czwartek, 26 września 2013

Nie wierzę w was - rozdział 83.

- Jak zalecisz to daj mi od razu znać. – umoralniałam Marcina na lotnisku
- Dobrze mamo.
- Oj ! – dałam mu kuksańca w bok na co zaśmiał się – Bardzo cieszę się, że mnie odwiedziłeś. Wpadaj jak będziesz miał ochotę.
- Jasne. Dzięki, że mnie przygarnęłaś na 2 dni. Bardzo mi tu się spodobało i gdyby nie mój lęk przed angielskim to pomyślałbym tu o osadzeniu się.
- Angielskiego nauczyłbyś się tu w mig, uwierz mi.
- Być może, ale na daną chwilę nie jestem jeszcze taki odważny.
- Rozumiem.
- Daj czadu jutro na sylwestrze. Wybaw się za wszystkie czasy, korzystaj z chwil z tym swoim i nałóż tą sukienkę z dekoltem na plecach, którą mi pokazywałaś. Koleś padnie na starcie.
Roześmiałam się. – Hahaha Marcin. Jesteś genialny. – przytuliłam go
- A kiedy ty przylecisz do Polski znowu ?
- Nie chcę nic obiecywać, ale planuję za miesiąc, bo potem wylatuję z Nathanem do Stanów.
- No nie wierzę … - westchnął niepocieszony
- Pomyśl nad tym osadzeniem się tutaj. – poklepałam go – Też zostaniesz takim „światowcem”. – puściłam oko
- Jaaaasne. – przeciągnął – Dobra mycha, muszę lecieć. I to dosłownie. – uśmiechnął się i jeszcze raz mnie do siebie przytulił
- Będę tęsknić.
- Nie nie nie. Nie będziesz tęsknić tylko będziesz się świetnie bawiła przez ten miesiąc i za 4 tygodnie widzimy się z powrotem !
- Tak jest.
Ostatni uścisk, uśmiech i Marcin odszedł z walizką. Niepocieszona wyszłam z lotniska. Zadzwonił mój telefon.
- Cześć Lisa ! – odebrałam – Wieki z tobą nie rozmawiałam ! Co u ciebie ?
- Wiem, dlatego zadzwoniłam do ciebie. – roześmiała mi się do ucha – A w porządku wszystko. Zostawiłam sprawę z Jayem i mam teraz wylane szczerze mówiąc. On może się starać, ja już nie będę.
- Lisa, jesteś pewna co robisz ?
- Tak. Nie będę traciła czasu na kogoś, kto nie ma go dla mnie.
- Ale
- Żadnego „ale”.
Westchnęłam. – Ok … To twoje życie, nie mogę ci niczego narzucić.
- Dokładnie. Cieszę się, że mnie rozumiesz.
- A kto jak nie ja ?
- W sumie racja. – roześmiałyśmy się – Co robisz za jakieś 3 godziny ?
- Szczerze mówiąc …
- Ok, już wiem. Widzisz się ze swoim Lovelasem. Nie było pytania.
- Gdybyś wcześniej zadzwoniła … Przepraszam cię, ale jutro wylatujemy do tego Berlina i muszę się spakować i dowiedzieć szczegółów, bo kompletnie niczego nie wiem.
- Spokojnie Vicky. Rozumiem wszystko.
- A … - pewna rzecz chodziła mi po głowie, ale nie wiedziałam czy wypadało mi zapytać
- No co tam ? – spytała Lisa
- … Jay nie zaproponował tobie wspólnego sylwestra ?
- Nie. – odpowiedziała szybko – Tym lepiej. Spędzę sylwestra w gronie starych znajomych.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową. – Oj coś czuję, że jak po nowym roku się spotkamy to będziemy musiały poważnie porozmawiać Lisa …
- Z tobą mogę nawet i na poważne tematy rozmawiać. – roześmiała się
- Mhm. – mruknęłam ironicznie
- Dobra, nic. To nie przeszkadzam i do zobaczenia niedługo. – kończyła rozmowę – Udanej zabawy jutro !
- Dzięki wielkie i wzajemnie. Trzymaj się ! – nacisnęłam na czerwoną słuchawkę

Troszkę zszokowana neutralną postawą Lisy w stosunku do Jaya wracałam do domu. Nie wiedziałam czy oni w końcu byli razem czy nie. Doszłam do wniosku, że oni to lubili komplikować sobie życie. Nie mogli być po prostu ze sobą ? Przecież gołym okiem było widać, że byli stworzeni dla siebie ! Ich pierwsze spotkanie wystarczyło mi tylko przypomnieć … Czy oni na tyle byli ślepi, że tego wszystkiego nie zauważali ? Ta. Wiktoria, pomądrz się dalej. Ile czasu ty sama bawiłaś się w kotka i myszkę z Nathanem zanim pierwszy raz wyznaliście sobie miłość ?? No. Więc teraz nie wchodź z butami w relacje innych. Sami musieli zobaczyć, że byli dla siebie.

Otworzyłam drzwi do „Sweet Dreams” i skierowałam się na schody.
- Ej, Vicky ! – złapał mnie Bob – Co to za posępna mina ? Chodź tu i opowiadaj mi wszystko !
Posłałam mu blady uśmiech i zaszłam za ladę.
- Tak sobie myślę. – usiadłam na krześle
- O czym ?
- O życiu.
Spojrzał na mnie uważnie. – Masz jakieś problemy ?
- Nie. Ale dookoła każdy ma i zastanawiam się czy mogłabym jakoś pomóc. Czy powinnam …
- Vicky ja wiem, że ty chcesz aby każdy był szczęśliwy, ale czasami lepiej nie wtrącać się w nieswoje sprawy.
- Wiem. I właśnie ta bezradność mnie dołuje.
- Słonko, nie przejmuj się innymi. Oni na pewno sobie poradzą. A ty ciesz się ze swojego życia. Właśnie. – uśmiechnął się szeroko – Jutro wylatujesz do tego Berlina ?
- Tak. Właściwie to Nathan będzie po mnie za 1,5 godziny. Pomoże mi się spakować i jadę do niego, żeby jutro już nie robić zamieszania.
- Och, co wy się ze sobą macie. – puścił do mnie oko
- Bob nie zawstydzaj mnie. – uśmiechnęłam się – Zmykam na górę, bo Sykes się wkurzy jak zobaczy, że nawet skarpetek jeszcze nie spakowałam.
- Jasne, leć.

W pokoiku wyjęłam swoją walizkę i na samo dno ułożyłam sukienkę z odkrytymi plecami, którą kupiłam jakiś czas temu. Nathan ani inni nie widzieli mnie w niej. Miał to być pewnego rodzaju surpris. Nareesha mnie jedynie w niej widziała, bo to właściwie ona namówiła mnie, żebym ją wzięła. Zatem wzięłam, bo sprzeciwy nie pomagały ;). Na sukienkę położyłam jakąś koszulę i piżamę. Wszystko po to, by Nathan nie zobaczył nawet skrawka sukienki. A co ! Jak niespodzianka to niespodzianka :D !

Gdy kończyłam pakowanie usłyszałam na dole ten dobrze znany Nathanowski śmiech. Zapewne rozmawiał z Bobem, z którym bardzo dobrze się dogadywali od samego początku. Poprawiłam się przed lustrem i zeszłam na dół.
- Nonono z czego rechot ?
- A nie, nic. – Nath wyciągnął do mnie rękę
- Obgadujecie mnie ? – uniosłam brew, przysuwając się do chłopaka
- Nie tym razem Vicky. – roześmiał się Bob, a za chwilę popatrzył porozumiewawczym wzrokiem na mojego chłopaka i obydwoje parsknęli
Popatrzyłam na nich wzrokiem „bitch,please”. – Serio ? Bob, o czym mu się wygadałeś ? Czy pokazałeś mu moje zdjęcia z dzieciństwa ?
- Nieważne …
Ręce mi opadły. – Ok. Sykes na twoim miejscu nie cieszyłabym się tak, bo zaproszenie do twoich rodziców jest nadal aktualne, a znając życie przy takich okazjach rodzice zdradzają sporo nowinek o swoich dzieciach. Mniej lub bardziej kompromitujących ... – potargałam go z troską po włosach
- UUUUuuu Nath uważaj. – roześmiał się Bob
- I właśnie teraz rozumiem różnicę między wściekłą kobietą a terrorystą. – westchnął brunet
Ściągnęłam brwi. – To znaczy ?
- Z terrorystą można negocjować ! – jak jeden mąż powiedzieli równo Bob z Nathanem, a po chwili parsknęli
- No chyba jaja sobie ze mnie robicie ! – rzuciłam
- Oj nie gniewaj się Vicky. – chłopak przysunął mnie do siebie i pocałował we włosy
Pokręciłam głową, przewracając oczami. – Nie wierzę w was.
- O której jutro lecicie ? – spytał Bob, uspokajając się
- O 13. – odpowiedział Nathan
- Tak ? – spytałam głupkowato
- Tak.
- A kiedy wracacie ? – pytanie Boba
- Zapewne 1 albo 2 stycznia. Kwestia dogadania się.
- Tak ? – znowu ja
- Tak.
- A o której ta cała gala się zaczyna ?
- O 20, Bob.
- Tak ? – ponownie ja
- Tak ! – nie wytrzymał Nathan – Co ty tak się ciągle pytasz jakbyś niczego nie wiedziała ?
- … Emmmm … bo niczego nie wiem ?
- Niby niczego ci nie powiedziałem jeszcze ? – powątpiewający ton - … No tak. Nie powiedziałem. – spokorniał
- Refleks szachisty … - skwitowałam - Chodź lepiej, zniesiesz mi walizkę.
Postawił oczy. – A już się spakowałaś ??
Mlasnęłam. – Mogłeś deczko subtelniej wyrazić swoje zdziwienie …
Bob parsknął.
- Idziesz czy nie ? – zawróciłam się do chłopaka, wskazując na schody
- No idę, idę …

Sykes wziął moje rzeczy i nie przedłużając, pożegnaliśmy się z Bobem i Lucy, i pojechaliśmy do domu The Wanted.

- Jesteśmy ! – krzyknęliśmy równocześnie od wejścia
- No w końcu !
- Już się stęskniłeś, Jay ? – zawołał brunet
- Za Jaythanem ? Zawsze ! – wyszedł do nas na korytarz – Hej Vicky.
- Hej – odwiesiłam płaszcz, zdjęłam buty i weszłam w głąb mieszkania czym prędzej, byle tylko nie spytać Loczka o Lisę
- O słońce ! – wyszczerzył się Tom
- Cześć.
- Jesteśmy już w komplecie ? – spytał Max, schodząc ze schodów – Cześć mała. – dał mi przelotnego buziaka w policzek
- Gdybyś nie był moim kumplem to powiedziałabym ci coś. – mruknęłam
- Co ?
- Nieważne … Najwyżej kiedyś ci to powiem jak mnie wkurzysz. – uśmiechnęłam się słodko
- Siva z Nareeshą są na górze, a Kelsey zaraz przyjdzie. – oznajmił Tom
Spojrzałam na Jaya i nie wytrzymałam. – A ty lecisz sam ?
Chwilę patrzył na mnie, milcząc, ale ostatecznie powiedział krótko; - Tak.
Obok mnie przeszedł Nathan i dyskretnie szepnął mi do ucha. – To ich sprawa.
Spuściłam tylko wzrok. Po schodach schodziła do nas para zakochanych.
- A Kelsey ? – Nath spojrzał wymownie na Toma, który uniósł ręce do góry
- Wiesz jak to jest z kobietami. Widocznie za późno zaczęła się malować.
- Ej ! – krzyknęłam równocześnie z dziewczyną Sivy, a chłopaki roześmiali się
- Jeszcze podyskutuj ! – pogroziła palcem mulatka i podeszła do mnie – Hej Vicky.
- Cześć – przytuliłyśmy się
- Przygotowana psychicznie na pierwszą oficjalną podróż z The Wanted ?
- Właściwie to niczego nie wiem. – Nathan otworzył usta, by coś powiedzieć, ale wyprzedziłam go, mówiąc – Znaczy wróć ! Wiem o której mamy wylot i galę. To wszystko.
- Tylko tyle ci powiedział ? – spytał powątpiewająco Siva
- Uwierz mi to i tak progres.
- Vicky kochanie, chyba będziemy musieli poważnie porozmawiać … - roześmiał się Nath
Do salonu wrócił Max. - To co, czekamy na Kels czy potem jej wszystko przekażesz, Tom ?
- Czekamy na Kels ! – krzyknęliśmy wszyscy chórem, patrząc na siedzącego w fotelu Parkera
- O raaaaanyyyy przecież powtórzę jej wszystko. – przewrócił oczami niezadowolony z naszej odpowiedzi
- Nie wierzę ci, ale niech będzie. – Max usiadł w fotelu – Zatem moja droga młodzieży; jutro wylatujemy o g.13, przylatujemy i ruszamy od razu do hoteli, w których musimy się zakwaterować. Hotel nazywa się „Gold Rose”. Trzeba to zrobić migusiem, bo o 15 musimy być już w studio przed galą, bo muszą zrobić z nas ludzi. Tak Nareesha i Vicky, uśmiechajcie się dalej, bo makijaże i stylizacje będą trwały do 18.30. – mój i Nareeshy żółwik – Doprawdy nie wiem co kobiety w tym widzą, ale okey … - wtrącił George – Następnie o 19 spotkanie z fotoreporterami, dziennikarzami, zdjęcia na ściance, czerwony dywan i te wszystkie duperele … - w tym momencie mimowolnie ścisnęłam mocniej dłoń Nathana, na co on odpowiedział tym samym gestem – O 20 zaczyna się gala. Odbębnimy swoje, przeczytamy wyniki, zaśpiewamy jedną piosenkę i schodzimy ze sceny.
- Nie jesteście do niczego nominowani ?? – wtrąciłam
- Nie tym razem Vicky. – odpowiedział mi Siva
- Na czym to ja skończyłem ? – zamyślił się Max – A. Schodzimy ze sceny … Gala przewidywanie ma skończyć się ok.23, potem bankiet i fajerwerki. Chyba, że zechcecie to możecie sobie ulotnić się gdzie dusza zapragnie, ale trzeba wtedy poinformować Kevina to przydzieli wam tajniaków na wszelki wypadek.
- A co będzie dzień po ? – spytała Nareesha
- Jak to co ? Leczenie kaca ! – zarechotał Tom, a ja tylko pacnęłam się w czoło z bezsilności …
 




Cześć Słońca :) ! Jakoś dziwnie pisało mi się ten rozdział, ale powstał :>. Zastanawiam się nad jednym i muszę Was spytać o zdanie, bo ja już sama nie wiem ;) … Wolicie abym tak strasznie dokładnie wymyśliła tą całą galę i opisała te kilka godzin czy tylko tak pobieżnie i lecimy z akcją dalej ? Wiem, że mogę na Was liczyć i mi pomożecie :>.
Jak już na pewno zauważyłyście zmieniłam kolorystykę bloga. Jest to mój kaprys, bo zachciało mi się mieć ciemniejsze Wantedowe Story. Bardziej nastrojowe ;). Za jakiś czas znowu coś zmienię, chyba, że tak nam się spodoba i zostanie na dłużej :] …

Ojć, czytam Wasze komentarze i widzę, że bardzo cisną Was w tej szkole. Niedobrze ;/. Ale nie dołujcie się ! Oprócz nauki w szkole macie jeszcze przyjaciół i znajomych, z którymi na pewno sobie poradzicie i nie będziecie dołować się gadaniem nauczycieli ;).
Ja jeszcze ostatnie dni leniuchuję i korzystam z wolności. Studia zaczynam w poniedziałek i szczerze mówiąc po tych kilku miesiącach od matury kompletnie nie mam ochoty zasiadać do książek czy robić notatek na 1,5 godzinnych wykładach. Ale będzie trzeba się ogarnąć i wykazać silnej woli. Poradzimy sobie :> ! Wczoraj miałam spotkanie organizacyjne z wydziału i nie powiem, żeby ono zachęciło mnie do studiowania … Wręcz przeciwnie. Zwątpiłam w ludzkość -.- .

A co do opowiadania to nie denerwujcie się, bo nie zostawię jego mimo studiów ! Mam dla siebie i dla Was baaaaardzo dobrą wiadomość – mam wolne czwartki i piątki ;D. Także rozdzialiki będą tworzone często i gęsto ( przynajmniej mam takie ambicje ).
To co ? Do następnego :* ?

wtorek, 24 września 2013

Uduszę go - rozdział 82.

Zatkało mnie totalnie i nie wiedziałam co powiedzieć, widząc Nathana w drzwiach stojącego, za świecącego gołą klatą Marcina. W końcu mój chłopak pierwszy nie wytrzymał i krzyknął;
- Co to ma być do jasnej cholery Victoria ?!
Przełknęłam nerwowo ślinę, a Marcin dopiero odwrócił się do Sykesa.
- To nie jest tak ! – wypaliłam od razu
- Ale co ty w ogóle mówisz ?! – odezwał się Marcin – Chłopak ma najwyraźniej jakiś problem. Po co mu się tłumaczysz ?
Spojrzałam na Marcina kapitulującym wzrokiem. – Bo ten „chłopak” to Nathan. MÓJ chłopak.
- Oł. – wypsnęło się przyjacielowi i jeszcze raz zawrócił się do Sykesa przodem – Cześć. Marcin jestem.
Nathan wbił w niego ten doskonale mi znany morderczy wzrok, a po chwili przeniósł go na mnie.
- Wytłumaczysz się z tego jakoś ?
- Ale tu nie ma co tłumaczyć, Vicky !
- Marcin – westchnęłam – idź wziąć tą kąpiel. Muszę porozmawiać z Nathanem.
- Jak chcesz. – wzruszył ramionami i z żelem w ręku wyszedł z pokoju
Odłożyłam laptopa, którego trzymałam na kolanach i wstałam z łózka, mówiąc; - Nathan proszę cię nie denerwuj się i daj mi sobie to wszystko wyjaśnić.
- Jak mam się nie denerwować kiedy widzę stojącego przed tobą chłopaka bez koszulki i na dodatek wymienialiście jeszcze między sobą uśmiechy ?! – krzyknął
- Nathan … - westchnęłam, chcąc coś powiedzieć
- Kto to jest ?! I w ogóle co on tu robi ?! I to bez koszulki ?! … Może wam w czymś przeszkodziłem, co ?!
Nabrałam powietrza w płuca i wrzasnęłam ile maszyna dała; - Zamknij tą swoją jadaczkę i posłuchaj mnie w końcu !!!
Sykesa wryło. Dosłownie. Zamilkł potulnie i zdziwionym wzrokiem patrzył na mnie.
Chrząknęłam. – No. – powiedziałam normalnym tonem – To jest mój przyjaciel z Polski, Marcin. Przyleciał  dzisiaj i zostanie u mnie do jutra. To, że akurat zobaczyłeś go bez koszulki to nie jest żadne nie wiadomo co, bo jak sam widziałeś, wychodził z żelem w ręku, którego zapomniał, bo szykował się do kąpieli. Więc twoje wszelki głupie podejrzenia w stosunku do mnie i do niego są tak samo beznadziejne i śmieszne jak teraz twoja mina.

Brunet patrzył na mnie, przetrawiając chyba wiadomości, które usłyszał. Patrzyłam na niego, upewniając się czy załapał. W końcu po kilku sekundach dobrej ciszy uśmiechnął się cwaniacko kącikiem ust i podrapał po głowie;

- Kurde. Tak trochę mi teraz
- Głupio ?
Spojrzał na mnie z wyrzutem, a ja usatysfakcjonowana założyłam dumnie ręce na piersi.
- Tak. Głupio.
- I prawidłowo !
- Vicky !
- Nathan ! – powtórzyłam jego tonem, co wyszło mi tak idealnie, że aż sama się zdziwiłam, że umiałam podrabiać jego głos
- Nie przeginaj ! – wytknął mi palcem
- No chyba sobie żartujesz ! – prychnęłam – Co jak co, ale o przeginaniu to ty najlepiej nie powinieneś teraz się odzywać !
Skrzywił się. – Racja. – opuścił dłoń, a ja uniosłam znacząco brew – Co ? - spytał
- …
- No co ?!
- …
- No nie patrz się tak na mnie !
- …
- Victoria …
- …
- Ok, przepraszam. Zadowolona ?
- Gdyby nie to, że te „przepraszam” było wyżydzone to owszem. – powiedziałam z łaską i przewróciłam oczami, siadając z powrotem na łóżko
Zaczął podchodzić do mnie wolnym, ale pewnym siebie krokiem. – Jesteś okropna.
- Tak, wiem. – pomachałam głową i z powrotem zabrałam się za przeglądanie maili, nie zwracając na niego uwagi
- Vicky … - mruknął, co olałam – Eeeeeej … - usiadł koło mnie i objął, szturchając mnie nosem – Ej, jesteś zła ?
- …
- Jesteś ?
Nadal cisza.
- Halo ! Pytam się czy jesteś na mnie zła ?
- Czego chcesz ? – mruknęłam niby to bardzo zajęta
- Nie gniewaj się na mnie. – mruknął mi do ucha niskim głosem aż przeszły mnie ciarki dosłownie od stóp do głów, ale pozostałam twarda i nie odezwałam się, usuwając kolejnego maila. W tym momencie zamknął mi laptopa, a ja zdziwiona i zarazem wkurzona zawróciłam twarz w jego stronę, żądając wyjaśnień, zaś on wykorzystał to na swój sposób i wpił mi się w usta.
- I tak cię nie lubię. – powiedziałam między pocałunkami
- Ja wiem. – odpowiedział i wyczułam, że się uśmiechnął
Po chwili jednak oderwałam się od niego. – Jeszcze jeden taki wybryk, podejrzewający mnie o zdradę i nie ręczę za siebie.
- Oj Victoria …
- Nie ma „oj Victoria”. Powiedziałam i koniec. Wkurza mnie to, że tak się zachowujesz. Jakbyś kompletnie nie miał do mnie zaufania.
- Rozmawialiśmy już o tym … - westchnął
- Dokładnie. Rozmawialiśmy. A ty nadal swoje. Do ciebie chyba nic nie dociera, a szkoda, bo w końcu robi mi się przykro, gdy przy każdej okazji ty wysuwasz jakieś chore wnioski i podejrzewasz mnie, że mogłabym się rzucić na wszystko co chodzi i się rusza płci męskiej.
Zaśmiał się cicho. – Nie mów tak.
- Ale tak jest !
- Wcale nie. Po prostu teraz tak się złożyło głupio.
- Jasne. Zawsze tak się „głupio składa”. – powiedziałam i zeszłam z łóżka
- No tak ! Jeszcze się teraz na mnie obraź ! – usłyszałam i odwróciłam się do niego raptownie
- Czy ja powiedziałam, że się obrażam ?
- Nie musiałaś tego mówić. Widać to po twoim zachowaniu.

Przewróciłam oczami i podeszłam do drzwi. Myślałam, że coś jeszcze mi powie, ale milczał, więc po prostu wyszłam z pokoju i zeszłam na dół.
- Wszystko w porządku ? – spytał Bob
- Tak. – odpowiedziałam krótko i weszłam do kuchni. Wyjęłam z lodówki lunch, który przygotowała Lucy.
- Vicky – usłyszałam za sobą Nathana – Będziemy jeszcze długo tak się kłócić czy od razu się pogodzimy i pójdziemy do łóżka ?

Odwróciłam się raptownie i spojrzałam na niego z facepalmem. Uśmiechał się szeroko i machał brwiami. Rozwalił mnie i parsknęłam.
- Czy ja ci mówiłam, że jesteś głupi ?
- I to z jak wielką miłością to powtarzasz ! – wyszczerzył się
Pokręciłam z niedowierzaniem głową i przytuliłam się do niego.
- Ale nieźle na mnie się wydarłaś …
Roześmiałam się ponownie. – Bo zasłużyłeś.
- Och Vicky. – uśmiechnął się – Jesteś bezbłędna. – dał mi całusa w czoło i odsunął się
- A ty gdzie ? Idziesz już ?
- Tak. Nie chcę wam przeszkadzać. … Oj nie patrz tak na mnie, nic złego nie miałem na myśli. Domyślam się, że chcecie sobie porozmawiać z tym tam … jak mu tam …
- Marcin
- No właśnie. – pstryknął palcami – Przyjedź do mnie jutro jak będziesz mogła. Chociaż na chwilę.
- Postaram się.
- Najlepiej z rana, bo potem z chłopakami musimy dopiąć szczegóły z organizatorami sylwestra co do występu i naszego pobytu.
- Jasne. – uśmiechnęłam się – To do jutra.
- Do jutra. – uśmiech i Nathan wyszedł z kuchni

Wróciłam do nakładania lunchu dla siebie i Marcina oraz zrobiłam ciepłą herbatę na rozgrzanie dla przyjaciela. Z ogromną tacą wróciłam do swojego pokoju, w którym już urzędował Marcin.

- Mam nadzieję, że pogodziliście się … Nie chciałbym, żeby coś było nie tak przeze mnie.
- Luzuj. Wszystko ok. – uśmiechnęłam się
- Na pewno ?
- Na pewno. A teraz siadaj, jedz i pij póki gorące. W międzyczasie opowiadaj co u ciebie …

Nazajutrz rano;
- Marcin wyłaź z tej łazienki, bo się zsikam zaraz ! – tupałam nogami pod toaletą
- Golę się.
- Że co ?! Miałeś tam wejść tylko na chwilę ! – zaczęłam trzymać się za brzuch jakby to miało mi w czymś pomóc
- Gdzie strumyk płynie z wolna … - zaczął śpiewać za drzwiami
- Zamknij się ! – warknęłam, przestępując z nogi na nogę – Liczę do trzech i masz stamtąd wyjść ! Poza tym wiesz, że spieszę się do Nathana, a muszę jeszcze przebrać się i umalować !
Drzwi się otworzyły i zajrzał zza nich Marcin. – To trzeba było nie spać do 11 tylko
- Wypad ! – wepchnęłam się do łazienki i wyrzuciłam go z niej, nie czekając na ciąg dalszy
Wyszykowałam się i wyszłam z łazienki.



Weszłam do pokoju.
- Nonono co za laska ! – uśmiechnął się Marcin
- Skończ. Wiesz, że tego nie lubię.
- Ale ja lubię.
Uśmiechnęłam się. – Mam nadzieję, że nie gniewasz się, że muszę wyjść na godzinkę ? Jutro sylwester i muszę umówić się z Nathanem jak jest z wylotem i tak dalej …
- Wiki daj spokój. Leć. Wczoraj i tak nagadaliśmy się do 3. w nocy, więc na razie pooglądam sobie telewizję jeśli pozwolisz.
- Ok. Przynieść ci jedzenie z dołu czy sam zejdziesz do Lucy i Boba ?
- Spróbuję być odważny z moim angielskim i zejdę. Najwyżej jak zrobię z siebie pośmiewisko to więcej nie przylecę.
- Nawet nie waż mi się tak mówić !
- Dobra dobra. Leć, bo kochany uschnie z tęsknotki. – parsknął
- Marcin !
- Wiem, wiem. Całe życie na przypale.
Roześmiałam się i rzuciwszy „na razie” wyszłam z pokoiku, a za chwilę również ze „Sweet Dreams”.

W drodze do chłopaków myślałam o tym co czekało mnie nazajutrz. Byłam bardzo podekscytowana myślą o sylwestrowym wieczorze z Nathanem. Bardziej przerażała mnie myśl o tej całej gali niż napawała optymizmem, ale przyrzekłam sobie, że nie mogę dać tego po sobie pokazać Nathanowi. On wystarczająco miał przeze mnie dużo spraw na głowie i stresów, związanych z jego życiem prywatnym przez fanki i dziennikarzy. Bałam się tej reakcji mediów na mój widok. Po „przygodzie” pod kinem, artykułach w internecie i podsumowaniu mnie jako „produkt reklamowy nowej płyty The Wanted” obawiałam się tego bardziej niż kiedykolwiek. Pocieszałam się i dodawałam sobie otuchy tylko tym, że nie będę z tym wszystkim sama. Że obok mnie cały czas będzie człowiek, którego kocham i który odwzajemniał moje uczucie.
Cała droga minęła mi na tego typu przemyśleniach. W końcu otworzyłam drzwi domu chłopaków.

- Yo ! – krzyknęłam od brzegu
- Siema ! – z łazienki właśnie wychodził Max. Podszedł i przytulił mnie. – Jak się masz ?
- Dobrze, dzięki. A ty ?
- Też – uśmiechnął się – Daj, wezmę płaszcz. – pomógł mi się rozebrać
- Jest mój mężczyzna ?
- No przecież stoję. – wyszczerzył się Łysy
- Oj George. – poklepałam go po ramieniu z uśmiechem
- Żartuję. Na górze jest.
- Ok. – weszłam w głąb mieszkania – Cześć Siva, hej Jay ! Witam Słońce ! – krzyknęłam do chłopaków, siedzących w salonie
- Cześć ! – uśmiechnęli się wszyscy
- Słońce, chodź no tu.
- Tom, mam się bać ? – podchodziłam ostrożnie do Parkera
- Nie tym razem. – roześmiał się – Chciałem ci powiedzieć, że pogodziłem się z Kelsey.
- To wspaniale ! – klasnęłam w ręce
- I chciałem ci podziękować, że tak mnie przypiliłaś z tymi przeprosinami.
- Nie ma sprawy. – machnęłam ręką
- Dzięki. – Tom dał mi buziaka w policzek
- Do usług.
- Wykorzystam to !
- Zapomnij !
- Za późno !
- Kurde.
Chłopaki parsknęli. Uśmiechnęłam się i poszłam na górę do swojego chłopaka. Weszłam do jego pokoju.
- Cześć. – podeszłam do niego i dałam mu buziaka
- Hej. Dobrze, że jesteś. Nie wiem, którą bluzę spakować na jutro i którą czapkę.
- Pokaż co tu masz. – rzuciłam torbę na łóżko i podeszłam do jego walizy – Przecież ty tu już masz 3 czapki !
- No tak.
- Kochanie, naprawdę nie wydaje mi się, żebyś wykorzystał cztery czapki w ciągu dwóch dni z czego koniec jednego to będzie gala, na której w full capie nie wystąpisz.
- Dlaczego ?
Zatkało mnie. – No chyba sobie kpisz ! – wypaliłam
- Żartowałem. – przewrócił oczami ze śmiechem – To którą wziąć ?
- Żadnej !
- O na pewno nie !
- Na pewno tak !
- Ale Vicky !
- Nie ma żadnego „ale Vicky” ! – wyrzuciłam jego czapki z walizki – Nad czymś jeszcze miałeś wątpliwości … - spojrzałam na walizkę
- A nie. Już poradzę sobie sam. – wystawił język i zgrabnie zamknął nogą walizkę
Założyłam ręce na piersi. – Boisz się, że coś jeszcze przesortuję ?
Uśmiechnął się słodko. – Dokładnie tak. Ty już spakowana ?
- Nie. – wyszczerzyłam się – Nie miałam kiedy. Dziś wieczorem tym się zajmę po tym jak wrócę z lotniska po pożegnaniu z Marcinem.
- Leci wieczorem ?
- Tak. O 20.
- Smutno ci z tego powodu ?
- Troszkę …
- Ooooo … - zrobił podkówkę z ust i wyciągnął do mnie ręce – Może chcesz, żebym po ciebie przyjechał wieczorem i byś przenocowała tutaj ? – spytał, przytulając mnie
- Ale ja będę pakowała się 8 godzin.
- To przyjadę, pomogę tobie, przesortuję rzeczy i skończymy w niecałe pół godziny.
- Brzmi groźnie …
- Będę o 22.
- Skoro nalegasz. – uśmiechnęłam się – W takim razie niepotrzebnie do was przyjeżdżałam i zabierałam wam czas.
- Nie, nie, nie. Dobrze, że jesteś. – uśmiechnął się i podszedł do szafki – Mam coś dla ciebie. – oznajmił radośnie
- Znowu ? – wypsnęło mi się
- Jakie „znowu” ? – obruszył się z uśmiechem
- Kilka dni temu dostałam od ciebie śliczną bransoletkę. – pomachałam nadgarstkiem z biżuterią
- Nie marudź. Mam nadzieję, że ci się spodoba. – wyciągnął dłoń z pudełkiem w moją stronę
- Nath … - jęknęłam, na co on tylko uśmiechnął się promiennie i nie cofnął ręki – Co to jest ? – spojrzałam uważnie mu w oczy
- Otwórz. – machnął jednorazowo brwiami z szerokim uśmiechem
Odebrałam od niego pudełko i podniosłam wieczko.
- O nie. Nie ma mowy. – moim oczom ukazał się srebrny naszyjnik, a raczej delikatna kolia. Delikatna z białymi wypustkami w kształcie listków. – Nathan ja nie mogę tego przyjąć. – oderwałam wzrok od kolii, kiwając przecząco głową
- Ale co, nie podoba ci się ? – spoważniał
- Nie, no skąd. Jest … prześliczna.
Na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech. – Zatem możesz.
- Nie mogę.
- Oczywiście, że możesz. A co więcej; musisz. Bo to jest prezent dla ciebie ode mnie.
- Ale mi jest niezręcznie. Nie mogę …
- Przestań ! – skarcił mnie – Chciałbym, żebyś założyła ją jutro na galę. Zrobisz to dla mnie ? Przyjmiesz tę kolię ?
Spojrzałam jeszcze raz na otwarte pudełko. Naszyjnik mienił się w świetle. Wróciłam wzrokiem do Nathana.
- Jest cudna i bardzo bym chciała, ale naprawdę nie mogę. – oddałam mu pudełko
- A ty znowu swoje. – przewrócił teatralnie oczami i usiadł obok mnie na łóżku z nadal otwartym prezentem. Westchnął, patrząc na kolię. – Czyli niepotrzebnie ją kupowałem ? – spuścił głowę
- Przepraszam … - było mi głupio. Nie dość, że nie mogłam tego przyjąć, to na dodatek on niepotrzebnie wydał pieniądze.
- I co mam teraz zrobić ? Przecież sam tego nie założę.
- Jeśli masz rachunek, to powinni wziąć do zwrotu i oddać ci pieniądze.
- Mówisz ? – spojrzał na mnie
Pokiwałam potakująco głową. Zamknął pudełko i odłożył na biurko. Zawrócił się do mnie przodem.
- Vicky, powiedz co byś chciała. Co mógłbym ci dać, żebyś chciała przyjąć ?
Przygryzłam wargę. – Szczerość i zaufanie.
- Tylko ? – spojrzał na mnie pytająco
- Aż. – poprawiłam
Po tym Nathan wziął w swoją dłoń moją i patrząc mi w oczy, przysunął ją do swoich ust i pocałował. Rozpłynęłam się. Po prostu rozpłynęłam … Wtem do pokoju wparował Max.
- Puka się. – westchnął Sykes
- Otwarte było. – wzruszył ramionami zdziwiony Łysy – Nieważne. Kevin dzwonił. Mówił, żebyś do niego oddzwonił.
- Teraz ?
- Podobno tak.
Nathan burknął coś pod nosem niezadowolony. Widząc ową sytuację odezwałam się;
- Będę się zbierać. – podniosłam się
- Już ? Ale zostań jeszcze. Oddzwonię i z powrotem jestem do twojej dyspozycji.
- Spokojnie załatw co masz załatwić. I tak widzimy się wieczorem.
- W sumie …
- Skoczę jeszcze tylko do toalety.
- Ok, powiem dla Toma to cię odwiezie. Widzimy się na dole.

Chwilę później schodziłam już na dół. Wzięłam torbę, zapięłam płaszcz i wraz z Parkerem wyszliśmy na zewnątrz.

W samochodzie porozmawiałam z kumplem i pośmiałam się z naszych gadek. Okazało się, że Kelsey miała lecieć z nami na sylwester do Berlina, bo Tom namyślił się i zaprosił ją. Wysiadając z samochodu jeszcze raz mu powiedziałam, że niezmiernie cieszyłam się z ich zgody. Pożegnałam się i weszłam do „Sweet Dreams”. Skierowałam się od razu do swojego pokoju na górze.

- Jestem już. – uśmiechnęłam się do Marcina, który leżał na łóżku i oglądał telewizję
- Szybko. – podsumował
- Nie chciałam im przeszkadzać. Mają masę spraw do załatwienia przed tą galą. Zresztą Nathan i tak przyjeżdża po mnie późnym wieczorem, żebym nie dołowała się po twoim wylocie.
- Jasne. Każda wymówka dobra. – wystawił do mnie język
- Przestań ! – szturchnęłam go ze śmiechem
- Ale wiesz, że ja jednak wylatuję tym samolotem o 16 nie o 20, prawda ?
- Co ? – postawiłam oczy – Dlaczego ? Miałeś lecieć tym późniejszym !
- Wiem, ale stwierdziłem, że tym będzie lepiej.
- Ojeeeejuuuu …
- Także zadzwoń tam do swojego Romea, że może do ciebie wcześniej przyjechać.
- On i tak teraz ogarnia inne sprawy. – zastanowiłam się jeszcze sekundę – Dobra, dzwonię. – zdecydowałam – Nie śmiej się ! – upominałam rechotającego przyjaciela, gdy otwierałam torbę. Chciałam sięgnąć po telefon, ale moją uwagę przykuło znajome mi pudełko, leżące pośrodku głównej kieszeni. Wyciągnęłam je. – Uduszę go. – syknęłam przez zęby, trzymając pudełko w ręku
- Co to ? – zaciekawił się Marcin
- Prezent. – zaakcentowałam ironicznie tonem Nathana, podałam chłopakowi pudełko po czym wyciągnęłam telefon
Otworzył. – Oooo widzę, że na bogato.
- Nom. – przyznałam niewzruszona, szukając w kontaktach Nathana
- Chyba coś nie tak.
- Daj spokój … - westchnęłam – Stawia mnie tylko w niezręcznych sytuacjach.
- Bierz jak dają !
Przewróciłam oczami i połączyłam się z Sykesem.
- Hej. Już się stęskniłaś ? –odebrał
- Powiedzmy. Słuchaj, możesz wcześniej po mnie przyjechać. Nawet coś koło 18 jeśli tobie pasuje.
- No jasne. Pasuje.
- Świetnie … A ! I jeszcze jedno ! – spojrzałam na to co Marcin trzymał w rękach – Uduszę cię. Mam nadzieję, że masz zapisany testament.
Nathan roześmiał mi się do ucha. – Czyli już zobaczyłaś ?
- Nie dało się nie zauważyć. Nath, to naprawdę nie jest śmieszne … przybrałam łagodniejszy ton
- Vicky …
- Jak ja będę mogła się tobie odwdzięczyć ?
- Załóż ją jutro. – odpowiedział szybko
- Zobaczę. – powiedziałam tak mimo iż wiedziałam, że ją założę
- Muszę kończyć Victoria. Do po południa.
- Na razie. – rozłączyłam się
- Trzyma na swoim. – podsumował Marcin
- Momentami mam go ochotę ukatrupić. – podejrzliwy wzrok rozmówcy – Serio. Zresztą wiem, że ja jego też nieźle wkurzam, więc wychodzi na to samo. – kalkulowałam
- Ale widocznie pasuje to wam.
- Nom. – od razu przytaknęłam bez zastanowienia – Ja to potwierdziłam ? – ocknęłam się, a Marcin dał ze mnie w śmiech

 

 

Jołson Ziomeczki ;D ! Od razu tłumaczę, że nie miałam jak dodać rozdziału, bo w nowym mieszkaniu nie mam jeszcze internetu. Miałam mieć dzisiaj zakładany, ale panowie nawalili i będą jutro ;/. Chyba nie muszę wspominać jak bardzo z tego powodu jestem wściekła. Ale za to starałam się odpokutować i napisać coś dłuższego jak za starych, dobrych czasów ;>. Specjalnie wzięłam lapka i przyjechałam do Złotych Tarasów, gdzie bezczelnie kradnę wi-fi,ale w dobrej wierze – chcąc do Was się odezwać xD. Tak wiem – kreatywnie :D. Zatem nie gniewajcie się już na mnie; złośliwość rzeczy martwych.
A za bodajże dwa rozdziały wszystko się wyjaśni, jeśli wiecie co mam na myśli ;) …

Jak żyjecie ? Wszystko dobrze ? U mnie w porządku. Piszę do Was już z Warszawy, w której mieszkam od czwartku ;). Mam pięknie wyszykowany pokoik tak jak chciałam, żyję samodzielnie i mam masę śmiechu z moimi najwspanialszymi współlokatorkami :]. W pierwszych dniach nie dochodziło do mnie jeszcze, że na dobre wyprowadziłam się z domu i, że cała rodzina i wszyscy bliscy są ode mnie daleko o ok.300 km. Powoli dochodzi to do mnie i ta świadomość, że żyję niezależnie i, że teraz jestem odpowiedzialna sama za siebie jak nigdy wcześniej. Cieszę się, że w końcu tak jest, bo czekałam na to dość długo.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania- śmiało :>. Przeczytam jutro :>.
Buziak w czółko :* !