Hej hooooooooooo!!!
Przeczytałam Wasze komentarze ostatnie i gdy tylko znalazłam chwilę aby wejść na bloga (mimo, że upłynęło tyyyyyyyyle czasuu) odzywam się do Was!!!!!!!
Nawet nie miałam pojęcia Skarby, że jeszcze tu zaglądacie. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina! Wiem, że zawiniłam, dałam ciała i co nie tylko od pół roku, wiem!
Nie sądzę, żebym jakimkolwiek argumentem Was przekonała, że moja nieobecność była uzasadniona także nawet nie będę nic w ten deseń pisać. Mogę jedynie przeprosić i prosić abyście mi wybaczyli ;*
Słuchajcie! Sytuacja póki co wygląda tak, że mam naprawdę kombo w życiu. Jestem w rozjazdach, jedną nogą w stolicy, drugą w miejscu, do którego zaczynam się sprowadzać. Do tego uczelnia (sesjo, witam!), szukanie pracy, pisanie pracy magisterskiej i całe codzienne życie. Nie wymiksuję się od rozdziałów, nie- bo wiem, że jednak jesteście i nie będę miała serca tego tak po prostu zostawić. Uwierzcie, że po przeczytaniu tych kilku komentarzy momentalnie w głowie zaczęłam wymyślać rozdział, ale póki co nie jestem w stanie fizycznie przysiąść i go spisać. Proszę jeszcze o cierpliwość (jakkolwiek to bezczelnie brzmi po pół roku ciszy z mojej strony), ale rozdział pojawi się na 100%. Po prostu część spraw muszę załatwić do końca, wyprostować i będzie w porządku :)
Tym czasem uciekam dalej do nauki/ pisania pracy- nie wiem za co mam się chwycić, a może pakowanie kartonów??! Ponieważ jutro po zajęciach jadę z częścią rzeczy do nowego domu, więc w ciągu tej 6-godzinnej podróży zdążę pouczyć się na poniedziałkowy egzamin, a w piątek będę świętować swoje kolejne, tym razem 23 urodziny :)! Kto dałby łapkę, że tyle mam lat, przyznawać się ;>?
Mam nadzieję, że u Was mniej wariacji, że prowadzicie bezstresowe o tyle o ile możliwe spokojne życie :) Dajcie znać co u Was! Odezwijcie się do mnie! Pokażcie znak, że jesteście!
Trzymajcie się, wpadajcie tu do mnie czasem i widzimy się na rozdziale? Kto jest "za" :)?
Buziakuję bardzo!!!!! ;*
Wasza zabiegana lekko nieogarniająca San
<3
środa, 7 czerwca 2017
środa, 21 grudnia 2016
Max będzie ojcem - rozdział 157.
W pierwszej chwili myślałam, że przez
zmęczenie miałam zwidy i po prostu patrzyłam na osobę, która stała przede mną.
Mogło to się wydawać dość dziwne, ale musiałam przekonać się, że to nie jawa.
Ściągnęłam brwi;
- Ty? Tu?
- No. Cześć.
Moja mina pozostała bez zmian. – Co ty tu
robisz?
- Możemy porozmawiać? …Na osobności?
- Ale z tego co kojarzę, Tori, to my
nigdy nie miałyśmy wspólnych tematów do rozmowy.
- Tym razem chyba jednak mamy.
- Chyba jednak nie. – zawróciłam się z
powrotem przodem do Boba, który patrzył na mnie pytająco, ruchami warg
powiedziałam: - Była Maxa. – na co tylko kiwnął delikatnie głową, rozumiejąc
Dziewczyna podeszła do mnie
zniecierpliwiona. – Weź tą cholerną kawę i usiądź ze mną przy stoliku.
Popatrzyłam na nią sfrustrowana i
palnęłam: - Ale ja nie mam ochoty!
- Vicky… - chrząknął Bob
Tori ostentacyjnie rzuciła torebką na bar
wyraźnie podirytowana. – Słuchaj. Przychodziłam tu niemalże dzień w dzień, żeby
z tobą pogadać, więc skoro już tu jesteś
- To co?
- To pogadaj ze mną.
- Robię to i już żałuję.
- 5 minut.
- Magiczne słowo?
Dziewczyna ciężko westchnęła,
„przewróciła oczami”, a po dwóch sekundach ciszy wykrztusiła: - Proszę.
- Jak się chce to można… - westchnęłam,
wzięłam kubek i poszłam do najbardziej oddalonego stolika w lokalu. – O co
chodzi? – spytałam, gdy Tori usiadła naprzeciwko mnie
- Jestem w ciąży.
- Tak z grubej rury zaczynamy? – moje wyraźne
zdziwienie – Gratuluję. Chociaż w sumie nie wiem; chwalisz się czy żalisz?
- Możesz się – mój gotujący się wzrok
przerwał jej pyskowanie – Pomilcz przez chwilę. – poprawiła się – Jestem w
ciąży. Z Maxem.
Jakbym dostała czymś ciężkim w głowę. Te
słowa wywołały istne echo w mojej głowie. - W czym jesteś? – Tori ściągnęła
brwi – Znaczy z kim? – poprawiłam się – Z Maxem? Z Georgem? Dobry żart! – jak
głupia zaczęłam się śmiać – Laska, dobry żarcik kosmonaucik, ale niestety ja
się nie nabiorę. Za stara jestem na tanie bajki.
- Ale ja nie żartuję. Nie wiem dlaczego
to cię tak bawi, bo mi nie jest do śmiechu.
- Proszę cię. Co jak co, ale ciąża nie
musi być spowodowana przez Maxa.
- On jest ojcem dziecka. – upierała się
- Jasne
- Czemu mi nie wierzysz?
- A jakie mam podstawy, żeby wierzyć,
zważywszy na to jakie relacje miałyśmy kiedy jeszcze były te straszne czasy,
gdy byłaś z Maxem? Już ci odpowiadam; żadne!
- Dobra słuchaj, ty mi nie musisz
wierzyć. Ważne, żeby Max wierzył.
- To niby szczęśliwy tatuś jeszcze nic o
tym nie wie?
- Nie mogę się z nim skontaktować; nie
odbiera ode mnie, na wiadomości nie odpisuje…
- ... – moja uniesiona brew – Wiesz Tori,
jestem trochę skonsternowana… Bo tak delikatnie mówiąc… CO MNIE TO WSZYSTKO
OBCHODZI?
- Chciałabym, żebyś skontaktowała się z
Maxem w mojej sprawie.
Wybuchłam śmiechem. – Słucham?
- Tak, też nie myślałam, że kiedykolwiek
dojdzie do tego, że będę w takiej sytuacji prosić cię o taką rzecz, ale jednak…
- Nie ma mowy.
- Dlaczego?
- Dlatego, że nie wierzę ani w tą twoją
ciążę, ani w to, że ojcem jest Max, ani nie mam zamiaru włazić w tą sytuację! –
wstałam od stolika – Jeśli tylko po to chciałaś się ze mną złapać to uważam
spotkanie za bezsensowne i zakończone.
- Myślałam, że zrozumiesz mnie jako
dziewczyna i w takiej sytuacji nie będzie dla ciebie problemem skontaktowanie
się jedynie z Maxem. – usłyszałam za sobą. Po chwili odwróciłam się, by coś jej
jeszcze odpowiedzieć, ale zdążyła wyjść szybciej niż myślałam. Odprowadziłam ją
wzrokiem już za szybą. Zawróciłam się na pięcie i chciałam iść do siebie na
górę, do łóżka, ale jeszcze Bob mnie zatrzymał:
- Vicky, ona coś chyba zostawiła na
stoliku.
Odwróciłam się i podeszłam. Tak. Zdjęcia USG.
Wzięłam je i schowałam do tylnej kieszeni spodni.
- Wszystko ok?
- Chyba nie, Bob.
- Mogę wiedzieć co się stało?
- Max będzie ojcem. – rzuciłam hasłem od
niechcenia, minęłam go i bez większych emocji skierowałam się do łóżka. Gdy
tylko przyjęłam pozycję poziomą od razu zasnęłam.
Następny dzień, ranek:
Zeszłam na dół w świetnym nastroju.
- Cześć! – krzyknęłam głośno, wiedząc, że
mogłam sobie na to pozwolić jeszcze przed otwarciem kawiarni
- No cześć księżniczko – z kuchni wyszedł
Bob – Wypoczęłaś, wyspałaś się?
- Woho i to jak dzidziuś! Spałam chyba 15
godzin!
- Bardzo tego potrzebowałaś. Co zjesz na
śniadanie? Bo rozumiem, że zjesz tu, bo masz jeszcze dużo czasu…
- Tak, zjem dziś na spokojnie. Mam ochotę
na coś pysznego. – uśmiechnęłam się i zajęłam swoje ulubione miejsce za barem,
skąd zawsze przyglądałam się pracy Boba
- Dobrze, zrobię coś co lubisz. – zaczął wyciągać
różne produkty z lodówki – A powiedz mi Vicky, oczywiście o ile możesz, o co
chodzi z Maxem? Jaka ciąża?
Uśmiech mi zniknął. – Jaka ciąża? –
powtórzyłam za nim
- Wczoraj po rozmowie z tą dziewczyną coś
mi takiego powiedziałaś.
Szukałam szybko w myślach, jak to
wszystko było, gdy już prawie byłam wczoraj nieprzytomna. Mam! Przypomniało mi
się!
- O kurde, właśnie! Bob, dobrze, że mi
przypomniałeś, ja muszę zadzwonić!! – zerwałam się
- Siedź. – ostudził mój zapał momentalnie
– Do kogo ty chcesz dzwonić? Co ty chcesz zrobić?
- No muszę strategię działania
przygotować.
- Z kim? Chcesz zadzwonić do Maxa i sama
mu o tym powiedzieć?
- Oszalałeś Bob?! – przewróciłam
teatralnie oczami – Muszę do Toma zadzwonić!
- Toma?
- Tak, Toma! – Bob zdębiał – Prędzej już
bym obstawiał Natha. Właśnie, co u niego? Jak się miewa?
- Żyje, nie doprowadziłam go jeszcze do
zawału, ma się dobrze. – rzuciłam na jednym wdechu i po sekundzie byłam już na
górze i oczekiwałam na połączenie z Tomem.
- Taaaaaaaaak? – zachrypłe i nieśmiałe, a
jednak gardłowe Tomowe;)
- Tom Słońce! – wrzasnęłam- Bombę mam!
- Vicky…?
- Tak, to ja! Cała rozemocjonowana ja!
Słuchaj!
- Vicky, jest środek nocy do cholery.
Naprawdę spośród 24 godzin musisz wybierać akurat te nocne?
- Tak! Weź wyjdź do łazienki, bo to jest
incognito info póki co!
- Chyba sobie jaja robisz
- Hoho, uważaj na słowa – zaśmiałam się –
No już już, jazda do łazienki.
- Ja cię słońce kiedyś
- Nono już nie obiecuj.
- Dobra, jestem w łazience tylko daj mi sekundę,
opłuczę twarz zimną wodą, żeby się obudzić…
- Nie musisz. Mam takiego newsa, że od
razu się zerwiesz.
- No. Nie mogę się doczekać. – ledwie zrozumiałam
jego zaspany ton
- Wiesz kto był wczoraj u mnie?
- Hm?
- Tori!
- Serio? – trochę się przebudził – A czego
ona do ciebie przylazła?
- Max podobno na nią wylewa cały czas i
prosi abym ja skontaktowała się z Maxem.
- W celu?
- Aby się do niej odezwał. Chyba. – sama zwątpiłam
– W sumie to ja nie wiem czy mam mu powiedzieć, żeby się z nią skontaktował czy
co ja mam zrobić….
- Ale Vicky ja nic nie kumam. – ziewnął na
bezczelnego do słuchawki
- Bo ona jest w ciąży! – zapiszczałam
-
COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO?!!!!!!!!!!!!!!!!! – dopiero wtedy usłyszałam
obudzonego Toma – COOOOOOOOOOOOOOOOOO?!!!!!!!!!!!!!! – powtórzył, a potem
posypało się wiele niecenzuralnych słów
- To tak z euforii, że zostaniesz wujkiem?
- Victoria ogarnij! O żesz – i tu kolejna
dawka „rzucania mięsem”
- Dobra Tom, dość. Zacznij myśleć. Tylko
inaczej. Tą drugą, mądrzejszą półkulą.
- Czym? Żartowałem hehe
- Ale ciebie kawały się trzymają nadal.
Do rzeczy.
- Słońce ja nie wierzę, żeby to była
prawda.
- Ja to samo. Znaczy inaczej. Zostawiła
mi zdjęcia USG. Zatem rozwiązania mogą być trzy; opcja numer jeden: ona nie
jest w ciąży i to nie są jej zdjęcia tylko jakiejś innej ciężarnej, opcja numer
dwa: to są jej zdjęcia i jest w ciąży, ale nie z Maxem, opcja numer trzy: to są
jej zdjęcia, jest w ciąży
- I z Maxem – Tom dokończył ze mną –
Czyli on jeszcze nie wie o tym alarmie jakby co?
- Nie. Póki co to zadzwoniłam tylko do
ciebie.
- Do młodego gniewnego nie dzwoniłaś
jeszcze?
- Nie, Nathan na razie też nie wie.
- Dobra. – chwila ciszy – Chciałem zaproponować
jakieś rozwiązanie, ale nawet nie wiem co zaproponować. Chyba setkę do popicia.
- Poczekajmy do narodzin hehe
- Vicky!
- No dobra…
- Ale ty wiesz, że Max się wścieknie i w
ogóle, że trochę mu to dużo spraw skomplikuje.
- Nie „dużo spraw” skomplikuje tylko
ŻYCIE MU SKOMPLIKUJE.
- Bony Słońce, ta twoja bezpośredniość
czasem mnie ostro przeraża…
- Ale taka prawda jakby nie patrzeć, Tom.
- Tym bardziej, że on już chyba zdążył
się zaaklimatyzować w swojej nowej singlowej roli społecznej i nie żeby jakoś
tam narzekał… PRAWDA?! PRAWDA VICTORIO?!
- Znowu zaczynasz? Miałam wrażenie, że
chyba wyjaśniliśmy już sobie tą dziwną sytuację kiedy niby to na czymś mnie
przyłapałeś z Maxem.
- Nie nie nie, nic nie zaczynam, nie wiem
o czym mówisz… Nie wierzę! – zaczął się śmiać – Max ojcem hahahahahahahahahah
- Ty, weź się tak nie nakręcaj, co?
Musimy najpierw zweryfikować wszystkie dane, a nie... Oczywiście póki co to
- Wiem. Morda na łańcuch.
- Lepiej bym tego nie ujęła.
- Ok, to dowiaduj się wszystkiego i dawaj
znać.
- Co?! Ja mam się wszystkiego
dowiadywać?! Myślałam, że mi pomożesz!
- Drogie Słońce jak mam tobie pomóc z LA?
- Nie wiem! – pisnęłam – Wymyśl coś!
Dobry wieczór Kochani! Jestem ponownie po skandalicznych trzech miesiącach milczenia :(
Bardzo Was przepraszam, że nie było mnie tu tak rekordowo strasznie długo, ale trochę miałam życia na głowie. Jednym słowem często, a prawie codziennie był dramat stąd tak fatalnie zawaliłam bloga.
Ale! W końcu podjęłam jedną z trudniejszych decyzji życiowych na obecny moment, ale z której to jestem mega szczęśliwa, mimo, że ciężko było do niej dojść a tym bardziej wykonać ku temu kroki.
Czuję się wolna, zadowolona, a niedługo będę spełniona :)
Rozdział mega krótki jak na moje pisanie, ale szczerze mówiąc zależało mi, żeby zgłosić się do Was z nowym rozdziałem przed Świętami- taki mały prezent ode mnie dla Was, co byście mogli na chwilę oderwać się od świątecznego zamieszania :)
A póki co niestety nie dałabym rady napisać ciągu dalszego, ponieważ otwarta pusta waliza już na mnie krzyczy, bo muszę się spakować, ponieważ jutro rano jadę do domu <3
Oczywiście jako kobieta nie mam pojęcia co zabrać ze sobą z ubrań i muszę opanować swoje zapędy ilościowe - czyli ma być mało, a wystarczająco </3
Żegnam się z Wami, bo jestem mega zmęczona po całym miłym dniu, przyjmijcie ode mnie gorące uściski i buziaki świąteczne. Jak co roku życzę Wam z serca wszystkiego pięknego, najcudowniejszego czego tylko sobie wymarzycie. Spędźcie z Najbliższymi Święta. Rozkoszujcie się miłością, którą będziecie obdarowywani i którą Wy będziecie obdarzać.
Buziakuję i do następnego :*!
PS jesteście ciekawi poczynań szalonego duetu w konspiracji (Wiki i Toma) ;)?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
