piątek, 11 kwietnia 2014

Chyba będzie burza - rozdział 119.

Nathan obdarowywał mnie gorącymi i czułymi pocałunkami na całym ciele.
- Nath, jest już 3 w nocy. – szepnęłam, zakrywając swoje nagie ciało przed kolejnym atakiem jego całusów
- Ale ja tak się cieszę, że przyleciałaś, że muszę to sobie wynagrodzić. – puścił oko z szatańską miną i zaczął dalej dobierać się pod kołdrę
- Nath ! – pisnęłam ze śmiechem – Uspokój się ! Już chyba sobie wynagrodziłeś aż nadto. – wystawiłam do niego język, pacając go po łapie, gdy poczułam ją na swoim brzuchu – Śpij, bo dzisiaj nie wstaniesz jak będzie trzeba.
- Trudno – wzruszył ramionami - Najwyżej będę leciał na energetykach.
- Świetna myśl. – mlasnęłam – Zatem nie wiem jak ty kochanie, ale ja – i tu doszczętnie zawinęłam się w kokon – Idę spać. Dobranoc – zawróciłam się do niego plecami
- O – usłyszałam zawód i poczułam jego przysunięcie – Viiiickyy – zamruczał mi prosto do ucha niskim głosem aż ciarki przeszły po całym moim ciele – Wiem, że nie masz ochoty spać. – jeździł nosem po mojej szyi, budząc we mnie namiętność
- Masz rację. – odwróciłam się do niego i zobaczyłam w jego oczach płomyki – Chce mi się siku. – parsknęłam, a on bezsilnie opadł na swoją poduszkę
- I weź tu bądź romantyczny …
- Przez kilka godzin całkiem nieźle ci to szło. – zauważyłam, dotykając podłogi w celu znalezienia bluzki Nathana, która w sam raz zakryłaby moje majtki i swobodnie mogłabym przedostać się do toalety. Po wielu próbach udało mi się, nałożyłam na siebie t-shirt chłopaka i po cichu otwierałam drzwi, gdy jeszcze z łóżka szepnął do mnie;
- Vicky
- Mmm ? – odwróciłam się do niego
Lustrował mnie wzrokiem i to tak dokładnie, że aż poczułam się skrępowana. Uniosłam brew;
- Możesz robić to ciutkę subtelniej ?
- Nie mogę. – wyszczerzył się – Apetyczna jesteś. – pomachał brwiami
- Erotoman – przewróciłam oczami i słysząc jego chichot wyszłam na korytarz

Do wybranego miejsca trafiłam powiedzmy bez problemu ;). Załatwiłam swoją potrzebę i wychodziłam z łazienki. Starałam się być bezszelestna, by nie pobudzić innych. Już prawie byłam przy pokoju Nathana, gdy z pokoju, do którego wieczorem weszła Kelsey, wyszedł szlaczkiem Tom. Tak. Szlaczkiem. Podpierał się ścian, wzrok przepity miał wbity w podłogę i był wyraźnie skupiony, aby trzymać pion. Patrzyłam na ten jakże zabawny obrazek i powstrzymywałam wybuch śmiechu. A Tom maszerował dalej. Przeszedł obok mnie jakby nigdy nic, gdy 4 kroki po minięciu mnie nagle stanął jak wryty i znieruchomiał.
Po kilku sekundach powoli i z wielką ostrożnością odwracał się. Patrzyłam na ten komiczny obrazek i myślałam, że padnę ze śmiechu, ale musiałam udawać twardą ! Nasz wzrok się spotkał. Tom zamrugał kilka razy jakby upewniając się, że złapał dobrą ostrość wzroku po czym zawrócił się z powrotem w kierunku łazienki. Nie mogąc już dłużej wytrzymać wparowałam do pokoju Nathana, gdzie po zamknięciu drzwi dosłownie rzuciłam się w pościel i zaczęłam się w nią śmiać, by zatamować odgłos.

Mój chłopak zerwał się, otoczył mnie ramieniem i zaczął mówić;
- Vicky, co się stało ? Dlaczego płaczesz ?
Usłyszawszy jego przestałam się trząść ( oczywiście ze śmiechu ), podniosłam głowę znad poduszki, w której dusiłam swój rechot i palnęłam, trzymając w sobie kolejną falę śmiechu;
- Ciołku ja się śmieję ! – i znowu musiałam schować twarz w poduszkę, by nie narobić hałasu, a oczywiście usłyszałam westchnięcie;
- Ja nie wytrzymam z nią …
Dokładnie parę minut musiałam się uspokajać, by móc opowiedzieć brunetowi co się stało na korytarzu. Oczywiście słysząc moją historię zareagował identycznie jak ja wcześniej, na co ja już patrzyłam surowym okiem i wtedy to ja już westchnęłam teatralnie;
- Oj Sykes, ogarnąłbyś się … Ej ! Nie na mojej poduszce, bo mi ją zaplujesz !
- O matko … - chłopak wziął głęboki oddech i przewrócił się na plecy – To mówisz, że tak się popili ?
- Mhm …
- Ty mówiłaś, że ja nie wstanę, a ciekaw jestem jak oni sobie poradzą i to nie tylko ze wstawaniem. Dzisiaj mamy nagrywanie kolejnej wersji piosenki.
- Co ?! Żartujesz chyba ?!
- Nie, akurat teraz nie.
- Chcesz mi powiedzieć, że oni są aż tak nieodpowiedzialni ??
- Ładny przymiotnik. – wyszczerzył się, a ja pacnęłam się w czoło
- Gratuluję Parker, gratuluję ! – wycedziłam przez zęby w kierunku drzwi
- Weź już się nie denerwuj tylko kładź się i idziemy spać. – zgasił mnie momentalnie

Posłusznie zajęłam miejsce na poduszce obok niego, wtuliłam się w niego i nie musiałam długo czekać, by odpłynąć w krainę snów …

Obudziło mnie szturchnięcie i szept;
- Wstawaj księżniczko.
Od razu zepsuł mi się humor, bowiem nie miałam najmniejszej ochoty otwierać oczu, a co dopiero wstawać !
- Jeżeli myślisz – zaczęłam mruczeć, nie odrywając się od poduszki – że mam w planach wstać w przeciągu najbliższych 5 godzin, to się grubo myślisz.
- Vicky wstawaj. Ja już zdążyłem wziąć prysznic i się ogarnąć. Specjalnie dałem tobie dłużej pospać. – zaznaczył, na co ja nie miałam siły zareagować . Poczekał jeszcze chwilę na jakikolwiek odruch z mojej strony. Oczywiście na darmo. – Vicky !
- …
- Wstawaj noooooo – zaczął mnie szturchać – Wsta- waj !
Lekko zniecierpliwiona uniosłam głowę i otworzyłam jedno oko;
- Nathan, bo ja mam propozycję.
- Dajesz.
- To ty idź jeszcze sobie zjedz śniadanie, urządź poranny jogging tylko nie krótszy niż 30minutowy, wysprzątaj caaaały ten pałac i przyjdź mnie obudzić z powrotem, dobrze ?
Przewrócił oczami na moją zacną propozycję. – No chyba sobie kpisz.
- Która jest w ogóle godzina przepraszam bardzo ?!
- 10
W tym momencie zabrakło mi argumentów co oczywiście zostało zauważone.
- Oj Naaaaaath ….
- I zaczęło się; jęczenie i potulne miny.
- Bo mi tak bardzo chcę się jeszcze spać.
- Mi też
- A mówiłam wcześniej, żeby iść spać, a nie czułościować się ?
Nathan powstrzymywał śmiech i z uniesioną brwią powtórzył; - „Czułościować się” ? Kochanie, nie ma takiego słowa.
- To już jest !
- Wstawaj. – on sam podniósł się z łóżka, rzeczywiście, dopiero wtedy zauważyłam, że był już przebrany i ogarnięty – Masz 5 minut.

Teatralny ciężki oddech, przewrócenie oczami i kopnięcie kołdry; to wszystko na oznakę niezadowolenia i sprzeciwu.
- Sadysta ! – burknęłam i wstałam z łóżka. Rozejrzałam się po jego pokoju. – Ładnie tu masz. – przyznałam – Tylko ciutkę jak w hotelu.
- Nie jest tak przytulnie jak w Gloucester, co ?
- Ani trochę !
Podeszłam do swojej torby, która stała obok jakiegoś sporego kartonu.
- To pewnie dlatego – mówił chłopak – żeby tu za bardzo się nie przyzwyczajać. Przecież nie zostajemy tu na zawsze.
Wyciągałam ciuchy z walizki. – Pewnie tak … - z ubraniami w ręku stanęłam i próbowałam jeszcze raz negocjować – Ale Nath, choć pośpijmy jeszcze z jakieś 30 minut … Tylko 30 minut !
- Vicky, nie ma mowy. Póki ty się ogarniesz, zjesz śniadanie i przywitasz się ze wszystkimi to i tak minie za dużo czasu !

Za sobą miałam karton, na którym zamierzałam przysiąść, by kontynuować rozmowę. – Ale Naaaaath … - gdy poczułam, że pośladki dotknęły kartonu, opuściłam swój cały ciężar i niestety, ale wpadłam do kartonu, który okazał się być pusty. Oczywiście, wydając przy tym wisk. Sykes widząc to zaczął rechotać się bez opamiętania, a ja nijak nie mogłam się z tego kartonu wykaraskać.

- No pomógłbyś mi, a nie się cieszysz !
On mało nie płacząc ze śmiechu podszedł do mnie, podał dłoń i przyciągnął do siebie, uwalniając mnie z chaszczy pudła.
- Czemu trzymasz tu puste kartony ? – masowałam pośladki z grymasem na twarzy - One są niebezpieczne ! – żachnęłam się i zostawiłam go nadal śmiejącego się z mojej dosłownej „wpadki”. Poszłam doprowadzić się do porządku do łazienki. Gdy wyszłam z pokoju, słyszałam już głosy chłopaków na dole i nie mogłam się wręcz już doczekać kiedy ich zobaczę, dlatego też w łazience ogarnęłam się w bite 5 minut.




Wpadłam do pokoju i spytałam pełna energii;
- To co, lecimy na śniadanie ?
Nathan spojrzał na mnie spod byka.
- Eemmm Victoria co takiego było w łazience, że tak nagle zmieniłaś swoje poglądy ?
- Nie interesuj się.  – wystawiłam do niego język i pociągnęłam go za rękę – No chooooodź !!

Nie rozumiejący mojej nagłej euforii Nath poddał się i już po chwili schodziliśmy na dół uśmiechnięci. Szliśmy jakimś wielkim holem, mijając kolumny i śliskie podłogi aż moim oczom ukazała się kuchnia z barkiem, a w niej całe towarzystwo.
Nathan nachylił się do mnie; - Gotowa na wejście ?

Chochliki w moich oczach wariowały, a puls wynosił maksymalną stawkę. Przygryzłam z ekscytacji dolną wargę i tylko energicznie pomachałam głową na „tak”. Spletliśmy nasze dłonie i weszliśmy równym krokiem do kuchni jakby nigdy nic.
- O, już wstaliście ? – uśmiechnęła się do nas Kelsey i wszystkich wzrok spoczął na nas – Jak tam, wyspałaś się kochana ? – dała mi całusa w policzek
- A gdzie tam. – machnęłam ręką  i spojrzałam na resztę, która stała z dosłownie otwartymi ustami i wielkimi oczami wielkości piłek od tenisa. Widząc to, ja, Nath oraz Kelsey daliśmy w śmiech.
- Szkoda, że w tym momencie nie widzicie swoich min.
- Ale … - Max zdołał przełknąć ślinę – Jak to … ?
- Jakim cudem ? – pomrugał Jay, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku
- Loczku, wiesz od czego służy samolot ?
- Co ? A. No pewnie, że wiem ! – wyprostował się
- Czyli jednak widziałem cię wczoraj !! – krzyknął Tom oskarżycielskim tonem po czym zwrócił się do Kelsey – Jak jeszcze raz kiedyś mnie tak strasznie i bezlitośnie będziesz wkręcać, że widziałem duchy po pijaku to nie będę miły.
Parsknęłam. – Co ?!
- No Kelsey wciskała, że przedawkowałem z ilością procentów i, że zjawy widzę. I już naprawdę się wystraszyłem i miałem więcej nie pić, ale w takim wypadku … - uśmiechnął się szeroko i rozłożył ręce – No chodź tu do mnie moje słońce ! - nie czekając dłużej podbiegłam do niego i wtuliłam się – Ależ ty niespodziankę nam zrobiłaś nooo !
- Nie targaj moich włosów ! – dostał ode mnie po łapie
- Jej, Vicky jak fajnie, że przyleciałaś. – następna w kolejce do uścisków była Nareesha
- Kiedy przyleciałaś ? – spytał Siva
- Wczoraj wieczorem kiedy zacnie sobie piliście.
- Na zawsze zostaniesz królową niespodzianek. – przytulił mnie Jay
- I oto chodzi. – puściłam oko tajemniczo
- Dobra, teraz jedzcie szybko i zmykamy do studia. Scooter nie lubi kiedy musi na nas czekać. – powiedział Max
- Vicky, posłuchasz naszych utworów na płytę.
- Z przyjemnością, Nath. Ej ! Dopiero co skończyłam robić tą kanapkę, oddawaj ! … A jak tam ten wasz super młody bóg Scooter ?
- Profesjonalista – uśmiechnął się Tom – facet zna się na rzeczy i wie co robić.
- No, ale dodatkowo jest wredny. – dodał Siva
- To znaczy dogada się z naszą Vicky. – zaśmiał się Jay po czym w jego kierunku poleciała łyżeczka posłana prosto z moich rączek – Ała ! To bolało ! – złapał się za nos
- Toooooooom
- Co Słońce ?
- A ty dasz radę dzisiaj śpiewać ?
- Ja nie dam rady ?
- No nie wiem. Dzisiaj w nocy niezbyt ogarniałeś sytuację …
- Uuuuuu – zamruczał Max z Sivą
Ściągnęłam brwi i spojrzałam na Nathana, pytając; - Zabrzmiało dwuznacznie ?
- Troszeczkę kochanie. Nie przejmuj się.
Przewróciłam oczami.
- Spoko, dam radę dzisiaj. Nie bój nic maleńka. – zaśmiał się Tom
- Posprzątaliście chociaż taras ? – spytała Nareesha
- Już ci mówiłem, że przyjdzie ekipa sprzątająca i będzie porządek. – westchnął jakby zniecierpliwiony Max
- Ty wiesz co się wczoraj działo ?- popatrzyła na mnie mulatka – Napili się w umór i zrobili taki syf, że głowa mała.
- Ta. Skutek napicia widziałam na Tomie, a syf przecież ogarną.
- Chcieli na dodatek rozkręcić imprezę tutaj w salonie, ale na szczęście poszli po rozum do głowy i zrobili popijawę na podwórku.
- Ale w sumie to przecież ich dom. – wzruszyłam ramionami – Więc mogą robić w nim co chcą jako The Wanted i nikomu nic do tego przecież. – i gdy skończyłam to mówić w kuchni nastała grobowa cisza jakbym przyznała się do popełnienia jakiegoś morderstwa, a Nareesha obdarowała mnie takim wrogim i chłodnym spojrzeniem, że aż odłożyłam kanapkę na talerz. Ścięła mnie wzrokiem i wyszła dumnie z kuchni.

Spojrzałam zdezorientowana na Sivę.
- Co ja takiego powiedziałam ? - mulat pokręcił głową i podążył za swoją dziewczyną, a ja nieogarnięta stałam i nie wiedziałam o co chodziło – Czy ktoś mnie oświeci co jest ??
- Vicky, bo widzisz – zaczął Nath – w zasadzie od początku naszego pobytu tutaj mamy spięcie co do organizowania rozrywek tutaj w domu. I po prostu nieświadomie wskazałaś po czyjej jesteś stronie przez tą wypowiedź.
Ściągnęłam brwi. – To po czyjej stronie jestem ?
- Potem ci to dokładniej wytłumaczę. – pocałował mnie w czoło – A teraz jedz, bo się spieszymy przecież.
- Już mi się nie chcę, dziękuję. – odsunęłam talerz
- Vicky, nie przejmuj się. Niczego złego nie zrobiłaś. – starał się uspokoić mnie Max
Uniosłam brew. – Właśnie widziałam …
- Vicky jedz ! – namawiał mnie sam przeżuwający kęs Nathan
- Powiedziałam, że nie chcę.
- Vicky …
- Pójdę się ogarnąć przed wyjściem. – z kuchni ulotnił się Jay. Zostałam ja, Nath, Kelsey z Tomem i Max
- To może coś innego zrobię tobie do jedzenia, Vicky co ? Chcesz jajecznicę ?
- Nie, nie chcę jajecznicy, Max.
Nathan odstawił talerz i przyjął poważny ton – Kotku, widziałaś w lustrze jak znowu schudłaś ? Jak wyglądasz ? Kości na wierzchu.
- Oczywiście, bo nie mam nic innego do roboty tylko gapić się w lustro !
- Victoria, po prostu się martwię ! Znowu marniejesz i znikasz w oczach.
- To wymień soczewki !
- Dobra kochani, nie kłóćcie się. – zaalarmowała Kelsey, widząc rosnące napięcie
- Zajdziemy gdzieś na pyszny obiad i tam Vicky naje się do syta. – uśmiechnął się Tom
- Jakbym była niedożywiona. – mruknęłam
- Słońce mówiłaś coś ??
- Nie, skądże.
Dołączył do nas z powrotem Jay w innej koszulce.
- To co, lecimy ?
 - Tak – odpowiedział poddenerwowany Nath – a z tobą – zwrócił się do mnie srogo – to ja jeszcze nie skończyłem.
- Cudownie, nie mogę doczekać się części drugiej. – sypnęłam jadem po czym Sykes chwycił mnie za dłoń, zaplótł palce z moimi i wyszliśmy na zewnątrz

Jay spojrzał na niebo. – Chyba będzie burza.
- No nie – mruknęłam pod nosem niezadowolona
- Co tam Vicky, czyżbyś bała się burzy ? – Max pomachał niecnie brwiami, co ja skwitowałam chamskim mlaśnięciem
- Burze są fajne. – objął mnie Nath
- No pewnie, że burze są fajne ! – ożywił się Tom – Można wtedy głośniej krzyczeć, co nie Kelsey ? – zarechotał znacząco
- Kompletnie nie rozumiem twoich aluzji. – chrząknęła blondynka
- Oj skaaaarbie – Tom pocałował swoją dziewczynę – Przecież wiesz, że żartuję.
Przy samochodach stali już Siva z Nareeshą. Widząc nas wsiedli do jednego auta.
- Mhm, szykuje się urocza podróż …
- Myszko, nie denerwuj się. – Sykes pocałował mnie w czoło
- To może my zapakujemy się do nich, a ty Max z Jayem jedźcie z młodymi. – podzielił nas Tom na co przystaliśmy i zapakowaliśmy się do dwóch samochodów
- Cześć chłopaki, cześć Vicky – pokiwał do nas z przedniego siedzenia Kevin; główny ochroniarz chłopaków, kierowcy nie znałam
- Hej – odpowiedziałam
- A Kevin jak zwykle brzydki i gruby. – zaśmiali się chłopaki, a sam zainteresowany burknął do nich;
- Gońcie się.
Zaśmialiśmy się, zajęliśmy miejsca i ruszyliśmy.
- Vicky, mogę ci sprzedać swój telefon, chcesz ? – spytał szeroko uśmiechnięty Max, machając mi przed nosem swoim cackiem
- Za ile ?
- 200 funtów
- A za ile go kupiłeś ?
- Za 100
- To nie

- Szybko, na temat i po sprawie. Moja krew ! – Nathan objął mnie ramieniem i dumnie wystawił język do Maxa






Cześć Słońca ! Przepraszam, że mnie nie było, ale tak wyszło … Sporo miałam na głowie, a potem jeszcze brak neta, whatever. Ważne, że jestem, prawda ;) ? I co najważniejsze- jestem już w domku ! Przyjechałam w środę i zostaję tu już na święta, łiiiiii ! Bardzo tęskniłam za moimi bliskimi i rodzinnymi stronami aż w końcu doczekałam się, yeah !

A propo teledysku „Glow In The Dark” – wyobrażałam sobie teledysk ze scenerią w jakimś klubie na dyskotece, z laserami, super oświetleniem … Że chłopaki będą uwodzić dziewczynę, że będą kusili i nęcili swoim spojrzeniem, że to będzie taka kropka nad „i” jeżeli chodzi o ich dotychczasową współpracę, że pokażą jakie teledyski z fabułami robili wcześniej i na jakie ich stać. Kiedy zobaczyłam teledysk GITD to delikatnie powiem; uniosłam brew i z niesmakiem spytałam „co to ma być?”. Z jednej strony rozumiem – może to miało być pewnego rodzaju podsumowanie ich współpracy, ale z drugiej ? Piosenka nijak się ma do teledysku, a urywki z WantedWednesday, z koncertów, czy z The Wanted Life nie były dla mnie nowością i je wszystkie obejrzałam już dawno w sieci. Teledysk NIESTETY nie wywarł na mnie dobrego wrażenia – wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że zrobiono go na zasadzie „odwalenia” pracy. A szkoda, bo po cudownym klipie „Show me love” apetyt i oczekiwania urosły. Podsumowując; szkoda, bo liczyłam na coś o wieeeeeele lepszego.

Dziękuję za wspaniałe komentaski pod ostatnim rozdziałem, jesteście fantastyczne ! ;*
A mogę w zamian za cudowne opinie zdradzić, że za kilka rozdziałów szykuje Wam coś mega ! Część mnie za to znienawidzi, a druga część pokocha. Zatem same zobaczycie do której grupy będziecie należały ;).

Buziak ! ;*

PS postaram się nadrobić zaległości w komentowaniu blogów na dniach, Blogerki proszę o cierpliwość ;) !
PS 2 Anonimku - "you'll find us chasing the SAN" BOSKIE ;D !!!










czwartek, 27 marca 2014

Jak ja za tobą tęskniłem - rozdział 118.

- Zasada jest prosta. Nigdy nie kłam komuś kto Ci ufa. I nigdy nie ufaj komuś kto Cię okłamał. – odpowiedziałam mu – Chris, naprawdę musimy gdzieś jechać ? Nie mam najmniejszej ochoty na szlajanie się po mieście.
- Oj, weź nie marudź !
- Nie marudzę, po prostu nie chcę jeździć i w tym momencie wracam do domu ! – na ulicy brutalnie, z piskiem opon zakręciłam i już po chwili wracałam pod lokal
- Miałaś szczęście, że policji nigdzie nie było. – mruknął
- A jak by była, to co by zdesperowanej dziewczynie zrobili ? Dali piątkę i wysłali na księżyc.
- Autopojazd ?
- Czasem trzeba.
- To sobie pojeździliśmy dzisiaj … - westchnął
- Sorry, od początku uprzedzałam, że nie mam weny na żadne wypady, to się przyczepiłeś … Teraz widzisz, że kiedy Victoria mówi, że na coś nie ma ochoty, to nie ma ochoty i tyle !
- Wiesz, mogłabyś być mniej uparta …
- A ty bardziej wyrozumiały.
- Nie, nie, nie.
- Tak. Właśnie dlatego to komplikuje nasze relacje.
- Właśnie dlatego nie jesteśmy parą.
Usłyszałam, a że podjeżdżałam już na parking pod „Sweet Dreams” gwałtownie zatrzymałam się, aż mało co, nie walnęliśmy głowami w przednią szybę.

- Mogłabyś ciut delikatniej hamować ? – Chris pomasował miejsce zaciśnięcia pasa
- Mógłbyś więcej nie poruszać tego tematu ?
- A to temat tabu jest, przepraszam ? Przecież wiesz, że od dawna mi się podobasz.
- Przecież wiesz, że od dawna mam chłopaka.
- Chłopak jak wagon, da się odczepić.
Pokręciłam głową. – Nie słyszałam tego. – odpinałam pas
- Owszem, słyszałaś. – Chris uśmiechnął się pewnie
Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do lokalu.
- Sorry, ale chcę zająć się swoimi sprawami. – zwróciłam się do chłopaka i nie czekając na jego odpowiedź, wróciłam do swojego pokoju. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i zjechałam po nich plecami do kucek.

„Ja muszę stąd wyjechać. Duszę się tu. Pętla na szyi mi się zaciśnia. Nie wytrzymam tu dłużej.” – myśli przelatywały mi w głowie jedna za drugą i wiedziałam już co musiałam zrobić, żeby z powrotem odbić się od dna, do którego nieustannie zbliżałam się dużymi krokami.
Włączyłam komputer i zaczęłam przeglądać strony z biletami. Kierunek; Londyn – Los Angeles, następnie podanie o urlop …

Nazajutrz rano w „EandJ” ;

- Cześć Rebecca, jest już szef ? – podbiegłam do recepcji od samego wejścia z teczką pod pachą
- Cześć, tak, właśnie poszedł do swojego gabinetu … A o co chodzi ?
- Mam do niego pilną sprawę. Dzięki ! – posłałam jej uśmiech i pobiegłam dalej korytarzem po schodkach do Oliviera Towna, mojego pracodawcy. Musiałam w końcu zatrzymać się, bo z hukiem walnęłabym w jego drzwi. Chwila na wyrównanie oddechu, kilka głębokich wdechów, sprawdzenie zawartości teczki i w końcu zapukałam.

- Proszę ! – usłyszałam po drugiej stronie. Ostrożnie uchyliłam drzwi i zajrzałam;
- Dzień dobry. Przepraszam czy mogę zająć panu chwilę ? – spytałam bruneta, który siedział już za biurkiem
- Dzień dobry. Proszę bardzo pani Victorio, zapraszam. – przywitał mnie jak zwykle uśmiechem
- Mam dla pana pewny dokument … - otwierałam taczkę
- Dokument ?
- Tak, a dokładniej … podanie o urlop. – położyłam mu na biurku
Town uśmiechnął się, biorąc do ręki mój zapisek, co trochę wybiło mnie z tropu. Zauważył to.
- Proszę nie myśleć sobie źle pani Victorio, po prostu zostałem już uprzedzony o tego typu sytuacji … - nadal uśmiechał się – Być może dlatego nie jestem zdziwiony.
- Mhm … - coś mi zaświtało – Nathan był u pana przed wylotem i poprosił o urlop dla mnie ?
- Może nie tyle co poprosił, a zasugerował, że będzie pani potrzebny.
- No tak. Rzeczywiście mała różnica … - chrząknęłam dwuznacznie
- No dobrze, od kiedy chce pani go otrzymać ?
- Napisałam tam … Jeśli nie kolidowałoby to z planami w „EandJ”, chciałabym mieć wolne od czwartku.
- Myślę, że nie byłoby to problemem, tym bardziej, że dużo pracowała pani przez te ostatnie tygodnie i przez ostatnie dni dostarczyła mi pani masę uzupełnionych dokumentów. Sądzę, że jak najbardziej mogę podpisać podanie o urlop. – uśmiechnął się i pociągnął długopisem, wykonując szlaczek nad linijką „podpis pracodawcy”. Szeroki uśmiech wystąpił na mojej twarzy.
- Dziękuję bardzo.
- Nie ma problemu. Solidnym pracownikom należy się urlop. W takim razie proszę jeszcze podokańczać dokumenty i raporty na te 3 dni, w środę przynieść mi to wszystko i życzę miłej wycieczki do Ameryki. Widzimy się za 2 tygodnie, tak ?
- Tak. Dziękuje jeszcze raz. – szczęście ode mnie tryskało i miałam wrażenie, że z gabinetu szefa wyleciałam na skrzydłach radości … Chyba nie muszę wspominać, że euforia mną zawładnęła i miałam energii za dwóch ? Oczywiście chciałam zadzwonić do Nathana i przekazać mu tą jakże cudowną nowinę tym bardziej, że uda mi się przylecieć wcześniej niż zaplanowałam, bo przecież miałam już bilet na środę wieczór, a nie dopiero na sobotę rano. Pomyślałam jednak, że zrobię mu niespodziankę i całej reszcie. Tak jest ! Nikomu nic nie powiem ! Ale zaraz … jak ja się niby przetransportuję z lotniska do rezydencji chłopaków w Los Angeles, w którym nigdy w życiu nie byłam ?!

W głowie uknuł mi się diabelski plan … Będąc już w swoim gabinecie wybrałam pewien numer ze swojego telefonu;
- Halo ?
- Cześć Kelsey – odezwałam się – jesteś zajęta czy możesz rozmawiać ?
- Mogę, mogę, co jest ? Masz załamanie ?
- Co ?! A – machnęłam ręką – wręcz przeciwnie. Mam do ciebie sprawę … Tylko musisz mi obiecać, że będziesz milczała jak grób !
- Nie strasz mnie nawet … - przeraziła się, a ja się zaśmiałam
- Spokojnie, to nic strasznego … - i zaczęłam wdrążać ją w temat … - Tak to wygląda. – skończyłam po paru minutach mówienia
- Okeeeeey, super ! – cieszyła się – To czekaj, o której ty będziesz w LA w końcu ?
- Wylatuję stąd o 20 w środę, będę leciała 11 godzin, więc z przestawieniem zegarków będę w LA około g.23 nadal w środę.
- O matko matko, pogubiłam się … - zachichotała
- Ważne, że ja ogarniam. – śmiałam się - Po prostu szykuj się, żebyś mogła jakoś wyjść w tym czasie i po mnie przyjechać, oczywiście nic nie mówiąc chłopakom. Nawet dla Toma !
- Przede wszystkim dla Toma !
- Fakt. - zarechotałyśmy
- Okey, nie ma sprawy, ale mega się cieszę, że w końcu będziesz z nami !
- Ja też … Jeszcze tylko wytrzymać w pracy do środy do g.15 i koniec.
- Cudownie ! – pisnęła – A Nathan coś się do ciebie odzywa w końcu ?
- Ta. Wczoraj napisał mi dobranoc przed spaniem.
- Wow, zaszalał.
- Nom, szał jest … Dobra Kelsey, muszę kończyć, bo jakby nie patrzeć w pracy jestem, a ty idź spać, bo u was chyba noc jest. Jesteśmy w kontakcie !
- Zawsze ! Do zobaczenia !
- Dzięki ! Pa ! – rozłączyłam się i z wieeeeelkim uśmiechem na twarzy wzięłam się za pracę …

2 dni później po południu;

- Bob tylko pamiętaj, żebyś schował samochód Nathana do garażu, bo ja już nie zdążę, a on mnie chyba zabije jak tego nie zrobię ! – krzyczałam, biegając z góry na dół, zbierając jeszcze resztkę swoich rzeczy i chowając je do walizki
- Vicky skarbie, powtarzasz się … Mówisz mi już o tym od samego powrotu z pracy. Nie da się o tym zapomnieć. – mówił znudzonym tonem
- Wiem, wiem. Po prostu panikuję.
- To przestań !
- Kiedy nie mogę. – mina zbitego psa
- Chodź tu Mała, niech cię wyściskam, póki przed wyjściem dorwie się do ciebie Lucy. – zaśmiał się mężczyzna i po chwili wylądowałam w jego ramionach – Ale wiesz co masz tam robić w tym Los Angeles ?
- Mówisz mi już o tym od samego powrotu z pracy. Nie da się o tym zapomnieć. – przywołałam jego słowa
- Zatem co ?
- Pilnować się i uważać na siebie.
- Otóż to !
- Ale wstawisz samochód do garażu ?
- Victoria !
- Dobra dobra, już wiem. – przewróciłam oczami. Spojrzałam na zegarek. – Gdzie jest Lucy i Chris ? Zaraz muszę wychodzić, a chciałabym się jeszcze z nimi pożegnać …
- O wilkach mowa ! – Bob uśmiechnął się, a ja w wejściu do lokalu zobaczyłam „wilki”
- To już, zmykasz ? – podeszła Lucy
- Tak. Mówiłam, że mam na 20, a muszę być przecież wcześniej.
- No wiem, wiem. Uważaj tam na siebie. – kobieta przytuliła mnie – I odzywaj się co jakiś czas.
- Postaram się tylko muszę pamiętać o różnicy czasowej. – zaśmiałam się
- Nawet w nocy pisz, będziemy wiedzieli, że wszystko w porządku.
- Ok, macie to zagwarantowane skoro się dopominacie !
Chris odstawił zakupy na ladę i przytulił mnie.
- Spokojnego lotu no i udanego wypadu.
- Dzięki.
- Może cię jednak podwiozę na lotnisko ? Będziesz tachać ze sobą tę walizę ?
- Nic mi nie będzie. Poza tym zamówiłam już taxówkę, lada chwila tu będzie. Oj, przecież wiecie, że nienawidzę oficjalnych pożegnań na lotnisku czy dworcach ! – żachnęłam się na widok podkówek trójki – Także jeszcze raz po przytulasie i uciekam. – zauważyłam, że taxówka podstawiła się pod lokal. Wszyscy mnie uściskali, wzięłam torbę na ramię i walizę, i wyszłam z lokalu. Chwilę później siedziałam już w taxówce i jechałam na lotnisko rozpromieniona i bardzo podekscytowana. W czasie drogi dostałam wiadomość od nic niepodejrzewającego i nieświadomego mojego przylotu Nathana;

„Hej Baby ! Wreszcie mam czas, żeby z Tobą na spokojnie porozmawiać. Przepraszam, że w ciągu ostatnich dni nie odzywałem się jak należało. Masz prawo być na mnie wściekła. Przepraszam!  Mam  nadzieję, że zaraz szybko mi odpiszesz i będę mógł usłyszeć Twój głos, za którym tak bardzo się stęskniłem … Wyczekuję soboty i nie mogę się doczekać kiedy dołączysz do mnie. Kocham, Nath.”

W serce wlało się ciepło, a z poczucia tego, że byłam kochana, aż przygryzłam dolną wargę ze szczęścia. Przecież ja też tęsknię ! Dlatego już niedługo będę u ciebie. Z tobą. Razem.

W tym momencie żałowałam, że te 11 godzin, które na mnie czekały, to nie zaledwie 11 minut. Zdawało mi się, że się nie doczekam, a przecież miłość i chęć zobaczenia chłopaka tak bardzo napełniały mnie pozytywną energią !

Postanowiłam jednak nie dać się tak łatwo i tym razem to ja chciałam poznęcać się nad Sykesem. Oczywiście nie robiłabym tego, gdybym wiedziała, że nie ma szans na ujrzenie go za kilkanaście godzin, wtedy na pewno bym się na niego nie złościła tylko poleciała do Skype`a i szczęśliwa z nim rozmawiała, ale o nieeee .. Nie tym razem ! Niech on teraz się pomęczy jak ja męczyłam się przez ponad tydzień, kiedy nie miał dla mnie czasu. Tak jest ! Na myśl o swojej zemście znowu przyłapałam się na szerokim uśmiechu w odbiciu szyby w taxówce. Jaka kara mogła mnie za to spotkać ? Hmmm pomyślmy chwilę … albo wygilgotanie przez Nathana, albo zacałowanie, albo wspólna kolacja … Taaaaaaak, te wymiary kary baaaaaardzo mi odpowiadały ;) …

Dojechałam do lotniska, zadzwoniłam do Kelsey, by poinformować ją o tym, że niedługo wsiadam w samolot i nasz diabelski plan wcielamy w życie i uprzejmie przypomniałam o tym, że miała trzymać język za zębami. Pośmiałyśmy się jeszcze chwilę, wyobrażając sobie miny chłopaków, a następnie pożegnałyśmy się z obietnicą, że widzimy się na lotnisku w LA.
Oczywiście z niczym nie było problemu i po odprawie wsiadłam w samolot, wyczekując bardzo intensywnie upragnionego Los Angeles …

W ciągu tych nieszczęsnych 11 godzin zabrakło mi już pomysłów co mogłam robić. Wyspałam się, nasłuchałam muzyki, obejrzałam film, a tu nadal leciałam … W końcu jednak wylądowaliśmy i mogliśmy wysiąść. Już w samolocie ściągnęłam sweter, który miałam na sobie w Anglii i rzeczywiście, mimo iż był już późny wieczór, dało się wyczuć przyjemne, letnie ciepełko. Hurra, żegnaj zimo !

Weszłam na lotnisko i rozglądałam się dookoła, aby gdziekolwiek dostrzec Kelesy. Nigdzie mój bystry wzrok jej nie namierzył, zatem wyciągnęłam telefon i wybrałam ostatnie połączenia, by skontaktować się z nią, gdy nagle poczułam jak ktoś z tyłu wcisnął mi palce w żebra, krzycząc;

- Wreszcie jesteś !
Chyba nie muszę uwzględniać, że podskoczyłam jak oparzona;
- Kelsey ja cię pobiję kiedyś ! – krzyknęłam, odwracając się twarzą do roześmianej dziewczyny
- Cześć wariatko ! – przytuliła mnie
- Cześć ! Wooooow – odsunęłam się od niej na wyciągnięcie rąk – Jaka brązowa jesteś ! Ślicznie się opaliłaś !
- Spoko, posiedzisz tu kilka dni i też taka będziesz. -  puściła oko – Jak lot ?
- Nudny – skrzywiłam się
- Fakt, 11 godzin wysysa z człowieka soki.
- Dokładnie …
- Matko, nie gorąco ci w tych długich jeansach ??
- Ha ha ha Kelsey ! – pokazałam jej figę
- Chodź lepiej, bo taxi nam się zwinie.
- Zatem chodźmy ! – dziewczyna pomogła wziąć moją walizkę i ruszyłyśmy ku wyjściu
- Podekscytowana ?
- I to jeszcze jak ! – pisnęłam
- Właśnie ! Ty się pokłóciłaś z Nathem czy jak ? Chodzi taki struty, że aż patrzeć na niego dziś nie mogliśmy …
- Coś mówił ? – zaciekawiłam się
- No, że nie odpisujesz, że to przez to na pewno, że nie miał dla ciebie czasu, że jest głupi, że nie zasługuje na ciebie, że nie wie jak mógł cię tak olewać …
- Wow – otworzyłam szeroko oczy – aż tak o go wzięło ?
- Noooo … to co, nie pokłóciliście się ?
- Nie. Po prostu dzisiaj ja go olałam, wiedząc, że za kilkanaście godzin go zobaczę. Taki trik. – puściłam oko
- Ale ty cwana bestia jesteś ! – dała mi ze śmiechem kuksańca w bok
- A co ty myślisz ! Mam nadzieję, że nikt niczego nie podejrzewa, że wyszłaś o tej porze ?
- Coś ty ! Panowie dzisiaj mają męski wieczór. Wiesz; granie w piłkarzyki, basen, alkohol … Z Nareeshą miałyśmy mieć dzisiejszy wieczór dla siebie. Ona stwierdziła, że pójdzie do sypialni poprojektować buty, a ja w takim wypadku nie miałam co ze sobą zrobić, więc można powiedzieć, że z nieba mi spadłaś. I to dosłownie. – dodała po chwili zastanowienia się i obydwie zaśmiałyśmy się

Kilka minut później siedziałyśmy już w taxówce, Kelsey podała adres i ruszyłyśmy pod tymczasowy dom chłopaków i dziewczyn.
- Nath też dziś pije ? – spytałam
- Wiesz co, nie wiem do końca … Jak wychodziłam, to siedział w kuchni na blacie z nietęgą miną, w jakimś rozlazłym dresie z potarganymi włosami.
- Ojeeeeej … - serce aż mi szybciej zabiło na myśl o smutnym Sykesie
- Noooo … będziesz musiała go porządnie pocieszyć moja droga. – zachichotała, a tym razem ja dałam jej kuksańca w bok - Oj daj spokój. Przecież wiem, że obydwoje jutro będziecie niewyspani.
- No w tym momencie gadasz jak Tom !
- No wiesz … kto z kim przystaje … - znowu wybuchnęłyśmy śmiechem
- Jestem taka szczęśliwa, że znowu jestem z wami !
- Brakowało nam ciebie. Nawet nie wiesz jak bardzo. – Kelsey uśmiechnęła się do mnie – Ale ale, lepiej mów co się działo jak wtedy do ciebie zadzwoniłam ! Wspominałaś, że nie było dobrze.
Spojrzałam dwuznacznie na kierowcę.
- To może opowiem tobie na dniach, nie teraz, hm ?
- Ah, no tak. – zrozumiała – A czy mi się wydaje czy schudłaś znowu ?
Przewróciłam oczami. – Kiedy będziemy w domu ?
- Już niedługo. – uśmiechnęłyśmy się do siebie
Rzeczywiście. Kilka minut później wysiadłyśmy pod …
- Woooooooow tu mieszka jakiś król ?! – pochłaniałam wzrokiem rezydencję, która była przeogromna, na dodatek super oświetlona, a przed nią roztaczała się żelazna, wysoka brama
- Tak. I to nawet nie jeden. – roześmiała się – I królowe też.
- O kurczę ! Już z daleka widać jaki luksus !
- W środeczku też ci się spodoba.
- Nie wątpię !
- Dobra, chodź, chyba nie będziesz tak tu stała i zachwycała się budynkiem całą noc; Nathan czeka !
- Racja ! – ruszyłam się
- Czekaj, wejdziemy tylnymi drzwiami, żeby nikt cię nie zobaczył. Jutro rano zrobisz niespodziankę reszcie, co ty na to ? – pomachała łobuzersko brwiami
- Cudownie ! – pisnęłam

Kilkanaście minut później byłam już w środku luksusu. Nie mogłam jednak za bardzo podziwiać kwatery, bowiem musiałyśmy być ostrożne i ciche, żeby nikt na nas się nie natknął.
- Ej, to gdzie są chłopaki ? – szepnęłam do Kels
- Po drugiej stronie domu, mamy wolną strefę. – machnęła ręką
Czułam się troszkę jak złodziej – w nieznanym domu, było trzeba być bezszelestną … Nono adrenalina rosła.
- Kurna
- Co ? – wpadłam na plecy dziewczyny
- Schody
- No i co ?
- Waliza !
- Oj dawaj ! Ja za dół ty za górę i wnosimy ! - szeptałam
- Ok … - i siłowałyśmy się, żeby wtaszczyć na piętro mój bagaż, ale koniec końców; udało się ! I to w miarę cicho i bez żadnych kolizji !
Szłyśmy dość wąskim korytarzem, po którego obydwu stronach były drzwi do pokoi. Nagle blondynka zatrzymała się przed jednymi, które były przytwarte. Wskazała mi na migi, że to właśnie pokój Natha. Kazała mi poczekać i sama zapukała. Usłyszałyśmy ponure;
- Proszę … - a mi serce zaczęło szybciej bić. Bić ?! Raczej walić ! Myślałam, że wyskoczy mi z klatki piersiowej !

Kelsey weszła do pokoju i dało się słyszeć dialog;
- Oł Nath, a ty nadal sam siedzisz … ?
- Jak widać.
- Co, nic jeszcze nie odpisała ?
- Nie. W ogóle nie wiem co się dzieje, miała przez połowę dnia wyłączony telefon ! Zaczynam się denerwować. Wiem, że pewnie jest na mnie wściekła, jak to Victoria, no ale bez przesady ! Jak mam się z nią inaczej skontaktować ?! – był nieźle poddenerwowany, aż się trochę zestresowałam …
- Hmmm … - Kelsey mruknęła – Mogę jakoś pomóc ?
- A czy jesteś piwem ?
- Okey – dziewczyna kierowała się do wyjścia i już się widziałyśmy, gdy jeszcze chłopak dodał;
- Gdybym był w Londynie, a ona by tak się zachowywała to nie wiem czy najpierw bym ją przepraszał czy od razu ochrzaniał za fochy.
Otworzyłam usta i wzburzona wymówiłam nieme ; - Jaka łajza !
Kelsey uśmiechnęła się, widząc moją reakcję i odezwała się jeszcze do chłopaka;
- Wiesz Nath, to wasza sprawa. Patrz, żebyś tylko nie przesadził …
- Wiem właśnie … - przemówił pokornym tonem – Nie chcę jej stracić, a obawiam się, że już przegiąłem przez ten tydzień …

Blondynka posłała mu dodający otuchy uśmiech i wyszła z pokoju. Dołączyła do mnie na korytarz;
- Twoja kolej Słońce. Powodzenia i miłego wieczora i nocy.  – szepnęła, puściła oko i poszła bodajże do swojej sypialni. Ja wzięłam głęboki wdech, ale nie chcąc już dłużej czekać, a pragnąc jak najszybciej zobaczyć ukochanego, zrobiłam dwa kroki do wejścia do pokoju i zobaczyłam sylwetkę Nathana, siedzącego do wejścia tyłem na łóżku, ze schowaną twarzą w dłoniach. Rozmiękczył mnie ten widok i chciałam rzucić się na niego, ale nie Wiktorio; ogarnij się i zrób to jak perfekcjonistka ! Oparłam zatem głowę niby to od niechcenia przy ścianie, wzięłam oddech i odezwałam się niby to na luzie;

- No. Brawo Nath. Twoje błyskotliwe wypowiedzi mnie podkręcają. Ale powinieneś wiedzieć, że docenisz jak stracisz, a nie stracisz jak docenisz.
Chłopak raptownie odwrócił się i nasze spojrzenia złączyły się. On patrzył na mnie jakimś błędnym wzrokiem jakby  zobaczył ducha. Nie wytrzymałam i parsknęłam.
- To teraz szykuj się na załaskotanie ! – roześmiał się i rzucił się na mnie
- Ała ! – starałam się wyswobodzić, ale oczywiście był silniejszy
- Ty wredoto jedna ! To ukartowane było wszystko, tak ?!
- Ha ha ha … Nath … Przeeeee … hahaha … staaaaań ! - na prośbę przestał łaskotać - Weź proszę z korytarza moją walizę, hm ?
- Do środka wchodź ! – rozkazał surowym tonem i wyszedł po mój bagaż, a ja nie śmiałam stawić oporu

Weszłam do jego dużej sypialni i rozglądałam się w koło, kiedy wyrwało mnie stanowcze zamknięcie drzwi i postawienie mojej walizki przy szafie.
- A teraz jak na spowiedzi – podchodził do mnie niby to zły, ale w oczach nie potrafił ukryć radości, bo chochliki w spojrzeniu szalały – Od kiedy wiedziałaś, że dzisiaj przylecisz, a nie w sobotę, cooo ?
- Eeeemmm – przygryzłam dolna wargę – Od poniedziałku … ?
- I specjalnie dziś mi nie odpisywałaś ?! – był coraz bliżej
- Z pełną premedytacją. – wyszczerzyłam się
- Oooooohhhhh ! – jeden krok i już obejmował mnie mocno w talii, aż wygięłam się i miałam nastawioną do jego twarzy swoją twarz. Włoski rzeczywiście miał rozczochrane, ponadto delikatny zarost gościł na jego brodzie i nad ustami. Szeroki uśmiech, ukazujący szereg białych zębów nie schodził mu już z twarzy, a oczy przepełnione miłością patrzyły w moje.
- Boże, jak ja za tobą tęskniłem. – niemalże szepnął, napawając się moimi oczami
- Ja myślałam, że oszaleję bez ciebie. – przyznałam
- Jak dobrze, że jesteś.
Przysunęłam twarz do jego, już dzieliły nas milimetry, już tak bardzo chciałam go pocałować, gdy on odsunął się troszkę, jeszcze bardziej zaostrzając mój apetyt z premedytacją i spytał z delikatnym uśmiechem;
- I nie będziesz na mnie krzyczeć ?
- Jutro to zrobię. – szepnęłam i wpiłam się w jego usta. W jego gorące, miękkie usta, za którymi tak tęskniłam …





Jołson ! Zdziwione ? I obrotem akcji i szybkością dodania nexta ? A może na dodatek i długością rozdziału, hm ? ;)
Zmobilizowałam się i rozdział powstał jeszcze wczoraj. Wysłałam Wiktorię do Stanów, niech tam ma i się cieszy :D ! Niecny plan wdrążony w życie.

Mam nadzieję, że cieszymy się razem z nią ;) ? 
Czekam na Wasze opinie (:
Ciekawostka; Wantedowe Story mają już 900 STRON !!!

Bye !

PS BLOGERKI ! To jest czas dla Was, który chcę przeznaczyć - zachęcam gorąco do zostawienia po swoim komentarzu linka do swojego bloga. Jestem żądna nowych opowiadań i historii ! Poza tym fajnie by było dodać nowe Blogaski do mojej ulubionej zakładki "Me gusta ;)" ...

środa, 26 marca 2014

To ty masz być tym poświęceniem ? - rozdział 117.

Obudziłam się w podłym nastroju. Pierwsze co było po otworzeniu oczy to sięgnięcie po telefon i zobaczenie czy Nathan nie odezwał się. Nie odezwał się … Humor do granic wytrzymałości jeszcze bardziej mi siadł. Zakopałam się w kołdrze i jeszcze chwilę podrzemałam kiedy stwierdziłam, że nawet spanie mi dobrze nie wychodziło.

Podniosłam się, wyszłam z łóżka i markotna wyszłam z pokoju, by udać się na dół do kuchni, gdzie Lucy, Bob i Chris jedli niedzielne, rodzinne śniadanie. Już z daleka słychać było ich radość i wesołe rozmowy. W końcu byli znowu wszyscy razem. Jak na rodzinę przystało. Spojrzałam na zegar, który wisiał nad ladą- za pół godziny lokal miał być otwierany. W takim razie pomyślałam, że nie będę im przeszkadzać we wspólnym śniadaniu i wrócę się kiedy Bob z Lucy zajmą się pracą. Już zawracałam się na pięcie, gdy z kuchni wyłonił się Bob i zawołał;

- Dzień dobry Vicky ! Właśnie tak coś nam się zdawało, że słyszeliśmy jak schodziłaś po schodach. Chodź do nas jeść. – zachęcał ze szczerym, przyjemnym uśmiechem
- Nie chcę wam przeszkadzać Bob …
- Vicky … - przesadny wzrok mężczyzny i sekundę później wchodziłam już w piżamie do kuchni
- Dzień dobry – uśmiechnęłam się do Lucy i Chrisa, którzy siedzieli obok siebie przy stole
- Cześć Vicky – odwzajemniła gest kobieta
- Dzień dobry – Chris szeroko uśmiechnął się i ugryzł bułkę
Usiadłam naprzeciwko niego, a obok mnie dosiadł się Bob.
- Jak się spało ?
- Dobrze – kiwnęłam na odczepnego głową
- A jak rozmowa wczorajsza z Jessicą ? Pomogłaś dziewczynie ?
- Obawiam się, że nie, Bob … - westchnęłam
- Ja tobie od razu mówiłem, żebyś nie zawracała sobie nią głowy.
- Bob ma rację. – podchwyciła Lucy – Teraz powinnaś zająć się sobą i skupić się na swoich problemach, a nie brać do głowy jeszcze cudze kłopoty. Vicky, tak daleko nie pociągniesz.
- Ale rozmowa z kimś i pomoc wiele nie kosztuje, więc chyba na tyle mnie stać. – obruszyłam się
- To dlaczego przed nikim innym nie chcesz się otworzyć i powiedzieć co siedzi w tobie ? – spytał Bob
- Nie zmieniaj tematu. – wytknęłam mu palcem – Po prostu martwię się o Jessicę i już.
- A my martwimy się o ciebie. – trójka powiedziała równocześnie i wszyscy wbili we mnie swój wzrok

W kuchni zapanowała cisza, a ja spuściłam oczy.
- Niepotrzebnie. – szepnęłam niemalże – Radzę sobie.
- Taaaaaak, przez kilka ostatnich dni nieźle to widać Vicky jak sobie radzisz.
- Bob, przestań … - skrzywiłam się
- Zauważyłaś, że wyglądasz jak cień ? Zero w tobie życia, żadnej iskry, uśmiechu, temperamentu, który tak uwielbiamy, energii .. Nic. Głucha cisza. A na dodatek znowu schudłaś.
- To teraz chyba najmniejszy problem. – niemalże warknęłam
- Nie wydaje mi się. – westchnął Chris, smarując kanapkę masłem

Spojrzałam na niego z wyrzutem lecz on nawet nie zaszczycił mnie spojrzeniem.
- Pogadam z Nathanem jak polecę do Los Angeles i dojdę do siebie.
- Nathana to po prostu złapać i walnąć w łeb. Tylko tak porządnie !
- Bob !
- Co „Bob” ?! Może by się facet wreszcie tobą zainteresował, a nie tylko sobą !
- On pracuje, ma kontrakt i mnóstwo zobowiązań.
- „On pracuje, ma kontrakt i mnóstwo zobowiązań” – Bob powtórzył szyderczo za mną – Słyszysz co mówisz ?!
- Słyszę !
- Ja mam nadzieję, że pan Sykes się ogarnie i opamięta, bo jest tak zafascynowany amerykańskim życiem, że zapomina o tobie. – skończył ostentacyjnie wypowiedź i odsunął krzesło – Dziękuję za śniadanie. – wstał i wyszedł z kuchni, w której ponownie zapanowała cisza

Westchnęłam z nerwów i spojrzałam na okno.
- Victoria nie denerwuj się, ale jestem tego samego zdania co Bob. Uważam, że ma rację.
- Lucy … - przeniosłam na nią błagalny wzrok – Ja wiem, że was nie przegadam, ale zrozumcie, że praca Nathana wymaga poświęceń.
- I co, to ty masz być tym poświęceniem ? – spojrzał na mnie Chris – Na ciebie padło ?
- Nie mów tak. – pokręciłam głową – Jesteś niesprawiedliwy.
- Dlaczego ?
- Bo nie jesteś na jego miejscu.
- A on nie jest na moim.
Ściągnęłam brwi. – Co masz na myśli ?
- Dobrze wiesz. – powiedział i napił się soku
- Dobrze dzieci, nie kłóćcie się chociaż między sobą. – zaalarmowała Lucy – Po prostu Vicky – zwróciła się ponownie do mnie – Nie jesteśmy twoimi wrogami i nie chcemy, żebyś cierpiała. Możesz na nas zawsze liczyć, przecież wiesz.
- Wiem. – posłałam jej blady uśmiech – Dziękuję.
- Nie ma za co. A teraz przepraszam, ale muszę zacząć szykować się do otwarcia cukierni, a wy jedzcie tu jeszcze sobie. – kobieta wstała z brudnymi naczyniami w ręku, postawiła je do zmywarki i wyszła z kuchni

Zostałam sama z Chrisem, który siedział naprzeciwko mnie. Wbiłam wzrok w swój pusty talerz.
- Mocno zła ? – usłyszałam po chwili, ale nawet nie drgnęłam – Ej – poczułam jego palec pod brodą, który uniósł moją twarz na wysokość jego twarzy i nasz wzrok się spotkał – Pytałem … czy … nie jesteś … zła. – mówił powoli jakbym pierwszy raz w życiu słyszała angielski
- Chris nie jestem jakaś niedorozwinięta i zrozumiałam o co zapytałeś. – burknęłam, a on słodko roześmiał się
- Mam pomysł Vicky. – założył rozradowany ręce za głowę i bacznie lustrował mnie wzrokiem – Zjedz, ubieraj się i idziemy w miasto.
- Wiesz … jakoś mi nie po drodze. – skrzywiłam się i sięgnęłam po rogala
- A gdzieś już się wybierasz ? – zaciekawił się
- Mhm
- A gdzie ?
- Pod kołdrę.
- No chyba nie !
- No raczej tak.
- Nie ma takiej opcji. Idziemy w miasto. Co jak co, kilka dni wcześniej to mogłaś sobie nawet i całą dobę spędzać u siebie, ale nie teraz kiedy przyjechałem. O na pewno nie !
- Czy ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś irytujący ?
- Hmmmm … nie ?
- Wow, jestem pierwsza w takim razie ? Nie wierzę.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- Gadanie …
- Oj wcale nie. Naprawdę.
- Znam te wasze bajery. – machnęłam ręką – Ale i tak jeszcze się nie doliczyłam …
- Czego ?
- Do ilu trzeba liczyć jeśli liczy się na faceta ?
- Zależy na jakiego. – pomachał zabawnie brwiami
- Kończę tą bezsensowną dyskusję. – ugryzłam rogala
- Dobrze dobrze. Trzeba szybko zjeść i wyjść z domu.
Uniosłam niezadowolona brew. – Czy ja się nie wyraziłam dostatecznie jasno ? Nie mam ochoty nigdzie wychodzić.
- Boisz się ludzi czy co ?
- Nie. Po prostu nie chce mi się z nikim gadać, a jeśli myślisz, że podstępem zaciągniesz mnie gdzieś, żebym wybeczała ci się w ramię, wyszlochała i co nie tylko, to już możesz przestać mnie namawiać, bo uprzedzam cię, że twoje wysiłki są na marne i kompletnie bez sensu !
- Dżem ci spadł na piżamę.
- Co ?!
- Uświniłaś się dżemem. – Chris już nie trzymał w sobie śmiechu i zaczął rechotać na całą kuchnię
- Spadaj ! – żachnęłam się i zebrałam dżem ze spodni, na których została plama
- Po prostu nie gadaj tyle. – puścił do mnie oko
- Chcę, żeby wszystko było jasne.
- I jest, nie spinaj się tak.
- Idę się przebierać. – wstałam od stołu
- Jest ! – Chrisowi wypsnęła się euforia
- Tylko dlatego, że nie chce mi się więcej z tobą gadać. – wytknęłam mu
- Ok, ok – kiwał głową z potulną miną, a ja nie chcąc się roześmiać przewróciłam tylko oczami i wyszłam z kuchni

Na górze ogarnęłam się, spięłam włosy, zrobiłam delikatny makijaż i po kwadransie schodziłam na dół. 


- Gotowa ? – wyszedł naprzeciwko Chris
- Tsa – ciężko westchnęłam
- Oj daj spokój, fajnie będzie. – wysłał mi szeroki uśmiech i objął ramieniem
- Nono, nie pozwalaj sobie. – spojrzał na mnie z wyrzutem – Bo jeszcze zarazisz się ode mnie wścieklizną. – dodałam z kwaśnym uśmiechem, a on zaśmiał się i wyszliśmy ze „Sweet Dreams”
- To co, w prawo czy w lewo ? – spytał przed lokalem
- Prosto – wyswobodziłam się spod jego ramienia i ruszyłam do czarnego, terenowego auta, wyjmując z torby kluczyki
- Wooooooow no nie gadaj, że będziemy się wozili takim cackiem. – zachwycał się, podchodząc do samochodu z wielkimi oczami i nieukrywanym zaskoczeniem – To twoje cudeńko ?
- Muszę cię zasmucić. Otóż nie. – odkluczyłam „cudeńko”
- A czyje ?
- Nathana – powiedziałam i wsiadłam do środka

Parę sekund musiałam poczekać aż Chris zdecydował się zająć miejsce pasażera. Usiadł z posępną miną i zamknął drzwi.
- Co, już ci się nie podoba Nathanowskie „cudeńko” ?
- Widziałem fajniejsze. – mlasnął
Nie wytrzymałam. – Ale ty głupi jesteś. – zaczęłam śmiać się na głos
- Wcale nie. Po prostu widziałem jeszcze fajniejsze samochody. – bronił się uparcie
- Mhm, szkoda, że nie widziałeś swojej zafascynowanej miny, gdy jeszcze ci nie powiedziałam, że to samochód mojego chłopaka, ale trudno … Pasy !

Chris przewrócił oczami, a po chwili ruszyliśmy.
- To gdzie, po co i na co ? – spytałam
- Przed siebie, po dobrą zabawę, na pamiętne chwile.
- Chris ! – upomniałam go
- No co ? – mruknął kuszącym wzrokiem aż przeszły mnie po plecach ciarki
- Nie przeginaj.
- Jeszcze niczego się nie dotknąłem.
- „Jeszcze” … - westchnęłam
- Oj, nie będziesz żałować.
- Niczego nie żałuję.
- Nawet błędów ?
- Zawsze czegoś nauczą.
- Albo zdarza się, że zrobi się głupotę dwa razy.
- Nie popełniaj zawsze tego samego błędu. Jest wiele innych, popełniaj codziennie jakiś nowy.
- Victoria ! – wybuchnął śmiechem, a ja tylko wzruszyłam ramionami. Chciałam już mu coś powiedzieć, żeby się zamknął czy cos w tym stylu, ale w tym samym czasie usłyszałam dzwonek swojej komórki.

- Chris, możesz wyciągnąć z mojej torby telefon, odebrać i przyłożyć mi go do ucha ?
- Jasne – chłopak ruszył się, wyciągnął grający sprzęt z torby i przyłożył do ucha, szepcząc – Jakaś Kelsey …
- Halo – odezwałam się do telefonu, prowadząc samochód
- Cześć złotko ! – przywitał mnie radosny ton głosu dziewczyny Toma
- Hej sreberko !
- Co się nie odzywasz do nas ? Myślisz, że jak już wylecieliśmy na drugi kontynent to masz od nas wolne ??? O nie kochana !
Westchnęłam. - Oj Kels, wyobraź sobie, że ja odnoszę identyczne wrażenie propo was …
- Propo nas ? A co, nikt się do ciebie nie odzywa ?
- Można tak powiedzieć.
- A Nath ?
- Brak słów.
- Uuuuuuu … to nieładnie … Już ja go przetrzepię.
- Kels daj spokój.
- Nie może tak być. A kiedy ty w ogóle przylatujesz do nas ?
- Za 5 albo 6 dni, nie wiem dokładnie. Jeszcze z szefem nie uzgadniałam nic.
- To na co czekasz ?!
- Spoko, jutro wszystko załatwię.
- Może uda ci się wystartować do nas wcześniej, co ? Tęsknię strasznie … Znaczy nie tylko ja.
- Kelsey jesteś słodka, ale nic nie dam rady przyspieszyć. W ogóle przepraszam cię, ale niebardzo mogę rozmawiać, bo właśnie prowadzę auto …
- A to sorry jak tak. Już się rozłączam, ale czy mi się zdaje, a coś jest nie w porządku ? Masz bardzo smutny głos.
- Szczerze ?
- Tylko szczerze !
- Wszystko jest „nie w porządku”.
- Oooooołł coś czuję maleńka, że bez wina wieczornego tu się nie obejdzie …
- Przypominam, że na amerykańskie prawo jestem niepełnoletnia do picia.
- Oj tam oj tam, nikt po sypialniach z policji łazić nie będzie. – zaśmiała się
- Zobaczymy, ok ?
- Jasne, ale uwierz mi, że ja cię wezmę w swoje szpony i wszystko mi wyśpiewasz ! Masz szczęście, że teraz cię w domu nie ma i nie możesz wejść na Skype`a, bo już byś mi się spowiadała !
- Oczywiście …
- Dobra, to jedź tam. Tylko ostrożnie i jakbyś miała załamanie to dzwoń !
- Jasne. Na razie, dzięki za telefon.
- Nie ma sprawy, pa !
- Już. – odezwałam się do Chrisa, który mógł zabrać mi z ucha telefon – Dzięki za trzymanie.
- Spoko … - schował telefon z powrotem do torby - Vicky … ?
- Mmm ?
- Dlaczego ty nie ufasz ludziom ?







Cześć ! Dzisiejszy i kolejny rozdział to coś dla fanek Chrisa, które ucieszyły się poprzednio, że ów pan wrócił ;). A dla antyfanek Chrisa - jeszcze kilka rozdziałów i wywiozę Wiktorię do Stanów, spokojnie, doczekacie się ;).

Kurczę ! Czy tylko mi tak strasznie chce się spać codziennie ?! Żadne energetyki na mnie nie działają, a kawy nie piję. Znacie jakieś trafne sposoby na pobudzenie ? Nie kładę się spać jakoś mega późno i z kolei nie wstaję wcześnie, żebym mogła na to narzekać. Nie wiem jaka to przyczyna, ale nawet pisząc do Was robi mi się zez ze zmęczenia -.- …

Miałam dziś kolokwium z angola, ale prościzna ;) … Poza tym wróciłam z uczelni i zamówiłam sobie buty przez internet. Mam nadzieję, że już w piątek do mnie przybędą ! ^^

Muszę się chyba wybrać na zakupy, bo znowu schudłam (nawet nie wiem kiedy) i sporo ze mnie spadło … Wyobraźcie sobie, że są na mnie za duże spodnie w rozmiarze S, które kupiłam niedawno i były w sam raz, a nawet opięte ! Nawet pasek na dorabianych dziurkach już ich nie trzyma ;/ . Zatem trzeba wybrać się chyba po legginsy, na które zresztą zaczynam mieć coraz większą ochotę … W końcu tyle teraz jest ich ciekawych wzorów i motywów !

3majcie się i do napisania / przeczytania :* !