środa, 21 grudnia 2016

Max będzie ojcem - rozdział 157.



W pierwszej chwili myślałam, że przez zmęczenie miałam zwidy i po prostu patrzyłam na osobę, która stała przede mną. Mogło to się wydawać dość dziwne, ale musiałam przekonać się, że to nie jawa. Ściągnęłam brwi;

- Ty? Tu?

- No. Cześć.

Moja mina pozostała bez zmian. – Co ty tu robisz?

- Możemy porozmawiać? …Na osobności?

- Ale z tego co kojarzę, Tori, to my nigdy nie miałyśmy wspólnych tematów do rozmowy.

- Tym razem chyba jednak mamy.

- Chyba jednak nie. – zawróciłam się z powrotem przodem do Boba, który patrzył na mnie pytająco, ruchami warg powiedziałam: - Była Maxa. – na co tylko kiwnął delikatnie głową, rozumiejąc

Dziewczyna podeszła do mnie zniecierpliwiona. – Weź tą cholerną kawę i usiądź ze mną przy stoliku.

Popatrzyłam na nią sfrustrowana i palnęłam: - Ale ja nie mam ochoty!

- Vicky… - chrząknął Bob

Tori ostentacyjnie rzuciła torebką na bar wyraźnie podirytowana. – Słuchaj. Przychodziłam tu niemalże dzień w dzień, żeby z tobą pogadać, więc skoro już tu jesteś

- To co?

- To pogadaj ze mną.

- Robię to i już żałuję.

- 5 minut.

- Magiczne słowo?

Dziewczyna ciężko westchnęła, „przewróciła oczami”, a po dwóch sekundach ciszy wykrztusiła: - Proszę.

- Jak się chce to można… - westchnęłam, wzięłam kubek i poszłam do najbardziej oddalonego stolika w lokalu. – O co chodzi? – spytałam, gdy Tori usiadła naprzeciwko mnie

- Jestem w ciąży.

- Tak z grubej rury zaczynamy? – moje wyraźne zdziwienie – Gratuluję. Chociaż w sumie nie wiem; chwalisz się czy żalisz?

- Możesz się – mój gotujący się wzrok przerwał jej pyskowanie – Pomilcz przez chwilę. – poprawiła się – Jestem w ciąży. Z Maxem.

Jakbym dostała czymś ciężkim w głowę. Te słowa wywołały istne echo w mojej głowie. - W czym jesteś? – Tori ściągnęła brwi – Znaczy z kim? – poprawiłam się – Z Maxem? Z Georgem? Dobry żart! – jak głupia zaczęłam się śmiać – Laska, dobry żarcik kosmonaucik, ale niestety ja się nie nabiorę. Za stara jestem na tanie bajki.

- Ale ja nie żartuję. Nie wiem dlaczego to cię tak bawi, bo mi nie jest do śmiechu.

- Proszę cię. Co jak co, ale ciąża nie musi być spowodowana przez Maxa.

- On jest ojcem dziecka. – upierała się

- Jasne

- Czemu mi nie wierzysz?

- A jakie mam podstawy, żeby wierzyć, zważywszy na to jakie relacje miałyśmy kiedy jeszcze były te straszne czasy, gdy byłaś z Maxem? Już ci odpowiadam; żadne!

- Dobra słuchaj, ty mi nie musisz wierzyć. Ważne, żeby Max wierzył.

- To niby szczęśliwy tatuś jeszcze nic o tym nie wie?

- Nie mogę się z nim skontaktować; nie odbiera ode mnie, na wiadomości nie odpisuje…

- ... – moja uniesiona brew – Wiesz Tori, jestem trochę skonsternowana… Bo tak delikatnie mówiąc… CO MNIE TO WSZYSTKO OBCHODZI?

- Chciałabym, żebyś skontaktowała się z Maxem w mojej sprawie.

Wybuchłam śmiechem. – Słucham?

- Tak, też nie myślałam, że kiedykolwiek dojdzie do tego, że będę w takiej sytuacji prosić cię o taką rzecz, ale jednak…

- Nie ma mowy.

- Dlaczego?

- Dlatego, że nie wierzę ani w tą twoją ciążę, ani w to, że ojcem jest Max, ani nie mam zamiaru włazić w tą sytuację! – wstałam od stolika – Jeśli tylko po to chciałaś się ze mną złapać to uważam spotkanie za bezsensowne i zakończone.

- Myślałam, że zrozumiesz mnie jako dziewczyna i w takiej sytuacji nie będzie dla ciebie problemem skontaktowanie się jedynie z Maxem. – usłyszałam za sobą. Po chwili odwróciłam się, by coś jej jeszcze odpowiedzieć, ale zdążyła wyjść szybciej niż myślałam. Odprowadziłam ją wzrokiem już za szybą. Zawróciłam się na pięcie i chciałam iść do siebie na górę, do łóżka, ale jeszcze Bob mnie zatrzymał:

- Vicky, ona coś chyba zostawiła na stoliku.

Odwróciłam się i podeszłam. Tak. Zdjęcia USG. Wzięłam je i schowałam do tylnej kieszeni spodni.

- Wszystko ok?

- Chyba nie, Bob.

- Mogę wiedzieć co się stało?

- Max będzie ojcem. – rzuciłam hasłem od niechcenia, minęłam go i bez większych emocji skierowałam się do łóżka. Gdy tylko przyjęłam pozycję poziomą od razu zasnęłam.


Następny dzień, ranek:

Obudziłam się przed budzikiem. Byłam wyspana i bosko wypoczęta. Z uśmiechem na twarzy poszłam pod prysznic po czym ubrałam się i delikatnie pomalowałam.






Zeszłam na dół w świetnym nastroju.

- Cześć! – krzyknęłam głośno, wiedząc, że mogłam sobie na to pozwolić jeszcze przed otwarciem kawiarni

- No cześć księżniczko – z kuchni wyszedł Bob – Wypoczęłaś, wyspałaś się?

- Woho i to jak dzidziuś! Spałam chyba 15 godzin!

- Bardzo tego potrzebowałaś. Co zjesz na śniadanie? Bo rozumiem, że zjesz tu, bo masz jeszcze dużo czasu…

- Tak, zjem dziś na spokojnie. Mam ochotę na coś pysznego. – uśmiechnęłam się i zajęłam swoje ulubione miejsce za barem, skąd zawsze przyglądałam się pracy Boba

- Dobrze, zrobię coś co lubisz. – zaczął wyciągać różne produkty z lodówki – A powiedz mi Vicky, oczywiście o ile możesz, o co chodzi z Maxem? Jaka ciąża?

Uśmiech mi zniknął. – Jaka ciąża? – powtórzyłam za nim

- Wczoraj po rozmowie z tą dziewczyną coś mi takiego powiedziałaś.

Szukałam szybko w myślach, jak to wszystko było, gdy już prawie byłam wczoraj nieprzytomna. Mam! Przypomniało mi się!

- O kurde, właśnie! Bob, dobrze, że mi przypomniałeś, ja muszę zadzwonić!! – zerwałam się

- Siedź. – ostudził mój zapał momentalnie – Do kogo ty chcesz dzwonić? Co ty chcesz zrobić?

- No muszę strategię działania przygotować.

- Z kim? Chcesz zadzwonić do Maxa i sama mu o tym powiedzieć?

- Oszalałeś Bob?! – przewróciłam teatralnie oczami – Muszę do Toma zadzwonić!

- Toma?

- Tak, Toma! – Bob zdębiał – Prędzej już bym obstawiał Natha. Właśnie, co u niego? Jak się miewa?

- Żyje, nie doprowadziłam go jeszcze do zawału, ma się dobrze. – rzuciłam na jednym wdechu i po sekundzie byłam już na górze i oczekiwałam na połączenie z Tomem.

- Taaaaaaaaak? – zachrypłe i nieśmiałe, a jednak gardłowe Tomowe;)

- Tom Słońce! – wrzasnęłam- Bombę mam!

- Vicky…?

- Tak, to ja! Cała rozemocjonowana ja! Słuchaj!

- Vicky, jest środek nocy do cholery. Naprawdę spośród 24 godzin musisz wybierać akurat te nocne?

- Tak! Weź wyjdź do łazienki, bo to jest incognito info póki co!

- Chyba sobie jaja robisz

- Hoho, uważaj na słowa – zaśmiałam się – No już już, jazda do łazienki.

- Ja cię słońce kiedyś

- Nono już nie obiecuj.

- Dobra, jestem w łazience tylko daj mi sekundę, opłuczę twarz zimną wodą, żeby się obudzić…

- Nie musisz. Mam takiego newsa, że od razu się zerwiesz.

- No. Nie mogę się doczekać. – ledwie zrozumiałam jego zaspany ton

- Wiesz kto był wczoraj u mnie?

- Hm?

- Tori!

- Serio? – trochę się przebudził – A czego ona do ciebie przylazła?

- Max podobno na nią wylewa cały czas i prosi abym ja skontaktowała się z Maxem.

- W celu?

- Aby się do niej odezwał. Chyba. – sama zwątpiłam – W sumie to ja nie wiem czy mam mu powiedzieć, żeby się z nią skontaktował czy co ja mam zrobić….

- Ale Vicky ja nic nie kumam. – ziewnął na bezczelnego do słuchawki

- Bo ona jest w ciąży! – zapiszczałam

- COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO?!!!!!!!!!!!!!!!!! – dopiero wtedy usłyszałam obudzonego Toma – COOOOOOOOOOOOOOOOOO?!!!!!!!!!!!!!! – powtórzył, a potem posypało się wiele niecenzuralnych słów

- To tak z euforii, że zostaniesz wujkiem?

- Victoria ogarnij! O żesz – i tu kolejna dawka „rzucania mięsem”

- Dobra Tom, dość. Zacznij myśleć. Tylko inaczej. Tą drugą, mądrzejszą półkulą.

- Czym? Żartowałem hehe

- Ale ciebie kawały się trzymają nadal. Do rzeczy.

- Słońce ja nie wierzę, żeby to była prawda.

- Ja to samo. Znaczy inaczej. Zostawiła mi zdjęcia USG. Zatem rozwiązania mogą być trzy; opcja numer jeden: ona nie jest w ciąży i to nie są jej zdjęcia tylko jakiejś innej ciężarnej, opcja numer dwa: to są jej zdjęcia i jest w ciąży, ale nie z Maxem, opcja numer trzy: to są jej zdjęcia, jest w ciąży

- I z Maxem – Tom dokończył ze mną – Czyli on jeszcze nie wie o tym alarmie jakby co?

- Nie. Póki co to zadzwoniłam tylko do ciebie.

- Do młodego gniewnego nie dzwoniłaś jeszcze?

- Nie, Nathan na razie też nie wie.

- Dobra. – chwila ciszy – Chciałem zaproponować jakieś rozwiązanie, ale nawet nie wiem co zaproponować. Chyba setkę do popicia.

- Poczekajmy do narodzin hehe

- Vicky!

- No dobra…

- Ale ty wiesz, że Max się wścieknie i w ogóle, że trochę mu to dużo spraw skomplikuje.

- Nie „dużo spraw” skomplikuje tylko ŻYCIE MU SKOMPLIKUJE.

- Bony Słońce, ta twoja bezpośredniość czasem mnie ostro przeraża…

- Ale taka prawda jakby nie patrzeć, Tom.

- Tym bardziej, że on już chyba zdążył się zaaklimatyzować w swojej nowej singlowej roli społecznej i nie żeby jakoś tam narzekał… PRAWDA?! PRAWDA VICTORIO?!

- Znowu zaczynasz? Miałam wrażenie, że chyba wyjaśniliśmy już sobie tą dziwną sytuację kiedy niby to na czymś mnie przyłapałeś z Maxem.

- Nie nie nie, nic nie zaczynam, nie wiem o czym mówisz… Nie wierzę! – zaczął się śmiać – Max ojcem hahahahahahahahahah

- Ty, weź się tak nie nakręcaj, co? Musimy najpierw zweryfikować wszystkie dane, a nie... Oczywiście póki co to

- Wiem. Morda na łańcuch.

- Lepiej bym tego nie ujęła.

- Ok, to dowiaduj się wszystkiego i dawaj znać.

- Co?! Ja mam się wszystkiego dowiadywać?! Myślałam, że mi pomożesz!

- Drogie Słońce jak mam tobie pomóc z LA?

- Nie wiem! – pisnęłam – Wymyśl coś!







Dobry wieczór Kochani! Jestem ponownie po skandalicznych trzech miesiącach milczenia :(
Bardzo Was przepraszam, że nie było mnie tu tak rekordowo strasznie długo, ale trochę miałam życia na głowie. Jednym słowem często, a prawie codziennie był dramat stąd tak fatalnie zawaliłam bloga.

Ale! W końcu podjęłam jedną z trudniejszych decyzji życiowych na obecny moment, ale z której to jestem mega szczęśliwa, mimo, że ciężko było do niej dojść a tym bardziej wykonać ku temu kroki. 
Czuję się wolna, zadowolona, a niedługo będę spełniona :) 

Rozdział mega krótki jak na moje pisanie, ale szczerze mówiąc zależało mi, żeby zgłosić się do Was z nowym rozdziałem przed Świętami- taki mały prezent ode mnie dla Was, co byście mogli na chwilę oderwać się od świątecznego zamieszania :)

A póki co niestety nie dałabym rady napisać ciągu dalszego, ponieważ otwarta pusta waliza już na mnie krzyczy, bo muszę się spakować, ponieważ jutro rano jadę do domu <3

Oczywiście jako kobieta nie mam pojęcia co zabrać ze sobą z ubrań i muszę opanować swoje zapędy ilościowe - czyli ma być mało, a wystarczająco </3

Żegnam się z Wami, bo jestem mega zmęczona po całym miłym dniu, przyjmijcie ode mnie gorące uściski i buziaki świąteczne. Jak co roku życzę Wam z serca wszystkiego pięknego, najcudowniejszego czego tylko sobie wymarzycie. Spędźcie z Najbliższymi Święta. Rozkoszujcie się miłością, którą będziecie obdarowywani i którą Wy będziecie obdarzać.

Buziakuję i do następnego :*!

PS jesteście ciekawi poczynań szalonego duetu w konspiracji (Wiki i Toma) ;)?
 


 

5 komentarzy:

  1. OMG! Nowy rozdział ♡♡ no nie mogę Max ojcem?! Robi się coraz bardziej ciekawie!! ♡♡ już nie mogę się doczekać następnego rozdziału ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteśmy ciekawi owszem :D po tytule bałam się ze jednak coś się działo o Vicky jest w ciąży z Maxem :o

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dokladnie czekam i czekam na nowy rozdział od paru minut xD bo akurat skończyłam czytać wszystkie rozdziały plis San napisz cos 😢

      Usuń
  4. Kiedy powrocik zaczyna juz mi brakowac bloga ? :/

    OdpowiedzUsuń