nutkach i mam wrażenie, że dopiero teraz ukazuje nam swoje prawdziwe JA, a nie zespołowy, zechciany image. Oczywiście to tylko takie moje luźne zdanie i doceniam, że każda z Was opisała mi jak się utożsamia teraz z panem Sykesem ;)
Mam jeszcze małą, babską prywatę- wiecie gdzie konkretnie mogę kupić taką kamizelkę? 


 Mam na myśli identyczną, ew.baaardzo podobną. Ta była w New Yorkerze, ale niestety miała mankament- towar brzydko pachniał :o Gdyby nie to kupiłabym ją, a tak to chyba nie muszę tłumaczyć… Będę wdzięczna za wszelkie tropy! :*

Moi Drodzy! Nadszedł ten moment, aby złożyć Wam życzenia świąteczne. Kochani! W tym roku życzę Wam przede wszystkim zdrowia, przeogromnej ilości zdrowia, aby nie szwankowało. Do tego wysyłam Wam mnóstwo motywacji abyście dążyli do postawionych sobie celów i marzeń, życzę Wam szczęścia i pogody ducha na co dzień, jak najmniej trosk i smutków, kochających Was ludzi dookoło, oddanych przyjaciół, miłości i wszystkiego czego pragniecie, a na co San nie wpadła ;) :* Wesołych Świąt Kochani! Spędźcie ten czas z najbliższymi, wyluzujcie się, nie zamartwiajcie pierdołami tylko żyjcie szczęściem.

Wasza San :)

PS zapomniałam podzielić sie z Wami moją ostatnią "przygodą" ;p w piątek miałam iść na basen na godzinę 9, ale oczywiście zaspałam, więc wybrałam się godzinę później. Szłam na basen jak to na basen- bez grama pudru na twarzy, bez milimetra tuszu na rzęsach. NIC. Czuję się bez makijażu bardzo niekomfortowo, ale stwierdziłam, że basen to basen i bez przesady. Do tego spieszyłam się, więc gdy weszłam na obiekt i zobaczyłam się w lustrze z daleka to od razu kolor mojej twarzy skojarzył mi się z prosiaczkiem. I uwaga uwaga! Podchodzę do szatni, żeby oddać kurtkę, a tam stoi kto? MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA- chłopak, który podoba mi się od dobrych  8 lat (o kurde, dopiero pierwszy raz policzyłam i jestem w szoku -.-), który mnie kojarzy, którego chciałam ostatnio tak bardzo zobaczyć, że nawet mi się śnił, a którego nie widziałam dawno i myślałam, że wyemigrował z mojego miasta! On akurat odbierał kurtkę i wychodził (Opatrzność czuwała, że zaspałam i nie pływałam razem z nim tylko godzinę później z takim wyglądem, On jak zwykle prezentował sie wzorowo).
TAK. ZOBACZYĆ MIŁOŚĆ SWOJEGO ŻYCIA, KTÓREJ SIĘ NIE WIDZIAŁO OD X LAT I WYGLĄDAĆ W TYM MOMENCIE JAK PLEBS.
Och....

7 komentarzy:

  1. Kurde, tak mi się fajnie czyta dodatek od Ciebie. Jesteś taką mega pozytywną osóbką.
    A więc ja Ci życzę zdrowia, szczęścia, sukcesów, abyś bardzo dobrze radziła sobie na studiach i zrobiła te dwa lata w rok, miłości, duuuużo weny, abyś nie kończyła z wantedowym story, wesołych Świąt i wszystkiego co najlepsze! ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DZIĘKUJĘ SHIHI PRZEOGROMNIE <3
      :* (:

      Usuń
  2. Nieeeee!Stephan musi żyć!! Tak w ogóle to się chłopakom nie dziwię, że się zdenerwowali.....
    No i oczywiście życzę Ci kochana Wesolych Świąt spędzonych z rodziną i wzzystkiego czego sobie życzysz ♡
    Do następnego Skarbie ♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Stephan, musisz żyć!!!
    Życzę Ci wesołych, pogodnych i radosnych świąt spędzonych z rodziną i przyjaciółmi. Życzę ci też byś widziała swoją miłość codziennie, dużo weny, zdrowia, pieniędzy, miłości, duużo prawdziwych przyjaciół.
    Wesołych świąt :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAHA TYŚKA DZIĘKUJĘ SERDECZNIE- ZWŁASZCZA ZA ŻYCZENIE ABYM "WIDZIAŁA SWOJĄ MIŁOŚĆ CODZIENNIE". HAHAHA CUDOWNE! ZA CAŁĄ RESZTĘ RÓWNIEŻ ŚCISKAM!
      :*

      Usuń
  4. Stephan musi żyć i może zostanie z nimi na zawsze vicy i Nathan rodzicami ^^ uwielbiam czytać o tobie jesteś super :) WESOLYCH SWIAT I SZCZESLIWEGO NOWEGO ROKU żebyś spotykała swoją miłość cały czas dużo zdrowia, szczęścia, miłości, pieniędzy i weny oczywiście żebyś cały czas dla nas pisała :*

    OdpowiedzUsuń