piątek, 22 lutego 2013

Młodzi gniewni - rozdział 10.

- No co ? – rozłożyłam ręce, śmiejąc się z ich zdziwionych min
- Nic … - odpowiedział pierwszy Max
- Wow – wydał z siebie Siva
- Fiu fiu – reakcja Jaya
- Zdziwiony jestem. – przyznał Nathan
- No w pokera to ty byś grać nie mógł. – uniosłam brew
- Nie mądrz się tak. – pokiwał głową

Uśmiechnęłam się cwaniacko z jego jakże kreatywnej odpowiedzi.
- Dobra to siadajcie do stołu. Idę wyciągać pizzę. – zarządził Jay i poszedł do kuchni

Koło mnie usiadł Tom, obok z lewej na końcu stołu usiadł Max, na skos ode mnie Siva, a naprzeciwko;
- Wolne ? – spytał Nathan
- Stary, dla ciebie zawsze. – poklepał go po ramieniu Siva

Mhm. Wcale nie będę skrępowana podczas jedzenia. WCA-LE!!
Loczek przyniósł pachnącą, parującą i już pokrojoną pizzę. Dosiadł się na drugim krańcu stołu.

- Hmmm, to może Jay spróbujesz pierwszy ? – spytał, patrząc na danie Tom
Zaśmialiśmy się, po czym jednak każdy z nas sięgnął po kawałek. Chłopaki nalali sobie jeszcze alkoholu.

- To może opowiedz nam coś o sobie Victoria. – poprosił Max
- Mój życiorys nie jest fascynujący. – przyznałam z delikatnym uśmiechem
- Pewnie już w piaskownicy biłaś się z kolegami, wyrywałaś im łopatki z wiaderkami i masz teraz złe wspomnienia. – powiedział Nathan z tym swoim cwaniackim uśmiechem, patrząc mi w oczy

Chłopaki uśmiechnęli się pod nosem.
- Ja ?? Wręcz przeciwnie ! – udawałam niewzruszoną – Ale podejrzewam, że ty chyba miałeś trudne dzieciństwo i ciężkie zabawki. – obroniłam się równie pewnie

Tom parsknął, a Max napił się whisky, by nie zarechotać na głos. Nathan ugryzł pizzę ciągle mierząc mnie wzrokiem.
- A jak tam twoja nowa praca, Vicky ? – próbował załagodzić sytuację Siva

Odruchowo nawet nie kontrolując tego – spojrzałam spod byka na Sykesa.
- Już w porządku choć na początku miałam co do niej wątpliwości…Zapewne wiecie o czym mówię. –

Wszyscy wymienili głupkowate uśmiechy.
- To typ człowieka, który lubi rozkładać wszystko na czynniki pierwsze. – wskazał na mnie Nathan widelcem po czym jadł dalej
- Dziwi cię to, że tak zareagowałam ?? –
- Ja bym po prostu podziękował i cieszył się. –
Przewróciłam oczami.
- No co ci nie pasuje ?? – zirytował się
- Czy ja coś powiedziałam ?! –
- Widziałem twoją reakcję. –
- Ohhh jaki ty spostrzegawczy ! I co w związku z tym ?! –
- Wiesz … - zmrużył oczy – mogłabyś być ciut milsza. –
- Tak się składa, że mogłabym być milsza, ale dla ciebie mi się nie chce ! –

Jay chrząknął. Dopiero teraz oderwaliśmy od siebie wściekły wzrok i zobaczyliśmy, że cała czwórka patrz na nas. Dodatkowo delikatnie się uśmiechali i wymieniali ze sobą znaczące spojrzenia.
- Dobrze – przerwał w końcu ciszę Tom, sięgając po pilot – to może zobaczymy jaką muzykę grają – włączył tv

Na całe głośniki huknęło „Kiss you” One Direction.
- Przełącz to ! – warknął Nathan

Tom szybciutko zmienił kanał. Trafił na jakąś wpadającą w ucho, klubową piosenkę. Pomachał głową w rytm i uznał, że „może być”.
- Jay, ta pizza jest naprawdę rewelacyjna. – pochwaliłam kucharza, który momentalnie wyprostował się
- Słyszeliście chłopaki ? – wskazywał na siebie palcem
- Pochwaliła cię, bo zrobiłeś danie, które już przyrządzałeś 86 razy. – przechylił głowę Tom
Zaśmiałam się.
- A miałem dać tobie podwójną porcję deseru … - Loczek zwrócił się do kolegi
- My go nie popieraliśmy ! – zaznaczyła reszta łasuchów

Dokańczaliśmy jedzenie, śmiejąc się ze spontanicznych pogawędek. Przy okazji dowiedziałam się paru rzeczy, np.: tego, że Maxowi udało się rzucić palenie, że Tom to straszny bałaganiarz, Jay myśli o kolejnym tatuażu, Nathan słodzi dwie łyżeczki ( o_O ), a Siva spieszył się do dziewczyny, z którą jest już szmat czasu J . Właśnie, gdy skończyłam jedzenie podszedł do mnie:

- Bardzo fajnie, że do nas przyszłaś. – przytulił mnie – Wpadaj częściej. – uśmiechnął się ciepło
- Dzięki. Udanej randki. – życzyłam mu

Mulat wyszedł z jadalni. Za chwilę każdy z nas już skończył jeść. Mimo protestów chłopaków zgłosiłam się do znoszenia talerzy. Nathan wcześniej poszedł po deser do kuchni. Wzięłam talerze i weszłam do tego samego pomieszczenia ;
- Gdzie to mogę postawić ? – spytałam
- Daj to. Niepotrzebnie brałaś. – wziął ode mnie naczynia
- Pomóc ci w czymś ? –
- Dzięki, sam sobie poradzę, bo znowu sobie zrobisz krzywdę. – popatrzył na moją zabandażowaną dłoń – A teraz nikt by cię nie zawiózł do szpitala po alkoholu. –
- Dałabym sobie radę . … A zresztą nie jestem taką niedołęgą, żeby robić sobie codziennie krzywdę. –
- Serio ? – podniósł brew, a na jego ustach zagościł złośliwy uśmiech

Do kuchni wszedł Max, a ja zaczęłam gotować się ze złości z powodu docinki ubawionego Sykesa.
- Wiesz jak trudno zbierać wybite zęby połamanymi rękami ?! – zwróciłam się do niego na nic nie zważając

Max spojrzał to na mnie to na swojego kolegę.
- O ! A wy znowu się kłócicie. – zauważył rozbawiony – Jak miło – rzucił i wyszedł z kuchni
- Dobra Victoria – kontynuował Nathan – nie nawijaj tyle, bo ci taśmy zabraknie. –
Spojrzałam na bok, wzięłam oddech, by nie wybuchnąć. Wróciłam wzrokiem z powrotem do niego;
- W sumie … - powiedziałam łagodnie, a na twarzy chłopaka powoli rysował się triumfalny uśmiech – Nie będę kłócić się z głupszym, bo najpierw ściągnie mnie do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem. – po uśmiechu u Nathana ani śladu, a u mnie wręcz przeciwnie

Usatysfakcjonowana zawróciłam się na pięcie i wróciłam do chłopaków do jadalni.
- Co tam ? Bitwa wygrana ? – wyszczerzył się Jay
- Żeby to bitwa … Cała wojna. – powiedziałam dumnie

W tej samej chwili do pokoju z deserem wszedł Nathan. Zły Nathan.
- A może zrobilibyśmy jeszcze kawę, Nath ? – poprosił Tom zalotnie, przybierając wzrok kota ze Shreka
- Gdyby nie to, że siedzi tu dziewczyna, odpowiedziałbym ci coś … -
- Nie krępuj się . – przekręciłam głowę, celowo jeszcze go denerwując

To chyba jeszcze bardziej go podsyciło. Zmrużył tylko oczy, po czym zapytał ;
- Victoria, pomożesz mi ? – i nie czekając na moją odpowiedź poszedł do kuchni

Świetnie zrozumiałam znak. Tu nie chodziło o „pomoc” tylko o kolejną wymianę ciosów. Odetchnęłam ciężko, wstałam i poszłam do kuchni. Nathan stał tyłem do mnie, opierając się o regał.

- Co ty do diabła masz w sobie ? Dlaczego musisz mnie tak denerwować ? – zawrócił się twarzą do mnie
- Wyobraź sobie, że każde twoje zdanie odczytuję jako prowokację do kłótni i podjazd. – mówiłam pewnie – A ja nie pozwolę, żeby ktokolwiek próbował mnie poniżać. Skoro ty możesz na mnie wsiadać, to ja na pewno nie będę siedziała cicho i przyjmowała tego ot tak do świadomości. –
- Wcale, że nie mam zamiaru cię denerwować – podniosłam brew – czasami – dodał potulnie – Ok, może i czasami jestem zbyt wredny, ale ty już dokładnie przeginasz. – wytknął mi ręką
- To znaczy ?? – założyłam ręce – Co masz na myśli, mówiąc, że „przeginam” ? – świdrowałam go wzrokiem
- Chamska jesteś. – odparł szybko
- Ja nie jestem chamska. Po prostu nie lubię być miła na siłę. -
Nathan uśmiechnął się – Tak też można to tłumaczyć … -

Sama się uśmiechnęłam.
- To może spróbujmy od nowa i nie kłóćmy się dalej, co ? – zaproponował

ZATKAŁO MNIE. Stałam i patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. Analizowałam jego każde wypowiedziane słowo. Doszukiwałam się, w którymś ironii, złośliwości bądź drugiego dna.
- Nic nie powiesz ? – przerwał mi przemyślenia
- Booo … - zmieszałam się – jestem zdziwiona … - ogarnij się Victoria ! – Byłam przekonana, że znowu będziemy się kłócić. – przygryzłam z zakłopotania dolną wargę

Nathan zaśmiał się.
- W każdym bądź razie – doszłam do siebie – Możemy spróbować ? – why not ;> ?
- To co, zakopujemy wojenny topór ? –
- Zakopujemy – ciekawe na jak długo …
- Zaczynamy od nowa znajomość : Nathan Sykes. – wyciągnął dłoń
- Wiktoria Minc – powiedziałam po polsku i ścisnęłam jego dłoń
- Wow. Ładnie brzmi. –
- Dzięki –
- Nath, co z tą kawą ??? – usłyszeliśmy Jaya
- A właśnie, kawa ! – przypomniał sobie Nathan ze śmiechem

Zabraliśmy się za wystawianie filiżanek z szafek.
- W ogóle jakie wrażenie zrobił na tobie Town ? – zaczął temat, obsługując ekspres
- W porządku. Wydaje się być bardzo profesjonalnym i miłym szefem. Mam nadzieję, że się nie zmieni … Skąd go znasz ? Widziałam wasze wspólne zdjęcie w studio. –
- Taki tam stary znajomy … Fajny gość. Na pewno dobrze będzie ci się z nim pracowało. Dopóki nie natrafisz na kogoś, kto będzie cię tak irytował jak ja podczas wywiadu. –
- No tak. Ahhhh te gwiazdy … - podsumowałam i zaczęliśmy się śmiać

Zrobiliśmy kawę i razem nieśliśmy ją do jadalni.
- O. A teraz idą i razem się rechoczą. – Max nie nadążał
- Młodzi gniewni – walnął „wiekowy” Tom

Usiedliśmy do stołu.
- Rozejm ? Pakt ugodowy i te sprawy ? –
- Tak, Jay –
- Kto skapitulował ? –
- On – wskazałam na Nathana
- Ciekawe … - podsumował Max
- Ej, możemy pogramy w bilard ? – wyskoczył z propozycją Tom i zatarł ręce
- Vicky, nie daj się zwieść. On tak mówi, bo chce cię nauczyć trzymać kij i te sprawy … rozumiesz ? – śmiał się Max z Jayem i Nathanem
- Wcale nie ! – zaprotestował Parker
- Nie ! Skąd ! –
- W ogóle ! –
- Bardzo chętnie pograłabym w bilard. – powiedziałam, gdy skończyłam się śmiać
- Żeby nie było, że cię nie ostrzegaliśmy. –

Wstaliśmy od stołu.
- Vicky nie słuchaj ich, naprawdę ! – machnął ręką Tom i poszliśmy do pokoju, który znajdował się na końcu korytarza.
To tu stał stół bilardowy.

- To jak się dzielimy ? – spytał Tom, patrząc na mnie i mrugając oczami
- Chciałabym być z kimś dobrym … - powiedziałam niepewnie, choć w głowie kreował się niecny plan ;)
- O popatrz! – Tom klasnął w ręce – No lepiej trafić nie mogłaś. –
- To może reszta na nas dwóch ? – spytałam – Z twoją pomocą na pewno wygramy. – poprawiłam się
- No skoro tak chcesz. – podszedł do mnie i objął ramieniem
- Rozniesiemy ich chłopaki. – zatarł ręce Jay
- Jak wygramy to … -
- To niby co, Nathan ? – Tom założył ręce
- No właśnie ? – powtórzyłam ruch przedmówcy
- To będziecie mieli do wyboru : zadanie albo wyznanie. –

Przełknęłam ślinę. Nienawidziłam tej „zabawy” .
- A co jeśli my wygramy ? – udawałam niewzruszoną
- Wtedy wygrasz masaż wykonany naszymi rękami. – zakasywał rękawy Max
- Oooo … - Nathan z Jayem podchwycili temat
- To może Vicky chcesz sama być w drużynie i wygrać ? – Tom poruszał brwiami
Wybuchnęłam śmiechem – Obawiam się, że masaż nie byłby nagrodą dla mnie. –
- No jak to nie ! –
- No nie J. Jeśli wygram to … - nic nie przychodziło do głowy - … to będziecie wisieć mi w przyszłości małą przysługę. –
- Zgoda ! – usłyszałam
- A jak coś to zmywacie za mnie cały tydzień ! – postawił swój warunek Tom
- Jaaaaaaasne Tom, pomarz sobie. – trójka machnęła na niego ręką

Wzięliśmy kije.
- To może paniom pierwszeństwo.- wyszczerzył się Nathan
- Chodź Victoria, pomogę ci. – radosny Tom podszedł do mnie
- Chciałabym spróbować sama. Może się uda. Jak nie, to zobaczysz, ocenisz co robię źle i następnym razem będziesz mi pomagał, ok ? – zaproponowałam ze słodkimi oczkami

Podeszłam do stołu z kijem. Miałam rozbić. Szczerze ? PESTKA ! Umiałam grać w bilard i to świetnie, o czym chłopaki jeszcze nie wiedzieli. Nieźle wdepnęli. W liceum przy hali gimnastycznej mieliśmy stół i w taki oto sposób wraz ze znajomymi graliśmy nawet po kilka razy dziennie. Wiadomo- trening czyni mistrza. Jeśli miałam dobry czas, mogłam wciągu dwóch, trzech kolejek wszystkich pokonać. Na samą myśl o tym w co chłopaki się wkopali chciało mi się śmiać. Ale pozory trzymałam nadal i musiałam jeszcze poudawać, że nie mam zielonego pojęcia o tej grze. Jay zabrał trójkąt. Ustałam naprzeciwko, patrząc na bile.
- Może jednak pomóc ? – Tom z pełnym uśmiechem był gotów do pomocy

Nie wiedział, że właśnie zastanawiałam się nad tym, który chwyt zastosować ; czy wbić od razu dwie, trzy bile czy bawić się po kolei.
- Nie. Spróbuję sama. – uśmiechnęłam się, podjąwszy w głowie decyzję

Nachyliłam się, ułożyłam kij, przybrałam pozycję i uderzyłam swoim „pewniakiem”. Kule rozleciały się po stole, a 4 wpadły do łuz. Wyprostowałam się. Chłopakom odjęło mowę. Patrzyli to na mnie to na stół.
- Możesz to powtórzyć ? – odezwał się wreszcie zaskoczony Max
- Chcesz nam coś powiedzieć ? – dodał Nathan
- Po prostu fuks początkującego. – wzruszyłam ramionami, śmiejąc się
- Ja nie chcę wierzyć, że to dzieje naprawdę … - jęknął zawiedziony Tom
- Tom nie marudź tylko dobijaj. – podałam mu kij
- Jasne – podszedł do stołu niby smutny, ale za chwilę jednak odwrócił się do nas z szerokim uśmiechem – Chłopaki, ustalajcie między sobą grafik do zmywania. – oświadczył i wbił bilę

Następnie znowu podeszłam ja. Już się przymierzałam do uderzenia ;
- Wam też podoba się ten widok ? – zaczął Nathan
- Ojjjj taaaaak – usłyszałam Maxa
- Śliczna kobieta z odkrytymi nogami, w sukience podkreślającej jej figurę i na dodatek w szpilkach, grająca w bilard. – dodał rozmarzonym tonem Jay

To kompletnie mnie zdekoncentrowało i uderzenie padło pod innym kątem. Nie trafiłam. Odchyliłam się, patrząc na Maxa, Nathana i Jaya, którzy już byli gotowi do gry, trzymając w ręku swoje kije z minami aniołków.
- To było nie fair. – oparłam rękę o biodro
- Wszystkie chwyty dozwolone. – cwaniacko uśmiechnął się Nathan

Taaaaak ??? Ok ok ^^ ….
Max stanął przy stole i wbił bilę do łuzy.
- Fuksy się nie liczą. – prychnął Tom
- Nath, dobijaj. – zarządził Max

Chłopak podszedł do stołu. Obszedł go, po czym zdecydował się, przystał i przygotował. Ułożył kij. Zrobiłam do niego 2 kroki. Nachyliłam się do niego. Był tak skupiony, że nawet tego nie zauważył. Ułamek sekundy wcześniej, gdy już uderzał zamruczałam mu do ucha ;
- Nathan – co sprawiło, że chłopak chybił

Wyprostowałam się. On zrobił to samo.
- Victoria … - powiedział grożącym tonem lecz uczynił to z uśmiechem
- No co tam ? Wszystkie chwyty dozwolone. – przypomniałam mu

Tom podszedł do stołu, trafił. Teraz moja kolej – przymierzyłam i wbiłam. Zmienił mnie Tom- wbił. Moja kolej- wbita. Tom – wbita.
- Ej, weźcie się uspokójcie, co ? – obruszył się Max
- Dajcie nam pograć ! –
- Nie umiecie się bawić . –
- Wyluzujcie panowie. I tak przegracie. – podał im do świadomości Tom

Wbiłam bilę.
- No nieeeeeeee – chłopakom opadły ręce
- Tom – przechyliłam głowę – rozwalmy ich. –
- Też tak myślę. Żeby już więcej nie żyli nadzieją. – na potwierdzenie wbił bilę
- To chyba się nagraliśmy na dzisiaj … - stwierdziła trójka

Na zmianę z Tomem wbijałam bile. Została w końcu ostatnia ;
- Victoria, wiesz co masz zrobić. – wyszczerzył się Parker

Spojrzałam na tamtą trójkę.
- Dobra wiemy … przysługa . – mruknęli
- Jak zakład to zakład. – powiedziałam z uśmiechem

Ustawiłam się, przyłożyłam i wbiłam. Tom z euforii wziął mnie w ramiona, obkręcił i z powrotem postawił na ziemi. Poprawiłam sukienkę.
- To co, wracamy do jadalni ? – spytał Max
- A która to w ogóle godzina ? –
- Po 21 Vicky –
- Już ?! – wypsnęło mi się – O nie. To ja wracam do domu. –
- Co ?? .. –
- No nie, Vicky . – chłopakom nie podobał się ten pomysł
- CO „co” ? Pora wracać. I tak się zasiedziałam. Poza tym jutro do pracy idę. Mam drugi ważny dzień, więc muszę pójść do niej wypoczęta. –
- W sobotę ? – powątpiewał Nathan

Bez kitu ; mam jutro weekend. Awwww <3

- Ale o tej porze z naszego domu już nikt nie wychodzi. – uświadomił mnie, udający poważnego jak nigdy Jay
- Że co ? – śmiałam się
- Że to. Późno jest. – Nathan przybrał postawę Jaya
- Niebezpiecznie jest. – powiedział Max
- Ciemno jest. – kontynuował Jay
- A pokój gościnny na górze jest. – wyszczerzył się Tom
- O nieeeeee – przeciągnęłam, przejrzawszy ich zamiary
- O taaaaaak – uśmiechali się we czwórkę
- Nie ma mowy ! – powiedziałam stanowczo
- Oj daj spokój. Nie rób problemów. Poza tym tak będzie bezpieczniej. – uśmiechał się dalej Max
- No właśnie – przytaknął Nathan, wkładając ręce do kieszeni do spodni

Wytrzeszczyłam oczy.
- Co wam jest ?! Nie ma mowy ! – powtórzyłam
- Bo ? –
Zabultałam się – Bo nie ! – palnęłam

No bez przesady, ludzie ! Jestem u nich po raz pierwszy i na pewno nie będę u nich nocowała ! Poza tym niech mnie nie wkręcają z tą godziną policyjną- że niby po g.21 oni już grzecznie siedzą w domu. No błagam … J
- Odwiozę ciebie jak tak. – spojrzałam uważnie na Nathana – W sensie taxówkę wezmę. – poprawił się i zadzwonił … - Zaraz będzie. – oznajmił po rozmowie
- Ok. Dzięki chłopaki za przemiły wieczór, świetną atmosferę i pyszne jedzenie. Naprawdę było mi bardzo miło i dziękuję za zaproszenie. –
- Fajnie, że przyszłaś. – przytulił mnie Jay
- Wpadaj częściej. – podszedł Tom
- 3maj się. – przytulił Max
- Wy też. –

Wzięłam jeszcze swoją torebkę z jadalni i skierowałam się z Nathanem do drzwi wyjściowych.
- Niedługo wracam. – zwrócił się do chłopaków
- Pa – pożegnałam ich z uśmiechem

Wyszliśmy na zewnątrz. Taxówka akurat podjechała. Wsiedliśmy do środka. Podałam adres, pod który kierowca miał pojechać.
- I jak wrażenia ? – spytał Nathan – Tylko szczerze. –
- To był naprawdę miły wieczór. Choć początek tego nie zapowiadał – przypomniały mi się kłótnie – ale potem już było przyjemnie. Dzięki, że mnie zaprosiłeś. – uśmiechnęłam się
- Nie ma sprawy. Cieszę się, że jesteś zadowolona. -
- I fajne te wasze mieszkanko. – przyznałam – Przynajmniej parter. – reszty nie zwiedziłam …
- No na górze, w naszych pokojach już tak pięknie nie jest. – zaśmiał się - … To jakie plany na jutro ? – spytał po chwili
- Szczerze mówiąc jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. –
- To może miałabyś ochotę skoczyć na jakąś imprezę ? – zaproponował
- W sumie … czemu nie. – pomysł wydawał się sensowny
- No to fajnie. – Nathan uśmiechnął się
- Jesteśmy na miejscu. – poinformował kierowca i zatrzymał samochód
- Proszę poczekać, zaraz wracam. – zwrócił się do niego Nathan i wyszedł ze mną

Podprowadził mnie pod same drzwi „Sweet Dreams”. Stanęliśmy naprzeciwko siebie.
- Widzisz, jednak po nowym zapoznaniu się ani razu się nie pokłóciliśmy. – zauważył dumnie
- Mhm, aż sama jestem w szoku. –
- Jednak może być przyjemnie, co ? –
- Jeśli się postaramy to tak … -

Spojrzałam mu w oczy. On patrzył w moje. Nastała chwila ciszy …



Hej słońca :) ! Nie wypowiem się na temat tego rozdziału. Nie wyszedł no... Kurde miał być taki fajny, a jest jakieś takie coś ... Nic. Trudno. I znowu strasznie długi wyszedł ...
Miałam ciężki szkolny tydzień, ale przebrnęłam i niezmiernie cieszę się, że już jest mój ukochany czas - piątek popołudnie, a niedługo wieczór. MMmmm I love it ! :)
Co do Waszych pytań pod ostatnim rozdziałem : nie planuję być ani dziennikarką ani pisarką. Mam już kierunek studiów, o którym myślę od ponad 4 lat i mam nadzieję, że w tym roku uda mi się go rozpocząć. A co do tekstów z podjazdami - biorą mi się z głowy, zresztą  jak całe opowiadanie. Po prostu ;)
Zmykam cieszyć się w spokoju leniwymi godzinami piątku :)
Ściskam ! :)

niedziela, 17 lutego 2013

Dom nabuzowany testosteronem - rozdział 9.

Wpadłam do pokoju, potrącając przy okazji stołek.
- Ałć ! – jęknęłam i otworzyłam szafę z impetem
Ustałam naprzeciwko niej. Zaczęłam po kolei wyrzucać z niej ciuchy na łóżko.
- To nie. To nie pasuje. Tego nie chcę. – stałam i narzekałam
W końcu doszłam do strasznego wniosku ;
- JA. NIE MAM. CO. NA SIEBIE. WŁOŻYĆ ! … LUUUUUUUUUUUCCCCYYYYYYY !!!!!!! – krzyknęłam po pomoc

Nie minęła nawet minuta, a kobieta przyszła. Zastała mnie siedzącą na podłodze wśród przeróżnych ciuchów.
- Co się stało ? –
Mój błagalny wzrok wszystko jej wyjaśnił.
- Rozumiem – podeszła do szafy – Jakieś typy w co możesz się ubrać ? – spytała, przeglądając wieszaki, na których zostały jeszcze resztki
- Myślałam o spodniach … - zaczęłam nieśmiało
- Spodniach ? – Lucy spojrzała z politowaniem
- Czarnych rurkach … ? –
- Czarnych rurkach ??? – założyła ręce i z powątpiewaniem patrzyła na mnie
- A co …, nie ? – zmarszczyłam brwi
- Oczywiście, że nie ! – Lucy opadły ręce – Zostałaś zaproszona na obiad. – przypomniała mi
Spojrzałam w prawo potem znów na kobietę – Wieeeeeeem … ? –
- Idziesz do chłopaków. Cały dom jest nabuzowany testosteronem. Dlatego nałożysz to. – z szelmowskim uśmiechem wyciągnęła z szafy sukienkę
- Eemmm … - podrapałam się po głowie – Nie chcę być zbyt oficjalna … - marudziłam
- Daj spokój. W tym będzie idealnie. –
- Ale sukienka … ? – skrzywiłam się

Musiało mnie coś natchnąć, żeby je dobrowolnie nakładać. Czułam się w nich nie do końca wygodnie i luźno. Nie to co w spodniach ! Lucy przewróciła oczami ;
- Tak, sukienka. I powiem ci więcej ; będziesz wyglądała fantastycznie. A co zrobisz z włosami ? –
- Może rozpuszczone ? Po koku będę miała ładne fale. –
- Wreszcie wiesz o co chodzi. – zaśmiała się
- To ja lecę wziąć jeszcze szybki prysznic i przebiorę się w … to. – wskazałam na sukienkę
- Dobra. Czekamy na dole. – uśmiechnęła się i wyszła z pokoju

Poszłam do łazienki – zimny prysznic pobudził. Wróciłam do pokoju, nałożyłam sukienkę. Wybór dodatków zajął mi sporo czasu, ale w końcu zdecydowałam się na klasyczne i skromne. Zrobiłam makijaż różniący się od codziennego tylko kreską na górnej powiece i delikatnym cieniem. Nałożyłam szpilki i rozpuściłam włosy – tak jak podejrzewałam – fale swobodnie opadały – część na plecy, a część na biust. Popryskałam się jeszcze perfumami i byłam gotowa.


Wzięłam kopertówkę i spojrzałam w lustro – no, nawet nieźle. Zgarnęłam telefon z półki. Zegarek wskazywał 17:30 . Genialnie się wyrobiłam. Zeszłam na dół. Przeszłam koło zaplecza.

- Wow. Masz randkę ? – usłyszałam za sobą
Odwróciłam się. Uśmiechnięty Chris stał oparty o framugę.
- Nie, to nie randka. Obiad ze znajomymi. –
- Jasne – pokiwał głową – Ale ładnie wyglądasz. –
Uśmiechnęłam się – Dziękuję –
- Victoria - Bob i Lucy wyszli z kuchni
- Ślicznie wyglądasz –
- Dzięki, Bob –
- A nie mówiłam, że będzie idealnie ? – dodała Lucy

Dobra ludzie, ogarnijcie się i skończcie J. Nie lubię komplementów, hello ! Nigdy nie wiem jak na nie reagować, a poza tym zawsze wydają mi się niesłuszne …
- Co w rękę się stało ? – zapytał Chris
- A, rozcięłam nożem. – machnęłam dłonią, oświadczając najnormalniejszym tonem
- Musiało boleć. – skrzywił się
- Oj bolało i to jak … –
- Victoria – upomniał w czasie Bob
- Bardzo – dokończyłam z niewinnym uśmiechem

Rozległ się dobrze znany w cukierni odgłos dzwonka.
- Nathan ? – zdziwiłam się – Miałeś być za pół godziny. –
- Ale jestem wcześniej. – no jakbym nie widziała o_O

Ściął mnie wzrokiem od góry do dołu. Udawałam, że tego nie widzę.
- Sorry, pogadamy innym razem. – zwróciłam się z uśmiechem do Chrisa
- Ok. Złapiemy się. – puścił oko

Wróciłam wzrokiem do Nathana- patrzył uważnie na Chrisa.
- A – przypomniało mi się – Wy się nie znacie … To Chris, a to Nathan. – przedstawiłam ich

Podali sobie ręce i rzucili coś w stylu „miło mi”.
- To jak, możemy jechać ? – spytał następnie Sykes
- Tak –
- Do widzenia – skierował się do Lucy i Boba – Cześć – zwrócił się do Chrisa

Wyszliśmy ze „Sweet Dreams” i wsiedliśmy do samochodu.
- Mógłbyś jeszcze zajechać pod jakiś sklep spożywczy ? – spytałam
- Jasne, a po co ? –
- Kupiłabym coś, nie wypada mi pierwszy raz do was jechać z pustymi rękami. –
- Daj spokój. – wrzucił wsteczny, by cofnąć z parkingu – Jedziemy od razu do nas jak tak. – zarządził
- Podjedziesz czy mam wysiąść i sama pójść ?! – chwyciłam za drzwiczki
Przewrócił oczami – Podwiozę … -

Uśmiechnęłam się tylko. Z nim trzeba twardo i prosto z mostu. Wygrałam – 1:0 dla mnie J .
Ruszyliśmy.
- Ładnie wyglądasz. – powiedział, patrząc na drogę
- Dziękuję … Szybko naprawili ci twój wózek. – zmieniłam od razu temat
- Już mnie tam znają, więc szybciutko naprawili. – uśmiechnął się
- O proszę. To nie tylko mi rozwaliłeś samochód. No pięknie jeździsz ! Dziwię się, że jeszcze prawko masz. –
- Sugerujesz coś znowu ? – wyprostował się
- Jakie „znowu” ? Od początku ci mówię, że nie umiesz jeździć i, że jesteś zagrożeniem dla otoczenia. –
- Ponownie mnie prowokujesz i się czepiasz. – spojrzał srogo
- JA ?? – zaśmiałam się – Sam powiedziałeś, że już cię tam znają, więc to o czymś świadczy ! –
- Ale –
- Co „ale” ?! –
- Przeinaczasz wszystko na swoją stronę. –
- Nieprawda ! –
- Prawda ! –
- Oczywiście, że nie ! –
- Oczywiście, że tak ! –
- Jasne –
- No tak –
- Dobra, daruj już sobie. – spojrzałam w boczną szybę
- Jesteśmy pod sklepem. – poinformował i zaparkował
- Świetnie –

Wyszłam z auta. Nathan wyszedł za mną. Weszliśmy do sklepu.
- Co chcesz kupić ? – spytał, gdy przemierzaliśmy półki
- Wina raczej nie pijecie. – wnioskowałam – Whisky może być ? – ustałam naprzeciwko butelek
- Vicky, naprawdę nie trzeba … -
- Myślę, że Jack Daniels będzie dobry. – zignorowałam jego marudzenia

Wzięłam alkohol i przy kasie zapłaciłam. Chłopak szedł za mną. Wyszliśmy ze sklepu i z powrotem zapakowaliśmy się do samochodu.
- Jeszcze jakieś życzenia ? – opuścił ręczny
Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- W sensie czy jeszcze gdzieś zajeżdżamy ? –
- Jeżeli chodzi o mnie to ja już mam wszystko. – pomachałam mu przed nosem butelką
- To jedziemy do celu. – ruszył

Po dwóch minutach ;
- Daleko jeszcze ? –
- Nie –
- To za ile będziemy ? –
- Za jakieś 2 minuty. –
- I wszyscy mieszkacie razem ? –
- Tak –
- Współczuję chłopakom. – wypsnęło mi się, aż przeklnęłam siebie w myślach za niewyparzony język, kulturka miała być.
- A wiesz, jakoś nie narzekają. – podniósł brew i wjechał na podjazd – Ty też byś nie narzekała, a pewnie gdzieś tam w głębi duszy nawet byś i chciała pomieszkać ze mną chociaż jeden dzień. – mówił pewnie
- O taaaaaak, na wskroś mnie rozszyfrowałeś. – udawałam, ironizując

Nathan ustawił samochód i wyłączył silnik. Była cisza. Nachylił się do mnie. Jego twarz była tuż naprzeciwko mojej. Spojrzał mi w głęboko w oczy. Zestresowałam się …

- Tylko mi nie mów, że nie wyobrażałaś mnie sobie nago. – zamruczał

Chciałam wybuchnąć mu w twarz śmiechem, ale wolałam pograć jak on. Nachyliłam się do niego jeszcze bardziej, tak, że nasz nosy prawie się stykały.
- W takim razie … - szepnęłam na tyle głośno, by usłyszał

Odpowiedni nastrój i te sprawy … ;p
- W takim razie co ? – powtórzył, patrząc mi na usta
- W takim razie wolisz nie wiedzieć jak mizerny obraz widziałam. – powiedziałam już zupełnie głośno, odsuwając się od niego i szczerze uśmiechając się z tryumfu.

Nathan chrząknął i wrócił do normalnej pozycji siedzącej. Za chwilę odwrócił się znów w moją stronę;
- Ty jesteś taka wredna z natury czy wykupiłaś gdzieś całoroczny karnet ? –

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo otworzył drzwi i wysiadł. Zamknęłam na chwilę oczy; raz, dwa, trzy, cztery, dziesięć !! Otworzyłam i również wysiadłam. Doszłam do Sykesa, który miał na twarzy ten swój pewny siebie uśmieszek. OOooooo ggrrrr !!! Skarciłam go tylko wzrokiem po czym otworzył przede mną drzwi do ich domu. A tam ;
- Max ! Zaraz cię dorwę i nadziubię, że wcześniej to nie było zepsute ! – krzyczał Tom, goniąc łysego
- Gadaj sobie co chcesz. I tak wiem swoje ! – odkrzyknął Max
- Chłopaki noooooo … oddajcie mi ten pilot ! – na końcu biegł Siva

Nathan chrząknął.

- Chłopaki, mamy gościa ! – oznajmił głośno

Trójka ganiających się momentalnie stanęła jak wryta. Naprzeciwko z kuchni wyszedł Jay;
- Hej Victoria ! – podszedł i przytulił mnie – Świetnie wyglądasz. –
- Cześć. Dziękuję – uśmiechnęłam się

Następnie podszedł do mnie Siva;
- Hej –
- No czeeeeeeeeeść śliczna – podbiegł Tom i przytulił mnie

Na końcu szedł Max, który bardzo mi się przyglądał. Przytulił;
- Hej Victoria. Rewelacyjnie wyglądasz. –
- Dziękuję – czułam jak się rumienię, pudrze spisz się i zatuszuj to ! – oj, mam w ogóle coś dla was. –podałam butelkę najbliżej stojącemu Jayowi
- Nie było trzeba … - chłopaki zaczęli
- Yhym, tak wiem. Już to słyszałam. –
- To chyba nie będziemy tu tak stać, co ? – odezwał się w końcu Nathan
- Oczywiście, że nie. – powiedział Siva
- Wchodźcie dalej. – zachęcił Tom
- Victoria rozejrzyj się sobie po mieszkaniu, a ja pójdę z chłopakami przygotować stół. – powiedział Nathan i zniknął

Skierowałam się za Jayem do kuchni. Nie lubiłam zaglądać po kątach cudzym ludziom lub zwiedzać ich lokum. Nie wiem, po prostu to nie leżało w moim stylu.
- Mmmm cudowne zapachy. – powąchałam
- Mam nadzieję, że tak samo cudownie będzie smakować. – Loczek krzątał się po kuchni
- A co przyrządzasz ? –
- Nie podchodź, bo się pobrudzisz – spojrzał na mnie – a szkoda by było. – posłał szeroki uśmiech – Przyrządzam baaaaaaaaaaaaardzo skomplikowane danie, ale to bardzo i nie wiem czy mi wyjdzie. –
- … Mianowicie ? –
- Pizzę ! –
- Woooow. Jestem pod wrażeniem. –
- Dziękuję – zalotnie zatrzepotał rzęsami i wybuchnęliśmy śmiechem
- Mogę jakoś pomóc ? – spytałam, gdy się uspokoiliśmy
- Nie, kontroluję już tylko czas, a stół już pewnie nakryty, więc możesz iść spokojnie usiąść J. –

Wyszłam zatem z kuchni do jadalni ( te 2 pomieszczenia dzielił tylko „mini barek” ). Tu krzątała się cała czwórka.
- Victoria zajmij sobie miejsce. – usłyszałam tylko

Spoko. Usiadłam. Obok mnie było tylko jedno wolne krzesło. Naprzeciwko dwa i po obu końcach stołu po jednym.

- Vicky, czego się napijesz ? – zaczął Max – Piwa, wina, whisky … a może wódki ? – pomachał brwiami
- Wino poproszę. – uśmiechnęłam się – Co to jest ? – wskazałam na butelkę, która stała obok ich barku
- Joe Black – odparł dumnie Tom
- Ile to ma procent ? –
- Z 25-30 … -
- Tylko tyle ? – wypsnęło mi się -,-
- Tylko ?! – momentalnie Max, Nathan i Siva zawrócili się do mnie przodem
- Widać, że nie piliście polskiej wódki. – machnęłam ręką, śmiejąc się
- A co, mocniej kopie ? – Tom podchwycił temat
- Oooo i to jak ! – śmiałam się na całego – 40% co najmniej. –
- Panowie ! – Parker wystąpił przed kolegów – Już chyba wiecie, gdzie gramy następny koncert ? –

- Zaraz … - Siva coś zaczął rozkminiać
- Stop … – Max również

Świdrowali mnie wzrokiem aż Jay przyszedł z kuchni.
- To Ty jesteś z Polski ???! -
- Tak, Nathan –
- Phi ! Ja już dawno o tym wiem. – skwitował niewzruszony Tom i nalał mi do kieliszka wina
- A ty skąd masz takie informacje ??! –
- Po prostu z nią ładnie rozmawiam BabyNath, a nie ciągle się kłócę i pyskuję. – odpowiedział rzetelnie Tom, nalewając teraz whisky do specjalnej szklanki

Całej pozostałej trójce odjęło mowę, a Nathan patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami …



Hej ;D ! Naprawdę nie dawałam sobie szans na napisanie tego rozdziału w weekend, ale wczoraj wieczorem jakoś tak sobie usiadłam i samo poszło :). Myślę, że nie jest najgorszy, a jak Wy uważacie ? Podzieliłam go na 2 części, bo ta jedna wyszłaby już stanowczo za długa ;)^^
Ale Was rozpieściłam tymi kłótniami i zjazdami między Victorią a Nathanem, no nie wierzę ;] ! Myślałam, że macie już tego dość, ale patrzę po komentarzach, że jednak niekoniecznie i domagacie się jeszcze :D . Dziękuję za cenne uwagi i bardzo miłe słowa dot.nie tylko konkretnie poprzedniego rozdziału ^^ naprawdę cieszę się, że mam dla kogo pisać i, że dołączają do nas nowe osoby i, że wynagradzacie mi to (choć dla mnie pisanie to już sama w sobie przyjemność) pod postacią komentarzy. Powtarzam się, ale chcę żebyście wiedziały, że ciężko byłoby się zabrać do pracy bez dopingującej publiczności. Naprawdę każdy Wasz komentarz daje mi satysfakcję i przeogromny uśmiech jakbym wygrała Oscara. :) Dzięki ! :*
PS dziękuję również za regularne odwiedziny czytelników z innych państw, a nawet tym spoza Europy. :)