środa, 24 kwietnia 2013

Pogratuluj sobie - rozdział 32.

- Tom ty paplo ! – warknęłam wkurzona przez zęby – Co ty odwaliłeś ? Po co te kółko różańcowe zwołałeś ?! –
- To nie jest żadne kółko różańcowe słońce ! – poważnie zaprotestował Parker
Wzięłam się za czoło, wzdychając.
- Chcemy cię przeprosić Victoria. – odezwał się Max
- Zachowaliśmy się jak dupki. – przyznał Siva
- Nie gniewaj się na nas … - powiedział Jay prosząco
- Victoria daj to sobie wszystko przetłumaczyć. – dodał Nathan
- Ok, super ! – zdenerwowałam się – Przeprosiliście i po sprawie ! –

Zaczęłam iść pomiędzy ich stolikami do schodów.
- A z tobą – wytknęłam palcem na Toma – to ja rozliczę się innym razem. –

Kierowałam się na schody. Byłam wściekła ! Po pierwsze ; Parker i jego `dyskrecja`, a po drugie jeśli myśleli, że przyszli i powiedzieli „przepraszam” i nawrócę się, i wszystko będzie pięknie i ładnie jak dawniej to mylili się i to grubo !
- Vicky … - usłyszałam za sobą smutny pomruk

Nie odwróciłam się do nich. Chciałam jak najszybciej być u siebie, wtulić się do swojej poduszki i po prostu rozpłakać się. Gul podchodził mi pod gardło i wiedziałam, że lada moment polecą mi łzy. Postawiłam już nogę na pierwszy stopień, gdy usłyszałam za sobą ciche śpiewanie Maxa ;
„She aims a smile with the safety off
And she's not afraid to use it. “
Zmarszczyłam brwi i odwróciłam się, a on kontynuował;
“She holds my gaze just long enough
For me to feel like I'm gonna lose it “
Nie mogłam ogarnąć co się dzieje kiedy inicjatywę przejął Tom ;
„ And I know that she knows
That I know what she's doing to me
And she knows when she calls
I'll fall for her every time. “
Uniosłam ze zdziwienia brwi kiedy w piątkę połączyli swoje głosy i zaśpiewali ;
„Cos I'm wrapped I'm wrapped around
Her perfect little finger
And I'm trapped inside the cell
Of every sound she makes
She is my weakness”
Poleciała mi po policzku pierwsza łza.
„She is my weakness” – kontynuowali pięknymi, czystymi głosami.
Spojrzałam na Jaya, który zaczął ;
„A look from her is like oxygen
How would I keep breathing
Without her
She breaks a whole as she looks away
Now my heart ain't beating
Without her.”
“And I know” – przeniosłam wzrok na Nathana, który obdarował mnie ciepłym spojrzeniem;
„that she knows
That I know what she's doing to me
And she knows when she goes
I'll come for her every time.” – podkreślił mocno 2 ostatnie wersy.

Nie bez znaczenia wybrał zwrotkę z takimi słowami, uświadamiając mnie. Po policzku spłynęła kolejna łza, otworzyłam usta, by coś powiedzieć, gdy wyprzedził mnie Max ;
„Cos I'm wrapped I'm wrapped around
Her perfect little finger
And I'm trapped inside the cell
Of every sound she makes
She is my weakness
She is my weakness.”

Kolejne łzy poleciały bez krępacji J.
Zamiast Jaya tym razem zaśpiewał Nathan, który wstał od stolika i powoli zaczął podchodzić do mnie, nie spuszczając ze mnie wzroku ;
„I know it might sound crazy
But I don't wanna let go (oh oh)- zawtórowali mu pozostali
Now I don't mind spending every night
if you don't let go (oh oh)- kolejny chórek
I know it might sound crazy
But I don't wanna let go (oh oh)- I jeszcze jeden
Now I don't mind spending every night
if you don't let go (oh oh).”
Sykes już stał naprzeciwko mnie, patrząc mi w oczy, gdy za nim Max skończył cicho ;
„She’s weakness”.

Nastała chwila ciszy i wszyscy patrzyli na mnie, na moją reakcję. Otarłam jeszcze świeżą, spływającą łzę z policzka.
- To było nie fair. Wiecie, że uwielbiam kiedy śpiewacie. – uśmiechnęłam się blado, patrząc na siedzącą czwórkę
Uśmiechnęli się.
- Chcemy cię jeszcze raz przeprosić z całego serca i prosimy, żebyś nie wyjeżdżała. – powiedział Max
- Żałujemy, że zabawiliśmy się twoim kosztem. – dopowiedział Jay
- To było szczeniackie i nie ma dla nas wytłumaczenia ani taryfy ulgowej. –
- No, Siva ma rację. – odezwał się Tom – Po prostu Victoria poukładaj to sobie na spokojnie w główce, przemyśl i daj nam jeszcze jedną szansę. –

Nagle stanęli we czterech i kierowali się do drzwi.
- Idziecie już ? – zdziwiłam się
- Zostawiamy was samych. – Max wskazał na stojącego obok mnie Nathana
- Musicie zapewne porozmawiać. – dodał Jay – Bez świadków –
- Musicie się pogodzić i nie będziemy wam w tym przeszkadzać. – uśmiechnął się Parker po czym wyszli ze „Sweet Dreams”
- Victoria, nie bądź bez serca. – usłyszałam zza lady Boba
- Wiedziałeś o tym wszystkim tak ? I dlatego wysłałeś mnie po te durne mleko ?! – wyjechałam do właściciela cukierni

Sykes obok mnie cicho się zaśmiał, a Bob popatrzył do góry i zrobił minę aniołka. Zlodowaciłam go tylko wzrokiem i ciężko westchnęłam.
- Victoria – odezwał się Nathan
Odpuściłam sobie w tym momencie Boba i spojrzałam w szmaragdowe tęczówki.
- Porozmawiajmy na spokojnie. Bez krzyków i awantur. –
- Wiesz, sorry, że ci nie zaproponuję kawki ani ciastka, ale muszę iść się pakować na górę. – ironia w moim głosie
- A więc to prawda ? Wyjeżdżasz ? –
- Tak. Jutro – odpowiedziałam bez emocji

Nastała chwila ciszy podczas, której patrzyliśmy sobie z Sykesem w oczy. Nie potrafię ocenić co wtedy czułam do momentu, gdy usłyszałam z jego ust ;
- Jesteś tchórzem. –
Wybałuszyłam oczy z szoku.
- Słucham ?! –
- Tchórzysz. – powtórzył pewnie – Boisz się, że uda mi się odbudować to co zniszczyłem i, że do mnie wrócisz, bo sama nie chcesz się przyznać i bronisz się, żeby stwierdzić, że nadal mnie kochasz. –

Cholera jasna ! Czytał mi w myślach czy miałam to wypisane na czole ?! Nie potrafiłam niczego sensownego odpowiedzieć. Zagiął mnie. I to tak ostro, że w tym momencie nie przychodziła mi do głowy żadna odzywka. Spuściłam tylko głowę.
- Zatem mam rację. – uśmiechnął się triumfalnie
- Pogratuluj sobie. – mruknęłam, patrząc na niego spod byka
- Victoria co mam jeszcze zrobić, żebyś mi wybaczyła ?! –podniósł głos – Tyle razy już cię przepraszałem ! –

Bob chrząknął. Dopiero teraz zobaczyłam, że Lucy przełożyła karteczkę „Sweet Dreams” w drzwiach z „zamknięte” na „otwarte” i do lokalu weszło dwóch klientów. Aha – zamknęli cukiernię na czas The Wanted czego nawet nie zauważyłam, wchodząc z przemyśleniami do pomieszczenia. Cwane bestie.
- Pójdźcie na górę porozmawiać. – zwróciła uwagę Lucy, która przechodziła obok nas po czym dołączyła do Boba za ladą
- Chodź. – powiedziałam szorstko do Nathana

Zabraliśmy się, więc na górę. Chłopak zamknął za nami drzwi.
- Więc co mi powiesz ? – ustał naprzeciwko mnie
- A co byś chciał usłyszeć ? –
- Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie. –
Spojrzałam zrezygnowana na lewo.
- No powiedz, słucham. Co mam jeszcze zrobić ? – szukał mojego wzroku
- Nathan tu nie chodzi teraz o licytowanie się i zabawę w przepraszanie. -
- Tylko o co ? –
Spojrzałam na niego proszącym wzrokiem.
- Naprawdę nie rozumiesz całej tej sytuacji czy tylko udajesz ? Nie rozumiesz dlaczego cię unikam i nie chcę z tobą rozmawiać ? –

Patrzył mi tylko w oczy. Ok, kawa na ławę i szczerość.
- Zraniłeś mnie. I to w momencie kiedy byłam najszczęśliwsza w całym swoim życiu. Kiedy poddałam się i zaufałam tobie bezgranicznie. Kiedy uwierzyłam, że znalazłam kogoś z kim mogę być szczęśliwa, kto daje sens każdemu nowemu dniu, czyja obecność sprawia, że zwykłe siedzenie obok siebie na starej kanapie jest czymś wyjątkowym i kiedy naprawdę doświadczyłam motyli w brzuchu. – mówiłam mu prosto w oczy, a serce ściskało od pięknych, ale w tym momencie jakże bolesnych wspomnień – Okazało się to jednak zbyt piękne, żeby było prawdziwe i wspaniała bańka pękła bowiem dowiedziałam się, że ten cały czas był ustalony. Tylko do tej pory nie wiem na jaką wagę mnie wystawiłeś … Może w końcu się dowiem ? – uniosłam brew, trzymając fason niedotkniętej niczym zimnej kobiety
- Victoria przecież ja potem też się zaangażowałem ! –
- „Potem” ?! – powtórzyłam, obdarowując go lodowatym spojrzeniem
Chłopak westchnął i przetarł oczy dłonią.
- I gdyby nie ten zakład, nie umówiłbyś się ze mną nigdy, tak ? – zadałam w końcu na głos pytanie, które tak bardzo mnie dręczyło
Cisza.
- Odpowiedz ! – warknęłam
- Nie wiem … - szepnął Nathan, wbijając wzrok w podłogę

Do oczu napłynęły łzy, a w sercu ukłuło. Spuściłam głowę i odwróciłam się do niego plecami, żeby nie pokazywać mu jak bardzo to przeżywałam. Zauważył to jednak, bo od razu odezwał się.
- Nie wiem co by było, ale wiem, że zakochałem się w tobie. – mówił za mną – Jesteś wyjątkowa, stanowcza, troskliwa, zabawna … Właśnie taka jaką potrzebuję. Jaką pokochałem. – dodał ciszej

Rozpłakałam się. Miałam mętlik w głowie. Odwróciłam się do niego, ignorując już te swoje łzy.
- A co jeśli teraz kłamiesz ? – mówiłam, patrząc mu w oczy – Nie potrafię tobie zaufać, rozumiesz ? –
- Przysięgam, że mówię prawdę. Victoria proszę cię, nie płacz. – wycierał mi łzy swoimi dłońmi
- Będzie lepiej jak już sobie pójdziesz. – odsunęłam się od niego
- Nie wyjeżdżaj, proszę cię. – patrzył mi głęboko w oczy, miał smutny wzrok
- Muszę Nathan. – szepnęłam – Muszę wyjechać i sobie to wszystko poukładać w głowie, bo tutaj oszaleję. –
- Kiedy wracasz ? –
- Za 2 tygodnie wstępnie –
- Wstępnie ? – ściągnął brwi
Wzięłam głęboki oddech.
- Jeśli po dwóch tygodniach nie dam rady … Stwierdzę, że … - jąkałam się – … że muszę zostać w Polsce … wtedy zostanę. –
- A ja już się nie liczę ? –
- Mogłeś pomyśleć o tym wcześniej, zanim zacząłeś ten cyrk. – już nie płakałam, już ponownie byłam stanowcza
- Rozumiem. – pokiwał głową, błądząc wzrokiem – Victoria – ujął moją twarz delikatnie w swoich dłoniach i patrzył odważnie w oczy – To co się stało … Naprawdę żałuję tego każdego dnia. Więcej tego nie powtórzę. – powiedział i złożył na moich ustach pocałunek, któremu nie miałam sił się przeciwstawiać, któremu nawet nie chciałam

Po kilku sekundach oderwał się ode mnie, odsunął i powiedział ;
- Kocham cię. Mam nadzieję, że dojdzie to w końcu do ciebie. – chwilę jeszcze na mnie popatrzył i wyszedł z pokoju

Zostałam sama i bezsilnie opadłam na łóżko. Chciałam zasnąć i zbudzić się za 5 lat, gdy moje życie powinno być już ustabilizowane i bezproblemowe. Jednak wiadomo, że nie mogłam liczyć na coś podobnego ^^ . Nie zdążyłam nawet posiedzieć 5 minut, gdy Lucy z dołu zawołała mnie na obiad. Zeszłam do nich bez słowa i dosiadłam przy nich w kuchni.
- Tylko nie dużo – przypomniałam dla Boba, który nakładał mi obiad i muszę przyznać, że nałożył naprawdę niewielką porcję

Chwilę później zaczęłam dziubać i rozwalać jedzenie po całym talerzu, podpierając się drugą ręką i myśląc o Nathanie.
- Nie smakuje ci ? – spytała Lucy
- Co ? – spojrzałam na nią
- Pytałam czy ci nie smakuje. –
- Nie no, skąd. Pyszne jest. – uśmiechnęłam się lekko i na potwierdzenie wzięłam do ust porcję
- O której masz jutro wylot ? – spytał Bob
- O 12 –
- Wiesz, że będziemy tęsknić, nie ? –
- Ja za wami też. Tylko proszę, pozwólcie mi jechać na lotnisko samej ! Nie lubię oficjalnych pożegnań. –
- Jasne, wyściskamy cię tutaj. –

Kontynuowaliśmy jedzenie obiadu, wspominając moje zawitanie do Londynu i wszystkie śmieszne perypetie. W końcu po dwóch godzinach wróciłam do siebie, gdzie zalogowałam się na Skypie. Nikogo nie było dostępnego. A szkoda, bo chciałam jeszcze wyżalić się i poradzić kogoś z Polski. Napisałam tylko do mamy wiadomość; „Jutro wracam do Polski. Możesz się cieszyć. Kocham Cię.” po czym wyłączyłam komputer, spakowałam się z ciężkim sercem i poszłam spać.
Nazajutrz obudził mnie brzdęk budzika o g.9. Dzień wyjazdu. Niechętnie wstałam z łóżka i wybrałam się do łazienki by przebrać się i pomalować.


Zeszłam na dół z walizką i wymieniłam z Lucy i Bobem smutne spojrzenie. W kuchni zjadłam śniadanie, które z trudem połykałam, a następnie spojrzałam na zegar i stwierdziłam, że muszę już się zbierać. Podeszłam do właścicieli „Sweet Dreams” i przytuliłam najpierw kobietę;
- Trzymaj się Victoria, nie daj złym myślom i dzwoń jak już coś postanowisz. –
- Jasne – uśmiechnęłam się
Teraz kolej na Boba. Wtuliłam się do niego, a on mówił mi do ucha;
- Jesteś mądra i silna Vicky. Poradzisz sobie. Wierzę w to. –
Odsunęłam się od niego.
- Zobaczymy … Dziękuję wam za wszystko. Jesteście najcudowniejszymi ludźmi na świecie. Będę dzwonić. – stwierdziłam, że muszę kończyć, bo czułam, że się rozpłaczę – Pa – powiedziałam tylko
- Do szybkiego zobaczenia – odpowiedzieli

Czym prędzej wyszłam ze „Sweet Dreams” byle się nie rozkleić. Wzięłam taxówkę i pojechałam na lotnisko. Tam odnalazłam swój przedział i już dawałam bagaż do prześwietlenia, gdy usłyszałam za sobą;
- Victoria ! –
Odwróciłam się natychmiastowo za znajomym głosem.
- Nathan ?! Co ty tu robisz ? – byłam zdziwiona obecnością chłopaka – W ogóle skąd wiedziałeś o której mam samolot ? – lustrowałam go wzrokiem – No tak … Bob – sama sobie odpowiedziałam – Po co tu przyjechałeś ? –
- Chciałem cię zobaczyć jeszcze raz przed odlotem i powiedzieć, że –
- Już wszystko przecież mi powiedziałeś Nathan. – przypomniałam mu z lekkim uśmiechem – Wszystko wiem. … Niby po co jeszcze za mną chodzisz ? –
Chłopak spojrzał mi w oczy.
- Bo trzeba podążać za swoimi marzeniami. –
Ugięły się pode mną nogi po tym zdaniu.
- Obiecaj mi, że wrócisz Victoria. –
- Nie mogę. – pokręciłam głową

Przez mikrofon zaczęła gadać facetka o tym, że uczestnicy mojego lotu muszą już się stawić.
- Nathan idź już. – szepnęłam, patrząc na niego – Za chwilę będzie jeszcze trudniej. –
Patrzył na mnie z nieokreślonym bólem w oczach.
- Nie przekonam cię, żebyś została ? –
Spuściłam tylko głowę i pokręciłam nią przecząco.
- W takim razie proszę. – wyciągnął do mnie dłoń z małą, ozdobną torebką, a ja popatrzyłam na niego pytająco – Proszę weź. Tylko zobacz dopiero w samolocie. –

Wyciągnęłam dłoń i odebrałam prezent.
- Dziękuję. – powiedziałam drżącym głosem
- Mam nadzieję, że cię nie stracę. –
Musiałam wziąć oddech, bo wszystko we mnie skakało i myślałam, ze z emocji zaraz zemdleje.
- Cześć Nathan … –
- Pa Vicky … – ostatni raz spojrzeliśmy sobie w oczy

Na szmaragdowe tęczówki naszedł cień i przezroczysta fala. Widziałam, że chłopakowi też nie było łatwo i przeżywał równie mocno co ja. Mimo tego wiedziałam, że muszę wyjechać, żeby się uspokoić, przemyśleć wszystko i być może spróbować wybaczyć Sykesowi. Oderwałam od niego wzrok, wzięłam bagaż i poszłam do samolotu …




Hej hej :) A kurde ... Nie potrafię obiektywnie ocenić tego rozdziału :/ . Czytałam go parę razy i nie wiem ... Za to wiem, że pisząc go naprawdę momentami drżałam i łzy zaczynały mi się gromadzić w patrzadłach :)
btw nadążacie ? :D
Zmykam, bo mam ambicje napisania dziś pracy maturalnej ustnej na polak, której jeszcze nawet nie tknęłam ;D - woooohhhooo życie na krawędzi xD.
Jutro gram ostatni swój mecz w liceum, ale będzie ryk ... ^^

Ściskam Was moje drogie :* !!!

wtorek, 23 kwietnia 2013

Nie bierz mnie na litość - rozdział 31.

Bob patrzył na mnie jakby zobaczył ducha.

- Wyjeżdżam stąd. – powtórzyłam pewnie
- Victoria, ja wiem, że emocje na ciebie działają i to bardzo mocno, ale nie ulegaj im. – odezwał się mężczyzna
- Nie mogę tu tak po prostu siedzieć z założonymi rękami ! – uniosłam się
- Ok, jasne. Zrobisz jak zechcesz. – podniósł ręce w obronnym geście – Tylko mam 2 pytania: przemyślałaś to dokładnie ? –

Następne proszę -,- .
- Tak – mruknęłam tylko
- Myślisz, że w Polsce uciekniesz od tego ? –
- Bob jak ty mnie lubisz zadręczać ! – ściągnęłam brwi
- Wcale cię nie chcę zadręczać. – poprawił mnie – Tylko staram ci się uświadomić, że uciekając nie pomożesz sobie. Może na chwilę, ale tylko pozornie. –
- Jutro kupię bilet. –
- Chcesz … - chrząknął – Chcesz wyjechać na stałe ? – popatrzył mi w oczy
- Nie wiem. Bob, proszę cię, nie odpowiem ci dziś rozsądnie na żadne pytanie. –
- Widzisz ?! I dlatego nie powinnaś wyjeżdżać ! – wytknął mi ręką – Nie myślisz racjonalnie ! –
- Jutro spytam Oliviera na ile maksymalnie mogę wziąć urlop i czas pokaże co ze mną będzie. -
- Czyli już postanowiłaś ? –
- Mhm –
- Ok. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że na mnie i Lucy zawsze możesz liczyć. –
- Tak Bob, wiem. Dziękuję. – uśmiechnęłam się i go przytuliłam
- A co to za publiczne okazywanie uczuć ? – zaśmiała się za nami właścicielka „Sweet Dreams”
- W pewien sposób żegnam się już z Victorią. – odsunął się ode mnie Bob
- Jak to się żegnasz z nią ? –
- Mała chce nam uciec i wraca do Polski. –
- Vicky … - błagalny wzrok kobiety – Ale dlaczego ? – podeszła do mnie z grymasem na twarzy
- Muszę się stąd wyrwać i uspokoić. Taka pewnego rodzaju rehabilitacja.–
- Rehabilitacja od –
- Tak, właśnie. – nie dałam jej skończyć
- … A kiedy wrócisz ? –
- Nie wiem. Jutro spytam Oliviera jak stoję z urlopem i czy w ogóle takowy dostanę. –
- A jeśli nie dostaniesz ? – spytała Lucy cicho

Chwila ciszy.
- I tak wyjadę. Tylko wtedy nie będę już miała po co wracać. –
- No ej ! – oburzył się Bob
- No oczywiście będę was odwiedzała od czasu do czasu. – poprawiłam się, śmiejąc

Za przezroczystymi drzwiami wejściowymi zobaczyłam znajomy mi samochód.
- O kurde … - powiedziałam cicho, patrząc na ulicę
Małżeństwo podążyło za mną wzrokiem.
- To Nathan ? – spytała kobieta
- Tak – przełknęłam ślinę – Nie ma mnie jak coś. – pisnęłam i wystrzeliłam jak z procy na górę
- Ale Victoria ! – usłyszałam za sobą tylko wzburzonych właścicieli lokalu

Zdążyłam wbiec na ostatni schodek, gdy usłyszałam na dole dźwięk dzwonka. Yes – to Sykes wszedł. Postanowiłam podsłuchać ich i stałam na górze schodów schowana.
- Dzień dobry – zaczął Nathan – Ja do Victorii –
- Dzień dobry. Victorii nie ma. – odezwał się Bob

Uffff posłuchał się mnie. Postawię mu piwo :).
- Wiem, że jest. – odpowiedział chłopak
- Nie ma. Wyszła przed chwilą. – dołączyła się Lisa
Tej też kupię piwo, niech będzie :p.
- Można wiedzieć gdzie ? – nie ustępował brunet
- Nie wiem. Nie mówiła nam gdzie wychodzi. –

Chwila ciszy.
- Możecie to jej przekazać ? – spytał Sykes
- Dobrze, jak wróci to przekażemy. –

Ale, że co ? Moja ciekawość była już wyczerpywana.
- Proszę jej jeszcze powiedzieć, że … - Nathan zawiesił ton - … w sumie, ona wszystko wie … Do widzenia –
- Do widzenia – odpowiedzieli mu Bob i Lucy

Dzwonek w lokalu się rozszedł. Zagrożenie minęło. Powoli zaczęłam schodzić na dół z miną jak na ścięcie.

- Niefajnie się zachowałaś. – mruknął Bob
- A on fajnie się zachował ? – warknęłam od razu
- Victoria … -
- Zostawił dla ciebie jakąś kartkę. – Lucy wyciągnęła do mnie dłoń z papierem
- Nie chcę jej. Możesz ją wyrzucić. –

Zawróciłam się na pięcie i wróciłam na górę.
Zaczynałam już mieć siebie dość. I to serdecznie dość ! Byłam w takim nastroju, że chętnie dałabym sobie samej kopniaka w cztery litery. Huśtawki nastrojów były nie do wytrzymania. Raz dół, płacz i szlochanie, a zaraz wściekłość, złość i chęć przyłożenia w coś. A kto tak mnie załatwił ? Sykes ! Kto mnie do tego doprowadził ? SYKES ! Coraz bardziej byłam przekonana, że wyjazd to dobry sposób na oderwanie się stamtąd i zapomnienie o nim.

Przyszykowałam się do spania i zasnęłam choć z wielkim trudem.
Rano zbudziłam się tuż przed budzikiem. Jak zwykle poszłam przyszykować się do wyjścia do pracy. W łazience malując się, myślałam o tym, że trzeba przeprowadzić rozmowę z Olivierem odnośnie mojego wyjazdu. Byłam ciekawa czy dostanę jakiś urlop czy będę musiała pożegnać się pracą na której tak bardzo mi zależało i, którą uwielbiałam. Doszłam do wniosku, że są w życiu sprawy ważne i ważniejsze, a najważniejsze było teraz dla mnie jako takie pozbieranie się do jednego kawałka i ustabilizowania swojego życia bez zbędnej osoby, której imienia ani nazwiska nie muszę wymieniać. Umalowałam się, jeszcze tylko związałam włosy w gładki kucyk i na dole chwyciłam w przelocie bułkę po czym wyszłam do metra.



Weszłam do „EandJ” i od razu skierowałam się do swojego pokoju po dokumenty, które miałam zanieść dla szefa. Wzięłam co należało i poszłam do gabinetu Towna. Zapukałam, a słysząc ciepłe „proszę” weszłam do środka.
- Dzień dobry – przywitałam się
- Dzień dobry. A pani jak zwykle przygotowana na codzienne oddawanie raportów. – uśmiechnął się – Naprawdę jestem bardzo zadowolony z pani pracy. –

No to zaraz zmienisz zdanie gościu -,- .
- Dziękuję … - powiedziałam cicho i podałam papiery Olivierowi

Chwila ciszy. Town - spojrzał mi w oczy radośnie.
- Słucham pani Victorio – odłożył pracę na bok – O co chodzi ? –

Głęboki oddech. Nie wiedziałam jak zacząć.
- Chodzi o to, że … potrzebuję wolnego. –
- Ile dni ? 2, 3 ? –
- Więcej … - to już niemalże wyszeptałam, bojąc się jego reakcji ( zboczenie po tyranie Johnie ) – Muszę wyjechać na jakiś okres. –
- Czy to ma związek z tym czymś przez co wczoraj była pani taka nieobecna ? –

Pokiwałam nieśmiało głową potakująco.
- Rozumiem. – westchnął Olivier – W prawdzie nie pracuje u nas pani zbyt długo – omg zaczęło się, bye praco, miło było … - ale zaraz zobaczymy co da się zrobić. – Olivier uśmiechnął się i wziął do ręki swój wyczesany kalendarz

Troszkę mi ulżyło, nie zaprzeczę.
- A więc, co my tu mamy … - zaczął główkować mężczyzna – Mogę pani zaoferować 2 tygodnie urlopu. To maksymalnie. – dodał i spojrzał na mnie

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. 2 tygodnie ? 14 dni – trochę tego jest. Biorę to *_* !!!
- W porządku –
- Pasuje pani ? –
- Tak, jest ok. –
- Dobrze, a od kiedy ? –
- Byłby problem jeśli poprosiłabym od jutra ? – badawczy wzrok
Olivier spojrzał jeszcze w swoje notatki, do kalendarza po czym oświadczył ;
- Może pani spokojnie wziąć. –
Chciało mi się piszczeć z zadowolenia, ale oczywiście opanowałam się.
- W takim razie dziękuję bardzo. –
- Proszę. –

Już chciałam wychodzić, gdy jeszcze usłyszałam za sobą.
- Pani Victorio –
Odwróciłam się.
- Mam nadzieję, że ten urlop przywróci pani znowu uśmiech na twarzy i, że wszystko się u pani ułoży. –
- Też mam taką nadzieję. – blady uśmiech
Że zapomnę o nim …

Zamknęłam za sobą drzwi i wróciłam do swojego pokoju. Wypełniałam kolejne dokumenty i rzuciłam się w wir pracy, gdy po jakichś dwóch godzinach ktoś zapukał do moich drzwi.
- Proszę – powiedziałam nie odrywając się od papierów
Drzwi się otworzyły i usłyszałam nieśmiałe;
- Hej –

Podniosłam wzrok. W drzwiach stał Tom. Zdziwiłam się i to nieźle, ale przypomniałam sobie tezę, że jestem twardą kobietą i, że nic mnie nie złamie, dlatego zlodowaciłam go tylko spojrzeniem.

- Możemy porozmawiać ? – spytał nieśmiało, trzymając nadal drzwi
Zastanawiałam się co odpowiedzieć. Tak czy nie ?

- Myślę, że tylko tracisz tu swój czas. – odezwałam się w końcu i wróciłam do pisania notatek
Mimo to usłyszałam jak drzwi się zamknęły, a chłopak podszedł do mojego biurka.
- Victoria, poświęć mi chwilę. –
- Nathan cię przysłał tak ?! – odsunęłam się od blatu – To możesz mu przekazać, żeby –
- Młody nic o tym nie wie ! – przerwał mi – Sam jestem. –

Patrzyłam na niego z uniesioną brwią.
- Możesz mi wierzyć. –
Spojrzałam z ironią.
- Serio ??? Raczej na twoim miejscu użyłabym teraz innego wyrazu. –
- Dobra, wiem, że narozrabiałem. – przeszedł do sedna – Znaczy narozrabialiśmy. Wszyscy. W piątkę. Ale chcę cię przeprosić za to. – stał naprzeciwko mnie – Na początku, gdy cię wszyscy poznaliśmy to nie wiem … no, ale coś nam odbiło. Miałaś to znaczy masz niezły charakterek i Nathan zaczął świrować, że mógłby cię poskromić i tak dalej i dlatego –
- Przestań. – powiedziałam, czując, że w serce ponownie wbija mi się sztylet
- Ale naprawdę po kilku spotkaniach Nathan wycofał się. A potem my wszyscy poznaliśmy ciebie bliżej i okazało się, że młody miał rację, gdy mówił, że jesteś wyjątkowa. Przecież rozmawiałaś z nami, poznaliśmy się, chciałaś nam pomagać nie raz. – przypominał mi – Nie chcieliśmy niczego potem wyjaśniać, bo stwierdziliśmy, że już za późno, ale ja oczywiście musiałem namieszać i po pijaku walnąć jakieś pierdoły ! – chwila ciszy – Victoria powiedz coś … - chłopak spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem – Ja cię przepraszam. I to bardzo … -
- Tom – odezwałam się cicho – Wiesz, że traktowałam cię jak brata. Że uwielbiałam z tobą rozmawiać, śmiać się … Że ufałam tobie i naprawdę cię szanowałam. –
- Wiem, bo ja w stosunku do ciebie zachowywałem się tak samo. Przecież pamiętam jak się mną opiekowałaś, gdy wtedy u nas na popijawie się toczyłem. -
- No właśnie widać, że niekoniecznie mnie traktowałeś w porządku, bo zataiłeś przede mną taką głupią, a zarazem ważną sprawę … - patrzyłam w jego orzechowe oczy – Naprawdę byłam pewna, że mogliśmy sobie ufać Tom. – mój ton był coraz smutniejszy
- Ale przecież ci mówiłem, że –
- Mogłeś powiedzieć mi o tym na samym początku kiedy byłam zaledwie na dwóch spotkaniach z Nathanem. Ale nie. Ty wolałeś trzymać to w tajemnicy i udawać jak reszta. Każdy z was chował to skrzętnie. Nic tylko pogratulować. – musiałam spuścić wzrok, bo było mi coraz ciężej
- Wiem. Nie mam teraz nic na swoje usprawiedliwienie, ale proszę cię tylko, żebyś nie przekreślała naszej znajomości. Naprawdę byłaś i jesteś słońcem. –

Spojrzałam na niego, a jego usta wygięły się w delikatny uśmiech.
- Nie bierz mnie na litość. – zaznaczyłam
- Na coś muszę, żebyś mi odpuściła. – wzruszył ramionami, ale za chwilę spoważniał – Naprawdę przepraszam cię z całego serca Victoria. Pozwól mi naprawić nasze relacje i odbudować zaufanie. –

Wzięłam głęboki oddech. Nie wiedziałam co miałam robić. W głowie miałam mętlik. Ale serce zwyciężało. Wstałam zatem bez słowa, obeszłam biurko ( Tom obserwował mnie uważnie, myśląc, że go chyba wyrzucę za drzwi ) po czym przytuliłam Parkera.
- Nie schrzań tylko tego. – powiedziałam wtulona do niego
- Dziękuję. – chłopak rozpromienił się

Odsunęliśmy się od siebie.
- Nathanowi naprawdę zależy na tobie. –

No tak – męska solidarność ^^.
- To bardzo szlachetnie z twojej strony, że bronisz przyjaciela, ale z nim to inna sytuacja i to nie to samo co z tobą Tom. –
- To co teraz będzie ? –
- Nie wiem Tom. –
- Jak to nie wiesz ?? –
- Normalnie ! –
- … -
- Wracam do Polski. –
- COOO ???!!! – postawił oczy jak 5 zł – DO POLSKI ??!! Ale jak to ?! Po co ?! –
- No tak, jeszcze pytaj dlaczego. – przewróciłam oczami – Zorganizować zlot fanów The Wanted zapewne.  – zironizowałam
- Ale jak to ? Wsiadasz w samolot i siup ? –
- Tak, wsiadam w samolot i siup. –
- I już cię nie będzie ? –
- No nie będzie. –
- Tak po prostu ? –
- Tom !! – moja cierpliwość dobiegła końca
- No przepraszam, ale jestem w szoku ! - pisnął – I to przez nas ? – spytał po chwili

Spojrzałam mu tylko w oczy, milcząc.
- Ale Vicky słońce, nie rób tego. Nie wyjeżdżaj ! My cię przepraszamy. Ja, Siva, Łysy, Jay i Nathan. –
- No tak, to rzeczywiście miłe. – ironizowałam
- Victoria … - przeciągnął
- Postanowione już i koniec. – wróciłam za biurko – Przepraszam cię Tom, ale mam jeszcze sporo pracy, a do jutra muszę to ogarnąć. –
- Czyli wyjeżdżasz jutro ? – wywnioskował
- Tak – odpowiedziałam cicho
- Dobra, to nie będę ci przeszkadzał … A kiedy wracasz ? –
- Wstępnie za 2 tygodnie, ale nie wykluczam, że zostanę tam na stałe. –

Parker uniósł tylko brwi do góry.
- … na razie – odezwałam się
- … cześć – powiedział niezbyt entuzjastycznie i wyszedł z mojego pokoju

Musiałam głęboko odetchnąć, żeby wziąć się dalej do pracy. Zrobiło mi się jego trochę szkoda. Sama nie wiedziałam dlaczego. Postanowiłam jednak tego nie rozkminiać – najważniejsze, że wyjaśniliśmy sobie wszystko i, że mogę wyjechać bez wyrzutów sumienia, że nie pogodziłam się z Tomem, który do mnie przyszedł.
O g.15 jak zwykle skończyłam pracę i wróciłam do domu, gdzie przebrałam się w wygodniejsze rzeczy.


Zeszłam na dół i uświadomiłam Boba i Lucy o moim wylocie nazajutrz. Nie muszę chyba dodawać, że byli niepocieszeni i starali się mnie odwieść od tego pomysłu co jednak im się nie udało. Jakoś po g.17 Bob zawołał do mnie;
- Vicky, skarbie pójdziesz po mleko do sklepu ? Zabraknie nam do kolacji. –
- Już idę. – mruknęłam, wzięłam kasę i wyszłam z cukierni do pobliskiego supermarketu

Wracając podziwiałam i starałam się zapamiętać wszystkie ulice i widoki, które mijałam aby mieć co wspominać w Polsce. Nie zaprzeczę – było mi smutno. To nie tak miało wszystko wyglądać ! Ale życie bywa zaskakujące i tyle.
Pogrążona w myślach weszłam do „Sweet Dreams” i szczęka mi opadła bowiem przy każdym ze stolików, pojedynczo, siedział każdy członek The Wanted. Przejechałam po wszystkich wzrokiem ( spotkałam się nawet spojrzeniem z Nathanem ), poszukując jedynego winowajcy tej sytuacji. Natknął mi się na samym końcu i od razu wypaliłam ;

- PARKER TY ZDRAJCO !! –
Tom wyszczerzył się;
- No chyba nie myślałaś słońce, że nic z tym fantem nie zrobię. –

 


Eloszka ;D ! Ommm geniusze Wy moje :* ! Szalone stop ! Proszę mi się tak nie rozpędzać i jeszcze nie wsadzać do brzucha Wiki Victorionathanów i wymyślać dla nich imion xd ! Przyjdzie czas na odpowiedni sezon i wtedy zrobimy dzieci ;] .
A tymczasem proszę zadowolić się tym o to dzisiejszym towarem i nie zawieść w komentarzach, bo po ostatnich Waszych opiniach tak się rozczuliłam i miałam znowu takiego banana na twarzy, że nie miałam pytań ;).

Anonimko – Ty od dezodorantów xd – padłam ze śmiechu :D. Druga Anonimko - ja ciągle pamiętam o WantedMonday i obiecuję, że mam plan wykorzystania tego, być może już w następnym albo kolejnym rozdziale :).
Uwielbiam Was wszystkie i obiecuję, że na piątkowej imprezie z okazji zakończenia roku szkolnego wypiję za Was zdrowie ;D !

Kissy od Waszej San :* !
PS Nathan mi się dzisiaj śnił ! Po raz drugi w życiu ;p. Siedziałam obok niego w samochodzie, który prowadził i jechaliśmy na jakąś imprezę wieczorem. Matko jaki on był przystojny *_* !!! Miał na sobie garniak i włoski postawione <3, a gdy odrywał wzrok z drogi i mówił coś do mnie z uśmiechem to naprawdę motyle w brzuchu latały. A rozmawialiśmy o … O tym, że chciał, żeby nasi rodzice w końcu spotkali się skoro od tak długiego czasu jesteśmy razem xd. Hahahahah zwała xD No nic, od pobudki do teraz chodzę jak najarana ;D.