czwartek, 8 września 2016

Wyjaśnienie + Wasza decyzja

Dobry wieczór Kochani!

Nawet nie wiem od czego zacząć... Po głowie przeleciał pomysł, żeby nagrać Wam wyjaśnienie, bo mam tyle do powiedzenia, ale stwierdziłam jednak, że zostanę przy tradycyjnym sposobie przekazywania Wam moich myśli i postaram się wszystko napisać...

Przeprosiny zostawię na samym końcu... Póki co muszę Wam Kochani wyjaśnić dlaczego mnie tu nie było oraz dlaczego Was tak zostawiłam bez słowa i tak nagle.

To będzie dla mnie trudne i na pewno uronię nie jedną łzę, ale postaram się być dzielna.

Moi Drodzy,

ostatni post został przeze mnie zamieszczony 18 czerwca. Jak wiecie byłam wtedy w domu i przygotowywałam się do egzaminu, bo byłam w trakcie sesji. Miał to być pobyt w domku tylko taki weekendowy, za 2 dni przecież miałam wracać, żeby zdać egzamin i cieszyć się powodzeniem w sesji, wakacjami, wolnością, słońcem itd.  
Napisałam do Was wtedy ostatni post kilka minut przed północą. Nie zdawałam nawet sobie sprawy, że za niecałe 22 godziny zabraknie Osoby, którą bardzo kochałam. Następnego dnia wieczorem odszedł Ktoś bardzo mi bliski. Ona przegrała straszną i wyniszczającą chorobę. Pisząc to nawet nie wiem jakich słów użyć, bo do tej pory się z tym nie pogodziłam. To był (i nadal jest) straszny cios dla mnie i całej mojej rodziny. Nie mogę w to uwierzyć, że już Jej nie ma i bardzo za Nią tęsknię. Brakuje mi Jej. 

Nie pisałam do Was wcześniej, bo nie byłam gotowa. Nie byłam w stanie zasiąść do nowego rozdziału "tak po prostu". Musiałam przecierpieć to wszystko w ciszy i spróbować zrozumieć, poukładać... Jeszcze wiem, że się nie da, ale chyba dojrzałam na tyle, żeby wrócić i zacząć pisać.

Przepraszam, ale nie będę więcej rozpisywać się na ten temat mimo, że minęło 2,5 miesiąca, ale to nadal boli. 

Dopiero przedwczoraj zdałam ostatni egzamin, bo oczywiście nie byłam w stanie zdać sesji w terminie i wróciłam do Warszawy dopiero w lipcu. Staram się żyć "normalnie"- wiem, że Ona by tego chciała. Myślę, że zdałam wczorajszy egzamin, od prawie dwóch miesięcy pracuję, bo dostałam etat w Warszawie i wiem, że Ona byłaby ze mnie dumna. Żałuję tylko, że już nigdy tego od Niej nie usłyszę...

Na bloga zajrzałam dopiero przed chwilą. Od tamtego czasu nie byłam tu ani razu, ale zobaczywszy, że jesteście tu nadal, że dajecie o sobie znać, że czekacie, że tęsknicie... Serce ponownie się otworzyło. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo... Jestem pod wielkim wrażeniem, że pomimo mojej nieobecności i "porzucenia" tego miejsca, zaskarbiłam Wasze zainteresowanie i jesteście do tej pory. Nie potrafię przekazać Wam jak bardzo mnie uszczęśliwiliście. 

Odnośnie nowych rozdziałów. Jestem gotowa na kontynuację Wantedowych. Jeśli Wy również to obiecuję, że w przeciągu tygodnia pojawi się next.

Na koniec bardzo chcę Was przeprosić. Powinnam dać Wam znać o wiele wcześniej co jest powodem mojej nieobecności albo odezwać się w jakikolwiek inny sposób. Bardzo bardzo bardzo Was przepraszam. Dziękuję Najwytrwalszym. Bardzo Was szanuję i doceniam. Bardzo. I dziękuję za tą iskierkę, która pojawiła się teraz. Dzięki Wam.

Wasza San

sobota, 18 czerwca 2016

Małe info

Hej Kochani! Piszę z telefonu (po raz pierwszy),wiec jeśli wygladowo będzie coś nie tak to wybaczcie,poprawie jak zasiade do laptusia ;)
Moja nieobecność spowodowana jest tym razem sesja,trochę się nazbierało egzaminów z dwóch lat ale póki co wszystko zdane i w środę ostatni najgorszy USTNY. Dlatego tez proszę jeszcze o cierpliwość bo naprawdę nie mam kiedy przysiąść i napisać nexta,mimo że już od miesiąca mam go ułożonego w głowie. W następnym tygodniu postaram się Wam wynagrodzić te oczekiwanie i cierpliwość nieziemska do mnie i wstawię swiezutki rozdzialik :)
Co u mnie więcej? Pod górę... Ale uczę się z wszystkiego wyciągać wnioski i tłumaczyć sobie ze NIC NIE DZIEJE SIE BEZ PRZYCZYNY.
Chyba w jakimś stopniu zamrozilam się emocjonalnie żeby nie popaść w smutek.
Kończę, bo notatki czekają,a wypita kawa chyba przestaje działać (o nie! ;(()
Buziakuje bardzo!;*

środa, 11 maja 2016

Kto chce loda? - rozdział 155.

Kulisy telewizji;

- Naprawdę nie macie większej tej sukienki? – szamotałam się z kusym ubraniem – Chociaż o pół rozmiaru?
- Dobrze w tym wyglądasz, nie marudź. – zgasiła mnie fryzjerka, która czesała Kelsey
- Wyglądać może i wyglądam, ale oddychać nie mogę! O! – wypatrzyłam parę kroków dalej swojego chłopaka – Naaaaaath! – zawołałam i zrobiłam minę do płaczu
- Co jest? – brunet rozłożył ramiona i przytulił mnie
- No popatrz w co mnie wcisnęli!
- Bardzo ładnie wyglądasz kocie.
Przewróciłam oczami. – Zaraz wszystkie szwy tej sukienki pójdą, czuję się ściśnięta do granic możliwości!
- Ale niezłe masz te granice. – z szelmowskim uśmiechem pociągnął palcem po mojej linii talii
- Eeeezuuuu Sykes ja chciałam, żebyś zainterweniował w tej sprawie, bo mnie nikt nie słucha!
- Nie masz siły przebicia? Tyyyy?
- Przypominam, że to ty kazałeś, żebym nie robiła chały.
- To pogadane widzę. – roześmiał się
Spojrzałam na niego z miną „serio?” po czym odwróciłam się na pięcie i już chciałam sobie pójść, gdy moim oczom ukazał się Kevin.
- Kev! – momentalnie go przytuliłam – Jak dobrze cię widzieć! Jak się czujesz? Jak rehabilitacje?
- Pomału i do przodu dochodzę do siebie. Nie jest lekko, ale jestem dobrej myśli. – odpowiadał uśmiechnięty – Przyszedłem wam życzyć powodzenia.
- Dzięki! Dobrze wyglądasz, wracasz do zdrowia równo!
- Dziękuję. Ty też dobrze wyglądasz, ładnie ci w tej sukience.
- Ja bym nie nazwała tego sukienką tylko
- Vicky jak zawsze skromna. – wtrącił z szerokim uśmiechem Nathan – Cześć Kevin!
- Nath jak zawsze naiwny. – „oddałam” z identycznym tonem i uśmiechem
- A wy jak zawsze uroczy i uzupełniający się. – roześmiał się głośno były ochroniarz
- Kwestia zgrania. – Sykes dumnie uniósł głowę
- Albo desperacji... – wypsnęło mi się. Zobaczywszy minę chłopaka dodałam, przełykając ślinę ; - Dobrze, że emigruję do Polski…
- Skopię ci tyłek w ojczyźnie. Będzie patriotycznie.
- Lecicie do Polski?
- Widzisz Kev, każe mi za sobą latać pół świata…
Ściągnęłam brwi. - Ale ty biedny jesteś i poszkodowany, przytulić cię?
- Vicky twoja kolej na makijaż! – krzyknęła Kels
- Patrząc po wyborze sukienki już się boję jaki makijaż mają mi do zaoferowania.
- Będzie ładnie. – puścił oko Kev
- Na razie – uśmiechnęłam się
- Pa

Przed wejściem na wizję;

Posadzili nas wszystkich na wysokich krzesełkach. Chłopaki mieli krzesełka niższe, z Kelsey i Nareeshą siedziałyśmy na wyższych, za nimi. Prowadząca po cichu rozmawiała z Jayem i Sivą, żeby wiedzieć przed wywiadem coś więcej. Na skos po prawej ode mnie siedział oczywiście Nathan, a po lewej Max. Gdy ten drugi się dosiadł od razu mnie zaczepił z sarkastycznym uśmiechem;
- Ooooo Vicky! Dobrze cię widzieć!
- Tylko się nie zesraj z tego szczęścia.
- Vicky! – Nathanowi ręce opadły
- No co?! – zdziwiona ja
- Nie chcę tu być… - mruknęła Kelsey
- Uwierz mi, że ja też. – potwierdziłam - Nawet wyprostować się do końca nie mogę w tej przeklętej sukience. Czemu ja dałam się w to zapakować? Gdzie się podziała moja asertywność?
- Vicky przestań narzekać.
- Max przestań się odzywać.
- Och, cóż za rodzinna atmosferka! – wyszczerzył się Tom
- Wchodzimy! – rozbrzmiał się głos na planie – 5… 4…
- Pamiętaj o co cię prosiłem. – Nathan posłał mi uśmiech
Wdech i wydech Wiktoria. Musisz tylko poudawać, że jesteś miłą, słodką i ogólnie kochającą wszystkich i wszystko dziewczyną Nathana Sykesa; członka zespołu The Wanted. Uśmiechaj się, mów ciepłym głosem i wydzielaj pozytywną energię. OMG zaraz zwymiotuję…
Bla bla bla, przedstawienie nas, spojrzenie tylko do kamery z uśmiechem. Żenujące. Pierwsze pytania do chłopaków po kolei; jak się czują w Los Angeles, skąd pomysł na przeprowadzkę, jak idzie promocja, jakie wyniki pracy, bla bla bla. Ziewanie, ziewanie, ziewanie.
Do czasu.
-  Nathanie – zwróciła się słodko pani przeprowadzająca wywiad – dziś, w kolorowej prasie możemy znaleźć zdjęcie twoje i Victorii ze spaceru, na którym nie szczędziliście sobie uczuć. Czy chcesz się jakoś do tego odnieść?
- Taaaa… Uważam, że wyszliśmy fotogenicznie. – walnął jak z petardy Nathan, z którego momentalnie zrobiłam się dumna, bo prezenterkę taka odpowiedź zaskoczyła i przez chwilę nie wiedziała jak zareagować, a poza tym mój chłopak choć raz nie odpowiedział rozwiąźle i dyplomatycznie, tylko po mojemu rzekłabym, sama bym tego lepiej  nie wymyśliła ;)
Kobieta głupkowato się zaśmiała i spojrzała na mnie.
- A jak ty Victorio czujesz się w LA? Warto było pokonywać pół świata?
- Dla Nathana oczywiście, że warto.
- Oooooooooo – chłopaki zamiauczeli chórem
- To nie było przećwiczone. – zaśmiał się Nathan
- A jak relacje z resztą chłopaków? – dopytywała dziennikarka – Przecież nie mieszkaliście wcześniej razem.
- Z tym „wcześniej” to różnie bywało. – chciałam dodać, żeby zaaktualizowała swoje info, ale zamknęłam się w porę i zaczęłam grzecznie i wzorowo – Osobiście mieszka mi się z chłopakami, Kelsey i Nareeshą bardzo dobrze. Dogadujemy się, spędzamy ze sobą prawie cały wolny czas i jest OK.
- A bywają jakieś wojny, kłótnie między tobą a chłopakami?
Spojrzałam odruchowo na Maxa, ale po nanosekundzie uśmiechnęłam się słodko i odpowiedziałam;
- Wojny ze mną? Gratuluję odwagi, współczuję głupoty…
Tom jak to Tom ryknął śmiechem na całe gardło, a reszta uśmiechała się pod nosem.
- No tu to akurat Vicky prawdę powiedziała. – mówił niemalże przez łzy Tom
- Doznałeś jej gniewu na własnej skórze? – dopytywała dziennikarka
- A czy to raz? Kto nie widział Vicky w akcji to tak jakby chrztu bojowego nie przeszedł.
- Tom nie przesadzaj. – „chrząknęłam”
- Akurat w tym temacie Słońce skromnej udawać nie musisz.
- A z kim najczęściej kłócisz się Victorio?
- Hmmm… ciężko powiedzieć, bo to nie jest tak, że cały czas się z kimś kłócę; chciałabym to sprostować, bo wyszłam na jakąś awanturzystkę… Najczęściej jest to po prostu dokładna wymiana zdań.
- Chyba „dosadna”. – mruknął Max, ale tylko na tyle, że to my zdołaliśmy usłyszeć, na szczęście nikt inny, bo trochę się zagotowałam…
- Ok, rozumiem. To teraz mam pytanie do Kelsey – i tu odetchnęłam i wyłączyłam się na chwilę. Poczułam dłoń Nathana na moim kolanie. Taki dotyk wsparcia ;)
Kilka minut później prowadząca poprosiła chłopaków o zaśpiewanie najnowszej piosenki. Chłopaki wstali zatem i chwycili za mikrofony. Do mnie, Kelsey i Nareeshy rzuciła jeszcze;
- Dziewczyny zapraszam tu na fotele.
Uśmiechnęłyśmy się i równocześnie szybko wstałyśmy. Zbyt szybko…
- O cholera.. – zaklnęłam na tyle, żeby tylko Kelsey, która była najbliżej usłyszała
Blondynka zorientowała się i subtelnie nachyliła się; - Co jest?
- Sukienka mi poszła chyba na całych plecach. – miałam łzy w oczach, ponieważ przez gwałtowną zmianę pozycji poczułam podejrzany brak ucisku sukienkowy i miałam wrażenie, że połowę pleców miałam na wierzchu – Kelsey zrób coś.
- Co ja mogę? Idź prosto, nie odwracaj się nawet profilem i módl się, żeby żadna kamera cię nie chwyciła. – powiedziawszy to popchnęła mnie do przodu. Myślałam, że ze stresu się przewrócę tak mi nogi drżały, ale przecież cały czas było trzeba się uśmiechać. Od tamtego momentu modliłam się o koniec występu. Chłopaki jak zwykle dali czadu, zaczarowali wszystkich obecnych, po czym prezenterka podziękowała im, życzyła powodzenia i… puściła nas!
Można sobie wyobrazić, że cofałam się do kulis zamiast jak na cywilizowanego człowieka przystało; odwrócić się i wyjść. Wpadłam za kulisy jak torpeda, czując „bezpieczny” grunt.
- Mówiłam, że jest za ciasna to nie! Wszyscy jesteście mądrzejsi!
- Vicky kochanie, ale o co chodzi? – Nathan starał się chwycić moją dłoń
- O to! – zawróciłam się do niego plecami – W trakcie programu porwała się!
- W trakcie nagrywania?
- Tak!
- Ale byłaś dzielna! Nic nie dałaś po sobie poznać, że coś się stało.
Podszedł Tom; - Słońce, czemu na koniec nie odwróciłaś się jak my wszyscy i nie wyszłaś ze studia normalnie tylko czaiłaś się cofając?
Przeniosłam lodowaty wzrok na Nathana.
- Oho, chyba będzie bomba! – zarżał Parker
- Oooooooch!!!! – uniosłam wzrok do nieba - Dlaczego to zawsze mi musi się coś przydarzyć?!
Podszedł wyszczerzony Scooter.
- Jestem z was dumny. Daliście czadu podczas występu, a i wywiad wyszedł super i naturalnie. Dobra robota. – chwalił manager po czym przeniósł wzrok na mnie – Z ciebie Victoria tez jestem dumny.
Moja bezcenna mina „bitch please”. – Poczekam w samochodzie.
I tak 10 minut później miałam już na sobie swoje prywatne, WYGODNE ciuchy, zaś kwadrans później wracaliśmy do mieszkania.
- No już, nie bądź taka nadąsana. – Nathan z uśmieszkiem delikatnie szturchnął mnie, gdy wysiadaliśmy
- Nie jestem nadąsana!
- Nie? Przez całą drogę powrotną nie odezwałaś się nawet jednym słowem.
- Bo jestem wściekła, rozumiesz?! – wyskoczyłam
- Ojj kochanie, nikt niczego nie zauważył.
- Jeszcze słowo powiedz.
- Viiiickyyyy… - westchnął – Naprawdę
- Muszę zjeść coś słodkiego, żeby poprawić sobie humor. – weszłam mu w słowo
Wszyscy wtoczyliśmy się do domu. Ja obrałam od razu kierunek kuchnia i krzyknęłam na całe gardło najzwyczajniej w świecie;
- Kto chce loda?!
- Ale, że tak na legalu?
Spojrzałam na Maxa zdekoncentrowana; - Wybacz, nie zrozumiałam twojego żartu.
- Jeśli Nathan nie ma nic przeciwko. – kontynuował z tym swoim zabawnym uśmieszkiem, a do mnie dopiero dotarło, że o czym innym on mówił niż ja miałam na myśli…
- Jesteś obleśny. – mijając go, szturchnęłam jeszcze ramieniem, bo nie przesunął się nawet o cm
- Ale przed kamerami pięknie udawałaś, że żyjemy super zgodnie i wszyscy się kochamy i w ogóle. – zawrócił się za mną
Odwróciłam się. Patrzyłam mu prosto w oczy, milcząc. To trochę zbiło go z tropu.
- Dlaczego nic nie mówisz?
- Bo zastanawiam się, w którym momencie naszej znajomości popełniłam błąd.
- Błąd?
- Tak.
- Możesz mi wytłumaczyć co masz na myśli?
- Nie.
- …bo?
- Bo nawet nie łudzę się, że zrozumiesz.
- Dlaczego?
- Bo już dawno przestaliśmy się rozumieć… - powiedziałam smutnym tonem, zawróciłam się na pięcie i dodałam – Dziś wracam do Polski, więc nie będę już cię denerwować. - z pudełkiem lodów poszłam na górę do pokoju. Weszłam, ale Nathana w nim nie było. Usiadłam na łóżku i położyłam deser obok. Spojrzałam na dłonie. Były w kropelkach po szronie i całe zimne. Z tego wszystkiego nawet nie czułam, że trzymałam lody. Momentalnie zrobiło mi się przykro po tej wymianie zdań z Maxem, jak również dotarło do mnie, że za kilka godzin wylatuję i, że czeka mnie ponowna rozłąka z Nathanem. Mimo, iż serce gdzieś tam się radowało, bo w końcu miałam zobaczyć swoich rodziców, to mimo wszystko było ciężko… Z przemyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Proszę.
Zajrzał George. – Mogę?
Odruchowo nerwowo wstałam i ze złością w głosie syknęłam; - Nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia Max. – on jakby mnie nie słysząc wpakował się do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Ze ściągniętymi brwiami, nie rozumiejąc sytuacji ponowiłam; - Nie mamy o czym ze sobą rozmawiać! – szybkim krokiem podchodził do mnie, wpatrzony w moje oczy. Ujął moją twarz w swoich dłoniach i powiedział niskim głosem;

- Nie przyszedłem, żeby rozmawiać. – po czym zbliżył się w oka mgnieniu i zaczął całować. Łapczywie, namiętnie, gorąco. Objął mnie całą i nie odrywał swoich ust od moich. Czułam jak gorąca krew wlewała się w każdy zakamarek lodowatego ciała. Niby było źle, ale chciałam czuć to dalej.





Cześć Koteły!!!!!!!!!!! Przepraszam razy trylion!!!!!!!!!!!! Za moją nieobecność!!!!! Trochę mi się życie posypało w ciągu ostatniego miesiąca stąd brak kontaktu ze mną...
Ale oczywiście wychodzę powoli na prostą. Po prostu trzeba było sobie przekalkulować trochę i zdać sprawę z tego, co w tym momencie jest dla mnie najważniejsze i czym rzeczywiście warto się przejmować, a co jest pierdołą, którą nie należy sobie absolutnie zawracać głowę... I tak najważniejsze i najbardziej bolesne- moja bardzo bliska osoba jest w strasznym stanie i tak naprawdę została bez jakiejkolwiek nadziei na uratowanie. Gdy dochodzi to do Ciebie, zdajesz sobie sprawę z tego co jest w życiu dla Ciebie najważniejsze i jak bezsensownymi i głupimi rzeczami do tej pory się zadręczałaś. Nie chcę pisać o tym więcej, mam nadzieję tylko, że uszanujecie i zrozumiecie dlaczego nie było mnie tu blisko 2 miesiące. Musiałam się pozbierać, uporządkować myśli... Dojrzeć i postarać się zrozumieć to wszystko o ile zrozumieć się da...
Odbijając od tematu, który nie jest dla mnie łatwy... - pisałam najdłużej ten rozdział w całej historii Wantedowych. Pomysły są na kolejne rozdziały tylko czasu brakowało, bo kursowałam między mieszkaniem, uczelnią, a firmą i pomiędzy dwoma miastami stąd też ciężko było usiąść i pisać. Nie powala może długością, ale mam nadzieję, że zrehabilituję się w kolejnych częściach.
Jutro natomiast kończę już staż w firmie, więc to mi odpada. Szybko minęły 3 miesiące i na pewno jutro na odchodne zakręci mi się łezka w oku... Polubiłam te miejsce, pracę i tych ludzi. Będzie ciężko odejść.
Dodatkowo w piątek mam egzamin na uczelni, więc siedzę wieczorami po pracy i kuję, bo psychometrii nie jestem w stanie zrozumieć logicznie, trzeba wryć!

Okej, ode mnie dzisiaj to tyle, bo padam na nos. W piątek egzamin i znowu kurs do domu. Zastanawiałam się co tu dopisać- "będzie dobrze"? Gówno prawda, nie będzie. Będzie jeszcze gorzej. Będzie straszniej. W końcu jestem bezsilna i nie mogę nijak pomóc. Mogę tylko patrzeć na cierpienie osoby, którą kocham. A ta bezsilność jest najgorsza...
Nie chcę, żebyście się smucili po tym wpisie. Chcę tylko zmusić Was do myślenia, że tak naprawdę sprawy, którymi być może teraz zaprzątacie sobie głowy tak naprawdę są błachostkami i niepotrzebnie marnujecie na nie zdrowie. I jeszcze jedno- banał, ale ważny- doceńcie zdrowie, każdy dzień, każdą chwilę. Doceńcie życie. Bo mamy je tylko jedno. Nie będzie szans na powtórki.

Życzę Wam spokojnej nocy ;*

PS jak myślicie jak zareaguje Wiktoria na pocałunek Maxa? Macie wizję co się może zdarzyć? Praktyki odchodzą, więc będzie więcej czasu na pisanie nexta, odwiedzajcie mnie częściej!! BTW- ktoś tu jeszcze jest? :)

czwartek, 3 marca 2016

Max twierdzi co innego - rozdział 154.

- Victoria jak mogłaś?! Oszalałaś?! Co to ma być?!
- Możesz na mnie nie krzyczeć Nathan?!
Chłopak złapał się na tym, że uniósł głos. Zamilczał, głęboko westchnął i zawrócił się do okna.
- Super. Nie musisz nic mówić ani tłumaczyć czemu drzesz się na mnie. – skwitowałam – Masz rację; zawróć się do mnie dupą i tyle.
- Uwierzyć nie mogę co ty wyprawiasz! – odwrócił się – Co się z tobą dzieje?!
Zagotowałam się. – Cholera jasna! Tak bardzo satysfakcjonuje cię ochrzanianie mnie kiedy ja w ogóle nie mam pojęcia o co ci chodzi?!
- Nie dość, że dowiaduję się, że wylatujesz do Polski, to na dodatek dowiaduję się tego od kogo?! Od Maxa!! O to mi chodzi!
Uniosłam brew. – Aha.
- „Aha”?! Tylko tyle masz mi do powiedzenia?!
- Tak. Bo nie wiem czy najpierw spróbować ci to wytłumaczyć czy iść po patelnię do kuchni i pobić tego gnoja do nieprzytomności.
- Victoria błagam cię to nie jest czas na durne żarty!
- A wyglądam jakbym żartowała? Boooonyyy straciłam cały swój pazur.
- Victoria ogarnij się do cholery!
- Nie krzycz na mnie! – wrzasnęłam po czym skierowałam się do drzwi
- Gdzie idziesz? Nie wychodź, musimy pogadać!
- Nie będę z tobą rozmawiać kiedy krzyczysz na mnie!
- No przepraszam cię, ale jak mam być spokojny w takiej sytuacji?!
Patrzyłam tylko na niego przez dłuższą chwilę, milcząc.
- Dobra – odezwał się spokojniej – możesz mi to wszystko wytłumaczyć?
- Mogę. Po pierwsze nie wiem dlaczego ta łajza ci to wypaplała, ale przyrzekam, że się dowiem jeszcze w tej godzinie. – zaznaczyłam z palcem w górze – Po drugie to nie jest tak, że już wylatuję do Polski, bo na razie tylko taki pomysł zarzuciła moja mama.
- Max twierdzi co innego.
- To fajnie. A jesteś w związku ze mną czy z Maxem?
- A możesz nie zadawać takich durnych pytań?
- To może sugeruj się tym co ja tobie mówię, a nie tym fermentem, który sieje George!
- Problem w tym, że ty mi niczego mówisz.
- Chciałam powiedzieć! Ale właśnie wtedy musiałeś iść.
- To gratuluję, że jemu zdążyłaś powiedzieć.
- Nathan przestań! – nie wytrzymałam – Jeszcze długo będziesz rzucał takimi tekstami?!
- Tak, bo wiesz jak się czułem kiedy Max mówił mi o czymś o czym w ogóle pojęcia nie miałem, a chodziło o ciebie?
- Przecież ci tłumaczę, że przez głupi zbieg okoliczności nie zdążyłam tobie o tym powiedzieć! Przecież to nie miała być tajemnica powierzona tamtemu! Nathan włącz myślenie, proszę cię!
- Wrócimy jeszcze do tego tematu, a teraz mi powiedz czy to prawda z tym wylotem.
- Nie wiem, zastanawiam się. Wypaliłam tak do George’a, bo mnie wkurzył, ale zastanawiam się jeszcze.
- … kiedy chciałabyś polecieć?
- Nie wiem. – miałam wrażenie, że trochę posmutniał
- A skąd taki pomysł?
- Przecież sam mnie namawiałeś, żebym pogodziła się z rodziną.
- Owszem, ale nigdy wcześniej nawet nie zająknęłaś się na ten temat.
- Po rozmowie z mamą tak mnie naszło… - jego wzrok czekający na lepsze wyjaśnienie – Nath – podjęłam próbę – nie obraź się, ale po tym wszystkim co się tu zdarzyło… - spuściłam wzrok – ja muszę czerpnąć energii takiej z domu…
- Ja ci nie wystarczam?
Właśnie bałam się, że tak to zabrzmi…
- Nath nie o to chodzi… Po prostu… może jak pobędę w domu, wśród rodziny, w miejscu, które zawsze było dla mnie ostoją spokoju i bezpieczeństwa to łatwiej będzie mi się uporać. I oczywiście zakopię w końcu topór wojenny.
- Jasne, rozumiem. – powiedział to takim obrażonym tonem, że aż sama musiałam się chwilę zastanowić co odpowiedzieć, żeby go przypadkiem nie zjechać.
- Spodziewałam się ciut innej reakcji, ale odpuszczam.
- Ile dni urlopu ci zostało?
Oświecił mnie. Albo przygasił. Jak kto woli. Szybki kalkulator w głowie. Przełknęłam ślinę.
- 8 czy 9, nie jestem pewna.
- Świetnie. – chrząknął. No to mamy fochniętego pana Sykesa. - Ostatni tydzień osobno. – na amen fochniętego.
- Nathan przecież wcześniej sam
- Wiem. – przerwał szybko – Leć.
- Sykes… ja czasami nie potrafię nadążyć za twoim tokiem myślenia…
- Chcę, żebyś pogodziła się ze swoją rodziną, a jeśli pobyt w domu pomoże ci powrócić do dawnej formy to co mam zrobić? Zabronić tobie?
Patrzyłam na niego bez słowa.
- A teraz…
- A teraz to ja idę szukać patelni!
Roześmiał się. Chyba złość mu przeszła, bo dodatkowo podszedł i pocałował mnie w czoło. – Tylko nie zostawiaj śladów zbrodni pamiętaj.
- O to ty się nie martw!
- Ja już o Maxa się martwię.
Puściłam oko w odpowiedzi i wyszłam z pokoju. Poszłam wprost do ofiary. Zrobiłam wjazd z buta bez pukania. Chłopak podskoczył na łóżku, leżąc oglądał film.
- Rany Vicky, oszalałaś?! – krzyknął, zrywając się
- Po jakiego groma mówiłeś Nathanowi, że lecę do Polski?!
- Skąd mogłem wiedzieć, że swojemu facetowi nie powiedziałaś o wylocie?
- Musisz wszędzie wleźć z tą swoją jadaczką?! A może chcesz skłócić mnie z Nathanem, co?!
- Victoria uspokój się! Myślałem, że Nathan wiedział o tym!
- Po co się w ogóle odzywałeś w tym temacie?!
Max wstał z łóżka i podszedł do mnie. - Ja w przeciwieństwie co do niektórych rozmawiam o wszystkim z Nathanem. – patrzył mi odważnie prosto w oczy, a ja nie pesząc się i nie spuszczając wzroku uniosłam brew.
- O wszystkim, czyżby? Czy w takim razie rozmawiałeś z Nathanem również o tym jak przyszedłeś do mnie pewnego dnia i przyznałeś się, że nie chodzi ci tylko o przyjaźń ze mną?
Max zrobił krok do mnie, a jego twarz była tak blisko mojej, że nasze nosy prawie się stykały. Serce zaczęło mi szybciej bić, a nogi zaczęły się trząść.
- A chcesz, żebym powiedział? – spytał pewnie bardzo niskim tonem, a mi zabrakło tchu…
- Cześć! – obydwoje z Maxem podskoczyliśmy. Tom stanął w drzwiach. Momentalnie odsunęliśmy się od siebie. Przez dwie sekundy nie byłam w stanie spojrzeć na Toma, ale po dokładnym obejrzeniu podłogi podniosłam wzrok. Parker patrzył z poważną miną to na mnie to na kumpla. Łysy podrapał się po karku.
- Max, możesz pomóc mi i Jayowi w garażu? – sekundę później do pokoju wszedł Nathan. Serce mi zamarło. Co by się stało, gdyby to Nathan wpadł 5 sekund wcześniej, a nie Parker? Na samą myśl zrobiło mi się słabo.
- Jasne, już idę.. – odparł George i wraz z moim chłopakiem, który niczego nie świadom puścił do mnie oko, wyszli z pokoju
Tom stał i nadal patrzył na mnie. Ta cisza była straszna. W końcu się odezwał.
- Chodź, przejedziemy się. – i nie czekając na moją reakcję  zawrócił się i skierował na zewnątrz. Bez słowa szłam za nim. Wsiadłam do samochodu od strony pasażera, a on za kierownicą.
- Jak można siedzieć tak na baczność? – burknęłam, wiercąc się na fotelu
- To zmień sobie ustawienie. Po prawej stronie masz wajchę.
Znalazłam ją… przycisnęłam. W nanosekundzie z wyrwanym piskiem znalazłam się w pozycji leżącej.
- Kto co lubi. – skomentował Tom, parskając
- Nienawidzę tego samochodu. – wycedziłam przez zęby, nadal leżąc. Zgrabałam się, złapałam za wajchę, posiłowałam się, ale finalnie udało się ustawić fotel pod idealnym kątem do siedzenia. Ruszyliśmy, Tom ustawił cicho radio. Nie odezwałam się oczywiście pierwsza. Niby nie powinnam, bo do niczego nie doszło, ale tamta sytuacja była dość dwuznaczna i było mi głupio. I wstyd. Dobra. Nawet byłam zażenowana. Czułam się jak dziecko przyłapane przez rodzica na złym uczynku.
- Ok Słońce – zaczął Tom – Nigdy nie byłem specem od załatwiania spraw subtelnie… zatem kawa na ławę. Co tam się działo kiedy wszedłem?
- Nic – mruknęłam, na co on bezczelnie roześmiał się
- Kochana moja, nie opowiadaj mi tu głupot, bo dostatecznie dużo widziałem, żeby mieć pewne myśli… - spojrzał na mnie – i podejrzenia.
- Nie rozumiem czemu to mnie wziąłeś na spowiedź, a nie Maxa.
- Spokojnie, na niego też przyjdzie czas. Więc?
- Tom, nic nie było. Do niczego nie doszło. Po prostu rozmawialiśmy.
- A o czym Max ma powiedzieć i komu?
Zwilżyłam usta językiem. Nie wiedziałam co odpowiedzieć sensownego.
- I dlaczego staliście milimetr od siebie?
Podrapałam się po czole.
- Vicky, chyba nie muszę ci mówić, że to dziwnie wygląda… Czy w naszym domu jest jakiś trójkąt?
- Być może jest, ale ja o takim nic nie wiem.
- Słońce ja wystarczająco dużo dzisiaj widziałem. Co jest grane? Coś was z Maxem łączy?
- Rany, nic mnie z nim nie łączy, Tom!
- A wiesz czemu wszedłem do was z tym bezsensownym „cześć”? Bo przechodząc obok pokoju Nathana widziałem, że zaraz będzie z niego wychodził i wyobraź sobie co by było, gdyby wyszedł, a tam zobaczyłby ciebie i Maxa w takiej pozie.
Czyli jednym słowem Tom uratował mi dupę…
- Słońce – kontynuował – jeśli coś się dzieje to możesz ze mną porozmawiać, wiesz o tym.
- Wiem, ale nic się nie dzieje.
- I co ja mam z tobą zrobić, co?
Postawiłam oczy. – Możesz nie przesadzać i nie traktować mnie jak jakąś winną w procesie?
- A jesteś niewinna?
- Jakbyś nie zauważył to staram się to tobie wbić do głowy od kilku chwil!
- To miłe. Tylko widzisz Słońce… Ja widziałem co nieco i
- Co widziałeś? Słucham! To, że Max stanął bliżej mnie? Przecież to śmieszne! – na dobrą sprawę wiedziałam, że to co ja wygadywałam było śmieszne, ale nie miałam żadnych logicznych argumentów i całkowicie rozumiałam obawy przyjaciela, bo na jego miejscu zareagowałabym identycznie
-Śmieszne czy nieśmieszne, widzę, że i tak niczego się nie dowiem. Będę miał was na oku Vicky. Ciebie i Maxa, sorry.
- A sobie miej. – prychnęłam, wzruszając ramionami – Jeśli tylko po to mnie wyciągnąłeś z domu to proszę cię wysadź mnie tutaj.
- Ale już trochę odjechałem…
- Nie szkodzi. Sama dojdę.
- Kto co woli, ja tam nie lubię sam dochodzić
- Tom błagam cię! – zacisnęłam oczy, starając się nie dopuścić do myśli jego dwuznaczności, na co on oczywiście parsknął śmiechem na całe gardło
- A tak podsumowując to chyba masz pogodzone z Maxem? I to aż zanadto? – uniósł brew
- Nie gadam z nim. – zgasiłam go momentalnie
- Jak to?
- Srakto.
- Aha
- Papla jęzorem i ferment rozsiewa.
- No coś ty – zaparkował na poboczu – nie powiedziałbym. Max to zawsze wiarygodne źródło. Dobra Słońce, wyskakuj jak chcesz. - wychodziłam z auta, gdy jeszcze zawołał za mną; - Max powiedział, ale nie wiem, więc pytam; kiedy lecisz do Polski?
Przewróciłam oczami, wydałam z siebie groźne „GRRRRRRRRR” i trzasnęłam drzwiami.  Postanowiłam jeszcze się przejść przed powrotem do mieszkania. Chciałam ochłonąć z nerwów, a i przy okazji odwiedzić grób Stephana…

Jakieś 2 godziny później;

- Gdzieś ty była tyle czasu?! Dzwoniłem do ciebie! – od progu wpadłam na Nathana
Ściągnęłam brwi. – Tak? …Widocznie mam dzwonki wyciszone.
- Super, dzięki za info. - minęłam go bez słowa – …Nie powiesz mi gdzie byłaś?
Zawróciłam się lekko zdziwiona. – Dobrze tato, byłam na cmentarzu u Stephana. Musiałam przemyśleć sobie parę kwestii i uspokoić się, a teraz jeśli pozwolisz idę do Lisy.
- Dlaczego odpowiadasz mi w ten sposób?
- W jaki sposób? Dokładnie wiesz Nathan, że nigdy nie lubiłam takiego pytania i sprawdzania. Od samego początku naszej znajomości wiesz, że nienawidzę być kontrolowana.
- A ja cię kontroluję? Spytałem tylko gdzie byłaś. Rany boskie, Victoria co się z tobą dzieje?! O nic cię nie można zapytać, a co powiem to jest wszystko źle!
- Ty to powiedziałeś. – mówiłam obojętnym, ale spokojnym tonem
- Bo ty się tak zachowujesz!
- To może źle to interpretujesz.
- A może to tym razem twoja wina?
Lisa przechodziła przez korytarz.
- O, Lisa! – złapałam ją pod rękę – W odpowiednim momencie się zjawiłaś. – chrząknęłam dwuznacznie, patrząc na Nathana
- Co tam kochana?
- Właśnie wybierałam się do ciebie.
Nathan uniósł ręce do góry w obronnym geście i poszedł na górę. Westchnęłam z ulgą.
- Coś mi chyba umknęło albo czegoś tu nie ogarniam… - Lisa kręciła głową
- Przepraszam, że cię tak zakręciłam, ale inaczej to dym by z tego mieszkania poszedł.
- Uuuuu… Co się dzieje? Starcie z Nathanem?
- I to już dzisiaj kolejne. Wcześniej z Maxem… Ja nie wiem Lisa. – złapałam się za czoło – Czy ja się zmieniłam? Rzeczywiście jestem taka uszczypliwa?
- Ciężko powiedzieć czy tak czy nie… Domyślam się, że po pogrzebie Stephana tryskać energią nie będziesz, więc może o to chodzi… Jeśli wszystko cię denerwuje to może potrzebujesz trochę czasu?
- Na co? Na co Lisa? Chyba na to, żeby przygotować plan morderstwa najpierw dla George’a, a następnie dla mojego faceta.
- Vicky… spokojnie. Masz dużo na głowie, straciłaś kogoś bliskiego, tęsknisz za rodziną, sama nie wiesz co masz robić. Nie oczekuj, że przez to wszystko będziesz cudowna dla każdego, bo musisz najpierw sama z sobą się wewnętrznie uporać.
Usiadłam bezsilnie na pufie. – Ale w tym momencie serio mam poczucie, że jestem straszną jędzą.
- Oczywiście możesz postarać się być ciut milsza. – przyjaciółka puściła oko
- Wieeeeeeem. – przeciągnęłam
- Postarasz się?
- Yhyyyymmm…
- Brzmiało jak jakieś takie wymuszone.
- Lisa!
Dziewczyna roześmiała się. – Słuchaj… chcę ci też powiedzieć, że niestety, ale jutro wracam do Londynu.
- CO?! – zerwałam się na równe nogi – Żartujesz chyba!
- Nie, serio. Urlop się kończy. I tak długo tu byłam.
- O jaaaaaaaaaa… - zrobiło mi się bardzo smutno co zostało natychmiastowe zauważone
- Nie chcę widzieć tej miny!
- O której masz samolot?
- 20…
- Ja cię kiedyś zamorduję! Jesteś trzecia na mojej liście!
Lisa roześmiała się. – Kocham cię Vicky! – przytuliła się do mnie – A ty jak, lecisz do domku czy nie?
- Chętnie bym stąd zawinęła jak tak przeginam na każdym kroku…
- O, to może polecisz ze mną? I tak musisz do Polski lecieć z przesiadką to byś ją miała chociaż w Londynie. Byłoby mi raźniej
- Lisa stop! – przerwałam jej brutalnie – Przecież Nathan mnie wyklnie jak mu powiem dziś, że jutro wylatuję. Zresztą jak mam to powiedzieć? „Wiesz kochanie, jednak polecę jutro do domu, zobaczymy się tam kiedyś jak zechcemy pokonać kilkanaście tysięcy kilometrów”? Lisa, jeszcze mi życie miłe.
- Ale to ty chcesz lecieć do domu czy nie?
- Jasne, że chcę.
- Ile dni urlopu ci zostało?
- Coś trochę ponad tydzień.
Uniesiona brew mojej rozmówczyni. – To ty myśl. I zauważ, że jeden dzień masz w dupę na sam przelot.
- Dzięki, od razu mi lepiej!

Pora wieczorna;

- Nath, mogę…? – zajrzałam do pokoju
Odłożył książkę bez słowa. Weszłam, zamykając za sobą drzwi.
- Przepraszam za to wejście dzisiaj… Masz rację to moja wina. Jestem ostatnio nieznośna.
- No. Nie da się ukryć.
Uniosłam brew. Chwila ciszy. Okey Minc, działaj. – Postanowiłam, że polecę do domu.
Przełknął ślinę. – Kiedy?
- …jutro. Poleciałabym z Lisą do Londynu, a stamtąd do Polski.
- Rób jak chcesz. – usłyszałam tylko. Stałam jak wryta i nie wiedziałam trochę co powiedzieć aż wypaliłam;
- Przeprosiłam. Mam cię jeszcze po stopach całować?
- Myślę, że to nie będzie konieczne.
Ręce opadły. Zawróciłam się do wyjścia.
- Gdzie idziesz?
- Powiesić pranie, a potem siebie.
Nim zdążyłam dotknąć klamki on wsunął się przed drzwi i mruknął zadziornie aż dreszcz przeszedł moje ciało.
- Nie pozwalam ci nigdzie wyjść w tym momencie. – po czym rzucił się na mnie i zaczął łapczywie całować. Byłam w takim szoku, że przez moment nie wiedziałam co się działo, póki nie zostałam rzucona na łóżko, a moja szyja nie tonęła w pocałunkach składanych przez Sykesa.
- Nath… - westchnęłam cicho – Poczekaj chwilę. – uniosłam jego twarz, by spojrzeć mu w oczy. Jego ciało płonęło, a w źrenicach widziałam wszystko co w tamtym momencie chciał ze mną zrobić. – Nie wiem czy dobrze zrozumiałeś… Powiedziałam, że wylatuję jutro.
- I dlatego należycie musimy się pożegnać. – poruszał brwiami z diabelskim uśmiechem i soczyście pocałował mnie w usta – A poza tym przylecę do ciebie do domu za kilka dni. Już wszystko ustaliłem.
Jak się momentalnie poczułam? NAJCUDOWNIEJ NA ŚWIECIE!
– Naprawdę?
- Naprawdę! – i rzucił się na mnie z powrotem. Wierzyć czy nie wierzyć, ale nie miałam już możliwości zadania jakichkolwiek pytań… no, ani chęci ;)

Poranek dnia następnego;

- Było cudownie. – uśmiechnął się Nathan, gdy jedliśmy śniadanie w łóżku, które wcześniej przyniósł
- Pomijając zupełnie nieistotny fakt, że jesteśmy niewyspani.
- Ja tam bym mógł mieć taką drugą noc. – popił kawy i dał mi buziaka w czubek nosa podczas gdy ja zajadałam się rogalikiem – Przez to wszystko – wiedziałam, że miał na myśli Stephana – oddaliłaś się ode mnie, brakowało mi ciebie.
Fakt. Dawno nie spędziliśmy nocy w taki sposób. Nie chciałam jednak poruszać tego tematu i mówić więcej, więc wypaliłam - To kiedy do mnie przylecisz?
- Za jakieś 3 dni myślę, że się uda.
- Super, nie mogę się już doczekać! Moi rodzice też będą czekać niecierpliwie.
- Woho… muszę się jakoś przygotować.
- Byłeś już przecież u mnie.
- Na moment. Teraz trzeba się wkupić w łaski. Ulubione kwiaty twojej mamy?
- Konwalie.
- Ulubiony alkohol taty?
- Whisky.
- I pozamiatane.
- Jeśli myślisz, że to tak łatwo pójdzie, to zdziwisz się mój drogi…
- Możesz mnie nie straszyć?
- Oj kochanie, doceń, że realnie cię przygotowuję. – zaśmiałam się i spotkałam jego wzrok na sobie – Co? Uświniłam się gdzieś, tak? No powiedz. Nath!
- W końcu mam swoją dawną Victorię.
Uśmiechnęłam się blado i popiłam sok. Właśnie zostałam Oscarową aktorką.
- Nie chcę cię pospieszać, ale musimy zacząć się ruszać, bo nie wiem czy pamiętasz, ale mamy dzisiaj ten wywiad w telewizji…
- O cholera – wypsnęło mi się
- Więc zrobimy tak… najpierw wywiad, potem posiedzimy trochę z naszymi lamusami, następnie pojedziemy gdzieś na wypasiony obiad, jakiś spacer albo coś innego, a potem odwiozę ciebie i Lisę na lotnisko, zgoda?
- Zgoda. - dźwięk telefonu
- To mój czy twój?
- Mój. – sięgnęłam po komórkę – Wiadomość od Lisy. – otworzyłam i z niezadowoleniem spojrzałam na bruneta
- Co przysłała? – dałam mu telefon, by sam zobaczył printscreena, którego przysłała mi przyjaciółka z pokoju obok. Zdjęcie z tabloidu, na którym Nathan całował mnie, z poprzedniego dnia na spacerze. Podpis jakże żenujący; „Gorące pocałunki w gorącym LA.” Nawet nie miałam ochoty czytać co było dalej w artykule napisane.
- Jesteś pewny, że mam iść dzisiaj do tej telewizji? – mruknęłam

- Tak! – już otworzyłam usta, by coś dodać, gdy on wyprzedził moje myśli; - I masz nie zrobić chały! 







Wróciłam! Zabiegana, zalatana, zatyrana, za... ;D
Witam! 
Dzisiaj miałam pierwsze wolne popołudnie od 3 tygodni! Tylko i wyłącznie dlatego, że miałam poprawkę, ale o tym za chwilę ;)...
Jak widzicie, Wiktoria przechodzi kryzys emocjonalny i chyba też trochę egzystencjonalny, bo biedna nie wie często co ma zrobić, jak się zachować, żeby innym pasowało i przede wszystkim- żeby inni nie czepiali się, że nosi żałobę po swoim małym ulubieńcu. Wyjazd do Polski z nadzieją na uratowanie czątki samej siebie no i pogodzenie z rodziną - czy to wszystko się uda? Ja już planuję co nieco, więc zobaczycie w najbliższym czasie ;)

Kochani! Jak już na wstępie wspomniałam jestem obecnie dość zalatana. Jeśli ktoś cierpi na nudę to polecam wziąć dwa lata studiów na raz i dołożyć sobie do tego staż w firmie - uwierzcie mi, że nie ma nanosekundy na nudę ;p!
Kursuję między uczelnią, firmą, a mieszkaniem. I tak codziennie. Szczerze mówiąc to nie pamiętam jak to jest wstać bez budzika i jak to jest się wyspać, bo nawet w weekend byłam na szkoleniu, z którego otrzymałam certyfikat, żeby móc go potem wykorzystać w zawodzie ;p Nie próżnuję. Jak obiecałam sobie w Sylwestra, że ten rok należeć będzie tylko do mnie i skupię się na swoim rozwoju, by z każdego miesiąca wycisnąć wszystko co się da- tak konsekwentnie realizuję swój plan :)! Skutki są różne, wiadomo- dobre i niedobre. Może i trochę jestem przemęczona (ten niekorzystny skutek wysuwa mi się jako pierwszy), ale za to jak bardzo usatysfakcjonowana i dumna z siebie :)! 
Dzisiaj miałam poprawkę, bo nie zaliczyłam jednego egzaminu w sesji, dlatego też już nie jechałam z powrotem do pracy i uwierzcie mi, że gdy wróciłam do mieszkania o 15 to nie wiedziałam co mam zrobić z tak dużym zapasem wolnego dnia! Wysprzątałam zatem całe mieszkanie i wzięłam się za dokańczanie rozdziału, który gdzieś tam po trochu powstał nocami. Wiem, że długo musieliście na niego czekać, ale słowo- codziennie padam na ryjek i oczy same się zamykają ;p.
Martyno! Odpowiadam na Twoje pytania- jestem na trzecim roku studiów teoretycznie, bo praktycznie robię trzeci+czwarty. Moja praca polega głównie na rekrutacji pracowników (w tym robię akta osobowe, bazy w systemach komputerowych, umawiam spotkania, przyjmuję zlecenia i mnóstwo innych rzeczy ;>). 

Zmykam robić sobie obiad (zaraz 20? SERIO?!). Okej. Kolację. 
A jutro po jednych zajęciach jadę do dooooomuuuu!!! <3 Będę miała chociaż ok.6 godzin odpoczynku póki dojadę do celu- jedyny czas na spokój, bo weekend w domku zapowiada się równie aktywnie ;).

Loveczki, postaram się odezwać z nowym rozdziałem jak najszybciej! 
A w razie jakichkolwiek pytań czy pogawędek zapraszam do pisania maili do mnie (kontakt w zakładce na górze strony), bo na nie odpowiadam dość szybko :).

Buziakuję! ;*

wtorek, 2 lutego 2016

SKUCHA!

MOI KOCHANI!!! PRZEZ TEN POŚPIECH, SESJĘ I BRAK MYŚLENIA ZAPOMNIAŁAM KOMPLETNIE WAS POINFORMOWAĆ, ŻE WANTEDOWE STORY, DOKŁADNIE 27 STYCZNIA OBCHODZIŁY SWOJE URODZINY!! KTÓRE? TRZECIE ;>!

A WY NADAL JESTEŚCIE  I NADAL WSPÓŁPRACA TRWA. JA TWORZĘ- WY CZYTACIE I OCENIACIE.

DZIĘKUJĘ! ZAWSZE TO PODKREŚLAM I PODKREŚLAĆ BĘDĘ, ŻE ZAŁOŻENIE TEGO BLOGA TO BYŁ JEDEN Z NAJLEPSZYCH POMYSŁÓW, KTÓRE UDAŁO MI SIĘ ZREALIZOWAĆ.

A TO DZIĘKI WAM NADAL TU JESTEM, DZIĘKUJĘ :* 



WASZA SAN

niedziela, 31 stycznia 2016

Ty ćpałaś? - rozdział 153.

„Nie potrafię się odnaleźć. Nie potrafię sobie poradzić. Mam wrażenie, że wraz ze Stephanem coś ze mnie odeszło. Coś zgasło. Nieodwracalnie. Włóczę się z kąta w kąt. Staram się to sobie jakoś poukładać, wyjaśnić… Ale jak wyjaśnić śmierć niewinnego dziecka? Dlaczego to wszystko jego spotkało? Dlaczego nie możemy teraz razem się bawić i śmiać? Nie potrafię odpowiedzieć na te i wiele innych pytań, które chodzą mi po głowie. Jestem Bogu wdzięczna za to, że przez kompletny przypadek było mi dane poznać Stepha. Poznać i pokochać. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że ten dzień kiedy mnie wypatrzył w szpitalu zmieni moje życie. Pomyślałabyś, że pokocham dziecko? Bezwarunkowo? Ja? Która ich nie znosi? Ale już go nie ma. I więcej go nie zobaczę ani nie usłyszę. I właśnie, gdy po raz setny w przeciągu kilku dni zdam sobie z tego sprawę jest najgorzej. To boli najbardziej. Te: „NIGDY WIĘCEJ”. Na pogrzebie Stephana 2 dni temu brakowało mi momentami tchu…
Nie wiem jak sobie poradzić. Chce mi się płakać, ale już chyba nie mam łez, bo wszystkie wypłakałam. W ciągu dnia staram się trzymać, być silna, ale tak jak teraz- w nocy… Ja upadam Mamo. Nie mam siły walczyć z tym, że jest mi tak przykro i źle. Chciałabym się teraz do Ciebie przytulić, tak po prostu. Bez zbędnych słów. Bo Ty mnie zawsze rozumiałaś i wspierałaś. Mamo, tak bardzo żałuję wszystkiego… Chciałabym przeprosić Ciebie i Tatę, pogodzić się z Wami, powiedzieć jak bardzo Was kocham, ale boję się. Minęło trochę czasu i brakuje mi odwagi. Teraz kiedy czuję, że się rozpadam i potrzebuję Was chyba najbardziej na świecie. A szczególnie Ciebie Mamo…”

Zamknęłam laptopa. Nie wysłałam. Jak zwykle. Kilka maili już zebrało się przecież, gdy próbowałam napisać do rodziców, a mimo tego i tak niczego nie zmieniłam. Czułam jak łza zakreślała powoli kolejną ścieżkę na policzku. Spojrzałam w bok na łóżko. Nathan już spał, ale on też bardzo przeżywał i było mu ciężko. Westchnęłam cicho i zwróciłam wzrok z powrotem przed siebie na okno. Tylko księżyc piękny w pełni oświetlał wnętrze pokoju. Otarłam łzę i podeszłam do pudła, którego nie tknęłam od owego dnia… Miałam w nim niespodziankę dla Stephana- nasze wspólne zdjęcia i jego smakołyki, których nie zdążyłam dać. Jednak i tym razem nie miałam odwagi otworzyć kartonu. Nie zniosłabym tego bólu. Jeszcze nie. Zawróciłam z powrotem, podeszłam do łóżka i cicho wsunęłam się pod kołdrę, by nie obudzić Nathana.
Zbudziłam się sama rano. Od tamtego wydarzenia miałam problem ze spaniem. Wstałam i poszłam od razu ogarniać się. 



- Dzień dobry – w pokoju przywitał mnie Nathan, który siedział w łóżku
- Cześć
- Kolejny dzień z rzędu wcześnie wstałaś. Dobrze spałaś w nocy?
- Mhm
- Wiem za to, że późno się położyłaś
- Co chcesz na śniadanie? – przerwałam mu i poczułam na sobie jego wzrok
– Kanapkę
Bez słowa zawróciłam się na pięcie i skierowałam do kuchni. Wybrałam potrzebne składniki do śniadania, wlałam wodę do czajnika i przygotowałam kawę. Kilka minut później, gdy otrząsnęłam się z zawiechy i zaczęłam kroić bułkę, poczułam objęcie od tyłu.
- Zostaw to. – powiedział czule Nathan – Chodźmy się przejść.
- Ale śniadanie…
- Nie ucieknie. – wziął mnie za dłoń i delikatnie pociągnął za sobą, ale wiedziałam, że opór będzie zbędny
Wyszliśmy z domu, a ja od razu na nos założyłam okulary przeciwsłoneczne.
- Dokąd idziemy?
- Na spacer.
- Nie mogliśmy potem? Śniadanie mogłeś spokojnie zjeść.
- Nie, nie mogliśmy potem.
- …bo?
- Bo chcę porozmawiać z tobą teraz.
- Naaaaathhh… - jęknęłam
- Nie „Naaaaaathhhh” – próbował mnie naśladować – tylko jest piękna pogoda i chciałem zabrać swoją dziewczynę na spacer. – uśmiechnął się słodko i niewinnie – Coś w tym złego?
Wzruszyłam tylko ramionami i poddałam się. Szliśmy w milczeniu, mijając domy, ulice, skwerki aż finalnie dotarliśmy do parku.
- Nie wiedziałam, że nieopodal naszego miejsca zamieszkania jest takie miejsce.
- A widzisz! Znalazłem je niedawno i wiedziałem, że muszę cię tu przyprowadzić. Chodź, usiądziemy. – pociągnął mnie na ławkę. Usiedliśmy i patrzyliśmy w dal. Wiedziałam, że ten wypad był celowy i że brunetowi o coś chodziło. Nie ułatwiałam mu jednak zadania i postanowiłam się nie odzywać.
- Dobra Vicky – po kilku minutach raptownie zawrócił się w moją stronę – specjalnie cię tu zabrałem, bo chciałem, żebyś zobaczyła nowe miejsce, ale i chcę porozmawiać z tobą na spokojnie.
- Myślałam, że nie wydusisz z siebie tego.
Zrobił skwaszoną minę po czym kontynuował;
- Widzę co się z tobą dzieje od… - przełknął ślinę – śmierci Stephana – ścisk w gardle – i chcę, żebyś wiedziała, że cię rozumiem, bo mi też jest cholernie ciężko, ale Vicky… - wziął moją dłoń w swoje dłonie – nie możesz tak bardzo tego przeżywać. Minął tydzień, a mi jakby od siedmiu dni podmienili dziewczynę. Jesteś cicha, nieobecna, ciągle zamyślona, smutna… - wymieniał - Nie pamiętam jak się uśmiechasz. Dopiero, gdy ktoś do ciebie zagada wymuszasz uśmiech i udajesz, że jest ok. Ale ja to wszystko widzę Victoria. I nie przewracaj oczami. I nie wzdychaj tak ciężko. – zwracał mi uwagę – Życie toczy się dalej. Boli bardzo, że Małego już z nami nie ma, ale on na pewno nie chciałby, żebyś była taka smutna. I… - Nathan popatrzył mi głęboko w oczy – i co zapewne zrobiłby gdyby cię taką zobaczył?
Łzy napłynęły mi do oczu na samo wspomnienie. – Podbiegłby, wtuliłby się i powiedział, żebym nie była smutna, bo on też będzie, a nie lubi być smutny.
- Właśnie – pocałował moją dłoń – I ja też nie chce, żebyś taka była.
- Ale Nath – rozpłakałam się – to jest takie trudne… Cały czas myślę o tym, że może dałoby radę znaleźć wcześniej te pieniądze, że może nie zrobiliśmy wszystkiego…
- Vicky… Vicky, spójrz na mnie. – ujął moja twarz w dłoniach i zmusił do spojrzenia – Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy. – mówił twardo - Tak miało być, nie zmienisz woli Boga. – i przytulił mnie do siebie mocno – Obiecaj, że nie będziesz więcej siebie obwiniać za coś na co wpływu nie mieliśmy i że nie będziesz się zadręczać ani dołować. Postaraj się żyć dalej normalnie. Ze Stephem w sercu, ale normalnie. Jak do tej pory. – mówił do ucha – Obiecaj mi to Victoria.
Zacisnęłam oczy i szepnęłam. – Obiecuję.
- Dzielna dziewczyna. – odsunął się, by namiętnie mnie pocałować – Mogę coś dla ciebie zrobić, żeby ci pomóc?
- Wystarczy, że jesteś.
- Oooooo uśmiechnęłaś się! – on się rozpromienił – Yes yes yes! – zaczął mnie rozśmieszać – Ale tak poważnie… zauważyłem jeszcze jedną rzecz w ciągu tych paru dni.
- Jeeeeeejuuu Naaaaath – ponownie przewróciłam oczami – Dałbyś już sobie spokój z tymi obserwacjami i wywodami.
- Tak tak… Nie tęsknisz za rodzicami, nie brakuje ci ich teraz?
Kurde. Walił prosto w środek. Miał cela.
- Daję sobie radę.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- Odpowiedziałam.
- Nie. Zbyłaś mnie.
- Nie zbyłam cię. Odpowiedziałam.
- To było pytanie zamknięte; odpowiedź prosta TAK lub NIE. Więc?
Westchnęłam. – Tak. Usatysfakcjonowany? Bardzo mi ich teraz brakuje w tych dniach, strasznie za nimi tęsknię. Już. I co? Zmieniło to coś?
Wyszczerzył się. – Zmieni. – ściągnęłam brwi, nic nie rozumiejąc – Zadzwoń do nich.
Wstałam momentalnie. – Oszalałeś?!
- Raczej nie.
- Nathan ja tego nie zrobię.
- Dlaczego? Skoro tęsknisz?
- Bo nie!
- Om tak, uwielbiam tę odpowiedź. – skwitował
- Daj spokój. Wracamy.
- Nigdzie nie wracamy. – zawrócił mnie od razu i sprowadził do poziomu ławki – Siadaj. – nakazał – Pamiętasz jak bodajże w tamtym tygodniu powiedziałem, że jeśli sama tego nie zrobisz to ja wyciągnę za ciebie rękę do rodziców?
- O rety… - uniosłam brew – Co ty zrobiłeś?
- Moja droga kochana Victorio… - chrząknął teatralnie
- Musi być grubo skoro tak zaczynasz… Ej! Nie śmiej się! – zaczęłam go szturchać, gdy wpadł w atak śmiechu – Ja jestem przerażona, a ty masz ubaw?
- Właśnie… o to… chodzi.- mówił, łapiąc oddech – Żebyś widziała swoją minę hahahahaha!!!
- Sykes zaraz oberwiesz! – wycedziłam przez zęby – Co zmalowałeś?
- Napisałem do twoich rodziców.
- Pffff!! – powietrze ze mnie zeszło i ulga niesamowita nastąpiła – Jak ty polskiego nie znasz! – prychnęłam
- No. – przytaknął jakby nie poczuł się urażony – Ale ty znasz. – moja uniesiona brew – Wysłałem twoje maile, które pisałaś, ale odwagi ci zabrakło do wysłania ich. Łącznie z tym dzisiejszym, którego napisałaś w nocy.
Przełknęłam ślinę i nieśmiało spytałam; - Wersje robocze?
- Dokładnie! – dokończył dumnie
- Ja cię kiedyś zastrzelę. – schowałam twarz w dłoniach
- Eeeee… Powinnaś być mi wdzięczna!
- Po co się mieszałeś?! – spojrzałam na niego – Prosił cię ktoś o to?!
- Tak
- ?!
- Ty. Niemo, ale dostatecznie wyraźnie.
Patrzyłam na niego bez słowa. – A teraz wyraźnie pokazuje co chcę przekazać?
- Że chcesz dać mi buzi? – zrobił dziubek
- Chyba W BUZI!
- No wiesz?
Jednak od razu pierwsze nerwy opadły i uśmiechnęłam się. – Jesteś straszny.
- Wiem. Ale jeszcze mi podziękujesz. – przysunął mnie do siebie i pocałował w czoło
Wstaliśmy, żeby wracać z powrotem, gdy jeszcze zatrzymałam się.
- Nath… - zaczęłam cicho – ale nie spodziewaj się, że… to mi wszystko przejdzie jak ręką odjął…
- Nie spodziewam się. – popatrzył w oczy z czułością – Ale chcę, żeby ta moja wesoła Vicky powoli wracała, bo tęsknię za nią.
Uśmiechnęłam się, czując jak ciepło wypełniało moją duszę.

W domu;

- Dzień dobry kochana, jak samopoczucie? – Lisa weszła na taras, gdzie siedziałam
- Cześć, OK.
Usiadła obok mnie. – A tak naprawdę? Widzę przecież jak przeżywasz i jesteś gdzieś daleko myślami.
- Lisa, jest OK. – powtórzyłam – Niedawno wróciłam ze spaceru z Nathanem, na którym trochę ustawił mnie do pionu. – przyjaciółka patrzyła z niedowierzaniem – Naprawdę – lekko się uśmiechnęłam – trochę się wycofałam przez ostatnie dni, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to aż tak widać i że Nath tak się tym przejął.
- Każdy to zauważył. A Nath, no cóż… masz cudownego chłopaka, który gwiazdkę z nieba chce ci dać. – puściła oko
- Fakt… modliłam się o cudownego mężczyznę i mam, on się nie modlił i ma mnie. – Lisa parsknęła – Ale tak szczerze… chcę coś zrobić dla niego, jakoś odwdzięczyć się za to wszystko co on dla mnie robi… Mam wrażenie, że wcale mu się nie odpłacam tym samym…
- Vicky o czym ty mówisz? Przecież to normalne w miłości, że jak się kocha to jesteś w stanie zrobić dla drugiej osoby wszystko i to bezinteresownie.
- Jakoś w tym starciu widzę, że Nathan bardziej się stara, a ja jestem daleko w tyle. – przygryzłam wargę
- Nie wydaje mi się. – dziewczyna pokiwała głową – Sorry Vicky, ale to ty zostawiłaś pracę, w której doskonale się spełniałaś i ludzi, których kochałaś, byle przylecieć tutaj do Ameryki.
- Ale to chyba normalne i nic nadzwyczajnego, po prostu chcę być obok Natha.
Lisa uśmiechnęła się. – No nie dla wszystkich jest to normalne, bo nie każdy by się tak poświęcił.
- Nie przesadzaj z określeniami.
- Osobiście uważam, że obydwoje jesteście siebie warci, bo obydwoje uważacie, że dajecie od siebie za mało, a na swoim koncie macie i tak bardzo bardzo dużo.
Ściągnęłam brwi. – Jak to „obydwoje uważacie”? Rozmawiałaś na ten temat z Nathanem?
- Oooouuu…
- Taaaak?
- Ostatnio przyszedł do mnie pogadać, bo miał wrażenie, że przez te wydarzenie się od siebie oddalacie i szukał sposobu, żebyś poczuła się lepiej.
- Lisaaaa…?
- Mmm?
Popatrzyłam jej w oczy i powiedziałam cicho z uśmiechem; - Kocham go.
- Nie dziwię się wcale!
- A wiesz, że wysłał moje maile do mojej mamy, bo ja nie miałam odwagi tego zrobić?
- Żartujesz?!
- Nie! Dowiedziałam się o tym godzinę temu.
- O rety. I co, jakiś odzew?
- Uspokój się, jeszcze nie, ale szczerze mówiąc mam ogromne nerwy… Zobaczymy co z tego wyjdzie.
- Ale chcesz się pogodzić z rodzicami?
- Chcę, ale wiesz, że różnie to może wyjść… W połączeniu z moim i rodziców temperamentem…
- Ogień! Ale wierzę, że ten ogień uda się zgasić.
- W ogóle Lisa… przepraszam.
- Za co?
- Właściwie za wszystko…
- Nie rozumiem?
- Bo nie tak miał wyglądać twój urlop w Los Angeles! – wypaliłam – Wszystko jest nie tak!
- Ale uspokój się, kobieto! Co ty taka winna się za wszystko zrobiłaś?
- Oj, wcale, że nie za wszystko.
- Lisa – wpadł na taras Jay – pomożesz mi w tym sklepie?
Spojrzałam podejrzanie na przyjaciółkę, a ona niewinnie wzruszyła ramionami. – Może właśnie tak miał wyglądać. – szepnęła mi na ucho i poszła za Loczkiem
Korzystając, że byłam sama zamknęłam oczy i oddychałam głęboko. Znowu wspominałam chwile spędzone ze Stephanem. Znowu rozgrzebywałam rany, które w sumie nawet nie zdążyły pokryć się strupami.
- Vicky… - Nathan usiadł obok mnie, a ja nie zdążywszy jeszcze uronić łzy, otworzyłam oczy - …właśnie Scooter zadzwonił i oświadczył, że mamy jutro wywiad i występ w telewizji na żywo. – patrzył na mnie uważnie i chyba zastanawiał się nad czymś – I… dobrze by było jakbyś poszła z nami, ale jeśli nie jesteś na siłach to zrozumiem.
- Ja? Po co ja wam tam jestem potrzebna? Przecież nie jestem członkinią The Wanted.
- No tak, ale w wywiadzie będą też pytania o to jak nam się tu żyje, mieszka, takie o codzienność…
- Rozumiem, że Kelsey i Nareesha też idą?
- Tak
- OK
- Zgadzasz się? – jego kąciki ust powoli kierowały się ku górze
- Tak
- Ale na pewno jesteś w stanie?
- Tak. Tyle w temacie.
- OK. Dzięki – dostałam buziaka
- Słońce! – stanął naprzeciwko nas Tom i patrzył na mnie – Sprawa jest! Nie wiem czy Nathan dał sobie radę, ale czy byś
- Już załatwione Tom.
- Aha… Czyli falstart?
- Raczej opóźniony zapłon stary.
- Nath, bo oberwiesz w czapę.
- Panowie uspokójcie się. – chrząknęłam
- Naaaaaaaaaaaaaathaaaaaaaaaan!! – z wnętrza domu wydarł się Siva
- Co chcesz?!
- Chodź tu, bo koszule nam się pomieszały!
- Ja nie wiem jak ten człowiek radzi sobie z życiem. – z ironią skwitował Tom, a Sykes niezadowolony cmoknął i poszedł do domu na ratunek
- Jak tam Słońce? – jego miejsce zajął Tom
- Przepraszam cię, ale chciałabym posiedzieć sama…
- Ja wiem. I dlatego nie posiedzisz sobie sama. Nie patrz tak na mnie! Nie mogę już znieść jak chodzisz taka smutna i cicha.
- Rany boskie Tom! Od – zacięłam się i nie przeszło mi to przez gardło, więc pominęłam – minął tydzień, a ty kolejny dajesz kazanie na temat tego, że chodzę smutna? To przepraszam, mam śmiać się, krzyczeć, bawić jakby nic się nie stało? O czym ty do mnie mówisz?
- Ty wiesz o czym ja mówię, nie przekręcaj wszystkiego. Oczywiście, że nie chodzi mi o to wszystko co wymieniłaś. Ty oddalasz się Vicky od nas wszystkich.
- Może inaczej teraz nie potrafię?
- Potrzebujesz czasu?
- Tak
- Ile? Dwa dni, dwa tygodnie, pięć miesięcy?
- Nie wiem Tom.
- A może za pięć miesięcy nadal będziesz w takim stanie jak dzisiaj?
- Przestań.
- Po prostu jako twój przyjaciel martwię się o ciebie.
- A ty rozumiesz słowo „żałoba”?
- Rozumiem. Ale nie rozumiem takiego wycofywania się.
- Żadne wycofywanie. Idę jutro z wami na ten wywiad.
- O, super! – zironizował, a ja tylko westchnęłam – A słuchaj… nadal z Maxem nie rozmawiacie?
- A czemu coś w tej kwestii miałoby się zmienić? Nadal nie rozmawiamy, nadal działamy sobie na nerwy, nie rozumiemy co do siebie mówimy i lepiej jest unikać się albo starać się sobie nie wchodzić w drogę.
- Źle robisz.
- Dziękuję.
- Słuchaj, on naprawdę chciał pomóc
- Przyjąłeś role jego adwokata? – przerwałam mu
- Po prostu chcę, żebyście się pogodzili, żeby było jak dawniej do cholery!
- Ale Tom. Nic nie będzie jak dawniej.
Zaczął dzwonić mój telefon. To mama. Serce zaczęło mi walić i znieruchomiałam, ale zaraz nieśmiało odebrałam.
- …tak?
- Wiki… - głos mamy stopił we mnie wszelkie lody. Był taki ciepły i kochający – Dziecko, jak dobrze, że odebrałaś.
- Mamo… - wzruszyłam się, a Tom widząc intymną sytuację zostawił mnie na tarasie samą – nawet nie wiesz jak czekałam kiedy zadzwonisz.
- Nie mogłaś w takim razie ty wcześniej zadzwonić?
- Przecież dopiero u was świta. – roześmiałam się – Nie miałam zamiaru budzić cię w nocy.
- Uwierz mi, że nic by się nie stało jeśli miałaś taką potrzebę. – zapewniła mnie – Dostałam twoje maile. Coś mnie ruszyło i od razu, gdy się zbudziłam otworzyłam pocztę, a tam kilka wiadomości od ciebie. Nawet nie wiesz jaka byłam szczęśliwa. Wszystko już wiem kochanie. Tak mi przykro z powodu tego chłopca… Naprawdę bardzo chciałabym cię teraz mocno przytulić…
- A ja bardzo tego potrzebuję mamo… - rozpłakałam się
- Wiki kochanie przyleć.
- Jak mamo? Przecież jestem w Los Angeles.
- Dziecko, słyszę, że się rozpadasz. Potrzebujesz pobytu w domu.
- Bardzo bym chciała, ale nie wiem jakby to miało wyjść…
- Prześlę ci pieniądze na bilety.
- Ale to nie o to chodzi.
- A o co?
- Specjalnie z Londynu przyleciałam do Nathana i mam teraz z kolei lecieć do domu?
- Nie widzę w czym problem. Wiktoria, a Nathan nie widzi, że pękłaś, bo znowu za dużo się wszystkiego nazbierało? Jeśli nie zrozumie tego, że musisz zrobić to dla siebie
- Zrozumie. – wyprzedziłam ją, a ona z nadzieją w głosie spytała;
- To co, przylecisz?
- Pomyślę.
- Zastanów się. Bardzo się za tobą stęskniłam córciu. Zresztą nie tylko ja…
- Tata… Mieszkacie nadal razem?
- Tak. Porozmawiamy jak przylecisz, dobrze?
- Dobrze.
- I nieźle podszkoliłaś już swojego chłopaka w języku polskim.
- To znaczy?
- W wiadomości całkiem nieźle dało się go zrozumieć.
Postawiłam oczy. – Serio coś od siebie dodał? Co ci napisał?
- M.in. to, że to on wysyła te maile, że nie wie czy są dobre, bo nie rozumie tak dobrze polskiego, ale wie, że pisałaś je do mnie, gdy było ci ciężko. Tylko, że ich nie wysyłałaś…
- Nie miałam odwagi mamo.
- Odwagi do czego?
- Żeby po tej awanturze i odcięciu się od was, pisać do ciebie i użalać się wtedy kiedy sobie nie radzę… Wydawało mi się to okropne.
- Wiki, zawsze będziesz moim dzieckiem i bez względu na to co się wydarzyło, zwracaj się do mnie, gdy masz taką potrzebę. Co ty w ogóle sobie wymyśliłaś… - usłyszałam, że mama się wzruszyła
- Tak po prostu… Dobrze mamo, to ja pomyślę nad tym domem i odezwę się niedługo, ok?
- Dobrze. Czekamy z niecierpliwością. Trzymaj się córcia, uważaj na siebie. Bardzo cię kocham.
Łzy popłynęły mi po policzkach. – Ja ciebie mamo też… - odłożyłam telefon. Wstałam i wróciłam do pokoju. Po jakiejś godzinie przyszedł Nathan;
- Tu jesteś. Wszędzie cię szukałem. Zdecydowanie ten dom jest za duży. Obejrzymy jakiś film?
- Tak
- Na co masz ochotę? Kino akcji czy fantasy?
- Nath, dzwoniła do mnie mama. – wypaliłam od razu
- I…?
- Dziękuję tobie. – uśmiechnęłam się
- No widzisz! – roześmiał się i przytulił mnie mocno – Co ty byś zrobiła beze mnie? Zginęłabyś marnie bez takiego cudownego chłopaka!
- I skromnego przede wszystkim. – dodałam
- Otóż to! – odsunęliśmy się od siebie – A jak rozmowa przebiegała? Bez zbędnych pretensji i żali?
- Bez!
- To najlepiej!
- I słuchaj… - zastanawiałam się jak powiedzieć mu o tym, że chciałabym polecieć do domu, gdy ktoś zapukał. Zajrzał Max;
- Nath, Tom cię woła.
Brunet przewrócił oczami. – Żyć dziś beze mnie nie mogą. – wyszedł z pokoju, a Max nadal stał w wejściu. Spuściłam od razu wzrok i udawałam, że szukam czegoś w laptopie, chcąc, żeby sobie poszedł. Ale nie zrozumiał.
- Nie uważasz, że przesadzasz?
- No tak, powinnam pogodzić się już z tym, że w sytuacjach konfliktowych wina zawsze według ciebie leży po mojej stronie. – powiedziałam szybko, nie patrząc na niego
- Bo ja nie rozumiem w czym zawiniłem. W tym, że wysłałem pieniądze na lek Stephana z anonimowego konta i nie chciałem się przyznać?
- Możesz stąd wyjść?
- A normalnie przyjęłabyś te pieniądze?
- Możesz stąd wyjść?
- Oczywiście, że nie, bo twój honor by ci nie pozwolił.
Zamknęłam laptopa z impetem i warknęłam szybko zrywając się z łóżka.
- Gówno wiesz o moim honorze, bo w starciu chłopca ze śmiertelną chorobą to ja tu się nie liczyłam.
Byliśmy naprzeciwko siebie tuż tuż. Wpatrywałam się wściekła w jego oczy.
- Wkurzasz mnie i to tak bardzo, że ledwo się powstrzymuje, by nie powiedzieć ci przykrości.
- Nie wierzę, od kiedy masz takie wyczucie i takt? – ja tam się nie powstrzymywałam
- Od wtedy kiedy ty go straciłaś.
- Mhm… Nie wierzę, że od zawsze!
Max zaczął się wycofywać. – Nie mogę z tobą wytrzymać. Będzie chyba lepiej jak nie będziemy sobie wchodzili w drogę.
- Oczywiście, że tak. – odczuwałam wielką wrogość ku niemu i wycedziłam, nie panując do końca nad sobą – Za kilka dni wylatuję do Polski, więc nie będziesz skazany, żeby na mnie patrzeć!
Zdziwiłam go, ale nie zdążył nic odpowiedzieć, bo Nathan wrócił na górę.
- Vicky, nie obejrzymy jednak filmu… Max – zwrócił się do kumpla – przestańcie się kłócić.
Na co George brutalnie mnie ściął i syknął. – Jej to powiedz. – po czym zawrócił się na pięcie i odszedł, a ja zacisnęłam wargi i starałam się zamknąć co udało mi się. Wracałam się już do pokoju, gdy Nathan przytrzymał mnie za rękę.
- Vicky, dostaliśmy telefon od Scootera. Chce z nami się spotkać przed tym wywiadem, żeby przygotować się do pytań odnośnie zespołu. Przepraszam, że nie spędzimy razem leniwego popołudnia, ale mam nadzieję, że
- Jasne, rozumiem.
- Przygotuję na wieczór coś ekstra.
- Dobrze, do wieczora. – dałam mu buziaka w policzek i schowałam się z powrotem w pokoju. Chwilę później weszła do mnie Lisa.
- Siemano! – rozsiadła się w nogach łóżka
- Co za energia. – skomentowałam – Czyżby to Jaya zasługa? - przygryzła tylko wargę, uśmiechając się – Rozumiem. – kiwnęłam głową – Może coś z tego jeszcze wyjdzie?
- Nie. Raczej nie.
- Ale uśmiechasz się jak to mówisz. Nie wierzę w takim razie!
- Ojeeeeej… - zaczęła nerwowo poprawiać włosy
- Ok, rozumiem. – uśmiechnęłam się ciepło – Zobaczymy, ale trzymam kciuki.
-  A jak u ciebie? Rodzice zadzwonili?
- Tak. Mama.
- To co nic nie mówisz?! – rzuciła we mnie poduszką – I co wyszło?
- Że tęsknota jest dwustronna. I ogólnie tak bardzo miło było usłyszeć mamę, serio…
- Ale pogodziłyście się?
- Tak jakby. Znaczy oficjalnie nie padło słowo „przepraszam” od żadnej strony, ale skrucha była.
- I co teraz?
- Nie wiem. – wzruszyłam ramionami – Mama bardzo chce, żebym przyleciała do nich, ale ja nie wiem sama…
- Czemu się zastanawiasz?
- Wzięłam ten urlop specjalnie dla Nathana, by z nim pobyć.
- A widzisz go tu obok siebie?
- Lisa, nie mów tak.
- Sorry… No ale myślałam, że spędzimy dziś z Jayem razem całe popołudnie i wieczór…
- A to tu cię boli! – wytknęłam palcem, a ona od razu zrobiła się czerwona jak buraczek – No peszek, w takim razie spędzicie razem tylko wieczór… - westchnęłam dwuznacznie
- Jesteś straszna Victoria!
- Przecież widzę, że was do siebie ciągnie. Ślepa nie jestem.
- Ale to nie jest takie proste. – opadła na łóżko
- Wszystko jest proste tylko my sobie niepotrzebnie komplikujemy.
- Ale my przecież próbowaliśmy Vicky i to nie jeden raz i co?
- Gówno
- Dokładnie, więc i on i ja jesteśmy z dystansem.
- A pomyśl co by było jakby ten dystans znikł i namiętność i żar, który siedzi w was wybuchnąłby!
Lisa podniosła się na przedramiona i uważnie na mnie spojrzała. – Ty ćpałaś?
- Dziś wyjątkowo nie.
- A mijałam się z Maxem! – przypomniało się jej - Czyżby twój ulubiony kolega cię odwiedził?
- Owszem.
- I jak było?
- Szałowo. Jak zwykle ostatnimi czasy.
- Powiedz mi Vicky co się teraz z wami dzieje?
- Nie wiem Lisa. – wzruszyłam ramionami – Ale przysięgam, że George działa mi teraz na nerwy pod każdym względem! Cokolwiek nie powie, jakkolwiek na mnie nie spojrzy… To już moja wina, bo tak się nastawiłam na niego, ale naprawdę nie potrafię tego zwalczyć. I tak wiem, że wszyscy to widzicie, sory.
- No nie da się ukryć, że widzimy waszą niechęć do siebie… Od kiedy to właściwie się zaczęło?
- W sumie… - zamyśliłam się – nie pamiętam dokładnie, ale lawina ruszyła jak wyznał mi, że nie jestem mu obojętna, potem jak widziałam z jakimi pannami się spotykał i spał; to mnie strasznie wkurzało pamiętam, potem on zaczął mi docinać i tak już odnośnie wszystkiego po sobie jedziemy. I to bez trzymanki czasami.
- Zaraz, stop! Dlaczego cię wkurzało, gdy widziałaś go z innymi laskami?
- No bo… żebyś ty widziała te laski, Lisa! Przecież jak one wyglądały, co one sobą reprezentowały! Dno i wodorosty!
Lisa zmrużyła oczy. – Przecież wcześniej miałaś wylane na to z kim spotykał się Max. Wiedziałaś jaki on jest.
- Dobrze, wiedziałam, ale bez przesady!
- A od czasu kiedy on się ujawnił przed tobą zrobiłaś się taka… Victoria, czy ty coś czujesz do Maxa?
- LISA BŁAGAM CIĘ!
- Przyznaj, że podoba ci się.
- Zaraz cię stąd wyproszę! – roześmiałam się – Stara, co to w ogóle za gadki, daruj sobie! Jestem z Nathanem przypominam.
- No, a gdybyś nie była?
- ALE JESTEM! Koniec tego debilnego tematu!
- Spokojnie, już… A tobie nie jest smutno, że Nathan pojechał z chłopakami i, że cię tu zostawił?
- Maleńka… Kwestia przyzwyczajenia. Często tak jest, że Scooter zabiera ich na spotkanie i siedzimy z Kelsey i Nareeshą same.
- Przykre.
- Prawdziwe. – poprawiłam
- I długo ich nie ma?
- Różnie. Tylko nie uschnij z tęsknoty, Jay niedługo wróci.
- Małpa!
Posiedziałyśmy jeszcze chwilę u mnie, a potem Lisa zaciągnęła mnie na dół do Kelsey i Nareeshy. Nie miałam ochoty na kontakty społeczne, ale wiedziałam też, że moje wszelkie przeciwstawienia byłyby bezsensowne i na pewno przekazane Nathanowi, a nie chciałam słuchać kolejnego kazania, że nie mogę siedzieć sama i się wycofywać. Mimo, iż czułam, ze tego potrzebowałam. Takiej zadumy, ciszy… Mogłam na to liczyć jedynie w nocy kiedy Nathan już spał. Wtedy przebywałam ze Stephanem w myślach.
Siedziałyśmy z dziewczynami w salonie i oglądałyśmy telewizję. Było dość gorąco na dworze i w domu, więc leżałyśmy rozłożone i na szczęście żadnej nie chciało się rozmawiać. Co jakiś czas tylko któraś coś skomentowała odnośnie programu ew. donosiła kolejną porcję lodów na ochłodę w salaterkach.
Pod wieczór wrócili chłopaki.
- Jesteśmy! – zaczęli drzeć się od wejścia jeden przez drugiego
- I skończyła się sielanka. – westchnęła Kelsey
- Co zrobiłyście na kolację? – wpadł pierwszy Tom
- Nic
- Jak to „nic”?!
- Masz rączki to sam sobie zrób.
- Kochanie – Tom wepchał się koło Kelsey na sofę – ja
- Tak wiem – blondynka przyjęła głos swojego chłopaka – „ja ciężko zarabiam na życie, wypruwam żyły, to mogłabyś chociaż zrobić kolację dla swojego faceta”. – odchrząknęła i kontynuowała swoim głosem – Nie, nie mogłabym.
Brunet od razu spojrzał na mnie świdrującym wzrokiem.
- Parker, ja z nią nie rozmawiałam. – westchnęłam, w tej samej chwili Nathan podszedł do mnie, chciałam się przywitać, ale on bez słowa wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą na górę.
- Nathan o co chodzi? – dopytywałam po drodze, ale on milczał. Dopiero, gdy wparowaliśmy do pokoju, zamknął za sobą drzwi i wyrzucił z siebie nieźle zdenerwowany;
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?!
Stałam jak wryta na środku i miałam dosłownie poker face’a…

- A tak mniej więcej to co tym razem zrobiłam?







Cześć! Pisałam, że postaram się dodać rozdział jeszcze w tym tygodniu? I dotrzymuję słowa :* 2/3 rozdziału powstało na początku stycznia, a resztę pisałam dziś, z której jestem bardziej zadowolona, ale nie miałam kompletnie weny jak ulepszyć początek, dlatego też przepraszam jeśli część z Was się zanudziła albo gdzieś po drodze mi przysnęła ;)... 
Akcja nie jest teraz porywająca, bo przygotowuje grunt na eksplozje- trochę dramatów chyba mi się w głowie kształtuje ;p Jak doskonale wiecie- musi być trochę nudniej, by potem była- no powiedzmy, "miazga" ;)

Kochani! Przede mną już TYLKO 2 egzaminy. Jeden jutro (pozdrawiam), a ostatni w czwartek. Chyba dobrze trzymaliście kciuki za ustne, bo dostałam z pierwszego 4, a z drugiego 5 ;) Na resztę wyników pisemnych jeszcze czekam, ale jak na razie chyba wszystko zdane. Zobaczymy jak te dwa ostatnie pójdą.
Poza tym! Uwaga uwaga! SAN DOSTAŁA STAŻ W MIĘDZYNARODOWEJ FIRMIE W SAMYM CENTRUM WARSZAWY!!!!! TAMTAMTAAAAAAAAM!!!! Musiałam się pochwalić :p Byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w piątek, na której czułam się bardzo dobrze i mega pewnie siebie i po niej od razu powiedzieli mi, że chcą rozpocząć ze mną współpracę, yeeeeaaaah :D Być może w końcu rozpoczęła się dobra passa ;) Zaczynam za 2 tygodnie i jestem bardzo podekscytowana! 
Muszę dokupić poważnych, eleganckich koszul skoro mam pracować 10 godzin dziennie w biurze, nie ma to tamto ;) Oczywiście tryb studiów zostaje bez zmian- dwa lata w rok nadal. Mam nadzieję, że się nie zajadę i ze wszystkim sobie poradzę. W końcu to moje ostatnie 5 miesięcy w stolicy, więc muszę wycisnąć z nich jak najwięcej ;)!

Zaczynam pisać kolejny rozdział dla Was!
<3

PS dziękuję za wszelką wiarę we mnie i słowa otuchy. Jesteście nieocenione Dziewczyny! <3