środa, 16 października 2013

Pogubiłam się ... - rozdział 88.

- Nathan. Jestem w ciąży.
- Żartujesz.
- Chciałabym, ale niestety. Stało się; wpadliśmy.
- Trudno. Radź sobie sama. Ja nie mam czasu na niańczenie dzieci.
- Ale Nathan … Ja ciebie kocham ! Nie możesz ode mnie odejść !
- Nie lamentuj. Nie potrzebuję teraz bachora.
- Nath ! – krzyknęłam i zerwałam się. Przed sobą miałam fotele. Z szeroko otwartymi oczami pochłaniałam obraz, który przede mną się roztaczał. Siedziałam w samolocie. Leciałam do Polski. A to był tylko sen … Zły sen … Wzięłam głęboki oddech i osunęłam się z powrotem na siedzenie … To było straszne. Nathan w śnie był taki … kompletnie nieswój. Nieczuły, gburowaty. Okropny ! To nie był mój chłopak. Choć i tak nie miałam pojęcia jak zachowałby się w podobnej sytuacji, ale nie chciałam przyjąć do świadomości aż takiej jego bezduszności …

Moje rozmyślania przerwało powiadomienie - podchodziliśmy do lądowania.
Godzinę później weszłam do domu, w którym nikogo nie było. Fakt – rodzice gdzieś wyszli przecież to był normalny dzień. Zaniosłam swoje rzeczy do pokoiku i wróciłam do salonu, gdzie usadowiłam się na kanapie. Wyciągnęłam telefon. 15 połączeń nieodebranych od Nathana, 6 od Toma i po kilka od reszty chłopaków i Lucy i Boba.

Z ciężkim sercem usunęłam to wszystko i wybrałam numer do Lisy.
- Cześć. Chciałam ci powiedzieć, że już doleciałam. Jestem cała i bezpieczna w domu.
- Hej. Cieszę się, że jesteś cała. Co powiedziałaś rodzicom ?
- Jeszcze nic, bo nie ma ich w domu, ale spoko. Coś wymyślę. Jak nie ja to kto. - po drugiej stronie usłyszałam tylko ciężkie westchnięcie kumpeli – Zadzwonię do ciebie wieczorem albo jutro. – chciałam jak najszybciej zakończyć połączenie
- Jasne. Trzymaj się i uważaj na siebie.
- Ty też. Pa. – czerwona słuchawka. Do głowy przyszedł mi jeszcze jeden plan. W końcu z kim mogłam pogadać o swoim problemie jak nie z Patrycją ? Przyjaciółką, z którą trzymałam się od 1.podstawówki. Wybrałam jej numer. Sygnał oczekiwania. Pierwszy …, drugi …
- Wiktoria na wykładzie siedzę ! – szepnęła do słuchawki – W ogóle czemu dzwonisz z Anglii ? Na skypie możemy się wieczorem złapać jak zwykle.
- A po co na skypie ? Po prostu przyjdź do mnie wieczorem. Jestem w Polsce.
- CO ?! – wypsnęło się jej na cały głos
- To. – roześmiałam się, ale po drugiej stronie zastała mnie głucha cisza. Aha. Wnioskuję, że musiała wyłączyć po tym piśnięciu telefon, bo wykładowca ją namierzył.

Odłożyłam telefon na półkę i myśląc o spotkaniu z rodzicami, zaczęłam niespokojnie chodzić po mieszkaniu. Od okna do okna, błądząc w myślach co mogłam im powiedzieć. Nie mogłam wpaść na żaden logiczny plan. Żadne wytłumaczenie nie chciało przyjść do mojej głowy.

Kiedy po długim czasie już się poddawałam, zadzwonił mój telefon. Podeszłam niechętnie do niego. Oddzwaniała Patrycja.
- No joł. – odebrałam
- CO TY POWIEDZIAŁAŚ ?! – wypaliła do mnie
- Emmm … - analizowałam – „Joł”.
- Nieee. Nie to cielaku !
- …
- Jesteś w Polsce ?
- Ach to ! No tak.
- Co się stało ?
- A coś musiało się stać ?
- Wiktoria błagam cię … Nie znamy się od dzisiaj. Co się stało ? Pożarłaś się z Nathanem ?
- Nie.
- Czyli się pożarliście …
- Patrycja nie !
- To powiedz mi o co chodzi ! Bo zaczynam się denerwować !
- Ale to nie jest temat na telefon.
- Wiktoria nie denerwuj mnie, bo skopię ci tyłek jak przyjdę !
- A o której możesz być ?
- W sumie przed chwilą skończyłam wykład, więc tylko skoczę na pocztę i do sklepu, i mogę do ciebie wpaść. Czyli będę za jakieś 1,5 godziny. Może być ?
- Może. – odpowiedziałam bez emocji
- Ok, to teraz mi zarysuj sytuację o co chodzi.
- Zajdź do apteki w drodze do mnie.
- Po co ? Spoko, zajdę. A co ci kupić ?
Wzięłam oddech. – Test ciążowy … Albo nawet i dwa. – nie dałam rady i wybuchnęłam płaczem do słuchawki. Po drugiej stronie zapanowała totalna cisza. Widziałam oczami wyobraźni Patrycji minę i jej szoknięcie. Odezwała się w końcu po minucie dochodzenia do siebie.
- Wiktoria chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zostanę ciocią …
- Są takie podejrzenia … - powiedziałam przez łzy
- O Boże … - jęknęła – Dobra kochanie nie płacz. Niedługo będę i zrobimy te testy. Znaczy ty zrobisz. – poprawiła się – Wszystko będzie dobrze. Skarbie postaram się być jak najszybciej.
- Ok … - jęknęłam i rozłączyłam się, rzucając telefon na poduszkę. Starałam się jednak uspokoić, by jakoś wyglądać przed przyjściem rodziców. Nie mogłam przecież wyglądać podejrzanie, obojętnie o której by oni nie wrócili. Oddychałam głęboko i zajęłam się oglądaniem telewizji. Całkowicie bez sensu, ale zawsze coś innego skupiało moją uwagę. Po około 40 minutach oglądania wstałam z kanapy i udałam się do łazienki, bo coś podejrzanie znajomo zaczął boleć mnie brzuch na dole.

Zdjęłam bieliznę i kamień spadł mi z serca. Od razu zaczęłam oddychać i wielki uśmiech wystąpił na mojej twarzy. W życiu bowiem nie cieszyłam się tak z okresu ! To było dla mnie jak zbawienie i potwierdzenie tego, że to jednak nie była ciąża. Jaka byłam w tamtym momencie ? PRZE-SZCZĘŚ-LI-WA !!!
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Ktoś się dobijał, więc wywnioskowałam, że była to Patrycja. Naciągnęłam ciuchy z powrotem i z bananem na twarzy dobiegłam do wejścia. Otworzyłam na całą szerokość.

- Pędziłam jak najszybciej mogłam ! – krzyknęła ciężko oddychając przyjaciółka, ale widząc mój rodzący się zachwyt na twarzy nie ogarnęła sytuacji i z pokerfacem spytała; - A tobie co jest ? Jeszcze jakąś godzinę temu płakałaś mi do ucha.
Uśmiechnęłam się szeroko. – Zgadnij co cię wyprzedziło.
Dziewczyna uniosła brwi. – Naprawdę ?
- Mhm. – mruknęłam z zaciśniętymi ustami byle tylko nie wybuchnąć radosnym śmiechem
- O rany ! – z przyjaciółki zeszło powietrze – Jaki kamień z serca ! – oparła się o framugę – A ja kupiłam 3 najdroższe testy !
- Zachowaj je dla siebie. – wystawiłam do niej język
- Małpa !
- Wchodź dalej. – zaprosiłam ją do środka
- Ale mnie wystraszyłaś !
- No coś ty. Wiesz, ja byłam zachwycona jak usłyszałam, że mogę być w ciąży. – bezlitośnie zironizowałam
- Wyobrażam to sobie. – burknęła i powiesiła płaszcz na haczyku – A co Nathan na to ?
Ściągnęłam brwi i bez słowa pierwsza wyszłam z korytarza.
- No co na to Nathan ? – dopytywała się, idąc za mną – Pewnie też zachwycony nie był, co ? A może ucieszył się z możliwego posiadania potomstwa ? – wyszczerzyła się, ale mi nie było już do śmiechu nawet w minimalnym stopniu – Oj, co powiedział ? – kontynuowała – Mi możesz zdradzić co powiedział jak dowiedział się o tym.
- …
- Wiki ?
- …
- … booo … - przeciągnęła niepewnym tonem – bo dowiedział się o tym, prawda ?
Przełknęłam ślinę i przyznałam cicho. – Nie powiedziałam mu.
- Co takiego ?! – wypaliła
- Patrycja daruj już sobie chociaż ty co ?! – podniosłam głos zdenerwowana – Nie powiedziałam mu i koniec. I bardzo dobrze zrobiłam ! Bo przynajmniej miałam rację i nie musiał niepotrzebnie przeżywać, że jego życie wywróci się o 180 stopni ! Wszystko się wyjaśniło i tyle na ten temat !
- Ok, spokojnie …
- Przepraszam, ale po prostu już mam dość słuchania tego jaka jestem dziecinna, że nie poinformowałam go o tym.
- To twoja sprawa.
- Właśnie !
- Ok, już wszystko dobrze. – Patrycja uśmiechnęła się – Ale dla spokojności … - sięgnęła do reklamówki i podała mi pudełko – zrób jeden test. – mój wzrok niecierpiący sprzeciwu – Oj, tak dla kompletnej pewności.
Przewróciłam oczami i wzięłam od niej pudełko po czym udałam się do toalety.

5 minut później;
- Masz ! – pokazałam przyjaciółce wynik testu – Nie jestem w ciąży.
- Dzięki Bogu …

W tym momencie usłyszałyśmy jak drzwi do domu się otwierają. Spojrzałyśmy na siebie bojaźliwie i nasz spanikowany wzrok utkwił na teście, który Patrycja trzymała w ręku.

- Wiktoria ? – mama weszła do salonu zszokowana, ale uśmiechnięta od ucha do ucha
Patrycja migiem usiadła na kanapie. Usiadła również na test ciążowy byle mnie nie wydać ;).
- Cześć Mamcik ! – podbiegłam i przytuliłyśmy się
- Co ty tu robisz ? Mówiłaś, że nie ma szans, żeby przylecieć wcześniej niż za miesiąc, a od twojego wylotu minęło raptem 1,5 tygodnia.
- Tak po prostu. – uśmiechnęłam się tylko niewinnie – Gdzie byłaś ? Czekam na ciebie pół dnia.
- W centrum. Chodziłam po galeriach.
- Ale nie masz przy sobie ani jednej reklamówki … - zauważyłam, co trochę ją zmieszało
- Bo nic sensownego nie było do kupienia. Cześć Patrycja. – zajrzała na mojego gościa
- Dzień dobry. – dziewczyna uśmiechnęła się niewinnie, siedząc na moim teście ciążowym co budziło we mnie lekką konsternację
- Jesteście głodne dziewczynki ? Pójdę zrobić coś szybkiego … Może placki ?! – zawołała już z kuchni
Spojrzałam na Patrycję porozumiewawczym wzrokiem, wysyłając fale; „bierz test i się ewakuuj”. Kumpela kiwnęła głową i odkrzyknęła do mojej mamy;
- Właściwie to ja już muszę się zbierać ! – wstała szybko i zgarnęła ze sobą test – Do widzenia. – niemalże biegiem ruszyła na korytarz
- Oj Patrycja zostań. Zjemy razem obiad. – mama zajrzała z kuchni
- Nie nie nie. Naprawdę. Muszę iść. – sekunda i była ubrana – Do widzenia ! Pa. – dała mi buziaka w policzek i szepnęła – Zadzwonię wieczorem.
Uśmiechnęłam się i zamknęłam za nią drzwi. Wróciłam do mamy.
- Pomogę tobie.
- Siadaj Wiki i opowiadaj lepiej.
Z przerażenia o możliwym przesłuchaniu otworzyłam szeroko oczy.
- Jak sylwester ? – spytała mama, a mi z powrotem przywrócono oddech. Aż zdziwiłam się, że nie wierciła tematu mojego niespodziewanego przyjazdu.
- Sylwester ? – uśmiechnęłam się na samą myśl o nim – Hmmm od czego ci tu zacząć … - i zaczęłam opowiadać mamie o całych przygotowaniach, gali i imprezie. Nie pomijałam żadnych szczegółów, więc swoją historię skończyłam po bardzo długim czasie. Aż zjadłyśmy z mamą wszystkie placki i nasze talerze były puste. Mama bardzo chętnie słuchała, zadawała pytania i widać, że starała się wszystko zapamiętać.
- I tak. – skończyłam w końcu z uśmiechem. Spojrzałam na zegar. – Późno się zrobiło … A w ogóle gdzie tata ?
- …
- Mamo ? – podejrzliwy wzrok
- Pokłóciliśmy się z tatą.
- I jak zwykle poszedł się przejść, żeby to sobie wszystko przemyśleć ? – westchnęłam – Powiesz mi o co poszło ?
- Nie córka, nie powiem ci.
Przytaknęłam ruchem głowy. – Ok, jak chcesz. Ale zaraz … co on tak spaceruje cały dzień ?!
- … zapewne nie wróci na noc.
Uniosłam brwi. – Aż tak poszło ?!
- Nie mówmy o tym. – mama wstała i zabrała brudne talerze
- Ale może mogę jakoś pomóc ?
- Nie.
- Dlaczego ? Przecież nie mogę bezczynnie siedzieć i patrzeć jak moi rodzice są pokłóceni aż do takiego stopnia, żeby jedno z nich nie wróciło do domu na noc !
- Wiktoria proszę cię. Nie rozmawiajmy o tym, dobrze ?
- Ale dlaczego ?
- Bo tak powiedziałam ! – podniesiony głos
Spuściłam wzrok. – Ok … - mruknęłam tylko - W takim razie proponuję dla przyjemnego wieczoru i poprawienia humoru obejrzeć jakiś fajny film. Co ty na to ?
- W porządku.
- To idę coś wybrać dobrego.

I tak reszta popołudnia i cały wieczór spędziłyśmy z mamą na piciu wina i oglądaniu komedii romantycznych, których obydwie byłyśmy fankami. Dodatkowo napawałam się myślą, że mój kłopot zniknął i nie byłam w ciąży.

Ok.g.22 przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Lisy. Zerwałam się i udałam do swojego pokoju. Wybrałam numer kumpeli.
- Cześć Lisa !
- Hej Vicky.
- Lisa nie jestem w ciąży ! – powiedziałam to najgłośniej jak tylko mogłam, byle tylko mama nie usłyszała
- Skąd wiesz ? – blondynka ożywiła się
- Dostałam okres, a poza tym zrobiłam test, który jednoznacznie mi pokazał, że to nie ciąża.
- To świetnie. – dziewczyna odetchnęła
- Prawda ? Dobra, to chciałam tylko tobie to powiedzieć. No i upewnić się czy rzeczywiście dochowałaś tajemnicy i nikomu nie powiedziałaś gdzie jestem ?
- Vicky, obiecałam, że nikomu nie powiem ? Obiecałam ! Nikomu nic nie mówiłam. Kiedy wracasz ?
- Nie wiem. Nie myślałam jeszcze. Chyba muszę do Oliviera napisać maila z prośbą o jakiś nagły urlop.
- Ale przecież sprawa się wyjaśniła, to wracaj do nas.
- Muszę posiedzieć z mamą, bo są kłopoty w domu. Znaczy nie muszę, ale chcę.
- Ok. Tylko zadzwoń do Nathana może co ?
- Wiem, wiem. Mam taki zamiar. Zaraz to zrobię.
- Świetnie. A tylko mi powiedz jeszcze jak rodzina zareagowała na twój nagły przylot ?
- Mama ucieszyła się. Na szczęście nie dążyła do wyjaśnień. Fuksnęło mi się ... Lisa, kończę. Do usłyszenia.
- Ok, ok. Trzymaj się ! – rozłączyłyśmy się

Wzięłam oddech i wybrałam numer Nathana. Ku mojemu zdziwieniu miał wyłączony telefon. Spróbowałam jeszcze raz bowiem chłopak nigdy nie wyłączał swojego sprzętu ! Ewentualnie wyciszał dzwonki. Spróbowałam jeszcze raz. To samo ! Komunikat o wyłączonym telefonie. Zdekoncentrowana wybrałam numer do Toma. Pierwszy sygnał oczekiwania i …
- Cześć Słońce ! No wreszcie się odzywasz ! Co się z tobą działo ?!
- Cześć Tom. Wszystko w porządku. Jest obok ciebie Nathan ?
- Co się działo ja się pytam, że od nikogo z nas nie odbierałaś telefonów ?! Nie ma Młodego tutaj. W ogóle nie wiem gdzie jest.
- Jak to nie wiesz gdzie jest ?! – wypaliłam – Ma wyłączony telefon co mnie zdziwiło.
- Vicky. Nathana. nie ma. w domu.
- To gdzie jest ?
- No właśnie nie wiemy …
- Jak to ?!
- Normalnie ! Wkurzył się rano, że nie ma z tobą kontaktu, wyszedł gdzieś nic nam nie mówiąc i do tej pory nie ma z nim kontaktu. Swoją drogą obydwoje jesteście siebie warci. Jak coś nie wychodzi to obydwoje wiejecie …
- Tom skończ już. – przerwałam mu zaniepokojona zachowaniem Sykesa – Pewnie pojechał do Gloucester.
- Nie ma go tam. Już tam dzwoniliśmy. W ogóle weź przyjedź do nas do domu to się zastanowimy wspólnie co on mógł głupiego zrobić, bo jego stan emocjonalny nie był najlepszy.
- O Boże, co ja narobiłam … - szepnęłam – Tom … ja jestem w Polsce.
- GDZIE TY JESTEŚ ?!?!
- W domu. W Polsce.
- Cholera jasna ! – zaklął – Czy któreś z was może mi powiedzieć co się dzieje ?! Znaczy ty masz mi powiedzieć, bo z Młodym nie mamy kontaktu ! Co jest ?!
- Nie mogę ci tego teraz powiedzieć, wybacz. Matko, próbujcie się skontaktować z Nathanem. Ja będę próbowała do niego dzwonić cały czas.
- Jasne. Ale słońce …
- Mm ?
- Masz porządnego kopniaka w tyłek od nas wszystkich jak wrócisz ! Już możesz psychicznie się na to nastawiać.
Uśmiechnęłam się pod nosem. – Spoko. Wsadzę poduszki w majtki i może nie będzie tak źle.
- Nawet poduszki ci nie pomogą !
- Dobra. – powiedziałam nonszalancko – Musze kończyć. Jakby Nathan się do was odezwał, momentalnie do mnie dzwoń ! Postaram się jutro albo pojutrze wrócić do Londynu i odkręcić to jakoś.
- Liczę na to ! Ty też daj znać jak się do ciebie odezwie.
- No raczej do was pierwszy zadzwoni jak coś … Na razie Tom.
- No, pa.
Położyłam telefon na półkę i ciurkiem zaczęły lecieć mi łzy. Mama akurat weszła do pokoju.
- Wiki co się stało ? Dlaczego płaczesz ?
- Mamo … Pogubiłam się … - odpowiedziałam i zaczęłam płakać bez zahamowań ze swojego postępowania …

 

 

Cześć Słońca :* ! Sprawa ciążowa już się wyjaśniła – naprawdę myślałyście, że będę tak przewidywalna i zaciążę Wiktorię ;) ? Jeszcze nie teraz moje drogie. Przyjdzie czas i na dzieci, relax ;].
Pytacie co u mnie ? Hmmmm … od groma nauki, brak chęci do studiowania, niewyspanie, ale przede wszystkim już dobre samopoczucie. Zajęłam się tyloma sprawami, żeby mieć o czym myśleć, że temat reprezentowania modelu solo już mnie nie rusza. Siła siedzi w głowie i poradziłam sobie.

Poza tym muszę Wam się pochwalić ! Byłam na treningu drużyny ligowej razem z innymi siedmioma dziewczynami, których nie znałam i na koniec trener chciał do drużyny na stałe tylko trzy dziewczyny. W tym mnie ! Chyba nie muszę mówić, że to był bardzo profesjonalny trening i na dostanie się do ligowej drużyny pracuje chyba każda dziewczyna, trenująca ponad 7 lat. Taaaaak. Byłam z siebie bardzo dumna i zadowolona. Pomijając fakt, że mam tak straszne zakwasy, że nawet siedzieć nie mogę i brać głębokiego oddechu, a mięsień czuję w każdym palcu u dłoni ;P. Ale to nic – przynajmniej czuję, że żyję ( i to dosłownie ) ;D.
Zmykam szykować się do spania. Od dziś zaczynam weekend, więc moim głównym celem na jutro jest wyspanie się ! A zaraz po tym drugim celem jest przeczytanie i skomentowanie zaległości, tzn. Waszych opowiadań :).

Ściskam mocniście ! Choć chyba nie zbyt mocno z tym ogólnym w całym ciele zakwaszeniem ;> …
PS jak wrażenia po teledysku do „Show Me Love” ? Osobiście uważam, że to najlepszy klip chłopaków ! Nie chodzi mi tylko o fabułę, ale również o uchwycenie obrazu i ujęcia kamer. Profesjonalizm jakby nie patrzeć. Piosenka sama w sobie jest cudowna i nie ma nic do zarzucenia. A The Wanted pokazało się z bardzo dojrzałej strony. Genialna robota, panowie !

sobota, 12 października 2013

To mój problem - rozdział 87.

Nie mogłam w nocy spać. Nie wiem jak inni, ale bynajmniej ja, zawsze kiedy mam problem, sen mnie nie odwiedza. A miałam problem i to bardzo duży. Jeszcze co prawda niepotwierdzony, ale sam fakt, że mogłabym być mamą przyprawiał mnie o dreszcze, palpitacje serca, skurcz żołądka, słabość i co nie tylko …

Leżałam rozkryta w łóżku, z dłonią na czole. Błądziłam wzrokiem po suficie i wydawało mi się, że z każdą sekundą byłam bliższa wariactwa. Odsunęłam z siebie ostentacyjnie kołdrę i wstałam. Po ciemku udałam się do kuchni. Zapaliłam światło i podskoczyłam.
- Lisa ! Myślałam, że śpisz !
Dziewczyna przestała jeść serek i spojrzała na mnie z nieciekawą miną.
- Serio ? Myślisz, że mogę spać ?
Spuściłam wzrok i podeszłam do lodówki. Wyjęłam jogurt, wzięłam łyżeczkę i usadowiłam się na parapecie, siadając po turecku. Wzięłam oddech;
- Lisa
- Victoria robisz głupotę. – wypaliła, przerywając mi. Spojrzałam na nią pytająco. – Jesteś dorosła. Zachowuj się. Po co te zamieszanie ?
- …
- Porozmawiaj z nim !
- Nie mogę ! Tłumaczyłam to już tobie i nie mam zamiaru się powtarzać !
- A nie sądzisz, że on ma prawo wiedzieć ? Przecież to jego dziecko !
- Nie rozpędzaj się tak, okej ?! – warknęłam – Jeszcze nie jest powiedziane, że NA PEWNO jestem w ciąży. … A jak okaże się, że to po prostu przez to, że zaczęłam normalnie się odżywiać i funkcjonować ?? Po co mam go denerwować i martwić ?
Lisa westchnęła i po chwili zapytała cicho; - A co jeśli naprawdę to będzie dziecko ?
Przełknęłam ślinę i patrzyłam na nią, szukając w głowie odpowiedzi.
- Nie wiem. – szepnęłam – Ale na razie nie mam odwagi mu tego powiedzieć. Muszę sama to sobie poukładać i niech on żyje swoim życiem, nie martwiąc się ojcowaniem.
Blondynka oparła rękę o blat stołu i z bezsilności zaczęła mieszać łyżeczką serek.
- Powiedz mi tylko jedno – zaczęła – czy ty zawsze musisz uciekać kiedy masz problem, który cię przerasta ?
- Widocznie taka moja natura i proszę cię; nie krytykuj mnie za to.
- Nie zamierzam. – pokręciła głową – Ale jesteś pewna tego co robisz ?
- Nie, ale miło, że pytasz. – blady uśmiech
Spojrzałyśmy na zegarek, który wybił godzinę 3.
- Idź do łóżka. Spróbuj zasnąć przed podróżą.
- Daj spokój … Sen to ostatnia rzecz, która jest mi teraz potrzebna.
- Nie mów tak. Być może
- Nie dokańczaj ! – wytknęłam jej palcem
Przewróciła oczami. - Kiedy zamierzasz wrócić ?
- Wtedy kiedy sobie to wszystko poukładam i się coś wyjaśni.
- Nie pójdziesz na te badania do ginekologa za tydzień ?
- Zawsze w Polsce mogę to załatwić.
- Jasne … - westchnęła
- O której mam samolot ?
- O 8.
- Genialnie.
- Czadersko …
- Lisa proszę cię ! – jęknęłam
Kumpela wstała od stołu. – Po prostu uważam, że Nathan nie zasłużył na takie traktowanie i powinien o wszystkim wiedzieć. Nawet jeśli ciąża okaże się nieprawdą. Powinien cię wspierać teraz, a nie zamartwiać się gdzie w ogóle jesteś. To nie jest tylko twoja sprawa Victoria.
- Jak na razie to MÓJ PROBLEM. – poprawiłam dosadnie – I nie chcę mu marnować najbliższych dni.
Lisa pacnęła się w czoło. – Jesteś uparta jak osioł !
- Po mamie. – mlasnęłam – To wszystko ?
- Tak !
- Świetnie. Zatem idę wziąć prysznic. – zeskoczyłam z parapetu i minęłam ją
- Nathan powinien wiedzieć …
Odwróciłam się raptownie.
- Nathan niczego się nie dowie. - poprawiłam
- …
- Obiecałaś mi to !
Westchnęła. – Wiem. I słowa dotrzymam. Możesz być tego pewna.
Popatrzyłam na nią jeszcze przez chwilę po czym bez słowa skierowałam się do łazienki …

W drodze na lotnisko;

- Ale Lisa nie jęcz mi już dłużej, bo nie wytrzymam !
- Ale no nie wyjeżdżaj, proszę cię … - lamentowała – Przecież są inne wyjścia.
- Przysięgam. Jeszcze słowo …
- No dobrze, a ciekawe jak zareagują twoi rodzice kiedy wrócisz po tygodniu do Polski, co ?
Otworzyłam szeroko oczy i po chwili wymyśliłam; - Powiem im, że wzięłam urlop.
- Bo niby tak nagle stęskniłaś się do domu ?? Błagam cię … - prychnęła
- Oj, nimi potem będę się przejmować.
- Robisz głupotę. Tyle ci powiem.
- Głupotę to może i ja zrobiłam, ale kilka albo nawet kilkanaście dni temu, że teraz boję się, że jestem w ciąży. – dzwonek mojego telefonu. Z niechęcią spojrzałam na wyświetlacz. – Max ? – zdziwiłam się
- Odbierz. – podgadywała Lisa
Nacisnęłam zieloną słuchawkę. – Cześć George, co tam ?
- Oł jak miło; po nazwisku … - zaśmiał się – Hej Minc. Tak do ciebie dzwonię. Pogadać chciałem …
- Coś się stało ?
- Właściwie to nie …
- Maaaaax ?
- Oj no. – zapewne przewrócił oczami – Poznałem fajną dziewczynę. Brunetkę. Tori ma na imię i chciałem z tobą o niej porozmawiać. Wiesz … kobiecy punkt widzenia i te sprawy …
- Max, fantastycznie, że do mnie dzwonisz. Cieszę się, że liczysz na mnie, ale niestety nie mogę na razie ci pomóc. Przepraszam.
- A. Pewnie zajęta jesteś. – oprzytomniał – Spoko. Nie ma problemu. Na dniach się złapiemy. A słuchaj … - zawiesił głos
- Mhm ?
- Tak generalnie to gdzie ty jesteś, bo młody już padaki dostaje, że cię nigdzie nie ma. Podobno miałaś wczoraj jakieś badania czy coś …
Czerwona lampka; error ! – Max, wybacz. Musze kończyć. Pa. – rozłączyłam się
- Pozwól, że tego nie skomentuję …
- Lisa, naprawdę nie musisz się uczyć ode mnie tych chamskich odzywek. – odszczekałam się
- Cóż poradzić … - wzruszyła ramionami – Kto z kim przystaje ten takim się staje. - spojrzałam na nią znacząco z uniesioną brwią – Dobrze, już dobrze … - mruknęła potulnie – Jeszcze jedna sprawa. Co z Bobem i Lucy ?
- Szczerze ? – przygryzłam dolną wargę – To o nich nie pomyślałam …
- A przydałoby ci się.
- Wiem. Napiszę im po prostu wiadomość i im podrzucisz, co ?
- Spoko.
Wyjęłam z torby kartkę i długopis i napisałam;
„ Kochani ! Przepraszam, że tak bez słowa Was zostawiam, ale uwierzcie mi, że nie miałam wyjścia. Zjawię się za jakiś czas z powrotem i wtedy Wam wszystko wytłumaczę. A tymczasem nie bądźcie na mnie źli. Uważam na siebie.

                                    V. ”
Podałam wiadomość dla Lisy.

- Z lotniska pojadę prosto do „Sweet Dreams” i im to dam.
- Dzięki … Tylko pamiętaj; nikomu nie mów gdzie jestem, jasne ?
- Jasne, jasne. Obiecałam ci to w końcu tak ?

Posłałam jej w zamian blady uśmiech.

Na lotnisku pożegnałyśmy się. Obiecałam dzwonić do blondynki nawet kilka razy dziennie. Miała trzymać za mnie kciuki, aby wszystko było dobrze.

W samolocie zaś byłam cała w rozterkach. Najchętniej miałam ochotę zasnąć i przespać te ciężkie dni, które nie zapowiadały się różowo. Tym bardziej, że musiałam jeszcze opracować w czasie lotu strategię – co powiem rodzicom, gdy przyjadę niespodziewanie 1,5 tygodnia po świętach z powrotem do domu …




Jesteście cudowne.
                                                                                 DZIĘKUJĘ <3.

poniedziałek, 7 października 2013

Ja w ciąży ?! Pfffff !! Dobry żart. - rozdział 86.

- Panie doktorze co mi jest ? – spytałam drżącym głosem
- Właściwie …
- Taaaaak ? Coś nie w porządku, tak ? – dopytywałam się
- W zasadzie to nie jestem pewny. – uśmiechnął się kącikiem ust, wpatrując się w wyniki
- Jak pan chce, ale ja zaraz wyląduje na kardiologii … Niech mi pan powie cokolwiek, bo zawału dostanę !
- Spokojnie pani Victorio. – spojrzał na mnie – Nie ma powodów do niepokoju. – uniosłam znacząco brew – Ma pani znacznie podwyższony jeden hormon.
- Dlaczego ? To jest groźne ? To przez te odchudzanie ? – panikowałam
- Nie nie nie, pani Victorio. Niechże da mi pani dokończyć. – uśmiechnął się ponownie i upewniwszy się, że się zamknęłam, kontynuował; - W pani wypadku nie jestem pewien co do diagnozy dlaczego hormon jest zwiększony.
- Jak to ? – wypsnęło mi się
- Być może „sprawcą” jest pani powrót do normalnego odżywiania się po anoreksji. Organizm mógł doświadczyć pewnego rodzaju … - szukał słowa – szoku, że znowu na całe szczęście – zaznaczył – zaczęła pani dostarczać mu pożywienia. Bardzo często po anoreksji organizm jest przestawiony o 180 stopni, żeby wszystko wróciło do normy.
- Rozumiem. – odetchnęłam z ulgą
- Ale jest jeszcze druga strona medalu – zerknął na mnie znad kartek
- Znowu zaczyna mnie pan straszyć ?
- Nigdy w życiu ! – uśmiechnął się
- Dobra, to jaki może być ten drugi powód mojego podwyższonego hormonu ? – założyłam ręce na piersi
- Akurat między innymi ten hormon mają podwyższony kobiety w ciąży.
- No i ? – spytałam głupkowato. Lekarz patrzył na mnie, milcząc i czekając aż do mnie dojdzie co przed chwilą mi oznajmił. Fakt, ta informacja doszła do mnie trochę później niż jakiekolwiek inne … - Ja w ciąży ?! Pfffff !! Dobry żart. – roześmiałam się nerwowo, ale widząc powagę doktora zamknęłam się – To na pewno nie to. – machnęłam ręką
- Mogę zadać pani kilka pytań ?
Wzruszyłam nonszalancko ramieniem. – Proszę.
- Współżyła pani z chłopakiem ?
„Czy to raz” pomyślałam, ale odpowiedziałam krótkie; - Tak.
- Zabezpieczaliście się państwo ?
Zastanowiłam się chwilę. – Raz nie.
- Kiedy ostatni raz miała pani okres ?
Zamyśliłam się i … nie mogłam sobie przypomnieć, żebym w danym miesiącu miała „gości”. – Bodajże 2 miesiące temu. – odpowiedziałam powątpiewająco
Doktor uśmiechnął się delikatnie i oznajmił; - Zapiszę panią do ginekologa Smitha. Co prawda pójdzie pani do niego na wizytę dopiero za tydzień, bo ma dużo pacjentek, ale zawsze lepiej to niż nic.
On mówił, a ja zaczęłam błądzić wzrokiem jak opętana po blacie jego biurka.
- To niemożliwe. – szepnęłam tylko
- Pani Victorio, w medycynie wszystko jest możliwe. – uśmiechnął się przyjaźnie
- Ale nie ! – stuknęłam ręką w stół aż facet podskoczył – Ja nie mogę być w ciąży ! To na pewno to, że zaczęłam normalnie się odżywiać.
- Dopóki nie zrobi pani reszty badań niczego się nie dowiemy. Ale jeśli mam być z panią szczery … - spojrzałam na niego spod byka – To daje szanse 60% do 40, że zostanie pani mamą.

W tym momencie poczułam się jakby ktoś przywalił mi młotem albo jakimś innym ciężkim żelastwem w twarz. Czułam się jak nieźle napita. Wszystkie słowa lekarza dochodziły do mnie z opóźnieniem, a nogi i ręce mi zdrętwiały. Mało brakowało, a zapomniałabym jak się oddychało.

- Mam poprosić pielęgniarkę o leki ? Mam wrażenie, że zaraz mi tu pani zemdleje.
- Co ? – ściągnęłam brwi, wyrwana z przemyśleń – W porządku wszystko, bo nie jestem w żadnej ciąży.
- Tego wykluczyć nie możemy.
- Możemy !
- Sama pani powiedziała, że nie zawsze seks był bezpieczny, a nawet z zabezpieczeniem trzeba liczyć się z tym, że nie jest ono w 100% gwarantem na zapobiegnięcie ciąży.
- Ja i tak wiem, że to nie to.
- Dobrze pani Victorio, na razie przez tydzień może się pani upierać, a tymczasem proszę stanąć na wagę.

Stanęłam na niej bez słowa i aż zakrztusiłam się własną śliną.
- No brawo pani Victorio ! Plus 3,5 kg to dla nas duży sukces. – pochwalił mnie lekarz choć wtedy zgnoiłam go w myślach – Dopiszę pani jeszcze te witaminy, które pani bierze i za miesiąc widzimy się na kontroli. Chyba, że wróci do mnie pani za tydzień. – znaczące spojrzenie
„Twoje niedoczekanie.” – Do zobaczenia za miesiąc. – wzięłam receptę i na trzęsących się nogach wyszłam z gabinetu

Zamknęłam za sobą drzwi i dosłownie zsunęłam się na podłogę.
- Źle się pani czuje ? – podbiegła do mnie od razu pielęgniarka
Przewróciłam oczami. – Nie. Ok wszystko. – po czym wstałam i skierowałam się do wyjścia. Wszystko we mnie jednak drżało i nie mogłam się uspokoić. A co jeśli naprawdę byłam w ciąży ? Usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Wyjęłam go z kieszeni. – Wybacz. – szepnęłam i odrzuciłam połączenie Nathana, który dobijał się do mnie po lekarzu. Nie mogłam tym samym po tym wszystkim pojechać do niego i zdać mu relacji z kontroli lekarskiej. Nie wiedziałam co robić, gdzie się podziać. Do „Sweet Dreams” też nie chciałam wracać, bo Bob z Lucy zadawaliby mi mnóstwo pytań, widząc moje roztrzęsienie, a z kolei Nathan mógł tam przyjechać, wkurzając się, że do niego nie przyjechałam jak obiecałam. Stałam na mrozie i myślałam co robić. Jeszcze raz odrzuciłam połączenie Nathana i wybrałam numer do Lisy.

- Cześć Vicky ! – odebrała wesoła
- Lisa …
- Co się stało ? – przeraziła się
- … mogę … do ciebie … przyjechać … ? – wyjąkałam
- No jasne ! Victoria, co się dzieje ?
- Chyba mam wielki problem. – wykrztusiłam i rozłączyłam się

Jechałam do Lisy z mętlikiem w głowie. Miałam wrażenie, że mózg mi wybuchnie od tych nerwów i myśli. W krótkim czasie dojechałam do domu kumpeli i zapukałam do jej drzwi. Otworzyła.

- W coś ty się wpakowała znowu ?
- Lisa proszę cię … Nie mam ochoty na żarty. Wpuścisz mnie ?
- Jasne, wchodź. – zaprosiła mnie

Na korytarzu zdjęłam płaszcz i buty po czym weszłam do ciepłego i przytulnego salonu. Usiadłam w fotelu po turecku.

- Trzymaj. Dopiero zaparzyłam. – podała mi kubek herbaty
- Dzięki …
- Może przyniosę ci jakieś witaminy albo wiesz co, może lepiej się połóż.
- …
- Jesteś strasznie blada.
- Też byś była … - mruknęłam
- To mów. – usiadła naprzeciwko mnie w drugim fotelu – Co się stało ?
- Byłam na badaniach kontrolnych, które wykazywały, że albo mój organizm dochodzi do siebie po głodówkach i buzuje od środka albo … - zabrakło mi tchu, a Lisa spojrzała na mnie uważnie
- Albo ?
Przełknęłam ślinę, ale nie chciało mi to przejść przez gardło.
- Albo ?! – dopytywała się
Wzięłam się za czoło. – No nie dam rady.
- Victorio Minc !
Głęboki wdech. – Albo lekarz zasugerował, że jestem w ciąży. – powiedziałam szybko jednym tchem – W zasadzie to dał mi szanse 60 na 40, że jestem w ciąży.
Lisa uniosła brwi i otworzyła usta. – Nie gadaj ! – palnęła – To cudownie ! – pisnęła
- LISA POGIĘŁO CIĘ ?! – wrzasnęłam – Jakie „cudownie” ?! Dziewczyno ja mam dopiero 19 lat !
- Rocznikowo 20 …
- Och przestań !! Ja mam jeszcze czas na rodzenie dzieci ! Nie znoszę dzieci i wszystkiego co dzieciopochodne ! … Poza tym to na pewno nie jest ciąża. – powiedziałam już normalnym tonem
- Tak myślisz ?
- Tak. Jestem niemalże tego pewna.
- Mówisz to takim tonem jakbyś chciała mnie i siebie do tego przekonać.
- Liiiisaaaa … - załamałam się
- Spokojnie. Przeanalizujmy to. – usiadła koło mnie – Zabezpieczacie się z Nathanem ?
- Tak. Raz się nie zabezpieczyliśmy. – pokręciłam głową
- A tam raz. – machnęła ręką – To, że przytyłaś to w twoim wypadku normalne … - dedukowała – Często robisz siku ?
- Chyba normalnie …
- Huśtawki nastrojów ?
- Zdarza się przez nadmiar pracy.
- Poranne mdłości ?
- Raz miałam, ale to po tym jak zatrułam się przeterminowanymi kabanosami.
- Wymioty ?
- Były. Po kabanosach. – dodałam od razu
- Jasne. Ostatni okres ?
- 2 miesiące temu. – i w tym momencie wybuchnęłam płaczem – Lisa to na pewno było zatrucie kabanosami ! Ja nie mogę być w ciąży !
Blondynka przytuliła mnie do siebie. – Vicky, spokojnie. Nawet jeśli jesteś w ciąży to nie koniec świata.
- Jak to nie ?! – i kolejny wybuch płaczu – Ja chcę się rozwijać, pracować, żyć bez zobowiązań, bez dziecka ! Nie potrzebuję go !
- Nie gadaj głupot. Dziecko to piękna sprawa.
- Chyba dla ciebie ! … To się nie dzieje naprawdę ! Ja jestem w jakimś koszmarze i zaraz się zbudzę ! – płakałam
- Przecież masz Nathana. Poradzicie sobie.
- No właśnie ! Jeszcze Nathan !! – wypaliłam i rozryczałam się jeszcze gorzej – Przecież on tak samo jak ja nie chce dziecka !
- Rozmawialiście o tym ?
- Tak ! Czysto teoretycznie mówił, że jest jeszcze za młody i, że nie byłby zachwycony. Liiiiiisaaaaaa !! To nie jest prawda. Powiedz, że to nie jest prawda. – szlochałam
- Kochanie, spokojnie. – gładziła mnie po włosach – Wszystko się ułoży. Nawet jeśli jesteś w ciąży co jest jeszcze niepotwierdzone, to poradzisz sobie. I to z Nathanem, bo kto jak kto, ale on jest w porządku facetem i na pewno cię nie zostawi.
Popatrzyłam na nią zapłakana. Przez łzy ledwie ją widziałam. – Nikt nie może się o tym dowiedzieć. Rozumiesz ? Nikt !
- Ale Victoria
- Obiecaj mi to !
Dziewczyna popatrzyła na mnie, milcząc aż wreszcie westchnęła. – Obiecuję.
- Co ja narobiłam … - wróciłam do lamentów
- Vicky uspokój się, proszę cię …
- Jak ja mam być spokojna ?! Jeszcze u lekarza byłam pewna swojej wersji, że to przez powrót do jedzenia, ale teraz po twoim wywiadzie to wszystko może składać się w jedną całość. … Booooożeeee nieeeeeeeee !! – kolejna dawka łez
- Pomogę tobie. – przytuliła mnie – Nie jesteś sama, pamiętaj.
- Mogę przenocować u ciebie ? Nie chcę teraz z nikim innym rozmawiać, a poza tym w takim stanie nie mogę pokazać się w „Sweet Dreams”.
- Oczywiście, że możesz. – dzwonek mojego telefonu – Nie odbierzesz ? To Nathan.
- Co ja mam mu powiedzieć ? – rozpłakałam się – Cześć, być może zostaniesz ojcem ? Wpadliśmy ? – odrzuciłam jego połączenie
- Ale Vicky, z tego co go trochę znam to wiem, że on będzie cię szukał.
Spojrzałam na nią. – Powiesz mu, że mnie tu nie ma.
Lisa pokręciła głową, ale powiedziała; - Dobrze, jak chcesz.

I jak obydwie podejrzewałyśmy; 10 minut później rozległ się dzwonek do mieszkania Lisy. Uciekłam do drugiego pokoju, a dziewczyna poszła otworzyć. Ustałam przy drzwiach, by słyszeć kto przyszedł.

- Oł, cześć Nathan. - udawane zdziwienie
- Cześć Lisa. Słuchaj, nie ma u ciebie mojej Victorii ? – miał smutny, a zarazem zdenerwowany głos. Aż zrobiło mi się go szkoda i chciałam krzyknąć „jestem tutaj !” i rzucić się mu na szyję, ale nie mogłam …
- Nie. Dlaczego miałaby być u mnie ? – Lisa starała się być przekonywująca
- Miała pójść na badania i od razu po nich przyjechać do mnie z wynikami i opowiedzieć co mówił lekarz, a do tej pory jej nie ma. Czekałem w domu, potem byłem w „Sweet Dreams” i też jej tam nie było od rana. Myślałem, że może przyjechała do ciebie. W końcu się przyjaźnicie.

„Mój Sherlock Holmes” pomyślałam.
- Przykro mi. – powiedziała Lisa – Zadzwoń do niej może.
- Próbowałem już chyba z 10 razy i nie odbiera. Nie wiem co się dzieje, ale to nie wróży nic dobrego. Boję się o nią. Nigdy tak się nie zachowywała.
- Może nie chce z nikim rozmawiać …

„Lisa jeszcze słowo !” krzyknęłam w myślach.
- Cokolwiek się stało na tych badaniach ja muszę być przy niej. – mówił Nathan, a mi do oczu nadeszły łzy – Daj mi proszę znać jak ten rudas odezwie się do ciebie.
- Jasne. Na razie.
- Cześć.

Dziewczyna zamknęła drzwi, a ja przez okno widziałam jak Nathan odchodził do samochodu. Był smutny. I to na tyle, że obserwując go przez okno, bolało mnie serce, że to przeze mnie.
- Vicky jesteś taka niemądra … - do pokoju weszła Lisa
- Nie mogę tu zostać. – odwróciłam się – Oszaleję tu.
Dziewczyna westchnęła i założyła ręce na piersi. – O czym ty myślisz ? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że wracasz do Polski ?
- Zamówisz mi bilet ?
- Vicky nie rób tego.
- Nie mogę tu siedzieć bezczynnie i nie mam odwagi na razie spotkać się z Nathanem.
- Ale ucieczka to żadne wyjście.
- Na razie jakieś na pewno.
- Victoria przemyśl to jeszcze.
- Zamówisz mi ten cholerny bilet ?
Dotknęła się czoła i westchnęła. – Nie przekonam cię mimo tego, że możesz tu zostać jak długo chcesz ?
- Nathan nie jest głupi. I tak tu niedługo wróci.
- To porozmawiaj z nim ! Nie widzisz jak on się martwi ?!
- Będzie gorzej się martwić, gdy usłyszy, że ma 60% szans na zostanie ojcem. Nie chcę go do niczego zmuszać. Wiem, że on nie chciałby tego teraz, więc nie chcę mu utrudniać życia.
- Opamiętaj się ! Przecież on cię kocha !
- Ja go też. I dlatego chcę mu tego wszystkiego zaoszczędzić.
- To jest jedno wielkie szaleństwo, wiesz ? - spuściłam głowę – Na kiedy ten bilet ?
- Na jutro rano … - szepnęłam
 





Cześć. W sumie to ten rozdział, którego nie mogłam się doczekać. Powstał on dziś w drodze do Warszawy.
W domu rodzinnym było w porządku. Rodzice mnie rozpieszczali i mam wrażenie, że wróciłam 5 kg cięższa przez pyszności, które specjalnie dla mnie przyrządzała mama. Mimo masy nauki idę w tym tygodniu na 2 treningi do różnych warszawskich klubów siatkarskich – chcę kontynuować treningi, z którymi przystopowałam w kwietniu przed maturą. A Wasze zaległe rozdziały obiecuję, że przeczytam na dniach i skomentuję !

Nie było mnie 5 dni w Wawie, przyszłam dziś obładowana do domu i co widzę ? Mamy nowego współlokatora ! Dziewczyny pod moją nieobecnością kupiły królika i nazwały go nieświadomie moich skojarzeń uwaga uwaga … - MAX !! My wiemy o co chodzi, prawdaż ;> ? Także jedno ciacho z The Wanted śmiga po naszym domu ;) … i zostawia bobki za U.łóżkiem ;P.
Rozdziały postaram się pisać szybko i na bieżąco, bo nie ma dla mnie nic lepszego jak oderwanie się od rzeczywistości w postaci opowiadania, a po rozstaniu trochę ciężko funkcjonować …

Witam nową komentującą Czytelniczkę ! Cieszę się, że jesteś tu z nami :).
Trzymajcie za mnie kciuki i dodawajcie telepatycznie sił, bo mam teraz ciężki czas.

Buziak :* !
PS ktoś może z Wawy albo okolic chce się spotkać w weekend na kawę :) ?