poniedziałek, 11 listopada 2013

Nie zawsze jest kolorowo - rozdział 95.

Dokończyłam Nathanowskie śniadanie – czyt. 2 tosty i pomaszerowałam na górę. Miałam jeszcze jedną ważną sprawę do załatwienia i nie mogłam jej sobie darować. Zapukałam do pokoju Maxa.

- Proszę. – usłyszałam, nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Łysy odwrócił się akurat od okna. Uśmiechnął się szczerze na mój widok przez co zrobiło mi się bardzo miło i ciepło na sercu. – Co tam ? – spytał uradowany
- Max … - podrapałam się po czole, spuszczając wzrok. „Jak mam zacząć ?!” – Jak się czujesz ? – spytałam kompletnie głupkowato, rezygnując z próby
- Ja ? Bardzo dobrze. A jak ty się trzymasz po nocnych rozrywkach ?
Spojrzałam na niego błagalnie. – Fantastycznie. – odpowiedziałam ze zmrużonymi oczami – Słuchaj … przyszłam do ciebie pogadać o
- Tori ! – z dołu krzyknął Jay
SERIO TERAZ TA PINDA PRZYSZŁA ?! – huknęło w mojej głowie.
- Tsaaaa … - westchnęłam
- Vicky przepraszam cię, ale sama rozumiesz … - szczęśliwy Max zmierzał do wyjścia z pokoju
- Jasne. – wyszłam z nim na korytarz – Swoją drogą laska ma niezłe wyczucie, bo akurat przyszłam do ciebie o niej pogadać.
- Wiem, że się nie lubicie, ale Vicky … daj jej szansę. – Max otoczył mnie ramieniem
- Ale tu nie chodzi o mnie ! – zdjęłam z siebie jego rękę, a po schodach na piętro akurat weszła ONA
- Cześć Max ! – pisnęła nienaturalnie i podleciała do niego, odciągając go byle tylko stał jak najdalej ode mnie
- Hej – George nie zdążył dokończyć, bo czarna rzuciła się na niego z ustami i zaczęła się do niego ślinić. Widząc to, zniesmaczona odwróciłam głowę w drugą stronę. – Tori ! – dokończył Max, odrywając się od niej z niewinnym uśmiechem – Co ty tu robisz ? Nie byliśmy chyba umówieni na dzisiaj …
- Owszem, nie byliśmy. Ale się stęskniłam. – zatrzepotała rzęsami
- Oł ! – wypsnęło mi się wrednie - Tęsknota. Jak słoooodkooo. - przyjęłam wzrok kota ze Shreka
Tori zbulwersowana spojrzała na mnie swoim gniewnym wzrokiem; - Wiesz dlaczego się tęskni ? Bo się kocha !
- Wiesz dlaczego istnieje sarkazm ?
Uniosła brew.
– Ponieważ strzelanie do idiotów jest wciąż nielegalne. – zawróciłam się na pięcie i zaczęłam schodzić ze schodów, gdy usłyszałam za sobą cicho ten słodki głosik, mówiący do Maxa;
- Co ona tam może wiedzieć. Jaki gust taki punkt widzenia.

Bez zastanowienia się odwróciłam się i momentalnie stałam tuż przed nią wkurzona.
- Moje plecy to nie poczta głosowa. Jeśli masz mi coś do powiedzenia to powiedz to prosto w twarz.
- Victoria spokojnie … - upomniał mnie Łysy
- Max nie wtrącaj się z łaski swojej. – powiedziałam twardo
- Może weź coś na uspokojenie, bo chyba ci ciśnienie zbytnio podskoczyło. – warknęła Tori – Zawsze jesteś taka nerwowa jak usłyszysz prawdę o sobie ?
Przechyliłam głowę z miną „bitch, please”. - Nie jestem nerwowa. Ja tylko żwawo i asertywnie reaguję na pieprzenie głupot.
- Tu jesteś kochanie ! – usłyszałam wesoły głos Nathana i objęcie od tyłu. Mierzyłam się wzrokiem z czarnulą kiedy mój chłopak dodał; - Chodź, coś ci pokażę. – wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą. Ostatnia sekunda ścięcia dziewczyny, zawróciłam się i zeszliśmy na dół.

- Specjalnie to zrobiłeś, prawda ?! – spytałam, gdy byliśmy sami w kuchni na co on przewrócił oczami – Nathan ! Dlaczego tylko ja widzę jej sztuczność i fałszywość ?! Powiedz mi !
- Ona niczego złego nam nie zrobiła.
- Jeszcze nie !
- Nie zakładaj tak z góry o drugim człowieku.
- Jesteś ślepy równie tak samo jak on ! – wskazałam wzrokiem na górę, gdzie jeszcze przed chwilą stał Max
- Za to ty nieskazitelnie złośliwa w tym momencie.  – upomniał mnie łagodnie, a ja zamknęłam na chwilę oczy, by się uspokoić. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam spokojnie;
- Wybacz Nath, że jestem wredną suką, ale nic na to nie poradzę.
- Ale nie, Victoria ! – zaprotestował – Jesteś … - patrzył mi w oczy z delikatnym uśmiechem, szukając słowa – jesteś wyjątkowa.
Przewróciłam oczami. – Daruj sobie.
- Naprawdę ! Od pierwszego spotkania byłem o tym świecie przekonany. A wiesz czemu ? -założyłam ręce na piersi z pytającym wzrokiem - Bo wiedziałem od pierwszej sekundy, że albo cię pokocham albo znienawidzę.
Wytrzeszczyłam oczy. – Mhm. – pokiwałam głową – Dziękuję kochanie za tą jakże cenną uwagę i trafne przedstawienie sytuacji.
- Oho ! – do kuchni wszedł Tom – Słyszę, że Słońce znowu w akcji.
- Parker stul dziub.
- Gratuluję formy.
- Tom ! – krzyknęłam – Nie denerwuj mnie chociaż ty !
- A ty na pewno nie jesteś w ciąży ?
- TOM ! – wrzasnęłam ile maszyna dała i walnęłam go w ramię
On zamiast się obrazić, zezłościć czy cokolwiek podobnego ; wybuchnął gromkim śmiechem. – Ona genialna jest. – mówił do Nathana  i obydwoje nie ściągali ze mnie wzroku– Uwielbiam patrzeć jak się denerwuje.
- Słodka jest. – dodał Sykes
Otworzyłam szeroko usta z szoku. – Czy wy jesteście normalni ?!
- No popatrz tylko na nią.
- Te oczy …
Wszystko się we mnie gotowało ! – Wychodzę ! – wyszłam migiem na korytarz i nakładałam już płaszcz
- Oj Victooooooriaaaaa – doszedł do mnie zadowolony Nathan i złapał w pasie – Nie obrażaj się. – pocałował w policzek
- Naprawdę tak cię to bawi ?
- Hmmm … i teraz boję się czy dobrze odpowiem …
- Spadaj ! – chciałam się wyrwać z jego objęć, ale przytrzymał mnie mocniej i jeszcze bliżej przyciągnął do siebie
– Zostań u mnie.
- Pffff !
Pomachał brwiami wyszczerzony. – Cóż za błyskotliwa odpowiedź.
- Jeśli oznajmująco zadałeś mi pytanie to gratuluję inteligencji.
-…  Ależ to się rozszczekało dzisiaj !
- Patrz, bo cię jeszcze ugryzie i zarazi wścieklizną.
- Viiickyyy … – przyłożył czoło do mojego czoła i patrzył mi w oczy – Już. Spokojnie. Jeśli rzeczywiście masz takie uczulenie na Tori to możemy wyjść stąd i pójść gdzie indziej.
Tym razem jego wzrok na mnie nie podziałał. Odsunęłam się od niego. – Wracam do siebie. – powiedziałam normalnym tonem, wyswobodziłam się z jego objęcia i zawróciłam do wyjścia
- Ale Victoria …
- A może – odwróciłam się do niego przodem - ja też się przefarbuję na czarno, pójdę na solarkę, spiekę się, zrobię sobie cycki, nałożę kusą miniówkę, 15cm szpilki, zakręcę tyłkiem i zapiszczę słodkim głosikiem, i każdy mi zaufa ? Co ty na to kochanie ? - Nathan ściągnął brwi i patrzył na mnie dziwnym wzrokiem – Jasne. – prychnęłam, widząc, że się nie odezwie – Przesadzam. – kiwnęłam głową z niby to zrozumieniem. Zawróciłam się i najzwyczajniej w świecie wyszłam z domu chłopaków.

Rześkie powietrze dało po twarzy. Nie musiało, bo i tak byłam nadzwyczaj przytomna. Nie wierzyłam tej Tori i już. Poza tym miałam co do tego pełne podstawy. Zdenerwowana wróciłam do „Sweet Dreams”.
- Oho, kogo moje oczy widzą !
- Cześć Bob. – minęłam klientów przy stolikach i usiadłam przy nim za ladą, nie ściągając kurtki
Właściciel przyglądał mi się, polerując szklanki. - Czy mi się wydaje czy jest coś nie tak ?
- Wszystko jest nie tak. – rzuciłam i oparłam czoło o blat
- Dawaj. Tylko w miarę po kolei.
- Dziennikarze nas namierzyli i to już konkretnie. – mówiłam do blatu – A konkretnie to mnie.
- Sława i te sprawy ?
- Bob, jaka sława ? – jęknęłam, patrząc na niego litościwie – Wcale się nie prosiłam o to, żeby ktokolwiek chciał o mnie cokolwiek wiedzieć, a gadają o mnie i Nathanie na większości stacjach, piszą w internecie
- W gazetach
- Co ?! – oczy jak 5 zł – W gazetach też ?!
- Byłem w sklepie i płacąc przy kasie na wystawie, widziałem małą wzmiankę o was na okładce w młodzieżowym magazynie.
- O Boże. – z powrotem czoło na blat
- Oj Victoria spokojnie … Jesteś z Nathanem i mogłaś się z tym liczyć, że prędzej czy później was namierzą.
- Wolałabym te „później”.
Bob uśmiechnął się. – Co oni o tobie wiedzą ?
- Na razie tylko tyle jak mam na imię i, że jestem z Polski, ale strasznie naciskają i właśnie jutro chłopaki jadą do programu, żeby to jakoś uspokoić.
- Zamiast do programu to by mogli ciebie uspokoić …
- Uspokajali, uwierz mi. Robią wszystko co trzeba. Są prawdziwymi przyjaciółmi.
- Ale i tak jesteś jakaś niespokojna. - spojrzałam na Boba spod byka – Mhm. – mruknął porozumiewawczo – Nathan ? - westchnęłam znacząco – O co poszło tym razem ?
- Max ma nową dziewczynę. Tori. – wypowiadając jej imię zrobiłam niecierpiącą minę, z której Bob parsknął – Laska już z daleka widać, że jest mega fałszywa, ale ok. Chciałam się z nią dogadać co jednak nie wyszło. Jest dwulicowa, sztuczna, okropna, a co najgorsze; jest z Maxem ! I na dodatek tylko po to, żeby sobie dobrze się zabawić przez pewien czas, a facet jest w niej zakochany.
- Skąd takie straszne o niej wnioski ?
- Przejrzałam ją i nawet nie zaprzeczyła. Wręcz przeciwnie ! Przyznała się do swoich nieczystych zamiarów. Bob, wyobrażasz to sobie ?!
- I co dalej ?
- Powiedziałam o tym Nathanowi to oczywiście stwierdził, że przesadzam i dał do zrozumienia, że w tym momencie to ja jestem nie fair, bo tak o niej mówię. Wierzy jej, nie mi. Ma jakieś klapki na oczach. Zresztą jak ich tam cały dom ! Wszyscy w piątkę są w niej zapatrzeni jak w obrazek. Jedynie Tom jakiś najbardziej wydaje się być ogarnięty, ale i on ma do niej słabość. Powiedziałam o tym też Nareeshie i Kelsey, i obydwie przyznały mi rację, że z Tori jest coś nie tak, ale oczywiście facetom nic nie wytłumaczysz.
- A daj sobie z tym spokój, Victoria ! – machnął ręką Bob – Po co ci to ? Całego świata nie zbawisz.
- Ale mi chodzi o Maxa ! – zrobiłam smutną minę – Bo mi go szkoda, bo widzę, że on się angażuje, a ona mu świnię podkłada ! Zresztą wiem, że on szuka miłości, ale takiej wiesz … prawdziwej, szczerej, czystej … Takiej pięknej, a nie ! Sztucznej, plastikowej i piszczącej.
- I o to posprzeczałaś się z Nathanem ?
- Już sama nie wiem. – wzięłam się za czoło – Wkurzyłam się, że tak się zachowuje i udaje, że nie widzi tego co widzę ja. I w ogóle jakoś tak … - wzruszyłam ramionami – Powinnam z nim pogadać jeszcze raz, ale nie wiem co by z tego wyszło …
- To chyba będziesz miała okazję. – Bob spojrzał w kierunku wejścia do lokalu i uśmiechnął się – Cześć Nath. – podał rękę przez ladę, a ja zobaczyłam swojego chłopaka
- Dzień dobry Bob. – ścisnął dłoń po czym spojrzał na mnie – Możemy pogadać ?
Popatrzyłam na Boba.  – Chyba zostanę czarownicą. – stwierdziłam po czym przeniosłam wzrok na swojego chłopaka - … Od razu jak wyszłam to wyjechałeś za mną ?
- 3 minuty później. – poprawił poważnie – Jak coś zrozumiałem.
Zeszłam leniwie z krzesła. – Chodź na górę.

Ledwo weszliśmy do mojego pokoju;
- Nie może tak być, że kłócimy się przez jakąś inną, nieistotną dziewczynę.
- Ja nie chciałam się kłócić …
Uniósł znacząco brew. – Wyszło co innego, sama przyznasz.
- A nie mam racji co do niej ?
- A nie możesz tak po prostu jej olać skoro coś do niej masz ?
- Nie, nie mogę ! Właśnie dlatego, że „coś do niej mam” – powtórzyłam doraźnie – to tak tego nie zostawię. W ogóle tu chodzi o twojego przyjaciela ! Nie martwisz się o niego ?!
- Max odkąd pamiętam był oblegany przez kobiety. Ma do nich słabość i miał ich o wiele więcej niż my wszyscy w piątkę razem wzięci.
- Aha ! – założyłam ręce – I to znaczy, że kompletnie masz na niego wylane i nie obchodzi cię to, że jak ona się nim znudzi to go zostawi i, że będzie miał złamane serce ?!
- Jezu – przewróciłam oczami zniecierpliwiony – nie o to mi chodziło. Miałem na myśli, że w końcu zobaczy jaka ona jest i czar pryśnie.
- Oł. Gratuluję optymizmu. Tylko zapomniałeś o jednym subtelnym szczególe.
- …
- Kiedy człowiek jest zakochany to jest zaślepiony w drugiej osobie i nie widzi tego wszystkiego co widzą inni dookoła.
- Ja jestem gotowy zostawić tą sprawę Victoria. To jego dziewczyna, niech robi z nią co chce.
- Ale sam mi powiedziałeś przed wczorajszą imprezą, że poobserwujemy ją. Razem ! A teraz co ? Wychodzę na najgorszą i jakąś nienormalną, bo jestem wredna dla niej, tak ?
- Wiesz co … - spojrzał mi w oczy – zamiast przejmować się jakąś durną panną, mogłabyś się uspokoić i pomyśleć co chcesz, żebym powiedział jutro o nas w programie.

Usiadłam bezsilnie na łóżko i opierając łokcie o kolana, schowałam twarz w dłoniach.
- Lepiej na tym się znasz niż ja.
- Mam wrażenie, że teraz interesuje cię bardziej temat Maxa i Tori niż to co wycieknie do mediów odnośnie naszego związku.
- Nie podsumowuj tak tego, dobrze ?! – uniosłam głowę – Dobrze wiesz, że denerwuję się tą całą nową sytuacją i ciężko jest mi się w tym odnaleźć.
- Dobrze … - usiadł na łóżku obok mnie – Temat Maxa i Tori zamykamy.
- Ale !
- Tymczasowo. – spojrzał na mnie upominająco – Zajmijmy się teraz wywiadem. – pokiwałam na znak zgody potulnie głową – Rozpatrywaliśmy z chłopakami kwestie o co mogą spytać. Na pierwszy rzut zapewne pójdzie; jak się poznaliśmy ?
- Wrąbałeś w mój samochód.
Roześmiał się. – Tak po prostu mam im to powiedzieć ?
Wzruszyłam ramionami. – No raczej. Pomiń drugą najbardziej istotną część, że chwilę potem przeprowadzałam z wami wywiad.
- Dlaczego ?
- Zaraz się dokopią, że wtedy wyleciałam z pracy blablabla …, potem odkryją gdzie teraz pracuję blablabla …, a na koniec ogarną, że to ty załatwiłeś mi etat w „EandJ”.
- Racja ! Ale z drugiej strony mogą zapytać czym się zajmujesz … Powiem, że w jesteś technikiem muzycznym i tyle, zgoda ?
- Zgoda.
- Viiickyy, rozchmurz się. – uśmiechnął się słodko i położył mnie na łóżku – Tak bardzo nie znoszę widoku kiedy jesteś smutna. – mówił, będąc tuż nade mną
Próbowałam uśmiechnąć się kącikiem ust. – Nie zawsze jest kolorowo. Chciałabym pogadać o tym wszystkim z mamą albo Asią, ale za chwilę przypominam sobie ostatni wylot do Polski i kłótnię …
- Kochanie – powiedział niskim tonem, patrząc mi w oczy i gładząc policzek – ze mną też przecież możesz rozmawiać o wszystkim.
- Wiem. – przyciągnęłam go bliżej za szyję i złożyłam czuły pocałunek na jego ustach. Jego ciepłe i miękkie wargi wywołały w całym moim ciele falę przyjemności. Oddawał delikatne pocałunki, kiedy odsunął się minimalnie;
- I na pewno spytają mnie jutro o uczucie do ciebie. – wyszczerzył się
- Taaaak ? – uniosłam brew niby to zaskoczona i szybkim ruchem podniosłam się i przekręciłam tak, że teraz on leżał a ja byłam pochylona nad nim. Rozłożyłam jego ręce po obu stronach głowy i przytrzymując go za nadgarstki mruknęłam, jeżdżąc nosem przy jego uchu – I co im odpowiesz ?
- Że kocham pannę Wiktorię – powiedział imię po polsku – Minc.
Popatrzyłam mu w oczy z uśmiechem. Radość we mnie buzowała. Tak po prostu. – Nath …
- No co tam ? – spytał szeroko uśmiechnięty
- Kocham cię najmocniej na świecie ! – nie dałam mu nic odpowiedzieć tylko wpiłam się w jego usta …

Spędziliśmy razem całe po południe i wieczorem wrócił do chłopaków. Mimo jego uspokojeń, przed snem ponownie zaczęłam się denerwować czy aby wszystko pójdzie zgodnie z planem na drugi dzień w śniadaniówce. Dodatkowo nie pomagał mi fakt obecności Tori … Po prostu martwiłam się o Maxa – w końcu przyjaźniliśmy się i jego szczęście nie było mi obojętne, a widząc co się działo, byłam w stanie walczyć jak lwica. Nie zamierzałam odpuścić ! Przed snem poszłam wziąć gorącą, relaksującą kąpiel, by następnie zasnąć głęboko jak niemowlę …

Rankiem wstałam i przyszykowałam się do pracy.


Byłam już na dole, gdy zobaczyłam, że Lucy siłowała się z kilkoma dobrymi kilogramami mąki na zapleczu.
- Czekaj, pomogę tobie ! – odłożyłam torbę i przeniosłam wraz z nią mąkę
- Ufff dzięki Vicky. – odparła z uśmiechem – Niech Bóg ci w dzieciach wynagrodzi.
– Tylko nie w dzieciach !
- Oj nie bądź taka anty. – roześmiała się – Dzieci to piękna sprawa.
- Nie dla takich osób jak ja.
- Gdybyś był w cią
- Lucy ! – przerwałam jej
- Dobrze, dobrze – przewróciła oczami z uśmiechem – już nic nie mówię.
- Lecę do pracy, bo się spóźnię, a niekoniecznie mam na to ochotę. – puściłam oko i kierowałam się do wyjścia
- A zjadłaś śniadanie ?
- Spóźnię się ! – odpowiedziałam ze śmiechem i opuściłam lokal, zmieniając wizytówkę w drzwiach z „zamknięte” na „otwarte”

40 minut później siedziałam już w swoim gabinecie i ogarniałam zaległości jakie mi się narobiły. Kiedy skupiona przeglądałam papiery usłyszałam pukanie;
- Proszę. – powiedziałam, nie odrywając wzroku z teczki
- Dzień dobry zaganiana pani Victorio. Zamawiała pani poranną kawę ze śniadaniem ?
- Nath ! – uśmiechnęłam się baaardzo szeroko na widok swojego chłopaka w drzwiach z tacką, na której stał kubek kawy i rogalik z dżemem. Odłożyłam papiery.
Zamknął za sobą drzwi, podszedł i postawił moje śniadanie na biurku. – Cześć kochanie. – nachylił się i czule mnie pocałował
- Cześć. Mówiłam ci już jak bardzo cię kocham ?
- Dzisiaj nie. – wyszczerzył się – Zatem … - nachylił się do mojej szyi
- Bardzo mocno cię kocham. – roześmiałam się, czując jego usta pod linią żuchwy
- Staram się. – mruknął, a ja chrząknęłam
- Kochanie … w pracy jestem.
- No tak. – odsunął się i przyjął powagę – Jadłaś śniadanie ?
- …
- Victoria !
- Czasu nie miałam …
- Nie rób mi maślanych oczek. Kiedy zaczniesz o siebie dbać dziewczyno ?
- Oj Naaaaath … - szczypnęłam go
- Nie „Naaaath” – powtórzył, podkładając mój głos z czego roześmiałam się – Tylko szamaj.
- Skoro pofatygowałeś się, żeby przynieść mi śniadanie to je zjem, bez obaw. – puściłam oko – A ty przypadkiem nie powinieneś być w telewizji ? – sięgnęłam po kawę
- Zaraz wracam. Na chwilę tylko wyskoczyłem.
- Denerwujesz się ? – spytałam znad kubka
- Coś ty. – uśmiechnął się szeroko – Nie ma czego.
Zmrużyłam oczy. – Oddaj mi trochę tego wyluzowania, co ? Też nie chcę tak się wszystkim przejmować.
- Popracujemy nad tym skarbie. – pocałował mnie w czoło – Muszę iść, a ty masz to wszystko zjeść. – szedł w kierunku wyjścia
- Zjem ! Powodzenia. Daj znać jak poszło.
- Zadzwonię. – całus z odległości i zostałam sama w gabinecie

Przez 3 godziny tak skupiłam się na pracy papierkowej, że nawet nie myślałam o wywiadzie chłopaków. Robiłam wszystko byle tylko nie mieć wolnej chwili na swobodne, prywatne myślenie. Tylko praca ! Jakoś w południe zadzwonił mój telefon. To był Sykes.

- Po wszystkim ? – spytałam z ulgą
- Tak.
- I jak ?
- Pytali mniej więcej o to co wczoraj przerabialiśmy i nic więcej im nie zdradziłem, ale jest mały problem …
Przełknęłam nerwowo ślinę. – To znaczy … ?
- Dostali cynk od kogoś o ostatniej imprezie.
- O Boże …
- Obróciliśmy to wszystko w żart i chyba się udało, ale sam fakt, że coś wyciekło był irytujący i zaskakujący.
- Ale odnośnie czego konkretnie ??
- …
- Nath ! – niecierpliwiłam się
- Ktoś sprzedał nas z imprezy. Nasze zachowania, gadki …
- Ale – błądziłam wzrokiem – ale po co ?
- Komuś najwyraźniej zależało, żeby pogrążyć …
- Mnie ?
- Victoria tylko nie przejmuj się ! Dojdziemy kto to i opieprzymy i to równo. Chłopaki jak się dowiedzieli to wkurzyli się niemiłosiernie i już robią dochodzenie.
- Ale Nath – jęknęłam – w klubie było od groma ludzi. Nie dojdą do tej osoby.
- Dojdą, bo ten ktoś przytoczył dokładnie nasz jeden dialog, Victoria. To musiał być albo któryś kelner czy barman albo …
- Albo ?
- Albo ktoś z naszego grona.
W tym momencie w głowie rozbłysła mi żarówka i wypaliłam. – Zabiję szmatę !
 






Siemson :* ! Woooooow, patrząc na długość to trochę mnie poniosło. I zapewne znowu Blogger mi nie zaaktualizuje rozdziału z tego względu na Waszych pulpitach – grrr … ! Tylko go nastukać ^^ !
Wszem i wobec muszę nawrócić jednego Anonimka na prawidłowe tory myślenia ! Drogi Anonimie – nie chcę więcej czytać, że czujesz się jak „intruz”, wracając po kilku rozdziałach ! Już wyjaśniam swój bulwers – baaaaaaardzo się cieszę, że wróciłeś do opowiadania i komentowania, bez względu na to jak długo Cię nie było. Ważne, że jesteś. ŻE JESTEŚCIE. Ktoś może opuścić i 94.rozdziały, ale dając o sobie znać, sprawia mi ogromną radość. Także Anonimie – bez takich szaleństw na przyszłość ;) !

Zapewne leniuchujecie i korzystacie z wolnego, prawda ;> ? Ja dopiero wczoraj wzięłam się za naukę i Biologiczne podstawy zachowania mam już za sobą – jupii ! Jeszcze tylko przetrwać jutro dzień na uczelni (w tym na g.8 i pierwsza moja „ukochana” historia filozofii </3), w środę lektorat i po g.15 wsiadam w autobus i jadę do rodzinnego domu :) ! Nie jechałabym gdyby nie to, że tato ma w sobotę urodziny i nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie na nich zabraknąć. Oczywiście nikt nie wie, że przyjeżdżam, więc gdy wejdę wieczorem do domu, to znowu zobaczę wytrzeszcz rodziców i ich zdziwione miny na mój widok. Haha uwielbiam to <3 ! Dodatkowo w czwartek robię ombre. Oczywiście rudy będzie nadal, bo jakże inaczej ;) !
A w niedzielę … w niedzielę po powrocie do Wawy widzę się z Blogerką, z którą ostatnio przez komentarze pod rozdziałami nawiązałyśmy wspólny język. Jestem baaaaaaaaaaardzo podekscytowana i szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać ! Anusiaku – szykuj się ;) !

Czy tylko ja mam dzisiaj okropnego lenia ?? Już od ponad czterech godzin leżę w łóżku i nie chce mi się wstawać ;p. Jeszcze chwila i wstaję, bo P.uparła się, że dokańcza robić notatki i oglądamy uwaga uwaga – „Klątwę” ! Om. Nie to, żebym bała się horrorów … Trzymajcie kciuki, żebym nie zeszła na zawał, bo za dużo mam planów na ten tydzień ;D.
Przypominam o sondzie Misie ;) !

Niech Max będzie z Wami ;D !
 


piątek, 8 listopada 2013

Teraz rozumiesz moją troskę - rozdział 94.

W tym momencie Nathan schodził ze schodów.
- Młody, czemu nie powiedziałeś mi o zaproszeniu do śniadaniówki ? – spytałam
Ściągnął brwi i zszedł z ostatniego schodka. Wszedł do nas do kuchni.
- Zapomniałem.
- No tak. Mój chłopak zapomina przecież mówić mi o różnych sprawach. – skomentowałam z przekąsem – To może mi teraz coś powiesz w takim razie ?
- The Wanted dostało zaproszenie do telewizji śniadaniowej. – wyrecytował, otwierając lodówkę
- Tyle to już wiem.
- No. – zamknął lodówkę i zawrócił się do nas z szerokim uśmiechem – I tyle.
Uniosłam znacząco brew. – Nie zbywaj mnie.
Spojrzał na chłopaków i przejechał po nich wzrokiem. – Który się wygadał ?
W jednej chwili Siva, Max i Tom wskazali palcem na Jaya.
- Ej ! – obruszył się Loczek – Przecież to nic takiego !
- Zaraz mnie nerwica trzaśnie …
- Vicky wyluzuj.
- To oświeć mnie łaskawie o co chodzi z tym programem ! – nalałam wody do szklanki i zaczęłam pić duszkiem
- Zaprosili nas niby odnośnie nowej szykującej się płyty i wyjazdu do Stanów, ale prawda jest taka, że zapewne chcą wypytać o ciebie.
Oplułam się. Najzwyczajniej w świecie się oplułam, usłyszawszy to z ust Nathana. Chłopaki oczywiście dali z mojej reakcji w śmiech.
- Żartujesz. – wydukałam, wycierając się
- Ani trochę. To było do przewidzenia, że prędzej czy później po tym sylwestrze zechcą wiedzieć więcej o nas.
- Niby tak …
- I maszyna ruszyła. – uśmiechnął się Tom – Ale słońce nie przejmuj się. Załatwimy to.
- Wiem. A kiedy macie być w tym programie ?
- Mieliśmy do wyboru dzień, ale widząc co się dzieje, wybraliśmy jutro.
- A co się dzieje, Jay ?
Chłopaki w jednym momencie znowu utkwili swój wzrok na Loczku, a ten nieporadnie westchnął;
- O tym też nie wiedziała ?
Przeniosłam wzrok na kogo innego … - Sykes ! – wydarłam się
- Nie chciałem, żebyś się denerwowała …
- Vicky spokojnie tylko …
- Max, nie uspokajaj mnie z łaski swojej !
- Oj, no bo w internecie i na muzycznych stacjach często o nas mówią. – wyjaśnił Nathan – W sumie jestem z ciebie zadowolony kochanie, bo wyglądasz na zdziwioną, a to znaczy, że naprawdę nie wchodziłaś na plotkarskie portale i wygrałaś z ciekawością. – wyszczerzył się
- Sykes … - zamknęłam oczy, by uspokoić się i nie wybuchnąć – Ja przysięgam, że cię kiedyś własnoręcznie oskalpuję … - oświadczyłam nadmiar spokojnym tonem – Jaki macie plan ?
- Wieczorem wstawię komentarz na twitterze, żeby nikt na nas, a w szczególności na ciebie nie naciskał i, żebyś miała spokój.
Przechyliłam głowę z miną typu „serio?”. – Nathan to nic nie da.
- Zobaczymy.
- Spokojnie Vicky. Nie zaprzątaj sobie tym głowy. – odezwał się Siva – Załatwimy ich. – uśmiechnął się szeroko
- Wiem, wiem …
- Nie brzmiało to przekonywująco. – zauważył
- Bo nie wiem co powiedzieć. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. W takim centrum uwagi. To dla mnie coś nowego i nie ukrywam, że dziwnego.
- Vicky, jestem przy tobie i nie pozwolę, żeby ktokolwiek zrobił ci coś złego. – Nathan podszedł do mnie i pocałował w czoło
- My też nie pozwolimy ! – czwórka odezwała się chórem i już wychodzili zza stołu i ustawiali się w kolejkę, by powtórzyć gest Nathana
- Ej ! – Sykes roześmiał się – Spadać od niej ! – zawołał po czym udał się do salonu
Zaśmiałam się z nimi.
- Dobra dobra ogarnijmy sytuację. – wszystkich wzrok spoczął na mnie – Gdzie jest Tori ?
- A słońce jak zwykle prosto z mostu … - westchnął Tom
- Tyle czasu razem, a ty nadal nie możesz się przyzwyczaić … - potargałam go po włosach  ze śmiechem – Zatem ? – spojrzałam na Maxa, czekając na odpowiedź
- U siebie jest. – wzruszył ramionami – A czemu pytasz ?
- Tak sobie.
- Chyba się nie polubiłyście, co ?
- Nieee, dlaczego, Max ?? – udawałam
- Victoria proszę cię … - uśmiechnął się szeroko
- Ok. – westchnęłam – Przyjaciółkami to my na pewno nie zostaniemy. – z naciskiem na „na pewno” – Ale ale ! – coś mi zaświtało – Coś mi się przypomniało ! Max i Jay; wyskakujcie z kasy ! Wisicie mi po 100 funtów ! I to każdy !
- To pamiętasz, co ?! – oburzył się ze śmiechem Loczek
- Właśnie ! – dołączył Max – A to, że wywijałaś na barze to już tego nie pamiętasz !
Wyszczerzyłam się. – A żebyście wiedzieli. W  ogóle co mi odbiło, że tańczyłam na stole ?!
- Ekhm ! – chrząknął Tom – Porozmawiałaś z Kelsey i tak cię wzięło … - uśmiechnął się szeroko
- Co ?! – roześmiałam się – No ładnie ! To ja sobie z nią porozmawiam przy najbliższej okazji … No dalej panowie, jazda ! – wyciągnęłam rękę – Tu na tej oto pięknej dłoni chcę widzieć w tym momencie 200 funtów !
- Tak jest Victoria ! – uradowany Siva stuknął ręką o blat stołu – Z nimi trzeba krótko !
Max wyciągnął ze spodni portfel i dał mi banknot, przewracając oczami, a Jay ruszył na górę po pieniądze. Za chwilę wrócił.
- Ale może jednak nie chcesz już tej kasy, co ? – spytał
- Nie targuj się, bo puszczę cię jeszcze w samych skarpetkach !
Mlasnął pod nosem i wręczył mi zasłużoną kasę.
- Komornik. – mruknął
- A mam odsetki doliczyć ? – roześmiałam się – Mmmmm – zaczęłam wachlować się pieniędzmi – Kupię sobie dużo wacików za to.

Chłopaki westchnęli tylko niepocieszeni. Wstałam od stołu i dałam każdemu z nich w zamian buziaka w policzek, a następnie ruszyłam do Nathana do salonu.
- Zgarnęłam swoją kasę. – zaczęłam mówić – Dziwnym trafem rzeczywiście pamiętam wygrany zakład z chłopakami. – zaśmiałam się – Ciekawe co sobie za to kupię. … Nathan, słuchasz mnie w ogóle ?? -Sykes stał tyłem do mnie – Nathan !
- Mówiłaś coś ? – odwrócił się
- Tak. Mówiłam, że … nieważne. Co ci jest ?
- Spójrz sama. – wskazał pilotem na telewizor, a ja podążyłam za jego wzrokiem. W głównej, brytyjskiej stacji muzycznej była mowa o sylwestrze gwiazd, a na tapetę wzięli nasze zdjęci ze ścianki. Dziennikarka komentowała;

„Najwięcej zainteresowania wzbudziła partnerka, z którą pokazał się na sylwestrowej gali w Berlinie członek zespołu The Wanted, Nathan Sykes. O ślicznej dziewczynie wiemy tylko tyle, że jest Polką i nazywa się Victoria.

- „Wiktoria” pacanie. – poprawiłam polską wymowę, ale słuchałam dalej …

Nathan przyznał, że jest bardzo zakochany w swojej nowej dziewczynie i, że poznali się w nietypowych okolicznościach. Jesteśmy bardzo ciekawi w jakich … Sama Victoria dodała, że zaprzyjaźniła się z resztą zespołu i nie chce być postrzegana jako „produkt reklamowy nowej płyty chłopaków” tylko jako partnerka Sykesa. Obydwoje przez całą galę czuli się bardzo dobrze w swoim towarzystwie i mimo, że od sylwestra minęło już kilkanaście dni, to i tak owa para jest na razie najgorętszą parą kilku tygodni, a my jak i cała masa fanów mamy nadzieję, że dowiemy się wkrótce więcej szczegółów na temat rudowłosej Victorii.”

Nathan wyłączył telewizor. Stałam wryta i nie mogłam się ruszyć. Gapiłam się w czarny ekran i nie wiedziałam co powiedzieć.

- Teraz rozumiesz moją troskę. – powiedział
- Mhm …
- Ale nie denerwuj się. To tylko tak strasznie wygląda, a za parę dni już nie będzie po tym śladu.
- Czuję się … - ściągnęłam brwi, szukając określenia – dziwnie. Taka ciut osaczona …
Uśmiechnął się pod nosem. – To normalne.
- Matko ! – oprzytomniałam i gwałtownie chwyciłam się za czoło – Jak dobrze, że oni mnie wczoraj nie widzieli, bo bym spaprała tobie i chłopakom elegancko wizerunek. Uffff !
- Wyluzuj Vicky. – z kuchni roześmiał się Max
- Ok, wiem, że przeżywam to zbytnio; jak mrówka święto lasu, ale nie umiem teraz inaczej. W ogóle nie mogę tego ogarnąć. – kręciłam głową, a Sykes złapał mnie za rękę
- Będzie dobrze. – uśmiechnął się, dodając mi otuchy – Chodź. – pociągnął mnie – Idziemy zjeść przyzwoite śniadanie.
- Ale mi się nie chce …
- Znowu zaczynasz jęczeć ?
- Nie. Po prostu nie chce mi się jeść !

Jakby mnie nie słysząc, zaprowadził do kuchni. Minęliśmy się z chłopakami w drzwiach, którzy rozchodzili się do swoich pokoi.
- Siadaj. Zaraz zrobię jakieś tosty.
- Ale Nathan
- Nie ma żadnego „Nathana”. – uśmiechnął się. Oparłam bezradnie łokcie o blat stołu i przytrzymując głowę, mruknęłam;
- Naprawdę myślisz, że dadzą nam spokój ?
- Tak. To normalne. Jesteś świeżym kąskiem. – puścił do mnie oko, krzątając się po kuchni. Westchnęłam ciężko. – Chcesz jutro z nami jechać do tego programu?
- Idę do pracy.
- A no tak, zapomniałem.
- Tylko wstydu mi nie przynieś. – wystawiłam język
- No wiesz ! – obruszył się
- Ja tobie mogę, ale ty mi nie możesz zniszczyć reputacji. – zaśmiałam się
- No przecież. – udawał i pacnął się w czoło – Zapomniałbym o tym ważnym szczególe. – powiedział poważnie, ale spojrzał na mnie ukradkiem i obydwoje parsknęliśmy. Chwilę później pod nos dostałam talerz z dwoma, pachnącymi tostami. Nathan usiadł obok, wziął jedną kromkę do ręki i podstawił mi ją do ust.
- Kochanie powiedz „aaaaaaa”.
Patrzyłam na niego jak na nienormalnego.
- „Aaaaaaaa” – powtórzył
- Be. – krótko i z uniesioną brwią
Momentalnie się załamał.
- Dobra, możesz przeżywać ten artykuł i być na mnie po części zła czy tam obrażona, że dowiedziałaś się dopiero teraz i to tak o wszystkim na raz, ale musisz zjeść.
- Nathan, nie jestem małym dzieckiem. – przejęłam od niego tosta i ugryzłam
- Oczywiście. Całe życie samodzielna i niezależna. – skwitował
- Masz z tym jakiś problem ? – spytałam, chrupiąc – Bo ja nie.
- Jesteś motylem, który żądli jak pszczoła.
- Tak, słyszałam to już. – zmrużyłam oczy i wzięłam kolejnego gryza – Prawdziwa kobieta potrafi wszystko zrobić sama. – powiedziałam z pełną buzią
- Ale prawdziwy mężczyzna jej na to nigdy nie pozwoli. – odpowiedział mi szybko, a mnie wcięło i patrzyłam na niego z wypchanym od środka polikiem
- Nono panie Sykes. Co za tekstem mi pan rzuciłeś. – przełknęłam – Nie powiem, nie powiem; zgasiłeś mnie ostro.
- Ale mam nadzieję, że już zrozumiałaś mimo wszystko, że jesteśmy MY, a nie Victoria i Nathan oddzielnie.
Spojrzałam na niego spod byka. – Tołkujemy ten temat od samego początku odkąd jesteśmy razem. Mówiłam ci i uprzedzałam, że nie mam łatwego charakteru i, że nie zmienię się tak po prostu od razu. Daj mi czas.
- Nie chcę czekać w nieskończoność, a już na pewno nie chcę takiej powtórzonej historii jak z tą ciążą.
- Dobrze zrozumiałam ! – zdenerwowałam się – Wiem, że popełniłam błąd, ale nie musisz mi go teraz wytykać ! Poza tym jeśli już jesteśmy przy tym temacie to nigdy nie wpadłabym na pomysł aborcji. Obydwoje wiemy, że nie lubię dzieci i, że nie jestem na nie gotowa, ale do czegoś takiego w życiu bym się nie posunęła ! W ogóle … - ściągnęłam brwi – nie chcę już rozmawiać o ciąży.
- JESTEŚ W CIĄŻY ?! – w futrynie ni stąd ni zowąd wyrósł Tom z wytrzeszczonymi oczami
- A co – wyszczerzyłam się – chciałbyś ?
- Zostanę wujkiem ?! – złapał się drugą ręką za drzwi, by chyba nie upaść z wrażenia
- Śnij sobie. – wystawiłam język
- Victoria jest zatwardziała w celibacie. – zaśmiał się Nathan za co dostał ode mnie porządnego kuksańca
- To będę wujkiem czy nie ?
- Nie, Tom. – odpowiedziałam równo ze swoim chłopakiem
- Eeeeee – Parker posmutniał – szkoda. Już myślałem …
- Jak tak myślałeś to sobie porozmawiaj o tym z Kelsey, albo co lepsza; zacznijcie działać w tej kwestii.
- Słońce, nie mądrz się już tak, dobrze ? Chcę być wujkiem nie OJCEM.
Zaśmiałam się i wstałam od stołu.
- Łoł łoł łoł, a pani dokąd się wybiera ? – Nathan przyciągnął mnie za rękę i ponownie usiadłam mimowolnie
- Jak to „dokąd” ? Raczej, że do domu. – wstałam
- Zwariowałaś ?! Nie zjadłaś śniadania do końca. Nigdzie nie idziesz.– pociągniecie w dół i usiadłam
- Idę. – wstałam
- Zostajesz i dokańczasz jedzenie. – pociągnięcie
Wkurzona spojrzałam na Toma z nadzieją. – Czy ja mogę go walnąć ? Ale tak z całej siły, że aż wióry polecą ?
Parker zarechotał. – Śmiało. Testament przecież już dawno zamówiliśmy.
- Racja ! – przeniosłam niewinny wzrok na Nathana
- Victoria, nawet nie próbuj szczęścia. – Sykes zaznaczył z palcem w górze
- Śmiało Vicky. – machnął ręką Tom – Termin gwarancji i tak już minął.
- Ale nie przydatności ! - ratował się Nath
 
Nie wytrzymałam i parsknęłam głośnym śmiechem, a zaraz wybuchnęli również Nathan z Parkerem.

 




Dzień dobry Kwiatuchy ! Mega się cieszę, że poprzedni rozdział wywarł na Was takie dobre wrażenia i, że czytałyście go z otwartą buzią bądź z wielkim uśmiechem, bo szczerze mówiąc nie byłam do niego przekonana i miałam pewne obawy … Oj naprawdę potrafię tak Was zaskakiwać ;> ?
Dziękuję, że ostatnio zgarnęłam od Was tyle pochwał <3. Witam bardzo ciepło Nowe Czytelniczki ! Cieszę się, że mam Was coraz więcej i, że polecacie te opowiadanie swoim koleżankom (:

I nieeeeee, WCALE nie chce mi się uczyć i robię wszystko byle tylko odłożyć zeszyty, więc do przykładnej studentki daleko mi ;).
Ekhm ! W związku z tym, że mamy już 94.rozdział, a do magicznej liczby brakuje nam 6., stworzyłam sondę, która jest po prawej stronie tuż pod licznikiem odwiedzin. Wczoraj myślałam o Wantedowych Storach i stwierdziłam, że nie mogę przejść tak zwyczajnie i obojętnie obok setnego rozdziału, który jest tuż tuż na moim pierwszym i jak na razie jedynym blogu. Zatem zachęcam do codziennego głosowania, bo to DLA WAS będzie surprise wraz z setnym rozdziałem, w zależności tylko od tego jak będziecie głosować. Macie czas do zaaktualizowania przeze mnie 99.rozdziału, o którym uprzedzę Was wcześniej ;). Jeśli macie jakieś swoje pomysły na ową "niespodziankę" to śmiało - piszcie w komentarzach prośby zawsze pod ostatnim postem :).

Bawcie się dobrze, a ja wstaję z wyrka, bo dopiero co się zbudziłam, ubieram się, maluję i wychodzę poganiać po Warszawie i pozałatwiać sprawy.
Jesteśmy w kontakcie :* !
 
 
PS pozdrawiam swój Trójkąt Bermudzki ;D ! :*
 

środa, 6 listopada 2013

Nie wykręcisz się już - rozdział 93.

Ocknęłam się, bo poczułam pewne … podrygi ? Tak, to chyba najwłaściwsze słowo. Otworzyłam oczy i od razu tego żałowałam, bo miałam przed sobą chodnik i momentalnie mnie zemdliło i zakręciło się w głowie. Może nie tak dosłownie miałam go przed oczami, ale był przede mną. Nie mogłam dojść co się działo. Uniosłam głowę – londyńskie ulice nocą, ale zaraz zaraz … Ja byłam przewieszona przez kogoś ! Kto mnie niósł przełożoną przez ramię ?! Zawróciłam głowę i zobaczyłam Nathanowski profil.

- Nathuś !! – pisnęłam, nie wiedząc czemu zacieszona – Haha, a już myślałam, że jakiś gwałciciel mnie porwał albo inny … porywacz ? – dukałam, będąc cała w promilach
- Victoria nic nie mów tylko śpij. – upomniał, niosąc mnie
- Jakie śpij ?! – zbulwersowałam się – Impreza jeszcze trwa ! W ogóle wracam do klubu !
- Przestań się kręcić ! – przełożył mnie jeszcze dosadniej aż wnętrzności podeszły mi pod gardło
- Delikatniej ! … Bo się zżygam … – wydusiłam – Postaw mnie ! – pisnęłam – Ja wracam !
- Nigdzie nie wracasz.
- Wracam ! – walnęłam go dłonią w plecy, bo tylko tyle mogłam
- Dziewczyno ty jesteś zawalona ! Nie dasz rady nawet kroku zrobić !
- Ale ja czuję, że trzeźwieję ! Puść mnie do jasnej … - zaczęłam się kręcić
- Dobra ! – krzyknął i zniżył się by mnie postawić. Dotknęłam stopami do podłoża. Jeszcze mnie trzymał, gdy nasze twarze znalazły się naprzeciwko siebie. Wyszczerzyłam się.
- Nathan …
- Przestań. – powiedział przez zęby i odsunął ode mnie ręce, a pode mną momentalnie zgięły się nogi jak w harmonijce. Złapał mnie w ostatniej chwili. – I co, nadal będziesz twierdzić, że trzeźwiejesz i, że wracasz do klubu ?! – sekundę później wisiałam przełożona przez niego, a on maszerował przez londyńskie ulice. Nawet nie wiem kiedy, a zasnęłam w czasie tego ekscytującego tripu …

Poczułam światło na moich zamkniętych powiekach. Nie otwierając oczu, szukałam jakiejś poduszki czy czegoś, czym mogłabym się zakryć. Przejechałam ręką po jednej stronie – miałam świadomość, że leżałam w łóżku, ale nie znalazłam niczego co by się nadawało. Skojarzyłam, że przecież moje łóżko jest tak duże, że na pewno z drugiej strony coś się znajdzie. Nie myśląc dłużej, z zamkniętymi oczami raptownie i ostentacyjnie przewróciłam się na drugi bok i … runęłam na podłogę jak długa. Poszedł taki huk, że zdziwiona brakiem pod sobą łóżka otworzyłam jedno oko i jęknęłam, masując ramię;

- Co się stało … ?
- Idealnie pokazałaś jak działa grawitacja. – usłyszałam głos Nathana
Zdziwiona jeszcze bardziej otworzyłam drugie oko i rozejrzałam się.
- A. I wszystko jasne. – mruczałam niemrawo – To nie moje łóżko … - przekręciłam się i ujrzałam Nathana, siedzącego na fotelu. Siedział wygodnie z założoną nogą na drugiej nodze w szerokim rozkroku. W jednej ręce trzymał kubek oparty o fotel, a drugą dłonią podpierał brodę i przyglądał mi się bacznie. Jego wyraz twarzy był … neutralny ?
- Hej. – mruknęłam z uśmiechem
- Hej. – odpowiedział obojętnie
Zmrużyłam oczy. – Możesz zasłonić rolety ? Strasznie daje po oczach.
- To tylko słońce.
Wzięłam się za czoło i położyłam powoli głowę znowu na podłogę, bo świat zaczął mi wirować.
- O matko co się dzieje … ? … Mój łeb … - jęczałam, trzymając się za skronie – Urżnęłam się w pień ?
- Żeby tylko. – prychnął i napił się
Uniosłam powoli głowę i popatrzyłam na niego ostrożnym wzrokiem. – Mocno narozrabiałam ?
- Nie pamiętasz ?
Przygryzłam wargę i skupiłam się, ale … miałam czarną dziurę. Pustka ! Wróciłam niewinnym wzrokiem do Nathana, który nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Dobrze się bawiłaś. – powiedział poważnym tonem, a ja próbowałam uśmiechnąć się;
- O to chodziło. … Sssss ała ! Moja głowa.
- Czy mi się zdaje czy masz kaca ?
- Chyba i mnie zaszczycił sławny Pan Kac. – zgrabiłam się powoli i niezręcznie wstałam z podłogi. Wyprostowałam się, ale musiałam przytrzymać się regału.
- Chcesz ? – wyciągnął do mnie rękę z kubkiem
- Nie.
- Masz. Przecież wiem, że chcesz.
- Raczej wiesz jak to jest mieć kaca.
- Dlatego pij.
- Licz się dziś ze słowami i dobieraj je w miarę odpowiednio. Nie mów „pij” ani nic w tym stylu, bo dziś źle mi się to kojarzy. – sięgnęłam po jego kubek i powąchawszy, napiłam się herbaty – Długo już nie śpisz ?
- Dostatecznie długo.
- By co ?
- By patrzeć jak śpisz.
- Oooomm – uśmiechnęłam się – to słodkie. Dobra trzymaj. – oddałam mu kubek – Już nie chcę.
Zajrzał do niego. – Nie dziwię się. Wszystko wypite do dna.
- Nono – uniosłam palca – Tylko nie „do dna”. … Idę do łazienki się ogarnąć jakoś. – skierowałam się pomału do wyjścia z pokoju, gdy Nathan zawołał za mną;
- Victoria co się stało z naszym dzieckiem ?

Wryło mnie i nie mogłam się ruszyć. Każde słowo dochodziło do mnie z opóźnieniem. Zapewne i z szoku i z kaca. W pokoju nastała grobowa cisza. Odwróciłam się z powrotem do niego. Patrzył na mnie tym samym wzrokiem co wcześniej. Już wiedziałam, że ten wzrok nie był neutralny tylko pełen złości i wątpliwości.
Ściągnęłam brwi i odezwałam się w końcu. – Możesz powtórzyć ?
- Nie zrozumiałaś co do ciebie powiedziałem ?! – nie wiedziałam co odpowiedzieć – Pytam się co się stało z naszym dzieckiem ?! – niemalże warknął
- Ale … - starałam się ogarnąć chociaż minimalnie – ale nie było żadnego dziecka.
- Nie kłam !
Patrzyłam na niego wytrzeszczonymi oczami. – Ale ja nie rozumiem o co ci chodzi … - wzięłam się za czoło, szukając jakiegoś wyjaśnienia – Ja chyba jeszcze śnię …

Brunet wstał i podszedł do mnie. Jego twarz była tuż naprzeciwko mojej. Był wściekły. Wtedy widziałam już to dokładnie. Spojrzeniem mógł rozwalać kamienie.

- Nigdy ci tego nie wybaczę. Jak mogłaś ? – warknął przez zęby z nienawiścią
Pokręciłam głową z niedowierzaniem. – Ale o co ci chodzi do cholery ?! – zaklęłam z nerwów
- O to, że byłaś w ciąży, a już najwidoczniej nie jesteś, więc co musiałaś zrobić ?! – patrzył ostrym wzrokiem w moje oczy, a ja spojrzałam na niego jak głupia
- Ja byłam w ciąży ?
- A ja ?!
- …
- Victoria nie wykręcisz się już. – pokiwał głową – Wczoraj się napiłaś i wygadałaś. Powiedziałaś o ciąży. Jak mogłaś pytam się kolejny raz ?! Aborcja ?! To po to wyleciałaś do Polski tak ?! Teraz już mi wszystko się układa w logiczną całość !

Słuchałam jego i nie mogłam uwierzyć w to co do mnie mówił. W tamtym momencie czułam, że mnie nienawidził. Jakbym była dla niego obcym człowiekiem. Okropne uczucie. Do oczu napłynęły mi łzy, a serce przeszyło tysiąc igieł. Nie tysiąc. Milion. Milion igieł.

- Jak … - szepnęłam – Jak możesz to wszystko do mnie mówić … ? Do mnie ! - spojrzał na mnie zdezorientowany. Wzięłam głęboki oddech. – Nie byłam w ciąży. Owszem, myślałam, że jestem, ale okazało się, że to pomyłka. Musiałam polecieć do domu, żeby ochłonąć i to wszystko sobie przemyśleć.
On zaczął błądzić wzrokiem. – Ale dlaczego nic mi nie powiedziałaś ? Nawet o tych przypuszczeniach tylko tak po prostu wyleciałaś ?!
Wzruszyłam ramionami i szepnęłam z oczami pełnymi łez. – Nie wiem. Bałam się.
- Ale czego ?! Że co, że będę na ciebie krzyczał albo, że ciebie zostawię ?!
- To też. Nie chciałam ci zmieniać życia. Poza tym wystraszyłam się … Ja i dziecko …
- Ale Victoria ! Przyleciałem do ciebie i też nic mi nie powiedziałaś ! Nic wcześniej nie mówiłaś !
- Zaczynałam rozmowę i to parę razy !
- Niczego takiego nie słyszałem !
- Bo nie chciałeś słyszeć ! – krzyknęłam, a po poliku poleciała pierwsza łza
Zapanowała ponowna cisza. Nathan spuścił głowę.
- Nawet jeśli byłabyś w ciąży … - wyprostował się – Skąd ci przyszło do głowy, że bym się wkurzył i cię zostawił ? – ściągnął brwi – Myślałem, że sobie ufamy.
- Oczywiście, że tobie ufam, ale przerosło mnie to i nie potrafiłam sobie z tym poradzić, zrozum.
- Czyli … - przełknął ślinę – nie byłaś w ciąży, tak ? – popatrzył mi w oczy
- Nie, nie byłam. – głęboki oddech – Tak samo jak nie było aborcji. – powiedziałam dosadnie, a on schował twarz w dłoniach
- Przepraszam cię. Victoria, naprawdę cię przepraszam. Nie wierzę, że mogłem cię o to oskarżyć, przepraszam.
- No ja też nie wierzę …
- Kochanie przepraszam. – przytulił mnie
- Wybaczam. Też cię przepraszam. Masz rację, mogłam tobie od razu powiedzieć o moich obawach i o tym wszystkim.
- Przecież wiesz, że we dwóch byłoby nam lepiej przez to przejść. Nie musiałaś tego ciężaru nieść sama. – odsunął się, by zetknąć czoło z moim czołem – Od tego jestem. Na dobre i na złe, pamiętasz ?
- Pamiętam. – uśmiechnęłam się – Ta sytuacja wiele mnie nauczyła.
- Czyli rozumiem, że to ta nieszczęsna wizyta u lekarza tak cię wystraszyła ?
- Mhm …
- No właśnie ! – ożywił się – Nie mówiłaś mi o niej ! Jak wyniki ?
- Ogólnie w porządku. Wszystko w normie tylko jeden hormon jest podwyższony, który właśnie tyle narobił zamieszania … Lekarz jest zadowolony.
- Ale ty chyba nie bardzo … - szukał mojego spojrzenia
- Przytyłam 3 kg. – wyswobodziłam się z jego objęć
- Vicky … Ale musisz jeść. Musisz wrócić do przyzwoitej wagi.
- Jem przecież.
- Ale nie jesteś z tego faktu zachwycona.
- Poradzę sobie. – powiedziałam stanowczo, patrząc na niego. Już go miałam mijać, by wyjść z pokoju, gdy złapał mnie za przedramię
- Nie Victoria. Już nie „poradzisz sobie” tylko „poradzimy”. Mogę na ciebie krzyczeć, kłócić się z tobą, obrażać się kilka razy dziennie, ale pamiętaj, że przecież nigdy nie przestanę cię kochać.

Wymieniliśmy uśmiechy i skierowałam się w końcu do łazienki, w której ogarnęłam się. Zobaczywszy swoje odbicie lustrzane, stwierdziłam, że mimo rzekomego szaleństwa trzymałam się i to nieźle. Zeszłam na dół na lekko chwiejących się nogach. Już ze schodów widziałam Jaya, Maxa, Toma i Sivę, siedzących w kuchni. Weszłam do nich;
- Cześć.
Tom zaśmiał się głośno na mój widok aż wreszcie spytał;
- Słońce to ty tak grzmotnęłaś tyłkiem o podłogę, że aż huk w kuchni poszedł ?
Spojrzałam na niego spod byka nonszalanckim wzrokiem po czym nastąpiła chwila ciszy i ponowny nieposkromiony rechot czwórki.
- Haha … A ja … haha myślałem, że … żartuje … - mówił ledwo, łapiąc oddech Jay
- Bardzo śmieszne. – mruknęłam ledwo przez nich słyszalna – Tom, możesz zrobić mi wodę z cytryną ? Duuuuużo wody z cytryną ? – dosiadłam się do nich
- Oho ! Czyżby kacyk ? – posunął się Max
- Dopadł i Wiktorię Minc. – jęknęłam, krzywiąc się – Zawroty głowy i kac to moi dzisiejsi przyjaciele.
- Ciesz się, że „dzisiejsi” a nie „starzy”, co nie Jay ?
- Ja tam nie wiem o czym mówisz. – Loczek uniósł ręce
- Ja słyszałem co się wczoraj działo. – uśmiechnął się szeroko Siva
- A ja widziałem. – dodał Jay
Patrzyłam na nich jak głupia. – A co się działo ?
- No nie mów, że nie pamiętasz !
- …
- Młoooooodaaa jak ty wczoraj wywijałaś na tym stole ! – puścił oko Max – Zakochałem się w twoich biodrach.
Przełknęłam nerwowo ślinę. – Boże. Tańczyłam na barze ?
- Mhm … - czwórka z szerokimi uśmiechami kiwała głowami
- Rany … - jęknęłam, opierając się na stole – Ktoś to jeszcze widział ?
- Ale co ty się w ogóle przejmujesz ? – machnął ręką Jay – Nie takie rzeczy robiło się po pijaku.
- Dzięki McGuiness, ale nie podniesiesz mnie z tej klęski …
- Proszę słońce. – pod nos została podstawiona mi woda w dzbanku z cytryną
- Tooom – spojrzałam wdzięczna w jego piwne oczy – jesteś skarbem.
- Ochhhh – zatrzepotał rzęsami – Będę dawał ci częściej wodę byle tylko to słyszeć.
- Zapomnij.
- A już było tak romantycznie …
- Romantyzm romantyzmem – wtrącił Max - a już Młody z tobą rozmawiał, Vicky ?
Spojrzałam na nich wielkimi oczami. – To wy też wiecie ?!
- Noooo – popatrzyli na siebie – oczywiście, że tak.
„Zastrzelę go.” – pomyślałam. „Powiedział o rzekomej ciąży i dla nich?!”
- Nie wiem jak on wam to przedstawił. Znaczy domyślam się … ale naprawdę nie mam zamiaru słuchać waszych kazań.
- Ale o czym ty mówisz ? – spytał Siva
W tym momencie skapnęłam, że chyba nie mówiliśmy o tym samym …
- A o czym wy mówicie ?
- Dostaliśmy zaproszenie do programu śniadaniowego …
- Oł. – zmieszałam się, ale jednocześnie mi ulżyło – To świetnie !
- To ci chyba Nathan nie powiedział w takim razie … - uśmiechnął się kącikiem ust Jay

 

 

Cześć Skarby (: ! Mamy i kolejny rozdzialik. Pisany co prawda częściami, bo jednak studia wymagają zaangażowania, ale w końcu jest ;p. Cieszę się, że w ostatnim rozdziale udało mi się wpleść wygadanie Wiki o ciąży tak, że spora część z Was przyznała się, że tego nie zauważyła, bo właśnie tak miało być ;) !
Woho ! Widzę, że Moje Czytelniczki mają masę planów i ambicji co do swoich zajęć. I baaaardzo dooobrze ! Trzymam za Was kciuki i przez łącza Wam kibicuję (: !

Ja już wróciłam do Wawy w niedzielę i siedzę w stolicy cała i zdrowa. Ponadto zauważyłam, że mam ogroooomną słabość do wydawania pieniędzy ! Ostatnio za jednym zasiadem zamówiłam buty, torbę, płytę, farby i bluzę xd. Chyba muszę się ogarnąć, bo zbankrutuję jak tak dalej pójdzie … ale butki są naprawdę mega ;p. Jak dojdą to się chętnie pochwalę xD.
Wgl nie wiem o co chodzi z tym bloggerem, że nie zaaktualizował Wam ostatnio rozdziału. Chyba dlatego tak się stało, że był długi. Nie mam pojęcia co jest nie tak, ale cieszę się, że mimo wszystko trafiłyście do mnie ;).

Płyta chłopaków jest NIESAMOWITA ! Możemy być z nich dumne, bo wykonali kawał dobrej roboty ! „Love Sewn” i „Running out of reasons” podbiły moje serce.
Jejku ! Jest tyle rzeczy, z którymi bym chciała się z Wami podzielić …

Zostawiam Was w towarzystwie piosenki, na punkcie której mam od kilku dni totalnego fioła … Włączcie ją przy chociażby dodawaniu komentarza i posłuchajcie, a myślę, że nie pożałujecie :) …
Ściskam i buziakuję :* !!
Dobranoc :)

PS MZ – chyba jesteśmy fankami tego samego serialu ;) …